Jedyną rzeczą, której powinienem się bać, jest
strach – to nie ja, to Winston Churchill.
Te słowa zostały wypowiedziane sto lat temu,
wydają się dziś tak aktualne. Strach ma tylko wielkie oczy – ale 1,5 roku temu,
gdy usłyszałam ,,jedziesz w transport do W-wy’’, to strach bym zamieniła na
„lęk”, dlaczego?
Strach dał
mi szansę na przetrwanie – lęku trudno się pozbyć. Adrenalina, napięcie mięśni
– to wszystko daje mi siłę, by uciec i walczyć z przeciwnikiem, wyzwaniami.
Nagle
okazało się, że warunki, w jakich jesteśmy zamknięci, wcale nie umniejszają
tego, co nam zabrano. Bo miejsce, to ludzie.
Czym jest
W-wa? To moje plany i ich realizacja. To miejsce, abym spostrzegła Kim Jestem,
Kim chcę być. Warszawa – to spotkania, gdzie i kiedy chcesz, to miejsce wielu
możliwości. To wiara, że możesz i to po horyzont. To możliwość nauki, nie tylko
o wybranych rzeczach. Mam osobiście szczególny rodzaj poczucia wdzięczności za
transport. Za wyzwania, przed którymi stanęłam w ostatnich miesiącach. Za ten
beztroski dla mnie czas, który sączył się powoli jak kropla herbaty sunąca się
po łyżeczce. Za wiedzę, że można poradzić sobie ze złością wobec tego, co jest
od nas niezależne. Za ćwiczenia z życia, które wiele mnie nauczyły – co to jest
akceptacja i kreatywność.
Warszawa –
dała Mi siebie na nowo.
EVELINE
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Mam na imię
Monika, mam 39 lat. W ZK jestem od lipca 2020, w sumie do odbycia kary zostały
mi jeszcze 23 miesiące ☹.
Bardzo liczę na to, że będzie mi dane wyjść na wolność wcześniej. Jestem
blondynką średniego wzrostu z niebieskimi oczami.
Z natury
jestem pogodnym człowiekiem, znam swoją wartość. Mimo tego, że znalazłam się
tutaj, nie jestem złym człowiekiem. Jeden błąd, jedna nieprzemyślana decyzja i
jestem tu, gdzie jestem. Nie lubię mówić, pisać o sobie, ale może z czasem się
otworzę i opowiem coś więcej.
Przygotowania
No i stało
się, jestem w więzieniu. W miejscu, do którego nikt nie chce trafić. W 2019
roku zapadł prawomocny wyrok, z którym miałam rok, żeby się oswoić, przygotować
psychicznie na to, co mnie czeka. Miałam też czas na to, żeby dowiedzieć się
jak tu jest, co trzeba mieć ze sobą, żeby przetrwać „przejściówkę”, co wolno
zabrać z wolności, no i najważniejsze, pozamykać sprawy zawodowe i przygotować
rodzinę na czas mojej nieobecności.
Zaczęłam od
przeczytania książek dostępnych na rynku, które dotyczą polskich osadzonych. Z
nich dowiedziałam się, że osadzone to w większości normalne kobiety, które
próbują ułożyć sobie życie i wcale nie szukają awantur. Potem przyszedł czas na
internet i YouTube. Obejrzałam wszystkie filmy dotyczące więzień w Polsce,
jednak na temat więzień kobiecych nie ma za wiele materiału.
Z czasem
udało mi się poukładać sobie w głowie, że to nie koniec świata, że nie umieram,
że nikt mnie nie zabije, więc dam sobie radę. Buszując w internecie odkryłam
blog „W kratkę”, kopalnia wiedzy dla początkujących. Poczytałam cały, wszystkie
wpisy i komentarze. Przestałam się bać dziewczyn z więzienia, przynajmniej
tych, które pisały na blogu 😊
SENSYMILLA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Wszyscy
znają polski biegun zimna, miasto białych misiów. Oczywiście chodzi o Suwałki.
Urodziłam się w tym pięknym mieście i wychowałam. Jest to moje miejsce na
ziemi. Chociaż nie jest ono metropolią i ma swoje ograniczenia, dla mnie jest
domem. Bo czyż można nie kochać miejsca, w którym dookoła jest pełno lasów,
jezior, przyrody. Mieszkałam w bloku, ale w żaden sposób nie czułam się
mieszczuchem. Dlaczego? Już na to pytanie odpowiadam. Stojąc na balkonie, widzę
dużą łąkę, taką naturalną. Czasem nawet zdarza się zobaczyć tam krowę. Gdy
spojrzę w prawo z balkonu, pojawia się widok polskiej wsi. Wiecie, jaki to
komfort wyjść na spacer i móc zajść do gospodarza po świeże jajeczko, takie od
„szczęśliwej kury” czy nawet dostać mleko, takie prawdziwe. A czasem, jak się
dobrze zagadało z gospodynią, to prosto z grządki można przynieść świeże
warzywa do zupy. Ten zapach sam zachęcał do zrobienia obiadu. Wracając ze
spaceru, nie sposób było przejść obojętnie obok Czarnej Hańczy, która płynie
tuż przy bloku. Można zamoczyć tam nogi, a nawet przejść przez rzekę, bo to
szybszy sposób dotarcia nad Zalew Arkadia. A
dokoła świeże powietrze. Chociaż Suwałki to nie tylko przyroda, ale
także ciekawe miejsca. Dom, w którym urodziła się Maria Konopnicka, jest
zachowany w idealnym stanie, a w chwili obecnej mieści się tam muzeum. Powstał
też szlak turystyczny Marii Konopnickiej „ Krasnoludki są na świecie”, który
prowadzi przez całą Suwalszczyznę. Jak oddalimy się trochę od Suwałk, bo
zaledwie 15 km, mamy piękny Wigierski Park Narodowy, który zachwyca swoją
przyrodą i ścieżkami. Piękne, autentyczne stare kamienice na ulicy Kościuszki,
które, mimo swojego nie cieszącego oczu wyglądu, mają swój urok. Galeria, która
jakiś czas temu powstała, jest jedyną w mieście, ale za to, co jest ciekawostką,
ma w swoją architekturę wbudowany stary Areszt Śledczy z zachowaniem nawet
takich szczegółów jak cela. Mieszkańcy nie narzekają na brak galerii czy też
dużych supermarketów (chociaż jest kilka). Każdy ceni sobie osiedlowe sklepiki,
bo przecież można do niego wyskoczyć w piżamie i dostać świeże pieczywo. A że
jest zimno, to też taki urok tego miasta, ale i hartowanie organizmu. Każdemu
polecam przyjazd na Suwalszczyznę i spróbowanie naszych regionalnych
przysmaków, jak chociażby kiszka ziemniaczana czy sękacz prosto z ognia. Jest
to moje miejsce na ziemi i nie wyobrażam sobie mieszkać w innym miejscu.
Zołza
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Zdaję sobie sprawę, że społeczeństwo w ostatnich latach bardziej
zainteresowało się – być może też dzięki mediom, które są wszechobecne,
interesują się sprawami dotyczącymi więzień, więźniów i życiu za kratami –
nami, osadzonymi.
Nie umiem sobie jednak odpowiedzieć do końca na nurtujące mnie pytanie:
czy to za sprawą szukania sensacji, czy za sprawą ciekawości, czy za sprawą
nas, tu osadzonych kobiet i naszych historii?
Wiele z nas na bloga pisze na luźne tematy, czując obawę przed krytyką,
jaka na nas spadnie, gdy opowiemy całą swoją historię. Nie uzewnętrzniamy się
do końca. Każdy człowiek, nieważne czy po tej, czy po tamtej stronie muru,
skrywa jakąś tajemnicę.
Jako odbiorcy bloga wiecie tyle, ile my się odważymy Wam zdradzić.
Kiedy opowiadamy o swoim dniu w celi – co jest dla nas dniem powszednim – dla
Was pewnie jest nie do pomyślenia, że można niektóre zasady znosić. Tu nie ma
się wyboru. I czasem myślę, że nawet „wolności słowa”- choć sąd wydając wyrok
nam tego nie zabrał. Jedyne, co zabrał, to wyśnioną i wymarzoną przez większość
z nas WOLNOŚĆ.
Czy da się przywyknąć do tego miejsca? Osadzić się w jakiś schematach?
Ja na to pytanie odpowiem tak: da się to tolerować, zaś w pełni zaakceptować
nigdy.
Moim sposobem na przetrwanie w tym miejscu jest cierpliwość. Uczę się
jej każdego dnia. Staram się o to, aby nie przesiąknąć tym miejscem.
Chciałabym, gdy będę po tamtej stronie muru, aby moi najbliżsi mnie
poznali. Żebym wreszcie mogła żyć bez stresu i olbrzymiego strachu, jaki mi
towarzyszył, gdy sprawy związane z wyrokiem nabierały tempa.
Straszne jest to, kiedy kładziesz się u boku ukochanego myśląc tylko o
tym, czy jutro nie zawali się twój cały świat. Czy wszystko nie legnie w
gruzach. Więzienie to ciągła walka. Nie z innymi, lecz z samym sobą. Test, który
trwa dni, miesiące, lata. Czujesz ciągle czyjś oddech za plecami, jakąś obawę o
to, co się wydarzy. Gryziesz się w język w sytuacji, kiedy masz rację. Tak dla
dobra sprawy. Czy stajesz się przez to osobą słabą? Nie! Pokazujesz tym samej
sobie, jaka jesteś silna i dzielna. Mój spokój – Twoja racja!
Najgorsze, co tu doskwiera, to tęsknota. Robisz sobie bilans i okazuje
się, ile tak naprawdę straciłaś. Czasem ten bilans jest druzgocący. Bo po
wyjściu nie da się żyć, jakby nigdy nic się nie stało. Jedyne co można, to
starać się, aby jakoś to bliskim wynagrodzić.
Blondi
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Moja znajomość
dzisiejszej Warszawy ogranicza się niestety do Grochowa. Oczywiście mam okazję
obejrzeć nieco najnowszych widoków stolicy w telewizji, co daje mi niejakie
wyobrażenie o tym, jak bardzo miasto się zmieniło. Można rzec, iż od
powojennych ruin wręcz dramatycznie. Ja odwiedzałam Warszawę głównie w latach
80-tych i 90-tych, kiedy stolica była wizytówką Polski socjalistycznej.
Przyjeżdżałam tutaj dość często po nieodzowne wówczas przy podróżach zagranicznych
wizy, w związku z czym dość blisko zaznajomiłam się z okolicami ambasad.
Pozostawiły mi miłe wrażenie atmosfery przedwojennej elegancji. Zwiedzałam
naturalnie Starówkę, ale muszę przyznać, że jako krakowianka nie umiałam
zbytnio docenić zrekonstruowanych zabytków – wszystko tu wydawało mi się po
prostu za nowe, trochę jak dekoracja sceniczna albo plan w studio filmowym.
Natomiast w porównaniu z Krakowem takie miejsca jak Dworzec Centralny czy
hotele typu Victorii, również lotnisko międzynarodowe, z którego często
wylatywałam z Polski, miały oblicze daleko bardziej „światowe” niż ich
krakowskie odpowiedniki. Cóż, wracając z Warszawy do Krakowa czuło się
galicyjską prowincjonalność dawnej stolicy królów, zaś Warszawa, nawet w
czasach PRL-u, emanowała jednak aurą dużej
metropolii, niemniej nigdy nie byłam zazdrosna – nic z tych rzeczy. Z kolei kiedy
jechało się na Zachód, wrażenie było ekstremalnie odmienne, bowiem nasza
stolica zdawała się gwałtownie maleć i szarzeć w moich oczach, mimo to nie
odbierałam owych różnic jako czegoś świadczącego na niekorzyść Warszawy.
Warszawa miała po prostu własny klimat i charakter i porównania nie były tu
potrzebne. Choć poznałam naszą stolicę jedynie „z doskoku”, podczas krótkich
wizyt, zawsze ją lubiłam i dobrze się w niej czułam. Mam nadzieję, że w
przyszłości uda mi się obejrzeć także tę część miasta, która wyrosła w XXI
wieku, i że ta nowoczesna Warszawa mi się spodoba. Na koniec dodam: nie burzcie
Pałacu Kultury, bo Historia przez duże „H” zazwyczaj ocenia burzenie symboli w
kategoriach małostkowości. Sztuką jest uczynienie z pomnika
podporządkowania symbolu niezależności i
siły.
Zośka
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Wielu ludzi zastanawia się, po co przez Sądy czy
Zakłady Karne w ogóle udzielają je skazanym. Z jakiej racji jakiś gangster,
złodziej, morderca, oszust…, chodzi po ulicach wśród normalnych ludzi, skoro w
tym czasie powinni siedzieć w więzieniu. Wszystkie te środki czemuś służą, postaram się wytłumaczyć to w miarę sensownie.
♦♦♦
Przepustka – wersja kodeksowa: skazanemu wyróżniającemu się dobrym zachowaniem w czasie odbywania kary mogą być przyznawane nagrody. Nagroda może być również przyznana skazanemu w celu zachęcenia go do poprawy zachowania. Jedną z form nagrody jest zezwolenie na widzenie bez nadzoru poza obiektem Zakładu Karnego na okres nieprzekraczający 30 godzin jednorazowo oraz zezwolenie na opuszczenie ZK bez dozoru na okres nieprzekraczający 14 dni.
A teraz moja wersja
Dla mnie przepustka to furtka do świata, którego
już nawet dobrze nie pamiętam (jestem tu od 2000 r.). W tym czasie hitem były
pierwsze telefony komórkowe na kartę 😊.
Przepustka to odbudowa relacji z rodziną, bo na
razie jestem tylko córką i siostrą od wielu lat w więzieniu, nie w domu, nie na
wspólnym obchodzeniu świąt, nie przy wspólnych rodzinnych problemach i wielkich
wydarzeniach.
Przepustka to też przyzwyczajenie się do ulic
pełnych anonimowych ludzi, środków transportu a nawet kupowania biletów (bo
słyszałam, że robi się to teraz za pomocą urządzeń a nie kiosków), sklepów,
płatności bezgotówkowych i spacerów przed siebie a nie w kółko.
Przepustka to ponowna nauka życia – rozmowy w
urzędach, załatwianie spraw, których nie robiłam od wielu lat.
♦♦♦
Przerwa w karze – wersja kodeksowa: sąd penitencjarny może udzielić przerwy w karze, jeżeli przemawiają za tym ważne względy rodzinne lub osobiste.
Moja wersja
Przerwa w karze to są dzieci, które psychicznie
sobie nie radzą z sytuacją w której zostały postawione i tylko ten rodzic,
który tak nagle zniknął z niewiadomego powodu może to wykorzystać.
Przerwa w karze to możliwość załatwienia
spotkania z pozostawionym zwierzątkiem, czy mieszkaniem,
za które rośnie zadłużenie. To również załatwienie
opieki dla osób, które tego potrzebują, gdy mnie nie będzie.
♦♦♦
Warunkowe przedterminowe zwolnienie – wersja kodeksowa: sąd może warunkowo zwolnić skazanego z odbycia reszty kary, tylko wówczas gdy jego postawa, właściwości i warunki osobiste, okoliczności popełnienia przestępstwa oraz zachowanie po jego popełnieniu i w czasie odbywania kary uzasadniają przekonanie, że skazany po zwolnieniu będzie stosował się do orzeczonego środka karnego lub zabezpieczającego i przestrzegał porządku prawnego w szczególności nie popełni ponownie przestępstwa.
Moja wersja
To dla mnie szansa na nowy początek, który jest
szybszy niż koniec kary. Kiedy jestem gotowa do odbudowy życia jakie mi
pozostało (a wiek jest przeszkodą np. do pracy), kiedy wykluczenie społeczne,
technologiczne jest mniejsze niż będzie gdy kara się skończy. Każdy dzień poza
ZK to zysk, zwłaszcza dla tych, którzy karę otrzymaną mają podyktowaną nie
tylko sprawiedliwością a także np. opinia publiczną (takie wyroki zawsze są
wyższe) lub dla tych, którzy w ogóle nie
powinni ich mieć a mają. Z nami są takie przypadki.
♦♦♦
Niestety wiele osób skazanych nie korzysta z
wymienionych przeze mnie środków. Czy to
dobrze? Moim zdaniem nie. To wszystko powinno być aktywne, w końcu z jakiegoś
powodu ktoś mądry to wszystko wymyślił, a z jakiego? Każdy z tych środków ma
pomóc skazanemu w powrocie do społeczeństwa.
Odbycie kary czyli odsiadka od deski do deski
nie zawsze przynosi ze sobą coś dobrego.
Gdy kara się kończy i stajesz za bramą bez
przygotowania (bo siedzenie wieloletnie upośledza w człowieku pewne
zachowania), z zadłużonym mieszkaniem lub eksmisją, bez pracy z dziećmi w domu dziecka i wieloma innymi
problemami nawarstwionymi tak bardzo, że wydają się nie do pokonania, możesz
zrezygnować zanim podniesiesz stopę, by dać pierwszy krok.
Przepustki, przerwy w karze i warunkowe
zwolnienia są po to by góry zamieniać w pagórki, żeby lepiej było ponownie
wystartować.
MONIKA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Choć
dziś nie mogę Cię oglądać, to wiem, że jestem w głębi Twego serca.
Jak
Cię widzę i postrzegam? Hm….
Może
zacznę, iż stałaś mi się bardzo bliska, przyjęłaś mnie jak matka do swego
serca.
Przyjechałam
do Ciebie, tak naprawdę, to chyba znikąd, gdyż moje życie opierało się na
ciągłej podróży. Zagubionemu ciężko jest znaleźć swe miejsce na ziemi, tak jak
i mnie było.
Dziś
uważam że dałaś mi swe serce, bym mogła w nim zamieszkać na stałe. Wiesz,
minęło już 15 lat, kawał czasu za nami, razem.
Przez
te lata wiele się zmieniło w naszym życiu, w podzięce napiszę jaka jesteś, jak
ja Cię widzę i postrzegam.
Dla
mnie stałaś się sercem, w którym mieszkam, jestem.
Jesteś
miastem różnych ludzi, tych biednych, klasy średniej, no i tych bogato
wyniosłych.
Piękne
w Tobie jest to, że i tak dla Ciebie wszyscy są równi, bo z takim sercem, jak
Twoje, nie można pozostawić nikogo obojętnie. Właśnie za to Cię podziwiam.
Jesteś
piękna, kolorowa i wyniosła, ze swoją starą historią, której nie da się nie
zauważyć docierając do zakamarków Twego poranionego kiedyś serca. Jesteś silna,
dałaś radę przetrwać mimo wszystkich trudów jakich doświadczyłaś, dlatego
uważam że warto brać z Ciebie przykład, jak i uczyć się cierpliwości.
Udowodniłaś,
że nie ma rzeczy niemożliwych, zniszczyli Cię, a Ty i tak powstałaś.
Warszawo
trwaj.
Cukiereczek
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
PRZYZWOITOŚĆ – Człowiek powinien być wierny sobie. To moje sumienie cicho dyskretnie ogłasza co jest.
Przez ostatnie lata bardzo się zmieniłam. Jak minęła trzydziestka zmieniła się mentalność. Przez edukację podniosła się moja samoświadomość, moje własne „JA” rozrosło się, ale nie tłamsi innych ludzi, tylko zaczyna z nimi współżyć.
Poznałam
różne mechanizmy rządzące tym światem. Też bardzo poszerzyło się moje
postrzeganie ludzi, bo wiem, czego mogę się spodziewać, dlaczego moje
zachowanie np. budzi w niektórych niechęć, a tamto budzi współczucie, czy
jakieś uczucie pozytywne, lubienie czy właśnie zaufanie.
Tą
gówniarę (siebie) z przeszłości to bym związała, zakneblowała i ją biła miesiąc
czasu, bo była straszna. Brakowało jej jakiegokolwiek wyznacznika moralności,
uważałam że jestem najmądrzejsza, chociaż nic nie wiedziałam. Byłam straszna.
Jakieś tam zero wrażliwości, nastawiona tylko i wyłącznie na „JA”. Nie byłam
nastawiona, żeby cokolwiek dać od siebie, tylko cały czas brać, brać, brać. No
i te wszystkie negatywne cechy nadal są we mnie. Są one stłamszone, ale nie
zabite i się odzywają co pewien czas.
Jestem
narkomanką. Wiem, że nie mogę ćpać. Jedna kreska i całe najgorsze zło, jakie we
mnie siedzi, wychodzi na wierzch. Wychodowane zło w człowieku nigdy nie
przestaje istnieć. Można je jedynie stłamsić. W każdym człowieku jest zło i
dobro. W zależności od tego, jaką mamy sytuację, to z nas wychodzi zło albo
dobro.
Różnice
społeczne i brak socjalizacji powoduje, że rodzą się złe uczynki. A każdy zły
uczynek, każdy, to jest jak kula śniegowa. Nie muszą to być złe uczynki, takie
bardzo spektakularne czy wielkie np. kradzież batonika, drugiego batonika,
później kradzieże czegoś tam, później spotyka się rówieśnika, uderza się go w
twarz, żeby mu zabrać buty i to jest taki efekt kuli śniegowej. To narasta,
narasta i w pewnym momencie rzeczywiście jesteśmy na równi, albo nawet w
niektórych wypadkach jesteśmy wyżej w tej drabinie społecznej niż zwykli
ludzie. Ja mówię tutaj o nas przestępcach. Boją się nas zwykli ludzie, mamy
więcej pieniędzy, więcej czasu, fajniejsze samochody. Wszystko jest elegancko,
tylko że każdy zły czyn zabija w środku nas człowieczeństwo i chruzgocze
blokady moralne. Ja jestem zdania, że z niektórymi blokadami moralnymi się
rodzimy. Chociażby rodzimy się z tym, żeby nie zabijać drugiego człowieka, bo
widzimy w drugim człowieku samego siebie. No ale te blokady są miażdżone,
chruzgotane i później można w bardzo łatwy sposób przekroczyć granicę, z której
już teoretycznie nie ma powrotu. To że nie mamy barier, nie czyni nas ludźmi
silnymi w pewnym sensie.
Oczywiście
że miałam poczucie, że źle robię, ale uznałam, że doznałam w dzieciństwie tyle
krzywd od społeczeństwa, że teraz ja mu się odpłacam.
Nie mam
hamulców. Nie mam. Podchodzę do wszystkiego zdroworozsądkowo. Hamulec, to jest
strach. Większości przypadków ja nie boję się kogoś zabić, nie boję się ukraść,
nie boję się komuś złamać ręki, nie boję się więzienia. Wielu rzeczy się nie
boję. Ale nie robię tego, bo wiem że to jest złe i nie chcę tego robić. Ale już
nie mam naturalnego hamulca, nie mam tego lęku który mnie hamuje. To jest tylko
i wyłącznie moja decyzja, że tego nie robię. Poza tym każdy człowiek posiada
jakiś stopień empatii, przyzwoitości. I całe zło, jakie kiedykolwiek
wyrządziłam ludziom, wraca do mnie i wiem, że poniszczyłam niektórym ludziom
życie. Zrobiłam straszne rzeczy. I źle mi z tym. I nie chcę się już więcej tak
czuć i nie chcę, żeby ludzie przeze mnie tak czuli, ponieważ dochodzi do mnie
ich ból.
W wieku
17 lat zaczęłam odczuwać pustkę w moim życiu, a w wieku 19 poznałam swojego
„niedoszłego” męża w którym się zakochałam bardzo. Ale niestety, nie byłam dość
rozwinięta emocjonalnie i zaprzepaściłam ten związek i się rozstaliśmy.
Według
mnie kobieta i mężczyzna są równi sobie. Każdy mężczyzna który próbuje się
wzbić ponad kobietę, jest zwykłym szowinistą. I to dotyczy również kobiet,
które próbują być ponad facetem. Jesteśmy wszyscy ludźmi. Mamy te same
pragnienia, obowiązki, te same prawa. Z tym że różnie je wykorzystujemy.
Wiadomo że facet z racji tego, że jest inaczej zbudowany łatwiej jest mu
pracować gdzie trzeba siły. Natomiast kobiety mają predyspozycje do tego, by
robić kilka rzeczy na raz: Mamy niesamowitą podzielność uwagi czego facetom
brakuje. Ale są jednak pewne różnice między nami. I tutaj wchodzi w życie
szacunek. Uszanować to, że mamy własne ograniczenia. I nie piętnować ich, to
jest chyba najważniejsze, żeby między ludźmi był szacunek. Nie ma ludzi złych i
dobrych. Są dobre i złe uczynki.
Bardzo
jestem związana z rodziną. Mam braci, rodziców, siostry i tam szukam pomocy.
Kocham moich braci (1 św. Pamięci) i moje siostry. To jest krew z mojej krwi i
jeżeli im się coś dzieje złego, to ja to odczuwam, jakby to działo się mi.
Jeżeli oni przeżywają szczęście, raduje się z nimi. No, nie wyobrażam sobie
życia bez nich.
Chciałabym,
żeby życie nie było tak skomplikowane. Zdaje mi się że życie przeznaczyło mi
drugie miejsce. ZAWSZE, ktoś jest zawsze przede mną. Nie raz mam ochotę w tym
biegu, podciąć komuś nogę. Ale nie zrobię tego, bo nie wolno. A nie raz mam
taką ochotę, żeby być pierwszą – ale to jest takie nieprzyzwoite.
EVELINE
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Chociaż jestem z
Podlasia, to Warszawa nie jest mi obca. Mam jedną, być może zabawną historię ze
stolicą. Tak jak w piosence: „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”, to u mnie
powinno być: „Nie przenoście mi lunaparku ze stolicy”. A po kolei: będąc w
trzeciej klasie podstawówki, a był to rok 1994 lub 1993, przyjechałam z klasą
na wycieczkę do Warszawy. W tamtych czasach było to wydarzenie, tym bardziej
dla dzieci z Podlasia. Oczywiście na naszej trasie nie mogło zabraknąć wizyty w
zoo, zwiedzania zamku królewskiego i słynnego Pałacu Kultury. Ale żadne z tych
miejsc nie zapadło mi w pamięć, za to lunapark przy Pałacu Kultury jak
najbardziej. Miałam 9 lat i wiadomo – nie wszystkie atrakcje były dla mnie, ale
że od dziecka lubię adrenalinę, toteż uparłam się, że chcę przejechać się na
łódce, która przekręcała się na wysokości do góry nogami. Oczywiście z mojego
uporu zostało tyle, że wylądowałam w basenie z piłeczkami, jak przystało na
dziewięciolatkę. Wycieczka się skończyła, a ja sobie rosłam na Podlasiu. Od
tamtej wycieczki byłam nie raz jeszcze w stolicy, ale nigdy nie przywiązywałam
do Warszawy większej uwagi – aż do pewnego wydarzenia. Wyszłam za mąż i pewnego
dnia przypomniał mi się lunapark i ta „łódka”. Więc mówię do męża, że chcę
wreszcie się nią przejechać, bo jestem już przecież dorosła. I tak znaleźliśmy
się znowu w Warszawie. Pominę szczegół, że uparłam się zobaczyć żyrafę, ale jak
chciałam wejść do zoo, to okazało się, że nie można, bo zaraz zamykają.
Przyjechaliśmy więc z mężem do centrum, by wreszcie zrobić tę przejażdżkę.
Zostawiliśmy samochód na parkingu i taksówką udaliśmy się do… Poprosiłam o kurs
pod Pałac Kultury i tam faktycznie taksówkarz nas zawiózł. Tylko że ja mówię do
niego: „Panie, ale ja chciałam do lunaparku, który tutaj stał”, a on patrzy na
mnie jak na kosmitę lub wariatkę. A ja przecież tylko spytałam o lunapark. I
wtedy słyszę w odpowiedzi: „Pani, tutaj jest metro, taka podziemna kolejka. Nie
ma już lunaparku, rozebrali go”. I wtedy po raz drugi przeżyłam rozczarowanie w
tym samym miejscu – z przejażdżki nici. Ale przecież od 1993 do 2000 roku
trochę czasu minęło, a świat nie stoi w miejscu, Warszawa się rozbudowuje i nie
jest już tym miastem, które cały czas było gdzieś w mojej pamięci. Od tamtego
wyjazdu inaczej patrzyłam na to miasto. Zazwyczaj raz na trzy miesiące bywałam
w Warszawie i dla osoby z zewnątrz widać, w jak bardzo szybkim tempie miasto
się rozwija, rośnie. Jednak mimo tej całej nowości, nadal Warszawa potrafi
zachwycać i zadziwiać. Kończąc moją historię z Warszawą, to wspomnę o małej
zagadce, która zawsze dopada mnie przy przekraczaniu granicy miasta. Chociaż
jestem kierowcą z dużym stażem i jeżdżę po całej Polsce, bo byłam
przedstawicielem handlowym, to tutaj zawsze mam problem. Gdy wjeżdżam do
Warszawy, zawsze wykonuję telefon do brata z pytaniem: „Ja czy tramwaj?” Chodzi
o pierwszeństwo na drodze – i ile razy bym tu nie przyjechała, tyle razy
wykonuję ten telefon o pomoc. Chociaż w innych miastach nie mam z tym problemu.
Jeśli chodzi o jazdę po Warszawie, dla mnie jest genialnie – tutaj kierowca
jest dynamiczny, nie myśli zbyt długo, czy jechać, czy stać, i zawsze – ale to
zawsze – wszędzie się zmieści.
Zołza
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Powiązani pajęczyną zależności pociągamy przez niewidzialne sznureczki
i jesteśmy przez innych pociągani.
Kusimy i jesteśmy kuszeni. W rodzinie, szkole, zakładzie pracy i Zakładzie Karnym. Parada forteli i manipulacji trwa. Nawet w relacji z ukochaną osobą nie potrafimy zrezygnować ze sztuczek, wciąż szlifujemy sztukę wpływania, stroimy fochy, kokietujemy seksem, robimy kocie oczka, igramy uczuciami. Jak? Po co? Jakim kosztem?
Manipulacja, to talia kart, w której wszyscy oszukują. Jedni, by
wygrać, inni, by nie przegrać. Większość z nas wierzy, że miłość jest
przeciwieństwem manipulacji, bezpiecznym schronieniem przed gierkami ludzi.
Uważam, że to tylko złudzenie, bo nie ma skuteczniejszej metody niż
manipulowanie innymi ludźmi. Tu mamy pole do popisu, granie na uczuciach,
przyjaźni. Im bliższa osoba, tym łatwiej grać. Poruszamy kimś, jak marionetką.
Po czasie nić zmienia się w ,,smycz’’, na której trzymamy drugą osobę.
Wystarczy zrobić minę aniołka, podarować jakiś prezent i uśmiechając się czule,
a już budzą się w nas emocje. Zastanawiam się czy to też manipulacja? Być może,
choć niekoniecznie. Na pewno manipulacja zaczyna się wtedy, gdy robi się to
celowo, skłania drugą osobę do czegoś, czego prawdopodobnie nigdy nie
zrobiłybyśmy spontanicznie, same z siebie. Nie jesteśmy świadome, że wodzi się
nas za sznurki. Każdy potrafi manipulować. Robimy kocie oczka, które
zniewalają, przytulamy się i tak naprawdę czegoś oczekujemy lub stawiamy sprawę
jasno, z przekorą udając łagodne, miłe, jak pluszowe misie. Gdy to nie przynosi
efektu, to wywołujemy kłótnię, wywierając presję, że źle się czujemy. Gdy to
też nie działam, to automatycznie obniża się poczucie wartości, ale to też gra.
Im niższe poczucie własnej wartości, tym więcej manipulacji.
Zastanawiam się jaka jest przyczyna, że każdy z nas ma w sobie chęć
manipulacji drugą osobą? Trudno odpowiedzieć? Widocznie jest potrzeba, ale czy
potrzebna?
H.S.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl