Pięć fotografii z mojego życia

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
  • Zdjęcie pierwsze…

Czarno- biała fotografia, na której mnie jeszcze nie ma… Lecz są moi rodzice, jeszcze razem w kadrze, ubrani w stroje ślubne. Mama na głowie ma białą woalkę przyozdobioną delikatnymi dodatkami. Suknia gładka z pięknymi rękawkami, nie krzykliwa, wręcz skromna, ale pięknie w niej wygląda. Z oczu bije blask iskierek szczęścia…

Tata… przystojny, elegancki, który niesamowicie wygląda w garniturze. Uśmiechnięty, szczęśliwy młody człowiek. Szczerze mówiąc jest to jedno z niewielu zdjęć, które z nim posiadam…

  • Zdjęcie drugie…

Jak poprzednie, czarno- białe, ale w kadrze już ja z Mamą… Mamcia młoda, piękna, uśmiechnięta, wręcz rozbawiona, pochyla się nade mną. Czyli w tamtym momencie bobas leżący na kocyku, rozgogolony, uchachany od ucha do ucha 😊 (zapewne większość z nas ma takie fotki…)

  • Zdjęcie trzecie…

Już kolorowe, trochę większe. Robione u fotografa, z tłem, na fotelu wiklinowym. W kadrze ja z moją Babcią. Elegancka, w średnim wieku. Widać, wnioskując z ubrania, że to okres letni. Ubrana w sukienkę o krótkich rękawkach, z cienkiego materiału. Blondynka, o mocnych rysach twarzy, szczupła, średniego wzrostu, młodo wyglądająca jak na swój wiek 😊. Na kolanach siedzi u niej dziewczynka w wieku około 3 latek. Uśmiechnięta, rumiana, wpatrzona w Babcię – z którą spędzała i spędzać będzie bardzo dużo czasu (zawsze miałam bardzo bliską relację z moją Babcią, była zwariowaną kobietą, BARDZO!).

  •  Zdjęcie czwarte…

Kolorowe, w przybliżeniu buźka dzieciątka. Na główce błękitna czapusia, troszkę wyglądająca jak od krasnala z bajki. Małą buziulkę zakrywa smoczek, co prawda najmniejszy rozmiar, ale widać malutkie oczka, nosek, a resztę twarzyczki zasłania właśnie „on”. Buzieńka wygląda tak, jakby to była laleczka z porcelany, krucha, delikatna twarzyczka, strach ją mocniej dotknąć, wydaje się tak delikatna! Co po niektóre osoby, widząc to zdjęcie, zastanawiają się czy to laleczka, fotomontaż? Mój synek jest tak prześlicznym dzidziusiem… Pewnie co druga osoba czytając teraz to, co piszę pomyśli sobie, że każda matka gdy urodzi swoje maleństwo – twierdzi że jest najpiękniejszym darem na świecie… 😊. W międzyczasie, gdy malutka ja między tym zdjęciem, a poprzednim wydarzyło się wiele dobrych jak i złych rzeczy: dorastanie, szkoła, problem, którego nie mogła się pozbyć, dziwne związki, z których również nie potrafiła się wyplątać… Ale o tym to może innym razem…

  •  Zdjęcie piąte…

Te ostatnie – na ten moment w którego kadrze jestem ja, Mama, która jest w wieku dojrzałej kobiety, lecz nadal mająca błysk w oku, ale teraz już: nadziei, dobra, miłości, zrozumienia… Obok ja, jak wspominałam (dorosła kobieta, u której da się wyłapać ze spojrzenia, że nie było jej łatwo, lecz chce zawalczyć i są małe iskierki, chęci do wali o siebie i życie, które musi poukładać od nowa).

Po środku nas, tych dwóch kobiet, różniących się pokoleniami, poglądami, stylami życia – lecz tak bliskich sobie i rozumiejących się wzajemnie… stoi on! Już 11-lat, kolejne pokolenie, duży chłopiec, nastolatek, a nie dzieciaczek, maleństwo które dopiero co pojawiło się na świecie… Nastolatek stojący miedzy dwoma kobietami (mamą, babcią) podpierający się o hulajnogę… Ciemny blondyn o zielonych oczach, opalony, zdrowy, z aparatem na zębach (który tylko dodaje mu uroku). Razem z Mamą obejmujemy go, jak „skarb” – jedna z jednej, druga z drugiej strony… Uśmiechnięty od ucha do ucha, że aż mruży oczęta… 😊. Są we troje, ale szczęśliwi, pomimo problemów, których mieli wiele, wręcz bez końca, utraty najstarszego pokolenia… Parę lat, od tego momentu minęło, już ból straty zmniejszył się z czasem, który minął, już tak go nie czuć 😊. Chłopiec, który potrafi „zaabsorbować” sobą wszystkich dookoła, zaciekawiony różnych rzeczy, życia… Uważany przez kolegów za fajnego, bystrego, koleżeńskiego.

Teraz zaczyna się jego kolej na 5 zdjęć z jego życia. Może będzie za… dzieścia lat na nich babcia o laseczce, a mama, czyli ja z jego synkiem bądź córeczką na rękach już jako babcia, lecz dla kolejnego pokolenia… Już teraz zależy od Niego jakie te zdjęcia będą i kto będzie w kadrze…

Taka Ja

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Jacy ludzie trafiają do więzienia dziś, a jacy trafiali kiedyś

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Trudny orzech do zgryzienia, bo żeby tak przelecieć przez te lata to trzeba się trochę umysłowo napocić. Ciężko jest porównać tak bardzo szczegółowo, a zrobienie tego pobieżnie mija się z celem.

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że kiedyś więcej było kobiet, które miały problem z alkoholem, dziś więcej ma problemy z narkotykami. Bez względu na wszystko- uzależnienia są i były obecne. Dziś więcej jest osób z zaburzeniami psychicznymi, spory procent tego zjawiska jest wg mnie powodowany np. przez dopalacze albo inne używki temu podobne.

Kiedyś kobiety były bardziej charakterystyczne i nie mam na myśli wyglądu ale zachowania. Spotkałam takie, które zapamiętałam i pamiętam do dziś, choć nie wszystkie. Dziś „przelatują” przez mój umysł i nie zostają w nim na dłużej, czy krócej. Nieliczne mają w sobie coś, co dla mojej głowy jest warte zapamiętania. Dobrze, że w ogóle zdarzają się i takie. Więcej jest kobiet, które są wykształcone, skończyły szkoły średnie czy studia, znają obce języki. Więcej jest takich, które podróżują po świecie i mogą o tym opowiadać. Więzienie kojarzy się zazwyczaj z ludźmi w których myśli się i mówi „patologia’, a sporo osób tutaj pochodzi z tzw. dobrych domów. Trudno jest znaleźć taki wspólny mianownik dla wszystkich, zakładam, że to w ogólne niemożliwe, bo każda osoba to oddzielna historia. Nawet jeżeli na start wydają się do siebie podobne, gdy poznamy szczegóły to podobieństwo okazuje się pozorne.

Ktoś mmi kiedyś powiedział, że można ludzi w więzieniu podzielić na kilka kategorii, dla każdej bierze kubeczek i do tego „kubeczka” wrzuca poszczególnych. Zawsze jednak znajda się takie jednostki, które do tych kubeczków nie pasują. Każdy medal ma dwie strony, żadna to filozofia. Jest masa młodych dziewczyn które mając dostęp do wiedzy niemal całego świata na jedno kliknięcie o niczym sensownym czy mądrym nie potrafią powiedzieć. Znają się tylko na kosmetykach, koniecznie markowych ciuchach i imprezowaniu. Są również takie, które mają tak po ludzku poukładane w głowach i posiadają wiedzę z której można coś wyciągnąć dla siebie, albo przynajmniej jest z kim porozmawiać. Więcej jest osób za przekręty finansowe- takie drobniejsze, ale za to w większej ilości. Kiedyś było kilka tzw. finansówek, ale na dużą skalę. Tendencja się odwróciła. Kiedyś częściej spotykało się panie księgowe, które wykorzystywały okazję w pobałaganionych księgach rachunkowych. Teraz szybciej można wziąć kredyt czy pożyczki na mniejsza skale, a później się okazuje że jednak nie można tego spłacić i zaczynają się schody.

Pieniądze ściągają na ludzi kłopoty i tyle, bo teraz goni się za kasa i „ona” staje się najważniejsza. Nie dla każdego, nie uogólniam, ale niestety w dużym stopniu. Świat się zmienia, bardzo szybko, więc ludzi tez się zmieniają w zawrotnym tempie i jest to zauważalne dla kogoś takiego jak ja, bo jestem takim obserwatorem, który stoi z boku i widzi, to czego w pędzie nie widzą ci pędzący.

Małgosia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Sianie i zbieranie

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Sianie i zbieranie… To jest coś, na czym opiera się życie. Każdego roku trzeba siać i zbierać. I jest to bardzo wdzięczny obraz, szczególnie dla tego, który kiedyś coś tam uprawiał… I wiadomo, że co się posieje, to potem wyrośnie, zakwitnie, zaowocuje, a na koniec wyda kolejne nasiona, które będą zaczątkiem tego samego, co pierwotnie zostało posiane.

I jest z tym związanych wiele ciekawych faktów, na przykład sieje się rośliny pożyteczne do jakiegoś celu, chwastów nie trzeba siać, same nie wiadomo skąd się zasieją. I nie dość, że to wiatr je przyniósł, choć dokładaliśmy starań, żeby ich nie było, to jeszcze będą rosnąć znacznie lepiej i znacznie szybciej niż pożyteczne rośliny! Czasami trzeba dużo czasu, żeby jakaś roślina wykiełkowała, a chwasty zwykle szybko wschodzą. I na początku pięknie się zielenią i nieźle wyglądają – można by nawet powiedzieć, że obiecująco! Nie to co te nędzne, chude, wschodzące pędy pietruszki… Jakby nie wyglądały, to prawda jest taka, że jeśli chwastów nie wyrwiemy, gdy są jeszcze malutkie i piękne, to zagłuszą te ,,dobre’’ rośliny. I być może potem uda się coś jeszcze uratować, ale będzie kosztowało to znacznie więcej wysiłku. Jeśli nie usuniemy szkodników na czas, to pożyteczne rośliny będą coraz wątlejsze i z czasem zupełnie znikną, nie będzie z nich ani owoców ani nasion…

Kolejny fakt – chociaż nasiona różnych roślin mogą być do siebie podobne, to wyrośnie nam dokładnie to, co zasialiśmy 😊. Jest oczywistym, że jeśli zasiejemy oset, to nie wyrośnie nam marchewka, choćbyśmy 5 razy dziennie zaklinali naszą grządkę ,,rośnij marchewko, bo ja potrzebuję marchewki!’’ 😊 Nawet więcej – choćbyśmy codziennie prosili, żeby na naszej grządce wyrosła marchewka, i tak wyrośnie oset 😊.

Z tym sianiem i zbieraniem, to mam jeszcze dużo skojarzeń, ale dzisiaj na tym poprzestanę, żeby przejść do sedna. Można przyjąć, że gleba jest jak nasze serce, czyli centrum dowodzenia naszym życiem 😊. I w tej glebie możesz posiać, co tylko zapragniesz. Musisz mieć tylko świadomość, że to, co posiejesz, to Ci potem wyrośnie, wyda owoc, a potem nasiona. Ostatecznie ,,wyleje się’’ na zewnątrz i da życie kolejnym bytom sobie podobnym.  Więc jeśli zasiejesz tam złość, to nie licz na to, że wyrośnie z tego łagodność i wyda owoce dobroci i wykiełkuje na zewnątrz w nasionach szlachetności… Za to masz jak w banku, że jak posiejesz malutkie nasionko złości i nie wyrwiesz jej na początku, kiedy jest jeszcze malutka – wyrośnie na wielką złość. Choćbyś jej nawet nie podlewał, to zagłuszając inne, ,,dobre’’ nasiona, wydostanie się na zewnątrz w postaci wielu nasionek złości, które dadzą początek innym złościom ☹.

Wybór należy do nas. Wszystkiemu można nadać lepszy kierunek, siać coraz więcej ,,dobrych nasion’’. Wszystkie chwasty można sukcesywnie wyrywać i ostatecznie dodawać kolejne zachwycające ,,puzzle’’ do naszego obrazu… Tylko nie ma co się mamić, tłumaczyć, zaklinać…

Dorocia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Życie to chwila, jak przelot motyla

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jestem w tunelu czasowym. W takiej czasoprzestrzeni, gdzie czas rządzi się swoimi prawami. Mam budzik (legalnie, na talon), więc wiem, o czym mówię. Czasami godzina, to mozolnie wleczone się czas. Czasami wstaję i już idę spać. Najrzadziej biegnie normalnie… To samo dotyczy afer, aferek, plotek i ploteczek. Mamy tu ponad 100 kobiet. Rzeczą niebywałą byłoby, gdyby afer nie było. Jest ich tak wiele, no całe masy, że jedne idą w niepamięć po chwili, a o innych opowiada się latami. Są też takie, które funkcjonują w sposób ciągły, tylko dotyczą co chwilę innych osób.

Te krótkoterminowe, to plotka typu:

– Wiesz, że Ala była u wychowawcy, później był u nas kipisz. Na pewno doniosła na nas i stąd to przeszukanie.

 Nieważne, że przeszukanie może być w każdej celi i każdego dnia. Temat też dotyczy tzw. Przerzutek, czyli przeniesienia z celi do celi lub testów na obecność narkotyków.

Drugi rodzaj, to już afery. Grubszy kaliber plotki. To musi być już coś, a nie takie byle co:

– Wiesz, że Alina pobiła tę Józię po apelu? Podbiła jej oko i wybiła sobie palec. Musieli ściągnąć dowódcę zmiany i otwierać klapę.

Poniekąd jest to zazwyczaj prawda, aczkolwiek ludziom odbija tu czasami i krzyczą sobie tylko.

Ostatni gatunek, to:

– Wiesz, że Alinę mąż zostawił?

– Bożenka jest winna Wioli 6 tytoni?

– Pelaśka jest teraz z Pauliną?

Są tematy, które omawiane są codziennie, i to są ploteczki. Zmienia się tylko obsada. Ja również usłyszałam takie stwierdzenia na swój temat.

Mąż mnie zostawił już czerokrotnie… – hmm, tylko ja męża nie mam. Winna byłam różne dobra współosadzonym. Dotyka mnie to, ale co mam zrobić… W zakładzie karnym typu zamkniętego nie masz możliwości konfrontacji. Kto powiedział komu i co – to sprawy nieodgadnione i owiane tajemnicą. Pociecha jest taka, że większość afer i plotek funkcjonują chwilę i przelatują jak motyle.

Florynka

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Wyjazd ,,w transport’’

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Koniec Mszy Św., wchodzi do kaplicy oddziałowa i mówi, że chce zabrać mnie ,,w transport’’.

Ale gdzie, pani oddziałowa?

W odpowiedzi słyszę: ,,Nie wiem, chyba badanie rtg’’. Ok, zbieram się szybciutko. Zaglądam jeszcze na chwilę do zakrystii, aby wziąć karty świąteczne i różaniec – upatrzony przeze mnie tydzień temu. Idę szybko w asyście SW na oddział, do celi, aby zaliczyć toaletę i wziąć coś słodkiego na wszelki wypadek. Wodę (małą butelkę) niegazowaną zazwyczaj mam przy sobie, bez względu na to czy idę na spacer, do kaplicy, czy w inne miejsce, np. magazyn.  Dostaję na to dwie minuty od oddziałowej. Odpowiadam, że półtorej minuty za dużo ☺ Ale ona rozumie to odwrotnie, odpowiada – ,,dobrze, ma pani półtorej minuty’’ ☺ Po chwili prowadzi mnie do ,,sieczkarnika’’ przy magazynie, a tam jest już sześć pań oczekujących na transport. Za kilkanaście minut zostaje doprowadzonych kolejnych sześć osób. Czekamy na więziennego busa. Rozglądam się po osobach siedzących. I co widzę? Wygląd tych pań nie zachęca mnie do podjęcia jakiejkolwiek rozmowy. Mam wrażenie, że trafiły tu prosto z pustostanów lub z recydywy.

Zadaję sobie pytanie: gdzie ja jestem i co ja tu robię? Modlę się, Boże, daj mi siły. I w tym momencie przychodzi mi myśl ,,nie wybrzydzaj i nie podskakuj, Bóg je kocha takimi, jakie są’’. Uspokajam się.

Wsiadamy do busa. Ja wchodzę ostatnia. Wszystkie miejsca zajęte. W ostatnim rzędzie, po prawej stronie jest jedno wolne. Mam wybór, mogę usiąść obok pani, która wygląda, że jest w trakcie ciężkiej choroby lub dopiero co wyszła z ,,pustostanu’’, lub usiąść sama na ostatniej tylnej pięcioosobowej kanapie.

Wybieram miejsce koło ,,bezdomnej’’.

Po dłuższej chwili próbuję coś zagadnąć i jakoś nawiązać rozmowę. Nie jest skora do rozmowy. Jadę w milczeniu i nagle doznaję olśnienia. Przecież ja pasuję do nich wszystkich ,,jak ulał’’. One patrząc na mnie też mogą czuć się nieswojo.

Wyglądam jak ,,bandytka’’.

Mam duże ciemne sińce wokół prawego oka, szwy (sześć) nad prawym łukiem brwiowym po zabiegu i podniesioną prawą brew wyżej niż lewą, co jest bardzo widoczne.

Zupełnie zapomniałam o swoim wyglądzie. I teraz dopiero zrozumiałam rezerwę z jaką one mnie traktowały i podejrzliwie na mnie patrzyły ☺.

Żadna nie odezwała się do mnie nawet jednym słowem ☺.

Uspokoiłam się, byłam wśród swoich ☺.

Rozśmieszyły mnie nalepki w busie. Jedna z nich dotyczyła zakazu palenia papierosów, a druga mówiła o obowiązku zapięcia pasów, tyle tylko, że nie było pasów ☺.

Piratka

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Co zrobić, by miłość przetrwała?

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

♥♥♥

Co zrobić, by miłość przetrwała?

Nie wystarczy dotknąć cię tysiąc razy

By zapamiętać każdy fragment twojego ciała

Nie wystarczy zamknąć oczu

By przywołać twój obraz pod powieką

Nie wystarczy mi słów

By pojąć dlaczego cię kocham.

Zołza

♥♥♥

Mała Czarna:

Nie musimy robić nic szczególnego. Jeśli miłość jest szczera i prawdziwa, przetrwa wszystko, nawet najgorsze sztormy. 

♥♥♥

Małgosia:

Bez serduszek, kwiatuszków, pudrowego różu, serc krwistej czerwieni i całego lukru, który zalewa mnie z zewsząd aż do zwymiotowania. Wystarczy Ktoś, kto jest miły w dotyku, kto rozbawia się ze mną po seksie bez skrępowania i z kim chcę rozmawiać lub nie do późna w nocy.

♥♥♥

Ona:

Nie wiem. Miłość to drogocenny dar, ale nieliczni mają szczęście jej doświadczyć.

Miłość

Taka ja:

Szczere, piękne, niezbędne uczucie. Do życia, do istnienia, do bycia… Często kłamstwo, obłuda i zdrada. Rozczarowanie.  Był bliski myślami na zawsze i kiedyś. Teraz jest już na nigdy. Teraz jest coś nowego. Postać, ktoś, uczucie: zauroczenie, zaufanie, którego było brak wcześniej. Zaczyna się tęsknota (pozytywna), początki szczerej i prawdziwej… Nowy początek szczęścia w nieszczęściu. Tylko jedno słowo: kocham.

♥♥♥

Mała:

To uczucie we mnie płonie i przenigdy nie przestanie, na zawsze w moim sercu jesteś i będziesz, tylko ty kochanie.

♥♥♥

Sabina:

Miłość bywa trudna i trudniejsza.

Dni, kiedy budzisz się otoczona miłością i tak jej nie czujesz.

Dni, kiedy budzisz się bez miłości i też jej nie czujesz.

Samotność trudna i trudniejsza.

♥♥♥

O miłości

Spotykasz pewnego dnia kogoś, kto całkiem odmieni Twoje życie.

Odnowi Twoją wiarę w ludzi, we własne siły, poczucie wewnętrznej siły.

Wyciągnie Cię z tego bagna, w którym zatapiałaś się od dłuższego już czasu.

I poprowadzi nową drogą.

Co ważniejsze – będzie szedł zaraz obok Ciebie.

Bo każde serce dla kogoś bije,

Bo każda łza przez kogoś płynie.

Życie nauczyło mnie jednego,

Zawsze trzeba szukać

Pozytywnych stron tego, co nas spotyka,

Pamiętając przy tym,

Że nic nie dzieje się bez przyczyny…

Chcę czuć, że jestem dla Ciebie

Najważniejsza, najpiękniejsza, najlepsza.

Że mnie kochasz jak nikogo innego.

Że jak trzeba, to pójdziesz dla mnie na wojnę.

Że mnie doceniasz, że jestem tą jedyną,

Dla której zrobiłbyś wszystko ♥

Mała

♥♥♥

O miłości

Miłość:

Jest jak róża,

Czyli piękna.

Lecz czasem nie przetrwa, usycha i umiera.

♥♥♥

Co to znaczy Miłość:

To uczucie,

 które bardzo dużo przetrwa,

 lecz czasami szybko odchodzi i przemija.

BOŻENKA

♥♥♥


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

SCHODAMI W GÓRĘ, SCHODAMI W DÓŁ…

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zapewne każdy z Was miewał w życiu zakwasy? I to nie jeden raz – prawda?

Dla jednego wystarczy dzień niećwiczenia, by bezruch na dłużej zawitał, a u kogoś innego dopiero jakiś życiowy „dół” odbiera chęć do tego, co powodowało, że nie łapało się zadyszki po lekkim truchcie.

Ja swoje regularne ćwiczenia jakoś zawiesiłam z przejściem na „półotworek”. Na początku bardziej wkręciła mnie ta możliwość przemieszczania się po celach (to też ruch 😊), swobodny dostęp do sprzętu na świetlicy, ale i tak nie było to codziennie. W ciągu dnia do celi ktoś zawsze przychodzi, ktoś woła i nie ma jak się rozłożyć z tą karimatą…a może ja po prostu chciałam wziąć „urlop od ćwiczeń”? Ale to jakoś głupio brzmi…. Tak.

Przyszło mi po tylu latach zmienić jednostkę i z tego miejsca chciałabym podkreślić, że już kochani nie będę z Wami tak na bieżąco w komentarzach, ale postaram się pozostać na łączach.

Podróż wielogodzinna na twardym plastikowym siedzonku, przede wszystkim, zajęła się moimi plecami, no i pośladkami. Legalnie miałam wrażenie, że co jakiś czas, krzesełko prądem wali, takie uczucie mnie „pieściło”.

Cały dobytek musiałam zmieścić w sentymentalnej, ruskiej torbie w kratę (od razu się wraca myślami na stadion XX -lecia (wtedy zlikwidowali koronę tę i może niedługo obecnie panującą), ale o wiele gorzej po takiej podróży te trzydzieści kilo znieść po schodkach z łuku bagażowego. No, mi musieli pomagać! Gwieździste niebo powodowało, że chciało się jak najszybciej zakończyć ten wieczór legnięciem na łóżko, ale wiedziałam, chcieć a móc, to odległe bieguny.

Ramiona sztywne, tyłek obity, włos zwichrzony, ale do przodu, a tu – schody! Jezu! Czemu ja nie mam 5 lat, nie jest to Smyk, a schody cieszą? Chryste! Za co?

W myślach karciłam się: „i bardzo Ci tak dobrze! Zaprzestałaś ćwiczeń, to teraz sap!”

Jeśli nie przechodzi się przez magazyn depozytowy, w którym trzeba wszystkie rzeczy wpisać, to po takim przyjeździe na celę bierzesz tylko, co potrzebne np. do wieczornej toalety. Łapałyśmy piżamy, klapki, jakąś herbatę, coś do zjedzenia. Po kontroli poszłyśmy po mandżurek i – uwaga! Suprise! –MATERACE!!! Normalnie jak zielone żołnierzyki stały w pionie, każda musiała wziąć dla siebie, z braku już sił bardziej się nimi ciągnęło po tej podłodze jak Krzyś Kubusia Puchatka, ale stało się.

Wydawałoby się, że ten ostatni etap jakoś uspokoił wszystkie. Lekkie rozmowy się zaczęły, pytania o podróż, z jakiej karty można dzwonić itp. Ciszę na zakładzie najbardziej zagłuszyły te nasze szurające materace.

Po minięciu kilku krat, skrętach w prawo bądź w lewo, ruszaniu przed siebie, pada hasło:

– „ A teraz schodami do góry!”

Serio? Znowu? Do którego miejsca?

– „ Na sama górę” – pada tekst, jakby odpowiadali na moją myśl.

I znowu się karcę za te słabe ręce, podsapywanie, trzęsące nogi jak po… (😊 to już prywatne wspomnienia! 😊)

III piętro!!! Matko Boska!!!

Na III piętrze mieszkał kiedyś Daniel. Fajny chłopak, ale do niego, to raczej schodziłam, bo ja byłam z V-tego. Pamiętam, że gadałam z nim z łazienki, on w swojej, ja w swojej, tak dobrze po pionie szło 😊. Poza tym w bloku mieliśmy windę, a tu…

No cóż, prawie wbiłam paznokcie w ten materac i szłam… a raczej wchodziłam. Zdobywałam swoje K2 do snu.

Obudziłam się sporo przed porannym apelem, a raczej obudził mnie ból ud – „Oho! Zakwasy!” – pomyślałam. Później odezwały się z okolicy, gdzie zwykle ludzie biceps mają, dołączył lekki ból krzyża i myśl „ musisz to wszystko z całą sobą zrzucić z górnego łóżka”. Jak wyzwanie to wyzwanie!

Cały dzień (czyli już kolejny) zaliczałam schody parę razy:

– do magazynu po rzeczy, z magazynu z rzeczami

– do wychowawcy, od wychowawcy

– na łaźnię (która jest w piwnicy), z łaźni

Łydki będę miała jak wróbel… – Agata Wróbel!

Następny dzień – spacer i wypiska, na którą chodzi się do kantyny (no, bieganie oczami po półkach wyrzuciło z mózgu ból… do czasu, kiedy dostrzegłam naproxen żel, no kupiłam, jakby inaczej…)

Tutaj schody prowadzą wszędzie.

Nogi ćwiczysz – chcąc nie chcąc.

Ale najlepsze zakwasy dopiero przede mną.

Żeby tak tyci zobrazować to, co chcę opisać, pozwolę sobie zapytać Was – czy pamiętacie skecz o Tofiku kabaretu „Ani Mru Mru”? Jak skakał – chyba z radości, pod piłeczką ping-pongową?

To ja byłam inna wersją tego Tofika, otóż dopadłam piłkę do kosza i mogłam sobie porzucać. PO TYLU LATACH BYŁAM NA SALI GIMNASTYCZNEJ!!! Normalnej Sali! WOW!!

Nie chcę nawet wiedzieć jak wyglądałam, nie interesuje mnie ewentualna chęć zgłoszenia mnie do egzorcyzmów, ważne – że dorzuciłam „za trzy”, i za drugim razem trafiłam! Że zapomniałam o schodach, o bólu, o tym miejscu, o wyroku, o latach na karku. W godzinę byłam w tylu miejscach, co kiedyś z drużyną po Polsce.

Próbowałam tego wszystkiego, co mnie kiedyś nauczono, no nie wychodziło już tak jak kiedyś, ale nie to się liczyło.

Ważna  była ta chwila, ta godzina, ta piłka, ta radość. Obudziłam się obolała, jak po jakiejś ustawce – i to przegranej, ale za to jak spałam!!! Jak dziecko!!!

Dalej odczuwam zakwasy, ale jutro zejdę na świetlicę i chociaż pojeżdżę na rowerku 😊 … na pewno zacznę znowu ćwiczyć.

Pozdrawiam Wszystkich z Fundacji Dom Kultury, wolontariuszy, blogerki, Panią Ewę, Czytelników i moich znajomych.

PEŁNOLETNIA

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

List Blondynki do Syna

„Blondynka”, Hubertus 2010, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Piszę do Ciebie tych parę linijek, żebyś wiedział, że do Ciebie piszę. Jak ten list dostaniesz, to znaczy, że do Ciebie doszedł. Jak go nie dostaniesz, to daj mi znać, wyślę jeszcze raz. Piszę do Ciebie wolno, bo wiem, że nie umiesz szybko czytać. Niedawno tata przeczytał w jakiejś gazecie, że najwięcej wypadków zdarza się kilometr od domu, więc przeprowadziliśmy się kawałek dalej. Jest tu pralka, choć nie jestem pewna, czy się nie zepsuła. Wczoraj wrzuciłam do niej pranie, nacisnęłam guzik i pranie zniknęło. Ale przecież z tego powodu się nie powieszę. Pogoda nie jest najgorsza. W zeszłym tygodniu padało tylko dwa razy. Za pierwszym razem padało trzy dni, a za drugim cztery.

Co do tej kurtki, którą chciałeś, to wujek Piotr powiedział, że jak Ci wyślę z guzikami, to będzie dużo kosztować, bo guziki są ciężkie. Dlatego oberwałam guziki i włożyłam do kieszeni.

Tata dostał nową pracę, chodzi dumny jak paw, bo ma pod sobą jakieś 500 osób – wysiewa trawę na cmentarzu.

Twoja siostra, Julka, która wyszła wtedy za mąż, jest w ciąży. Nie znamy jeszcze płci dziecka, więc nie powiem Ci czy jesteś wujkiem czy ciocią. Jak to będzie dziewczynka, to Twoja siostra chce jej dać na imię po mnie, ale to będzie dziwne mówić na swoją córkę ,,mama’’.

Gorzej jest z Twoim bratem, Jankiem. Zamknął samochód i zostawił kluczyki w środku. Musiał iść do domu po drugi komplet, żeby nas wyciągnąć ze środka.

Chciałabym Ci włożyć parę złotych, ale już zakleiłam kopertę.

Mała

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Rachunek sumienia

W celi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Kiedy miałam 15 lat, odwróciłam się od Boga, ponieważ długo patrzyłam, jak mój ukochany dziadziuś, osoba bardzo wierząca, umiera. Wtedy powiedziałam sobie, że Bóg nie może istnieć, skoro pozwala na to, aby osoba, która tak bardzo go kocha, umierała w takich męczarniach.

Przez długie lata żyłam w przekonaniu, że Bóg nie istnieje, nawet śmiałam się, że jestem głęboko niewierząca. Wiele lat później narozrabiałam, szukałam sensu i powodu tego wszystkiego. Zaczęłam medytować, zaglądać w głąb siebie. Kończyłam różnego rodzaju kursy rozwoju osobistego, głębsze techniki medytacji,  i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że to wszystko i tak prowadzi do jednego Boga.

Miałam koleżankę, która była bardzo wierząca i zaproponowała mi spowiedź życia. Byłam przerażona, a moje przerażenie sięgnęło zenitu, kiedy zobaczyłam rachunek sumienia, według którego należy się wyspowiadać. Pamiętam jak dzisiaj, kiedy do niej zadzwoniłam płacząc, że mam 80% grzechów z tej listy. Zaczęła mnie uspokajać, mówiąc, że wszyscy tak mają po tak długiej przerwie. Siadłam z rachunkiem sumienia w ręku i z pełną szczerością wypisałam wszystko punk po punkcie. Od najdrobniejszych rzeczy, przekroczenia prędkości, po najcięższe, powód skazania przez sąd.

Poszłam na spotkanie, nieprzypadkowe. Ksiądz został dla mnie wybrany i czekał na mnie. Siedliśmy w małej kapliczce, zaczęłam opowiadać, byłam bardzo zdenerwowana, ręce mi się trzęsły, a łzy same zaczęły płynąć. To było wspaniałe przeżycie. To nie była tylko spowiedź, to było spotkanie z przyjacielem, który słuchał, rozmawiał, pomagał i nie osądzał. Pamiętam, że na samym końcu uklękłam przed ołtarzem, a ksiądz położył rękę na mojej głowie i oddał mnie Bogu. Wstałam i poczułam jakby ktoś ściągnął ze mnie ogromny ciężar, poczułam się taka lekka, świat wyglądał na jaśniejszy. Dostałam oczywiście pokutę, która nie była zwykłą pokutą.

Miałam obejrzeć film o Jezusie, przeczytać książkę (wskazaną przez księdza), iść na mszą i przyjąć komunię świętą. Wszystko wypełniłam z ogromną satysfakcją i poczułam szczęście. Pamiętam tę pierwszą mszę z przyjęciem komunii. Po prostu byłam uczestnikiem, słuchałam każdego wypowiadanego słowa, każdego dźwięku organów. Potem przyjęłam komunię świętą. Długo klęczałam modląc się i dziękując za to, co się dokonało.

Dziewczyny, nie wiem czy jesteście wierzące czy nie, ale może warto zrobić sobie prawdziwy rachunek sumienia. Ja polecam, bardzo dużo to daje. Przede wszystkim spokój, zrozumienie i poczucie obecności kogoś, komu bardzo zależy na Tobie.

Sabina

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Uśmiech zza krat

Wersja okładki W Kratkę nr IV

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na łóżku siedzi po turecku drobna blondynka. Głowę ma pochyloną nad książką. Koło niej piętrzy się pokaźny stosik różnorakich pozycji z naszej biblioteki. Kalina jest namiętną czytelniczką, chociaż nie każda książka ją wciąga. Dlatego zawsze musi mieć ich większą ilość, żeby wybrać te, które ją zainteresują. Kiedy Kalina nie ma co czytać, jest prawdziwie niepocieszona, a kiedy już trafi na szczególnie ciekawą dla niej lekturę, wpada w czytelniczy trans. Wtedy jest obecna w celi wyłącznie ciałem i żeby się z nią skontaktować, trzeba się trochę natrudzić (np. zawołać ją podniesionym głosem albo lekko szturchnąć, bo inaczej nasze słowa do niej nie docierają).

Czytanie to sposób Kaliny na więzienne odosobnienie, ponieważ jest osobą niezwykle energiczną. Gdy się za coś bierze, to robota pali jej się w rękach, aż iskry lecą. Wcale nie przesadzam! Jej energia dosłownie rozsadza ograniczoną celową przestrzeń, toteż podróże Kaliny do pozbawionego ograniczeń świata literackiej wyobraźni stanowią swego rodzaju zawór bezpieczeństwa, którym uchodzi nadmiar tej energii, nie mieszczący się w ciasnym światku celi. 

Kalina często się uśmiecha. Jej uśmiech zawsze sięga oczu i jest zaraźliwy – nie sposób się nie uśmiechnąć, kiedy go zobaczysz. Czasem jednak uśmiech Kaliny znika, a oczy smutnieją, z błękitnych robiąc się szare. Dzieje się tak po szczególnie wzruszających rozmowach z rodziną, zwłaszcza z mamą. Kalina pochodzi z dużej z i zżytej rodziny; na wolności czekają na nią, oprócz mamy, synek, bracia, siostry, ciocie i wujkowie, a także mali siostrzeńcy. Czeka też narzeczony. Kalina jest kochana przez bliskich i dlatego jej pobyt za kratami stanowi dla nich bardzo traumatyczne doświadczenie, ale wierzą w nią i w nowy początek – już razem.

Kalina nie należy do osób złych. Znalazła się w tym miejscu nie na długo, bo na niecałe dwa lata, ale w jej przypadku to i tak za długo. Ot, młodzieńcza naiwność, zauroczenie niewłaściwym chłopakiem i kłopoty z prawem gotowe. Na szczęście te kłopoty to jedynie lekkomyślnie zaciągnięty kredyt.

Pomimo negatywnej strony wyroku Kaliny, mądrze wykorzystała ona ten czas odosobnienia, przemyślała wiele spraw i doszła do wniosków, które w przyszłości pomogą jej żyć rozsądniej. Pozbyła się też ciągot do szaleństw, mogących zrujnować najlepszą egzystencję. Zrozumiała, że często to, co wydaje się nam „fajne”, jest takie tylko na krótką metę, więc nie warto się łakomić.

Co jeszcze mogę powiedzieć o Kalinie? W celi jest dobrą towarzyszką, można na nią liczyć w potrzebie, porozmawiać, pośmiać się. Zwiedziła trochę miejsc poza Polską, podobnie jak jej krewni, toteż ma w zanadrzu wiele ciekawych opowieści o ludziach i obyczajach. Dla mnie, zapalonej podróżniczki, to bardzo interesujące posłuchać, jak ktoś inny postrzega niektóre zjawiska zachodzące poza granicami naszego kraju.

Kalina w przyszłym roku będzie już wolnym człowiekiem. Osobiście życzę jej, by ułożyła sobie szczęśliwie życie i by lekcja z pobytu tutaj ustrzegła ją przed kolejnymi błędami. Mam nadzieję,że tak się stanie, bo moim zdaniem jest ona jedną z tych osób, które zasługują na drugą szansę od społeczeństwa.

Zośka

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl