Miasto, w którym umiar łagodnie i stanowczo narzuca swoją władzę wszystkim ekscesom ciała i umysłu. Są tam tak szczęśliwe momenty– jakiś plac, aleja, parki, muzea albo ciąg jakichś budynków – gdy całe nagromadzone napięcie rozładowuje się w harmonii ze mną. Rozkoszą dla moich oczu, dla ducha, mych wspomnień – jest dla mnie moje miasto, Lublin.
A gdzie jest Twój moment szczęśliwości? Zapraszam Cię do opowiedzenia swojej historii – myśli – o sobie. Jaka jest Twoja bezpieczna przystań? Z jakiej Twej myśli bije ciepło, która jest dla Ciebie ciepłem duszy? Masz taką przystań – przestrzeń dla siebie?
Bo mi tego brakuje – jestem tylko sama, gdy wspominam, myślę? Błogi czas tylko dla mnie.
Gdzie w pełni możesz być sobą? KIM JESTEŚ w swoim bezpiecznym miejscu? I jak tam jest u Ciebie? Dużo pytań, ale gdy większość ludzi jest teraz home office, to może będziecie chcieli podzielić się z nami swą myślą, opinią?
Trochę Ci pomogę 😉. Masz krzesło i czas? Bo ja to aż nadmiar.
Usiądź na krześle. Stopy połóż na podłodze, płasko. Zamknij oczy. I pobądź sam/sama. 15 minut bez telefonu, muzyki. Tylko Ty, Twoje ciało, Twoje myśli.
Nie układaj myśli – niech same Ci przychodzą – bezwładnie. Niech sobie lecą niczym balon wypuszczony. Coś Ci zaszeleści, coś upadnie. Wytrzymaj. Prawdopodobnie nie będzie łatwo. U mnie brzęk kluczy działa wyciszająco 😉. Dziwne, ale tak jest.
Ale trwaj w tym – oddychaj.
I podziel się z nami tym, co uzyskasz. Moje współlokatorki są zachwycone! 😉
Czekamy na Twoje wspomnienia.
Wiewiórka (Eveline)
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Wczoraj była tutaj jakaś awaria; chwilę przed 18-stą zgasły wszystkie światła i przestała też lecieć woda. Dwa najbardziej potrzebne źródła zostały odcięte. Zapewne dla bezpieczeństwa cele wcześniej pozamykali. Wiadomą raczej rzeczą jest, że taka niecodzienna sytuacja uzewnętrznia różne zachowania, np. w celi obok zaczęły głośniej się śmiać, ogólnie głośniej rozmawiać, gdzieś dalej ktoś siarczyście zaklął (odważny, bo ciemno? Czy przypadkiem wpadł na stół? J). Za murem, który dzień nasz damski pawilon od męskiego jakiegoś chojraka ,,pobrało’’ mocno brak świateł, zaczął wyzywać – aż dwie wybrane cele (!) od konfidentów administracyjnych (nie pytajcie mnie czy za dnia nimi nie są J). Ale prawdą jest, że może w innym przypadku lub okolicznościach zaciekawiłby ten wykwit słów, ale wczoraj zwyczajnie rozbawił większość cel. Tamci wyzywani – też mu się odwdzięczyli ,,60-tką’’ i to nie jest wymawianie sobie, ile kto ma lat. Zamiar pewnie był, że miało boleć, a rozśmieszyło 1/3 kryminału.
W mojej celi bardziej się przejmowałyśmy brakiem wody – bo by się
przydało umyć albo zagotować wodę w czajniku na herbatę. Mi osobiście jeść się
zachciało, w planach miałam zrobić sobie zupkę, wszystko było przygotowane dużo
wcześniej – rifon ostry, jedno jajko na twardo, pół serka topionego ,,o smaku
sera gouda’’, przyprawy – pieprz, koperek i tabasco… a zrobiłam sobie 3 kanapki
z jajkiem. Dzień jak co dzień – kanapki! A miał być – prawie że – uroczyście! J Kanapki bez herbaty marnie smakują… i w ogóle jakoś zimno
się zrobiło, choć od dwóch już dni u nas leciutko grzeją kaloryfery. Jak tak
sobie leżałam w tej ciemności, na tym moim górnym łóżku i patrzyłam w to ciemne
okno, to pomyślałam sobie, że dotkliwą karą byłoby takie nieoświetlone
pomieszczenie. W którym nie widać żadnego kształtu i słychać jedynie pracę
poszczególnych przedmiotów. Niby rozmowy się toczyły, było nawet głośniej niż
zwykle, to ta niewidoczność zaczęła działać pod przykrywką. Pamiętam jak parę
lat temu w wyznaczonych godzinach wyłączana była faza. W taką pogodę, jaka jest
obecnie, na spacery mało osób chodzi, a ja właśnie to lubię, i ten chłodek i tą
samotność. Wielokrotnie wracałam lekko przemarźnięta i człowiekowi chciało się tej gorącej
herbaty, normalna rzecz, ale niestety. Bywały dni – że oddziałowa idealnie mi
wyznaczyła godzinę spaceru, a były i też takie, że po powrocie nie piłam 2
godziny. Niby nic, ale często tak jest, że często chce się wtedy, kiedy tego
nie ma.
Siedzę na celi
niepalącej, ale to nie oznacza, że brak u nas zapalniczek! Otóż były aż 3 sztuki.
Nie bawiłyśmy się jak na koncercie i nie oświecałyśmy sobie płomieniem.
Zapalniczki kupowane są głównie do laserka, który w tym miejscu zastępuje mini
latarkę. Wczoraj jeden laser dopiero padł po – dokończeniu listu, zrobieniu
kolacji i jeszcze zdaniu apelu J. Ja kupuję bransoletki, bo potrzebuję do opalania bransoletek
sznurkowych, ale też ciekawostką może być to, że w takiej zapalniczce są aż
trzy małe baterie, które są idealne do zegarka. A tutaj na baterie trzeba mieć
talon, więc… Polak potrafi J. Światło ,,oddali’’ ok godziny 21:00. Wodę chwilę później i życie
ucichło… tylko jakaś nadal głodna się obudziłam.
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Jedyną rzeczą, której powinienem się bać, jest
strach – to nie ja, to Winston Churchill.
Te słowa zostały wypowiedziane sto lat temu,
wydają się dziś tak aktualne. Strach ma tylko wielkie oczy – ale 1,5 roku temu,
gdy usłyszałam ,,jedziesz w transport do W-wy’’, to strach bym zamieniła na
„lęk”, dlaczego?
Strach dał
mi szansę na przetrwanie – lęku trudno się pozbyć. Adrenalina, napięcie mięśni
– to wszystko daje mi siłę, by uciec i walczyć z przeciwnikiem, wyzwaniami.
Nagle
okazało się, że warunki, w jakich jesteśmy zamknięci, wcale nie umniejszają
tego, co nam zabrano. Bo miejsce, to ludzie.
Czym jest
W-wa? To moje plany i ich realizacja. To miejsce, abym spostrzegła Kim Jestem,
Kim chcę być. Warszawa – to spotkania, gdzie i kiedy chcesz, to miejsce wielu
możliwości. To wiara, że możesz i to po horyzont. To możliwość nauki, nie tylko
o wybranych rzeczach. Mam osobiście szczególny rodzaj poczucia wdzięczności za
transport. Za wyzwania, przed którymi stanęłam w ostatnich miesiącach. Za ten
beztroski dla mnie czas, który sączył się powoli jak kropla herbaty sunąca się
po łyżeczce. Za wiedzę, że można poradzić sobie ze złością wobec tego, co jest
od nas niezależne. Za ćwiczenia z życia, które wiele mnie nauczyły – co to jest
akceptacja i kreatywność.
Warszawa –
dała Mi siebie na nowo.
EVELINE
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Moja znajomość
dzisiejszej Warszawy ogranicza się niestety do Grochowa. Oczywiście mam okazję
obejrzeć nieco najnowszych widoków stolicy w telewizji, co daje mi niejakie
wyobrażenie o tym, jak bardzo miasto się zmieniło. Można rzec, iż od
powojennych ruin wręcz dramatycznie. Ja odwiedzałam Warszawę głównie w latach
80-tych i 90-tych, kiedy stolica była wizytówką Polski socjalistycznej.
Przyjeżdżałam tutaj dość często po nieodzowne wówczas przy podróżach zagranicznych
wizy, w związku z czym dość blisko zaznajomiłam się z okolicami ambasad.
Pozostawiły mi miłe wrażenie atmosfery przedwojennej elegancji. Zwiedzałam
naturalnie Starówkę, ale muszę przyznać, że jako krakowianka nie umiałam
zbytnio docenić zrekonstruowanych zabytków – wszystko tu wydawało mi się po
prostu za nowe, trochę jak dekoracja sceniczna albo plan w studio filmowym.
Natomiast w porównaniu z Krakowem takie miejsca jak Dworzec Centralny czy
hotele typu Victorii, również lotnisko międzynarodowe, z którego często
wylatywałam z Polski, miały oblicze daleko bardziej „światowe” niż ich
krakowskie odpowiedniki. Cóż, wracając z Warszawy do Krakowa czuło się
galicyjską prowincjonalność dawnej stolicy królów, zaś Warszawa, nawet w
czasach PRL-u, emanowała jednak aurą dużej
metropolii, niemniej nigdy nie byłam zazdrosna – nic z tych rzeczy. Z kolei kiedy
jechało się na Zachód, wrażenie było ekstremalnie odmienne, bowiem nasza
stolica zdawała się gwałtownie maleć i szarzeć w moich oczach, mimo to nie
odbierałam owych różnic jako czegoś świadczącego na niekorzyść Warszawy.
Warszawa miała po prostu własny klimat i charakter i porównania nie były tu
potrzebne. Choć poznałam naszą stolicę jedynie „z doskoku”, podczas krótkich
wizyt, zawsze ją lubiłam i dobrze się w niej czułam. Mam nadzieję, że w
przyszłości uda mi się obejrzeć także tę część miasta, która wyrosła w XXI
wieku, i że ta nowoczesna Warszawa mi się spodoba. Na koniec dodam: nie burzcie
Pałacu Kultury, bo Historia przez duże „H” zazwyczaj ocenia burzenie symboli w
kategoriach małostkowości. Sztuką jest uczynienie z pomnika
podporządkowania symbolu niezależności i
siły.
Zośka
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Choć
dziś nie mogę Cię oglądać, to wiem, że jestem w głębi Twego serca.
Jak
Cię widzę i postrzegam? Hm….
Może
zacznę, iż stałaś mi się bardzo bliska, przyjęłaś mnie jak matka do swego
serca.
Przyjechałam
do Ciebie, tak naprawdę, to chyba znikąd, gdyż moje życie opierało się na
ciągłej podróży. Zagubionemu ciężko jest znaleźć swe miejsce na ziemi, tak jak
i mnie było.
Dziś
uważam że dałaś mi swe serce, bym mogła w nim zamieszkać na stałe. Wiesz,
minęło już 15 lat, kawał czasu za nami, razem.
Przez
te lata wiele się zmieniło w naszym życiu, w podzięce napiszę jaka jesteś, jak
ja Cię widzę i postrzegam.
Dla
mnie stałaś się sercem, w którym mieszkam, jestem.
Jesteś
miastem różnych ludzi, tych biednych, klasy średniej, no i tych bogato
wyniosłych.
Piękne
w Tobie jest to, że i tak dla Ciebie wszyscy są równi, bo z takim sercem, jak
Twoje, nie można pozostawić nikogo obojętnie. Właśnie za to Cię podziwiam.
Jesteś
piękna, kolorowa i wyniosła, ze swoją starą historią, której nie da się nie
zauważyć docierając do zakamarków Twego poranionego kiedyś serca. Jesteś silna,
dałaś radę przetrwać mimo wszystkich trudów jakich doświadczyłaś, dlatego
uważam że warto brać z Ciebie przykład, jak i uczyć się cierpliwości.
Udowodniłaś,
że nie ma rzeczy niemożliwych, zniszczyli Cię, a Ty i tak powstałaś.
Warszawo
trwaj.
Cukiereczek
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Popołudniowa kawę chciałoby się wypić na zalanym słońcem tarasie w towarzystwie ukochanej osoby, ale nie tym razem. Jestem sama! Ponure chmury i zimny lutowy deszcz kierują raczej w stronę miękkiego fotela. Chwila relaksu? Klimatycznie wyglądająca kawiarnia kolorowe poduszki i mnóstwo książek wyłania się z wystawy, promocyjna reklama kusi filiżanką cappuccino , zapach mocno palonych ziaren i nuta aromatycznej orzechowej pianki rozgrzewa mnie. Na stoliku przewodnik pt. ”Kocham moje miasto” . Otwieram i ledwo zagłębiam się w lekturę… moje miasto wiele oferuje. Nagle podchodzi do mnie miły chłopak z obsługi i zaprasza bym dołączyła do warsztatów, które właśnie trwają o tematyce kultury picia kawy w Portugalii delikatnie obracając mój fotel o 180 stopni. Na telebimie palmy, w tle fado i kojący głos prowadzącego warsztaty . Sięgając po kolejny łyk kremowej kawy wsłuchuje się… -Jakby to było wczoraj – stolik pod markizą w jednej z lizbońskich kawiarni, gwar ulicy i upragniona kawa po całym dniu zwiedzania. Bez względu na sposób podania kawa w Portugalii smakuje wyjątkowo bo unikalne serwowane są tam mieszanki gatunków. Zacznijmy od obrzędu picia kawy, którego początki sięgają imperium kolonialnego odkrycia Brazylii, skąd do dzisiaj przypływają ziarna arabiki. Mieszanka tych gatunków sprawia, że portugalska kawa ma intensywny, głęboki esencjonalny smak. Nie poznał ten Portugalii kto nie wypił w niej kawy i nie wystarczy wpaść na małą czarną, trzeba sobie zarezerwować czas jak na wizytę w muzeum czy w galerii bo picie kawy to część tamtejszej kultury. Na „cafezinho” czyli na kawusię Portugalczycy przychodzą rano i w porze obiadu, czytają gazety, rozmawiają z przyjaciółmi, delektują się wyjątkowymi ciasteczkami. Wizyty w kawiarni przeciągają się godzinami, nikt nie przyśpiesza tego ceremoniału. W licznych lokalach robi się tłoczno szczególnie wieczorem, a wtedy można wsłuchać się w dźwięki fado, pieśni portowej, która narodziła si wśród żeglarzy w XIX wieku, a obecnie jest wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Mimo, iż Portugalczycy są ludźmi pogodnymi, otwartymi, chętnymi do pomocy i nawiązywania nowych znajomości fado odsłania ich melancholijny charakter. Tęskne pieśni płynące prosto z serca opowiadające o przeznaczeniu i bezwzględnym losie są jak portugalska kawa nie lekka łatwa i przyjemna, a mocna z charakterem, trochę mroczna i bardzo intensywna. Dopijając cappuccino, zerkam w stronę mokrego od zimnego deszczu ze śniegiem okna kawiarni i zaczynam czuć rozżalenie na myśl że czas opuścić wygodny fotel i tą wyjątkową atmosferę. Moje zamyślenie przerywa chłopak z obsługi stawiając na moim stoliku kolejną filiżankę cappuccino pachnie inaczej, egzotycznie. -Proszę z nami zostać zaraz zacznie się wernisaż, a po nim pokaz fado. Te słowa wywołały uśmiech na mojej twarzy, którego bym się nie spodziewała w dniu dzisiejszym 14 lutego. W kawiarni dalej snuje się bogata historia Portugalii, której ślady widać we wnętrzach, właściciel pochodzi z tego kraju wszechobecne charakterystyczne lustra, obrazy portugalskich malarzy i posąg poety Fernanda Pessoi ustanowiony przed wejściem przypominają, że właśnie tu przy filiżance kawy można się spotkać, podyskutować i inspirować. Już nastał wieczór, a Ja chłonę tę niezwykłą atmosferę siedząc przy stoliku i obserwując magię miejsca. Nagle nastrojowe światła tracą na mocy, pojawiają się świece muzyka nabiera mocy, wysoki przystojny mężczyzna podaję mi dłoń i z charakterystycznym w głosie akcentem litery rrrr sięga po moją dłoń zapraszając do tańca.
Zaskoczona sytuacją podaje swoją dłoń i w rytmie fado
dziękuje samej sobie za moją miłość do kawy. Czuje, że jest odwzajemniona.
Chwilo trwaj… Po powrocie do domu radość nie znika z mojej twarzy, moja
niespodziewana randka z miastem była bardzo udana. Po kąpieli tule się do
poduszki i nagle słyszę dźwięk smsa, a w treści – Dziękuje za taniec.
Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek! Może dasz się zaprosić kiedyś na cappuccino? Hmm… Dzień wczorajszy jest
przeszłością, dzisiejszy darem, a jutrzejszy wielka niewiadomą. Odpisuje –
Wzajemnie! Może tak… (symbol ikona uśmiech)
Nigdy bym
nie przypuszczała, że „randka z miastem” przyniesie mi tyle radości, i być może początek interesującej znajomości.
Pozytywna
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Wizja na ten dzień, często ulega zmianie, ale najczęściej widzę to tak. Otwiera się brama, jestem wolna, z prędkością światła lokalizuję sklep spożywczy, kupuję łakocie i jogurty mmm, później kieruję się w znane mi miejsce, Kierując się do domu zwiedzam galerię, patrzę jakie są trendy na chwilę obecną. Kupuję sobie to co mi się podoba. Jadę do domu. Witam się z rodziną, jem domowy obiad. Lazanię, spagetti lub pierś z kurczaka z frytkami i popijam to spritem. Opowiadam to co zostało mi w pamięci, dobre i złe chwile. Zazwyczaj pamięta się śmieszne i dobre. Pod wieczór wskakuję o wanny pełnej bąbelków, pachnącej wanilią i lawendą. Farbuję włosy, ubieram swoje nowe ubrania oraz ukochane buty na obcasie i wychodzę na miasto. Wydzwaniam swoich znajomych, z którymi miałam kontakt i uderzamy na dobry melanż.