Już od jakiegoś czasu uczestniczę w zajęciach, lecz do tej pory brakowało mi odwagi, by napisać cokolwiek. Dziś w moim życiu nastąpił przełom związany z moją wokandą, o której dla Was postanowiłam napisać kilka słów.
Dla mnie osobiście to niesamowite przeżycie związane z pragnieniem, tęsknotą i wieloma innymi osobistymi odczuciami. Ogólnie, po jednostkach penitencjarnych poniewieram się już jakiś czas. Do końca została mi mała kropla w morzu, które przeszłam. Bywało różnie. Można zaliczyć to jako: progres, regres, progres. 😉 No i doszliśmy do sedna resocjalizacji. Hmm… szykuję się rano, idę sobie tanecznym krokiem do magicznego pomieszczenia z nadzieją, że może dziś zaświeci dla mnie słońce. Stanęłam przed Wyrocznią, gdzie w przeciągu 5 minut ważyły się moje losy. Mimo dużej pracy nad sobą, nienagannej postawy, gotowości do życia i powrotu do rodziny – sąd postanowił odmówić zwolnienia, mimo iż to tylko 4 miesiące. Poczułam rozczarowanie, ogromny żal, smutek,bo liczyłam, iż mimo wzlotów i upadków, nawet w tym miejscu dostanę szansę, bo ktoś we mnie wierzy. Przeliczyłam się. To przykre, ale prawdziwe.
Serdecznie pozdrawiam Czytelników. Cicha
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Wolność – słowo znane chyba w każdym języku świata i używane na tysiąc sposobów, od wyświechtanych haseł na transparentach polityków po wypisane na sztandarach bojowników idee, które hoduje się w głębi dusz i za które ludzie oddają życie. Pomiędzy tymi biegunami rozciąga się mnogość różnych znaczeń, jakie każdy osobiście nadaje temu słowu.
Szczególną treść ma ono dla więźniarki; można by zapytać, czy tu, za kratami, w ogóle niesie w sobie cokolwiek prócz tęsknoty za rzeczami utraconymi – czasem chwilowo, a czasem na zawsze. Mimo wszystko więźniarka odpowiada, że i jej egzystencja zawiera składniki, które może identyfikować z wolnością. Co zatem nosi tutaj znamiona wolności? Cóż, dla więźniarki ważna jest choćby najdrobniejsza rzecz. Niekiedy jest to przywilej podjęcia decyzji – rzadki luksus, ale zdarza się. Jakie decyzje można tu podejmować samodzielnie i niezawiśle? Niewiele leży w gestii więźniarki; może jednak na przykład nie wyjść na spacer, jeśli nie ma ochoty lub nie zjeść niesmacznego posiłku. Mało, powiecie? Niemniej zważcie, że decydowanie o swoich czynach to niekwestionowany przejaw wolności człowieka. Decydować można też o własnym zachowaniu i zasadach, jakim więźniarka chce być wierna.
Wolność w więzieniu przychodzi również w postaci smaku jedzenia czy zapachu kosmetyku z paczki, w dotyku prywatnego ubrania na skórze, w widoku drzewa albo kwiatu. Wolność przynosi także opowieść wysnuta z książki lub filmu, jeśli otworzy się umysł i włoży w ich przeżywanie odpowiednią dawkę empatii. Lecz dla więźniarki najistotniejsza jest wolność wewnątrz niej, w obszarze, którego nikt nie zdoła zamknąć, okratować ani kontrolować i gdzie może swobodnie dryfować w niezmierzonej przestrzeni osobistego kosmosu. Niczym benandante, czarownica potrafiąca podróżować poza ciało, opuszcza czasami swoją celę i w wyobraźni podąża, gdzie tylko zapragnie.
Znów powiecie, że to za mało? Że za kratami nie ma miejsca na prawdziwą wolność? Więźniarka się z wami nie zgodzi, bowiem wie, iż nie istnieje wolność uniwersalna czy wolność absolutna. Zawsze i wszędzie napotkamy jakieś ograniczenia, więc nawet jeśli ta więzienna wolność jest skromna i cicha, nie znaczy to, że gorsza.
Zośka
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Zatrzaśnij z impetem „drzwi”, zachowaj wspomnienia jako przestrogę na przyszłość, zbieraj to, co dobre i wyrzucaj to co złe – jak rzeka wyrzuca to co jej nie odpowiada. Wyspowiadaj się godnie i szczerze, z wielką dokładnością przed samym sobą. Oczyść duszę i umysł. Z takim przesłaniem do Was, Czytelników i samej siebie piszę ten tekst. Cholernie trudne zadanie, z którym teraz staję w oko w oko. Emocji, których temat dostarcza, jest mnóstwo. Zarówno tych dobrych, jak i złych, które wolałabym odziać pajęcza siecią i nigdy do nich nie wracać. Ponieważ same do mnie wracają jak bumerang, czas ich się pozbyć. Natłok myśli sprawia, że nie wiem od czego powinnam zacząć. Rozum podpowiada: „zacznij od początku”.
Maj 2018 Czuję, że tracę grunt pod nogami. Zapadły cztery skazujące wyroki. Adwokaci piszą o kolejne odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności. A ja mam dosyć. Psychika kompletnie tego nie wytrzymuje. Trudno jest unieść mój plecak doświadczeń. Presja zaczyna rujnować życie prywatne i zawodowe. Ze spokojnej kobiety, ceniącej mir rodzinny, staję się nerwowa i tonę w swoich myślach. Boję się tego, co może nastać. Zaczynam sobie wyobrażać pobyt w areszcie. Przecież znam to miejsce tylko z filmów i książek o tematyce kryminalnej, które lubiłam czytać. Widzę wszystko w czarnych barwach. Staje się apatyczna. Wycofuję się z życia społecznego.
Wrzesień 2018 Dokładnie 25 wrzesień godzina 11. Wychodzę ze szpitala. Pokonuję kilka schodów a tam czeka na mnie dwóch stróży prawa. Aresztują mnie. Przewożą do Aresztu Śledczego w Warszawie Grochowie. Pierwszy raz na rękach mam kajdanki. Niebawem od dziewczyn starszych stażem przebywania w zakładzie karnym dowiem się, że to nie kajdanki a bransoletki. Jestem zupełnie zagubiona. Nie znam więziennego języka. Nie wiem, że drzwi są klapą, tabort – fikołem, okno – lipem, korytarz – peronką, dyżurka oddziałowej – kondonem, radiokomunikator – betonem, list – grypsem, a pukanie w ścianę, które oznacza rozmowę przez okno z kimś z celi obok – pucą.
Jestem przerażona tymi nowościami. Nie wiem, co u mojego partnera i dzieci. Na twarzy mam wyrysowane zmartwienie, a oczy za mgłą – świadczą o tym, że myślami jestem gdzieś daleko. Pierwsze telefony do bliskich to przepłakane pięć cholernie krótkich minut. Co będzie dalej? Jak damy radę? Czy przetrwamy próbę czasu i nadal będziemy rodziną? Ciągle stawiałam sobie te pytania. Na odpowiedź trzeba było cierpliwie poczekać.
Marzec 2019 Zapada wyrok łączny. Dwa lata i dwa miesiące. Płaczę do słuchawki pytając partnera, jak my to wytrzymamy? On pociesza, jak może. Mówi, że damy radę. Że nasza miłość jest wieczna. Żebym nie martwiła się o dzieci. Że są zaopiekowane. Koniec rozmowy, czas upłynął.
Zdaję sobie sprawę, że Was bardziej ciekawi życie w areszcie. Dlatego postaram się szczerze na swoim przykładzie o tym opowiedzieć. Od razu zaznaczam na wstępie, że żadne książki bądź filmy, nie oddają tego jak tam jest w realu. Ja uczciwie pisząc muszę zaznaczyć, że znacznie gorzej wyobrażałam sobie prozę życia w takim miejscu. Fakt – do niektórych reguł i zasad trzeba się przyzwyczaić. Na większość rzeczy nie ma się wpływu. Ja nigdy w pełni tego nie akceptowałam (byłabym hipokrytką, gdybym napisała inaczej). Zaczęłam tolerować zasady. Zdałam sobie sprawę, że korona z głowy mi nie spadnie, jeśli dwa razy dziennie (7 i 19) wstanę do apelu. Łóżko zaścielone w ciągu dnia to nie koniec świata. Jeśli zrobią przeszukanie celi raz na jakiś czas – nie muszę się martwić, bo nie posiadam żadnych niedozwolonych przedmiotów. Posiłki w areszcie pozostawiają wiele do życzenia. I tu chwała moim bliskim, że dbali o mnie i wpłacali pieniądze na paczki i wypiski. Mały spacerniak i boisko, na którym nie rośnie trawa, nie zachęcały do spacerów. Ja jednak wiosną i latem korzystałam ze spacerów, celem zażycia kąpieli słonecznej. Zmieniałam często pozycję, by nie opalić się w kratkę.
Chcę w tym momencie zaznaczyć, że zakład karny jest paskudnym miejscem, ale jest dla ludzi. Na swoim przykładzie twierdzę, że jeśli ktoś ma godność względem siebie, to żaden wyrok nie jest w stanie jej zabrać.
Na koniec pozostawiam kwestię przebywania na małym metrażu z czterema osadzonymi kobietami. Tu kluczowy jest kompromis oraz tolerancja, umiejętność rzeczowej rozmowy oraz sztuka ustępowania. Wyda Wam się to pewnie zabawne, ale nieporozumienia rodzą się z banalnych spraw. Tematem kłótni są np. okna – czy mają być otwarte czy zamknięte. Jeden telewizor, a każda ma inną wizję wieczornego filmu. Albo pranie – kto robi w który dzień. Powodem do sporu może być nawet gra w karty. Były osoby, które zwyczajnie nie umiały przegrywać. Ile osób tyle charakterów.
Wystrój celi: Pięć łóżek (dwa piętrowe), zlew, dwie szafki – oczywiście zielone, wieszak w tym samym kolorze i stół a raczej ławka szkolna oraz kącik sanitarny.
Da się to miejsce przeżyć. Wystarczy chcieć. Gwarantuję, że każdy ma tam mnóstwo czasu, aby swoje zachowanie przemyśleć oraz pomyśleć o przyszłości. Tylko nie wszyscy chcą. Dlaczego nie chcą? Sama nie wiem. Nadal mnie to nurtuje. Jednak więzienie jest dla ludzi i pracują tam ludzie. A życie to najcenniejszy dar. Pozdrawiam serdecznie Blondi.
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
5 fotografii – nie, to będzie rozpiska, ,,Ziomeczki’’. To moja
ukochana rozpiska. Należy do mojej przyjemności.
Rozpiska ,,Ziomeczki’’ to nic innego, jak spis bliskich mojemu sercu
osób, ale… z nutą uśmiechu, zaskoczenia i dobrego humoru.
Tomasz
Punkt Tomaszek dotyczy mojego narzeczonego. Pewnie jesteście ciekawi,
jak się poznaliśmy ☺. Otóż byłam na próbie teatru do spektaklu ,,Jaskinia
Filozofów’’. Początkowo trochę Tomka olałam, ale w końcu pochwyciliśmy się
wzrokiem i zaczęliśmy rozmawiać. Jedno z pytań, które mu zadałam dotyczyło
pasji, ponieważ kocham ludzi, którzy mają swoje ,,zajawki’’. Powiedział
,,jestem kierowcą rajdowym słuchającym romantyczne ballady’’… Hmm… Jako, że ja
kiedyś przecież też śpiewałam, to wzięłam go za rękę – nie wiem, co we mnie wstąpiło!
– i powiedziałam ,,chodź do biblioteki, co coś ci pokażę’’. Tomek poczuł się
wówczas odrobinkę nieswojo, jak mi potem zdradził, pomyślał sobie ,,taka fajna
dziewczyna, a od razu przechodzi do takich rzeczy…’’ Ale…poszedł za mną.
Znaleźliśmy się więc w tej bibliotece, gdzie mu zaśpiewałam
,,Kołysankę dla Nieznajomej’’ zespołu Perfect. Tomek stwierdził, że w życiu nie
spotkał takiej pokręconej wariatki… I jesteśmy razem do dziś. To już 3 lata.
Tomasz – osoba o wielkim sercu, po prostu dobry człowiek. Nawet moja
rodzina nie wierzy, że trafił mi się ktoś tak wyjątkowy. Kocham go
przeokrutnie, bo jest moim najlepszym przyjacielem. Wspiera mnie, motywuje, a
jak trzeba to ochrzani. Pragnę dla niego wszystkiego, co najlepsze. Oddałabym mu wszystko, co mam. Może to
głupie, bo jak to mówią ,,facetom nie można do końca nigdy ufać’’, ale on
skradł moje serce. Ma wady, jak każdy, ale prawie w ogóle się nie kłócimy… choć
czasem nie rozumiem, jak to możliwe. Pewnie to kwestia dobrej komunikacji.
Czasem, jak na niego patrzę, to myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą.
Wybrałam go na wzór mojego taty. Bardzo mi go przypomina z charakteru.
Jest spokojny, opanowany i wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko.
Prosty przykład: po 3 tygodniach znajomości powiedziałam mu, że jeśli
będzie się nam super układać, to będzie miał 2 lata, żeby mi się oświadczyć…
Tak, wiem, że w tym momencie każdy by uciekł ☺ Dałam mu więc wybór, jeśli się
nie zgodzi na taki układ, to droga wolna. Może sobie pójść…zostać. Uczynił to –
pokazałam mu, jaki pierścionek mi się podoba – nie byłam zaskoczona, gdy po 3
tygodniach poprosił mnie o rękę.
Oczywiście usłyszałam od wielu osób, że to na nim wymusiłam. Nie
sądzę, żeby tak było. Tomasz jest ugodowy, ale jeśli czegoś nie chce, to tego
nie zrobi – proste. Tomek pokazał mi i udowodnił najważniejszą rzecz: gdy facet
chce, to nie odpuści i będzie się o Ciebie starał. Jeśli facetowi zależy, to da
z siebie wszystko, a jeśli nie daje… no cóż, możesz łudzić się dalej, ale to
słabo rokuje. Nie da się nikogo zmusić do miłości. Smutne, ale taka jest
prawda. Dlatego dostrzegaj to, co masz wokół siebie.
Kasia
Kasia jest dla mnie, jak siostra. Też mamy swoje kłótnie,
nieporozumienia, ale bardzo się kochamy i dbamy o siebie, bo wiemy, jak ciężko
buduje się taką relację. Znamy się od 1995 roku, a przyjaźnimy się od 2000 r.
Jako nastolatki uwielbiałyśmy układać choreografię do ulubionych piosenek.
Potrafiłyśmy godzinami się przebierać w ciuchy naszych mam. Działo się, ale
mamy co obie wspominać.
Ech… tyle wspomnień, tyle przeżyć. Tyle lat za nami, a jeszcze więcej
przed nami.
3) Olga
Nikt nie wie, jak to się dzieje, że się przyjaźnimy. Sama czasem się
nad tym zastanawiam… Ale tak serio: Olga – ma złote serce, i jeśli trzeba, to
przyjedzie po mnie na koniec świata, spełni każdą jedną moją prośbę. Jest
wtedy, kiedy jej potrzebuję.
4) Ciocia Bożenka
Trudno mi z nią być w kontakcie.
To ,,krejzolka’’, fashionistka, która często wpada do Warszawy na zakupy. Zna
się na technologiach, a jej pasją jest kuchnia. Potrafi upichcić dowolną
potrawę z każdego zakątka świata. Najlepsze krewetki? Tylko u Cioci!!! Mhm.
Bardzo ją kocham! Można powiedzieć, że w dużej części, to właśnie ona mnie
wychowała i przekazała mi wartości, którymi kieruję się do dziś. Nie wyobrażam
sobie tego, żeby jej w moim życiu nie było.
5) Rodzina
Rodzice, rodzeństwo chcą być
anonimowi – nie lubią, jak się o nich czyta. Jednak coś o nich napiszę. Kocham
ich najbardziej za to, że pokazali mi, czym jest prawdziwa rodzina – oni
stanowią dobry przykład. Zawsze mogę na nich polegać, mimo że czasem,
szczególnie ja i mama, patrzymy inaczej na różne sprawy. O moim tacie mogłabym
wiele powiedzieć. O nim i o miłości do niego mogłabym napisać nie jeden tekst.
Jak sobie czasem wspomnę, to nieraz płaczę – nie, nie z powodu facetów czy
niepowodzeń, ale dlatego, że tak kocham swojego tatę – jest taki cudowny. Tato
jest po prostu cudownym człowiekiem! Nigdy nikomu źle nie życzył, nigdy nikomu
nie zazdrościł. Nauczył mnie, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba
ciężko pracować. Zawsze mnie wspiera, jak tylko może.
,,Każdy, kto go poznał,
może potwierdzić moje ochy i achy. A kto zna i jego i Tomasza przyzna, że ten
drugi jest na podobieństwo pierwszego’’.
Eveline
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Ile osób w więzieniu, tyle charakterów. Każdy na swój sposób chce to miejsce przetrwać. Nieważne czy jest to wyrok 3 miesięcy, czy 3 lat. Każdy dzień w tym miejscu jest dniem, którego już na wolności nie przeżyjemy. Jestem w tym miejscu już prawie 5 lat i czasem mam wrażenie, że nic mnie już nie zdziwi, jeśli chodzi o charakter ludzki. A jednak, potrafi mi czasem zabraknąć słów, by coś skomentować.
Spotkałam się z osobą, która już od samej pobudki potrafi narzekać na wszystko. Nieważne czy to faktycznie tak było, czy nie, ale najważniejsze, że jest ona na nie. Czasami się zastanawiałam, kiedy będzie pretensja, że niebo jest niebieskie, a nie zielone, bo to jej ulubiony kolor. Na dłuższą metę odsiadka z taką osobą potrafi być nawet nie uciążliwa, ale zaraźliwa. To taki mój typ smerfa marudy.
Na samym początku wyroku trafił mi się „mecenas”. Mecenas niby z wolności , własna kancelaria itp. Życie na wolności usłane różami. Doradzała wszystkim, co i jak napisać. A jak wychodziło, że pismo nie zostaje przyjęte przez sąd, to tłumaczenie było jedno – zmiana przepisów. Nawet sama o mały włos nie byłam jej klientem – gdzie, po jej dobrej radzie poddania się dobrowolnie karze, propozycja prokuratora brzmiała 8 lat. Gdy zaczęłam sama bez pomocy „mecenasa” walczyć, to wyrok wyszedł 3 lata. A mecenas okazał się pijaczkiem odbywającym karę pozbawienia wolności za kradzież śmietnika z terenu przedszkola. Innym typem, który pozostał mi w pamięci, i z którym się stykam bardzo często to milioner.
Osoba, która miała wszystko na wolności. Życie, o którym słyszy się w filmach. Pieniądze, podróże, dom, oj, nie dom, a kilka domów w różnych krajach i mężczyzna, który poza nią świata nie widzi. Szkoda tylko, że jej wypiska, to 50 zł (bo niby ,,komornik wszystko zabrał”), a do tego jeszcze co druga cela to dług do oddania. Ale przecież ona na wolności ma miliony i idealne życie. Często się zastanawiam, co taka osoba chce osiągnąć, co ma na celu robienie z siebie bogatej , gdzie w tym miejscu bardziej się liczy człowiek, a nie zawartość paragonu. Więcej w tym miejscu można zyskać będąc szczerą osobą i będąc sobą, a nie „księżniczką”.
Wszyscy jedziemy na jednym wózku, nie ma tutaj gorszej i lepszej. Każda z nas jest pozbawiona wolności. Tylko patrząc na to wszystko z perspektywy czasu i swojego wyroku, to w dziewczynach zamiera cecha zwana autentycznością.
Zołza
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
W pierwszym z nich zwracam się do Was wszystkich o pomoc, tym którzy nie mają pojęcia kim jestem, już piszę. Jestem kobietą przebywająca w ZK, jeśli macie ochotę wiedzieć coś więcej, musielibyście poczytać wcześniejsze teksty, które tu znajdziecie pod moim pseudonimem – Taka Ja – ale to mało istotne! Ważne jest to, że gazetka którą tworzymy MY, SKAZANE KOBIETY – przy pomocy Fundacji Dom Kultury, a raczej ich projekt, nie uzyskał dofinansowania z „samej góry” i nie ma środków na wydanie 5. numeru w postaci cyfrowej jak i takiej, którą możemy wziąć w rękę, zobaczyć naszą pracę, którą razem z Fundacją w nią wkładamy… Dzięki „ W Kratkę” – możecie poznać nas bliżej, poprzez to, co piszemy, poznać historię nie jednej z NAS…. Już zainteresowałyśmy Was choć troszkę, ponieważ czytacie teraz na Facebooku czy blogu eWKratke nasze teksty, posty, komentarze… Wiem, że jest bardzo dużo osób myślących, że jesteśmy „wyrzutkami społeczeństwa”, że jesteśmy „NIKIM” ważnym, co by Was zainteresowało i zachęciło do bliższego poznania NAS – jako ludzi…
Dzięki „W Kratkę” – możemy pokazać się WAM również z tej lepszej strony, dać do zrozumienia, że nie każda ze SKAZANYCH jest tą „ złą kobietą”.
Dlatego pomóżcie nam w tworzeniu w dalszym ciągu „W Kratkę” i wydaniu dzięki pomocy Fundacji Dom Kultury, 5. numeru…
Dla redakcji – czyli dla kobiet tworzących „ W Kratkę” nawet najdrobniejsza pomoc finansowa będzie znakiem tego, że nie tylko my wierzymy w siebie, ale i obcy ludzie, którzy nas nie znają, a chcą pomóc – i też w nas wierzą!
Więc jeśli możesz – to pomóż, nawet drobna kwota zdziała wiele i ułatwi nam wydanie 5. numeru „W Kratkę”.
APEL – APELEM – ALE…
Drodzy Czytelnicy, tak jak pisałam we wcześniejszym poście, apel o pomoc w wydaniu 5. numeru „WKratkę”. Od początku Wam pisałam, że mam DWA apele, i oto DRUGI.
W czym jest problem? Otóż w tym, że jak na tyle osób odwiedzających wirtualnie NAS, SKAZANE KOBIETY, tworzące bloga eWKratke, i „W Kratkę” na Facebook’u – dostajemy od Was, Czytelników, bardzo mało komentarzy (według nas ).
Pokrótce napisze parę słów o nas, redakcji eWKratke.
Fot. ppor. Ewa Smolińska
Jak wspominałam, jesteśmy kobietami w różnym wieku i o różnych wyrokach, kobietami osadzonymi w ZK. Piszemy na fb i do bloga różne „posty” – znaczy się, my dajemy kartki z tekstami, a osoby z Fundacji Dom Kultury, które pomagają nam w tworzeniu tego wszystkiego i w ogóle stworzyły „WKratkę” i eWKratke, przepisują nasze wypociny i wrzucają na fejsa, itd. Zapraszają na nasze zajęcia on-line różnych ludzi – stąd też część naszych postów. Są to ludzie znani, nieznani, ale zawsze ciekawe postaci. FDK – Fundacja Dom Kultury, jest adminem – i też niebanalni ludzie nam we wszystkim pomagają – nie będę wyszczególniać nikogo, bo to byłoby nie „fair play” . Piszę do WAS, CZYTELNICY, ten apel, gdyż brakuje nam Waszych opinii, pytań i tak dalej! Nie jesteśmy w stanie Was zachęcić bardziej do poznania nas, jeśli nie wiemy, co chcielibyście wiedzieć – albo czytać. Żebyście mogli zrozumieć o wiele więcej. Każda z NAS jest zupełnie inna, każdej z NAS pogląd może wyglądać inaczej, nie wspominając o sposobie, w jaki piszemy… Jak widać ja jestem strasznie skomplikowana, jak piszę, to na maksa, nie ukrywając uczuć, emocji i innych cech, które posiadam. Lubię pisać, sprawia mi to wielką przyjemność. A jak Wy, Czytelnicy, piszecie do NAS tak mało – to do kogo mam pisać? Do samej siebie? Dlatego poczytajcie, nie rezygnujcie z poznania nas bliżej, napiszcie, Kochani, zapytajcie…. Co prawda danych nie możemy Wam zdradzić i takich tam, ale..
Pozdrawiam Was gorąco i czekamy na Wasze komentarze, a może Waszych znajomych zaciekawimy? Do zobaczenia!
Taka Ja
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Rodzinnego czasu
przepełnionego miłością, szacunkiem i spokojem w tym odizolowanym czasie.
Cieszcie się sobą i bierzcie z tego całymi garściami. Obecność bliskich jest
najwspanialsza!
Sabina
Kochani moi Bliscy, Znajomi oraz Czytelnicy!
Z okazji zbliżających się wielkimi krokami Świąt Wielkanocnych chcę życzyć Wam – bez wyjątku – przede wszystkim ZDROWIA – w tych czasach (pandemii) jest ono najważniejsze!
SZCZĘŚCIA – które zapewne jest przyczyną bliskości z rodziną!
POMYŚLNOŚCI – której przy okazji każdych świąt się sobie życzy!
Oraz chciałabym życzyć Wszystkim, aby były to ostatnie Święta Wielkanocne – w czasie Koronawirusa. Aby już następne były „w pełni” szczęśliwe, bez ograniczeń i z CAŁĄ rodziną u boku, a nie składając życzenia przez MONITOR KOMPUTERA w samotności, którą u wielu z Was czy nas – spowodowała PANDEMIA.
Z całego serducha wielkiego życzy – Taka Ja
ŻYCZENIA NA ŚWIĘTA WIELKANOCNE
Niech Zmartwychwstanie Pańskie, które niesie odrodzenie duchowe, napełni wszystkich spokojem i wiarą, da siłę w pokonywaniu trudności i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość.
Życzę każdemu, żeby wiedział w jakim celu, dla kogo i po co żyje, aby nasze doświadczenie wykształciło w nas zdolność empatii i wczucia się w czyjeś położenie. Nie mamy wpływu na to, co się zadziało bądź dzieje, ale mamy wpływ na naszą wolność, która zmusi nas żeby w tym wszystkimi faktami coś zrobić.
Spokojnych Świąt.
Pełnoletnia
Życzenia Wielkanocne
Dla wszystkich Czytelników Bloga oraz dla całej Fundacji Dom Kultury:
Życzę smacznej święconki.
Dużo zdrowia, bo ono jest nam teraz bardziej potrzebne, niż kiedykolwiek.
Szybkiego powrotu do normalności, by ta pandemia w końcu się skończyła.
Szczęścia,wytrwałości, pogody ducha,
Mokrego Śmigusa Dyngusa
Oraz szybkiego spotkania się w gronie najbliższych,
I smacznego jajka!
Wesołych Świąt!
Życzy Mała
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Czarno- biała fotografia, na której mnie jeszcze nie ma… Lecz są moi rodzice, jeszcze razem w kadrze, ubrani w stroje ślubne. Mama na głowie ma białą woalkę przyozdobioną delikatnymi dodatkami. Suknia gładka z pięknymi rękawkami, nie krzykliwa, wręcz skromna, ale pięknie w niej wygląda. Z oczu bije blask iskierek szczęścia…
Tata… przystojny, elegancki,
który niesamowicie wygląda w garniturze. Uśmiechnięty, szczęśliwy młody
człowiek. Szczerze mówiąc jest to jedno z niewielu zdjęć, które z nim posiadam…
Zdjęcie drugie…
Jak poprzednie, czarno- białe,
ale w kadrze już ja z Mamą… Mamcia młoda, piękna, uśmiechnięta, wręcz
rozbawiona, pochyla się nade mną. Czyli w tamtym momencie bobas leżący na
kocyku, rozgogolony,
uchachany od ucha do ucha 😊 (zapewne większość z nas ma takie fotki…)
Zdjęcie trzecie…
Już kolorowe, trochę większe.
Robione u fotografa, z tłem, na fotelu wiklinowym. W kadrze ja z moją Babcią.
Elegancka, w średnim wieku. Widać, wnioskując z ubrania, że to okres letni.
Ubrana w sukienkę o krótkich rękawkach, z cienkiego materiału. Blondynka, o
mocnych rysach twarzy, szczupła, średniego wzrostu, młodo wyglądająca jak na
swój wiek 😊. Na kolanach siedzi u niej dziewczynka w
wieku około 3 latek. Uśmiechnięta, rumiana, wpatrzona w Babcię – z którą
spędzała i spędzać będzie bardzo dużo czasu (zawsze miałam bardzo bliską
relację z moją Babcią, była zwariowaną kobietą, BARDZO!).
Zdjęcie czwarte…
Kolorowe, w przybliżeniu buźka
dzieciątka. Na główce błękitna czapusia, troszkę wyglądająca jak od krasnala z
bajki. Małą buziulkę zakrywa smoczek, co prawda najmniejszy rozmiar, ale widać
malutkie oczka, nosek, a resztę twarzyczki zasłania właśnie „on”. Buzieńka
wygląda tak, jakby to była laleczka z porcelany, krucha, delikatna twarzyczka,
strach ją mocniej dotknąć, wydaje się tak delikatna! Co po niektóre osoby,
widząc to zdjęcie, zastanawiają się czy to laleczka, fotomontaż? Mój synek jest
tak prześlicznym dzidziusiem… Pewnie co druga osoba czytając teraz to, co piszę
pomyśli sobie, że każda matka gdy urodzi swoje maleństwo – twierdzi że jest
najpiękniejszym darem na świecie… 😊. W międzyczasie, gdy malutka ja między tym
zdjęciem, a poprzednim wydarzyło się wiele dobrych jak i złych rzeczy:
dorastanie, szkoła, problem, którego nie mogła się pozbyć, dziwne związki, z
których również nie potrafiła się wyplątać… Ale o tym to może innym razem…
Zdjęcie piąte…
Te ostatnie – na ten moment w którego kadrze jestem ja, Mama, która
jest w wieku dojrzałej kobiety, lecz nadal mająca błysk w oku, ale teraz już:
nadziei, dobra, miłości, zrozumienia… Obok ja, jak wspominałam (dorosła
kobieta, u której da się wyłapać ze spojrzenia, że nie było jej łatwo, lecz
chce zawalczyć i są małe iskierki, chęci do wali o siebie i życie, które musi
poukładać od nowa).
Po środku nas, tych dwóch kobiet, różniących się pokoleniami, poglądami, stylami życia – lecz tak bliskich sobie i rozumiejących się wzajemnie… stoi on! Już 11-lat, kolejne pokolenie, duży chłopiec, nastolatek, a nie dzieciaczek, maleństwo które dopiero co pojawiło się na świecie… Nastolatek stojący miedzy dwoma kobietami (mamą, babcią) podpierający się o hulajnogę… Ciemny blondyn o zielonych oczach, opalony, zdrowy, z aparatem na zębach (który tylko dodaje mu uroku). Razem z Mamą obejmujemy go, jak „skarb” – jedna z jednej, druga z drugiej strony… Uśmiechnięty od ucha do ucha, że aż mruży oczęta… 😊. Są we troje, ale szczęśliwi, pomimo problemów, których mieli wiele, wręcz bez końca, utraty najstarszego pokolenia… Parę lat, od tego momentu minęło, już ból straty zmniejszył się z czasem, który minął, już tak go nie czuć 😊. Chłopiec, który potrafi „zaabsorbować” sobą wszystkich dookoła, zaciekawiony różnych rzeczy, życia… Uważany przez kolegów za fajnego, bystrego, koleżeńskiego.
Teraz zaczyna się jego kolej na 5 zdjęć z jego życia. Może będzie za…
dzieścia lat na nich babcia o laseczce, a mama, czyli ja z jego synkiem bądź
córeczką na rękach już jako babcia, lecz dla kolejnego pokolenia… Już teraz
zależy od Niego jakie te zdjęcia będą i kto będzie w kadrze…
Taka Ja
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Trudny orzech do zgryzienia, bo żeby tak przelecieć przez te lata to trzeba się trochę umysłowo napocić. Ciężko jest porównać tak bardzo szczegółowo, a zrobienie tego pobieżnie mija się z celem.
Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że kiedyś więcej było kobiet, które miały problem z alkoholem, dziś więcej ma problemy z narkotykami. Bez względu na wszystko- uzależnienia są i były obecne. Dziś więcej jest osób z zaburzeniami psychicznymi, spory procent tego zjawiska jest wg mnie powodowany np. przez dopalacze albo inne używki temu podobne.
Kiedyś kobiety były bardziej charakterystyczne i nie mam na myśli wyglądu ale zachowania. Spotkałam takie, które zapamiętałam i pamiętam do dziś, choć nie wszystkie. Dziś „przelatują” przez mój umysł i nie zostają w nim na dłużej, czy krócej. Nieliczne mają w sobie coś, co dla mojej głowy jest warte zapamiętania. Dobrze, że w ogóle zdarzają się i takie. Więcej jest kobiet, które są wykształcone, skończyły szkoły średnie czy studia, znają obce języki. Więcej jest takich, które podróżują po świecie i mogą o tym opowiadać. Więzienie kojarzy się zazwyczaj z ludźmi w których myśli się i mówi „patologia’, a sporo osób tutaj pochodzi z tzw. dobrych domów. Trudno jest znaleźć taki wspólny mianownik dla wszystkich, zakładam, że to w ogólne niemożliwe, bo każda osoba to oddzielna historia. Nawet jeżeli na start wydają się do siebie podobne, gdy poznamy szczegóły to podobieństwo okazuje się pozorne.
Ktoś mmi kiedyś powiedział, że można ludzi w więzieniu podzielić na kilka kategorii, dla każdej bierze kubeczek i do tego „kubeczka” wrzuca poszczególnych. Zawsze jednak znajda się takie jednostki, które do tych kubeczków nie pasują. Każdy medal ma dwie strony, żadna to filozofia. Jest masa młodych dziewczyn które mając dostęp do wiedzy niemal całego świata na jedno kliknięcie o niczym sensownym czy mądrym nie potrafią powiedzieć. Znają się tylko na kosmetykach, koniecznie markowych ciuchach i imprezowaniu. Są również takie, które mają tak po ludzku poukładane w głowach i posiadają wiedzę z której można coś wyciągnąć dla siebie, albo przynajmniej jest z kim porozmawiać. Więcej jest osób za przekręty finansowe- takie drobniejsze, ale za to w większej ilości. Kiedyś było kilka tzw. finansówek, ale na dużą skalę. Tendencja się odwróciła. Kiedyś częściej spotykało się panie księgowe, które wykorzystywały okazję w pobałaganionych księgach rachunkowych. Teraz szybciej można wziąć kredyt czy pożyczki na mniejsza skale, a później się okazuje że jednak nie można tego spłacić i zaczynają się schody.
Pieniądze ściągają na ludzi kłopoty i tyle, bo teraz goni się za kasa i „ona” staje się najważniejsza. Nie dla każdego, nie uogólniam, ale niestety w dużym stopniu. Świat się zmienia, bardzo szybko, więc ludzi tez się zmieniają w zawrotnym tempie i jest to zauważalne dla kogoś takiego jak ja, bo jestem takim obserwatorem, który stoi z boku i widzi, to czego w pędzie nie widzą ci pędzący.
Małgosia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Sianie i zbieranie… To jest coś,
na czym opiera się życie. Każdego roku trzeba siać i zbierać. I jest to bardzo
wdzięczny obraz, szczególnie dla tego, który kiedyś coś tam uprawiał… I
wiadomo, że co się posieje, to potem wyrośnie, zakwitnie, zaowocuje, a na
koniec wyda kolejne nasiona, które będą zaczątkiem tego samego, co pierwotnie
zostało posiane.
I jest z tym związanych wiele
ciekawych faktów, na przykład sieje się rośliny pożyteczne do jakiegoś celu, chwastów
nie trzeba siać, same nie wiadomo skąd się zasieją. I nie dość, że to wiatr je
przyniósł, choć dokładaliśmy starań, żeby ich nie było, to jeszcze będą rosnąć
znacznie lepiej i znacznie szybciej niż pożyteczne rośliny! Czasami trzeba dużo
czasu, żeby jakaś roślina wykiełkowała, a chwasty zwykle szybko wschodzą. I na
początku pięknie się zielenią i nieźle wyglądają – można by nawet powiedzieć,
że obiecująco! Nie to co te nędzne, chude, wschodzące pędy pietruszki… Jakby
nie wyglądały, to prawda jest taka, że jeśli chwastów nie wyrwiemy, gdy są
jeszcze malutkie i piękne, to zagłuszą te ,,dobre’’ rośliny. I być może potem
uda się coś jeszcze uratować, ale będzie kosztowało to znacznie więcej wysiłku.
Jeśli nie usuniemy szkodników na czas, to pożyteczne rośliny będą coraz
wątlejsze i z czasem zupełnie znikną, nie będzie z nich ani owoców ani nasion…
Kolejny fakt – chociaż nasiona
różnych roślin mogą być do siebie podobne, to wyrośnie nam dokładnie to, co
zasialiśmy 😊. Jest oczywistym, że jeśli zasiejemy oset,
to nie wyrośnie nam marchewka, choćbyśmy 5 razy dziennie zaklinali naszą
grządkę ,,rośnij marchewko, bo ja potrzebuję marchewki!’’ 😊
Nawet więcej – choćbyśmy codziennie prosili, żeby na naszej grządce wyrosła
marchewka, i tak wyrośnie oset 😊.
Z tym sianiem i zbieraniem, to
mam jeszcze dużo skojarzeń, ale dzisiaj na tym poprzestanę, żeby przejść do
sedna. Można przyjąć, że gleba jest jak nasze serce, czyli centrum dowodzenia
naszym życiem 😊. I w tej glebie możesz posiać, co tylko
zapragniesz. Musisz mieć tylko świadomość, że to, co posiejesz, to Ci potem
wyrośnie, wyda owoc, a potem nasiona. Ostatecznie ,,wyleje się’’ na zewnątrz i
da życie kolejnym bytom sobie podobnym.
Więc jeśli zasiejesz tam złość, to nie licz na to, że wyrośnie z tego
łagodność i wyda owoce dobroci i wykiełkuje na zewnątrz w nasionach
szlachetności… Za to masz jak w banku, że jak posiejesz malutkie nasionko
złości i nie wyrwiesz jej na początku, kiedy jest jeszcze malutka – wyrośnie na
wielką złość. Choćbyś jej nawet nie podlewał, to zagłuszając inne, ,,dobre’’
nasiona, wydostanie się na zewnątrz w postaci wielu nasionek złości, które
dadzą początek innym złościom ☹.
Wybór należy do nas. Wszystkiemu
można nadać lepszy kierunek, siać coraz więcej ,,dobrych nasion’’. Wszystkie
chwasty można sukcesywnie wyrywać i ostatecznie dodawać kolejne zachwycające
,,puzzle’’ do naszego obrazu… Tylko nie ma co się mamić, tłumaczyć, zaklinać…
Dorocia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.