„W Kratkę” to magazyn społeczno-artystyczny, tworzony przez kobiety odbywające karę więzienia w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie i polskie artystki i artystów.
Redakcja „W Kratkę” jest niezwykła, na wskroś murów, ogrodzeń, ścian, łączy w dialogu osoby, które na wolności mogłyby się nie spotkać. A we „W Kratkę” tworzą zespół, opowiadają pisaniem i malowaniem o swoim świecie, stając się zmysłami czytelników. Więcej
Wszystkie wydane numery W Kratkę znajdziesz tutaj.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Jest
kilka rzeczy, o których na pewno nie wiecie o moim mieście „B”. Każdy, kto tam
był, o nich wie.
Choćby
to, że miasto jest położone na pięknych terenach lubelszczyzny. I to, że po
ulicy chodzą tam sami pogodni ludzie, że ruch na ulicach jest szalony,
chaotyczny, nieprzewidywalny, bo nieprzerwanym strumieniem pędzą po nich samochody,
rowerzyści, motocykliści, a między nimi spacerują starsze panie z psami. Czasem
nie spacerują, tylko stoją w filozoficznym zamyśle, patrząc na taki blok ,,NR
9’’. Pełen barw, namalowanych ptaków, dziecinnych bohomazów, prania, hałasu,
chaosu, jest tak brzydki, że uroczy. Tylko dla kogo – dla mieszkańców czy
ludzi, którzy koło niego przechodzą?
Na 760
bloków w całym mieście jest tylko jeden taki, na moim osiedlu, wśród innych
szarych budynków, w kształcie paczki po zapałkach stoi on NR 9. Pewnie jesteście
ciekawi czym się wyróżnia. A tym np. że żeby wejść do jednego z mieszkańców
trzeba wejść przez balkon. Gdy jestem przy tym, przypomina mi się taka
anegdota: umówiłam się na randkę z kumplem i miał do mnie przyjechać pierwszy
raz i mówię do niego, że do mnie wchodzi się przez balkon, a on do mnie : to aż
tak u Ciebie krucho, że nie masz drzwi?” – ubawiłam się wtedy. A ja do niego
„nie, taki blok 😊”. Tak – ten mój blok, w którym się
wychowałam, stawiałam pierwsze kroki, straciłam pierwsze mleczaki, uczyłam się
chodzić, jeździć na rowerze, pierwszy raz się pocałowałam – mogłabym tak bez
końca. NR 9 jest inny, jest pomalowany na zielono – żółto – czerwono. Na dachu
i na skraju rynien są zamontowane metalowe koguty, a nieopodal ich stoją
wielkie „talerze białe” od kablówki. Na zewnątrz na bocznych ścianach jest
pokryty naszymi osiedlowymi rysunkami, nikt do dnia dzisiejszego ich nie zmył.
Pamiętam, jak cyrklem stawiałam serduszko z inicjałami swej miłości. Są do
dziś, jak inne malowidła. To nasze wspólne wspomnienia. Od 33 lat, bo tyle mam,
nadal mieszkają Ci sami ludzie. Nasza Mała Wspólnota, każdy siebie zna. Gdy
dzieje się jednemu krzywda, drugi biegnie z pomocą. Balkony niby podobne,
jednak inne, każdy inaczej udekorowany. Na jednym kwiaty, na drugim lampiony,
na trzecim, u Pani Stasi, zawsze pełno ubrań, „wnuki, ale prania z nich” cicho
się uśmiecha. Pamiętam gdy za małolata robiłyśmy sobie na balkonach namioty,
pokazy mody, każda z szaf coś wyciągała. Gdy o tym wspominam łza spływa po
policzku, bo mimo tylu lat, pamiętam to tak gdy by to było wczoraj. Czy się
zmienił? NIE! Widziałam go w zeszłą środę na Skype – nadal jest barwny – ludzie
jakby trochę pomarszczeni – ale uśmiechnięci.
W moim
bloku „cudowne miałam widoki”. Z jednego pokoju piękny biały budynek, co to
było – a MIEJSCOWY SZPITAL. Gdy mi się nudziło i nie mogłam zasnąć to liczyłam
sobie okna na piętrze 😊. Las z drugiej strony, dwa pokoje
wychodziły na przedszkole, tam pełno 3 – 6 latków, śmiech, radość dzieci co
dnia, a zimą góra pokryta śniegiem i My na sankach lub lepiący bałwana. Blok
pełen wspomnień..
Bo to
jest inne miasto – tylko tutaj park na środku miasta, a dookoła niego rondo
nieoznakowane. Tylko tam są cudowne lody u Kotka, tylko tam jest targowisko na
starym jeziorku.
I tylko
tam musiałam się znaleźć, żeby móc odkryć życie od kuchni w peegierowskim
bloku.
EVELINE
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Zacznę od
puzzli. Pewnie nie raz układałaś puzzle i nie raz trzymałaś w ręku malutki
element, który wydawał się do niczego nieprzydatny? Miał taki kształt, który
nijak nie chciał pasować do tego, co już miałaś ułożone? A czasami kształt był
OK, tylko rysunek nie pasował… Mi, nie raz, przy układaniu puzzli zdawało się, że w życiu nie dopasuję jakiegoś
elementu… Niby rysunek podobny i kształt wydaje się OK, ale żadnym sposobem nie
mogę tego wpasować w całość. Wydawało mi się, że ten element zawieruszył się z
innego pudełka puzzli… Czasem była chwila olśnienia, spojrzenia inaczej, i
puzel trafiał na swoje miejsce, przygotowane specjalnie dla niego, a czasami
trzeba było ułożyć wszystkie inne, żeby zobaczyć, gdzie jest miejsce na tego
,,trudnego’’, który wydawał się do niczego nie pasować.
Z pewnością też znacie to uczucie. A ja ostatnimi czasy myślałam, że do takiej układanki z puzzli podobne jest nasze życie – Bóg wyznaczył ramy i położył pierwsze puzzle. I miał zamysł, co to ma być za piękny, poruszający, chwytający za serce obraz? Ten obraz składa się z malutkich części, epizodów z naszego życia, z których jedna pasuje dokładnie do drugiej, i razem tworzą sensowną całość. Choć nie raz pojedynczo wydają się bezsensowne, brzydkie, niegodne uwagi… Dopiero po wpasowaniu w całość widzisz, że to zdarzenie ,,miało sens’’ w odniesieniu do całości, że bez tej części obraz nie byłby pełny.
Ale czy to
znaczy, że cokolwiek zrobimy, jest OK? W żadnym wypadku! On tylko zaczął,
dalsze puzzle to zdarzenia z naszego życia. To nasze pragnienia, nasze wybory,
nasz wolny czas, nasza praca, nasze marzenia, nasze wzloty i upadki, itd., itp.
I jest to obraz otwarty, malowany na bieżąco – boży projekt jest doskonały, ale
my wcale nie musimy go chcieć! Możemy stwierdzić, że lepiej wiemy, czego
chcemy. Lepiej wiemy, z czym nam do twarzy, co nam wyjdzie na dobre… I tym
sposobem to, co mogło być piękne i doskonałe, jest takie sobie, a czasami jest
nawet obrzydliwe… I tak dzień po dniu dokładamy kolejne ,,puzzle’’ i niestety
czasami to, co w bożym pomyśle miało być doskonałe, jest mocno ,,takie sobie’’.
A może się zdarzyć i tak, że nasza układanka pasuje tylko do głębin piekła i
nigdzie indziej… Ale jest też jasna strona tej układanki J. Nie możemy zmienić tych puzzli, które już ,,zajęły swoje
miejsca’’ w naszym obrazie. Ale pozostało jeszcze trochę wolnego miejsca. Te
kolejne, które będziemy dokładać, mogą zupełnie zmienić charakter całości.
Jakiś trudny element w połączeniu z innymi może wyglądać już zupełnie inaczej J. Więc bardzo ważne jest to, co było, ale jeszcze ważniejsze
to, co będzie!
Pozdrawiam
Barbarę M.
Dorocia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Fundacja Dom Kultury serdecznie dziękuje Blondi, autorce tego niecodziennego postu. Dzięki takim wypowiedziom nasze działania, działania Służby Więziennej i blogerek tworzących tego bloga nabierają głębokiego sensu i motywują do dalszej pracy.
Autorką filmu jest Blondi.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Wczoraj była tutaj jakaś awaria; chwilę przed 18-stą zgasły wszystkie światła i przestała też lecieć woda. Dwa najbardziej potrzebne źródła zostały odcięte. Zapewne dla bezpieczeństwa cele wcześniej pozamykali. Wiadomą raczej rzeczą jest, że taka niecodzienna sytuacja uzewnętrznia różne zachowania, np. w celi obok zaczęły głośniej się śmiać, ogólnie głośniej rozmawiać, gdzieś dalej ktoś siarczyście zaklął (odważny, bo ciemno? Czy przypadkiem wpadł na stół? J). Za murem, który dzień nasz damski pawilon od męskiego jakiegoś chojraka ,,pobrało’’ mocno brak świateł, zaczął wyzywać – aż dwie wybrane cele (!) od konfidentów administracyjnych (nie pytajcie mnie czy za dnia nimi nie są J). Ale prawdą jest, że może w innym przypadku lub okolicznościach zaciekawiłby ten wykwit słów, ale wczoraj zwyczajnie rozbawił większość cel. Tamci wyzywani – też mu się odwdzięczyli ,,60-tką’’ i to nie jest wymawianie sobie, ile kto ma lat. Zamiar pewnie był, że miało boleć, a rozśmieszyło 1/3 kryminału.
W mojej celi bardziej się przejmowałyśmy brakiem wody – bo by się
przydało umyć albo zagotować wodę w czajniku na herbatę. Mi osobiście jeść się
zachciało, w planach miałam zrobić sobie zupkę, wszystko było przygotowane dużo
wcześniej – rifon ostry, jedno jajko na twardo, pół serka topionego ,,o smaku
sera gouda’’, przyprawy – pieprz, koperek i tabasco… a zrobiłam sobie 3 kanapki
z jajkiem. Dzień jak co dzień – kanapki! A miał być – prawie że – uroczyście! J Kanapki bez herbaty marnie smakują… i w ogóle jakoś zimno
się zrobiło, choć od dwóch już dni u nas leciutko grzeją kaloryfery. Jak tak
sobie leżałam w tej ciemności, na tym moim górnym łóżku i patrzyłam w to ciemne
okno, to pomyślałam sobie, że dotkliwą karą byłoby takie nieoświetlone
pomieszczenie. W którym nie widać żadnego kształtu i słychać jedynie pracę
poszczególnych przedmiotów. Niby rozmowy się toczyły, było nawet głośniej niż
zwykle, to ta niewidoczność zaczęła działać pod przykrywką. Pamiętam jak parę
lat temu w wyznaczonych godzinach wyłączana była faza. W taką pogodę, jaka jest
obecnie, na spacery mało osób chodzi, a ja właśnie to lubię, i ten chłodek i tą
samotność. Wielokrotnie wracałam lekko przemarźnięta i człowiekowi chciało się tej gorącej
herbaty, normalna rzecz, ale niestety. Bywały dni – że oddziałowa idealnie mi
wyznaczyła godzinę spaceru, a były i też takie, że po powrocie nie piłam 2
godziny. Niby nic, ale często tak jest, że często chce się wtedy, kiedy tego
nie ma.
Siedzę na celi
niepalącej, ale to nie oznacza, że brak u nas zapalniczek! Otóż były aż 3 sztuki.
Nie bawiłyśmy się jak na koncercie i nie oświecałyśmy sobie płomieniem.
Zapalniczki kupowane są głównie do laserka, który w tym miejscu zastępuje mini
latarkę. Wczoraj jeden laser dopiero padł po – dokończeniu listu, zrobieniu
kolacji i jeszcze zdaniu apelu J. Ja kupuję bransoletki, bo potrzebuję do opalania bransoletek
sznurkowych, ale też ciekawostką może być to, że w takiej zapalniczce są aż
trzy małe baterie, które są idealne do zegarka. A tutaj na baterie trzeba mieć
talon, więc… Polak potrafi J. Światło ,,oddali’’ ok godziny 21:00. Wodę chwilę później i życie
ucichło… tylko jakaś nadal głodna się obudziłam.
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Moim zdaniem, skoro już znalazłam
się w tym miejscu i muszę tu spędzić dłuższy czas, uznałam, że muszę go
wykorzystać z jak największym zyskiem dla siebie. Życie jest zbyt piękne, by
bezproduktywnie je marnować, dlatego przede wszystkim należy pracować – czy to
w więzieniu czy na wolności, to jest niezmienny atrybut życia – bez pracy nie
ma kołaczy 😊.
Jednak, ponieważ nie samą pracą człowiek żyje, postanowiłam nie tracić czasu i
uzupełnić braki w edukacji. Na wolności nie miałabym na to czasu, bo dom, dzieci,
praca, codzienne obowiązki. Tu, zamiast siedzieć i „pierdzieć w stołek”, mogę
zrobić coś dla siebie. Jak postanowiłam, tak zrobiłam, i skończyłam jedną
szkołę i nauczyłam się zawodu, ale czułam niedosyt – podjęłam więc naukę w L.O.
Ukończyłam, podeszłam do matury – zdałam. Jestem kobieta energiczną, lubiącą
się uczyć, rozwijać, czerpać nowe informację i umiejętności, więc ponieważ nie
miałam możliwości uczenia się dalej, nic poza maturą – polskie jednostki
penitencjarne nie proponują kobietom nic więcej – ukończyłam kursy zawodowe.
Jako hobby wyszywam, szydełkuję i robię wiele manualnych prac… Jeżeli chodzi o
mnie, to lubię to robić, sprawia mi to przyjemność, tym większą, im bardziej
obdarowana osoba cieszy się z danego drobiazgu… Lubię innym sprawiać radość,
gdy choć na chwilę pojawia się uśmiech na ich twarzy, a oczy zabłysną, tym
bardziej cieszę się ja. To jest mój sposób na to miejsce i niemarnotrawienie w
nim czasu. Jednak każdy człowiek ma swoje potrzeby, zainteresowania, każdy lubi
co innego. Dla jednych przyjemnością będzie czytanie książek i rozwijanie przez
to się intelektualnie, dla innych rozwiązywanie krzyżówek, a jeszcze ktoś inny
będzie pisał czy malował obrazy…
Uważam że dla każdego będzie to indywidualny zakres zajęć,
który pozwoli nie zwariować w tym miejscu. Musimy też pamiętać że każdy
człowiek ma inne potrzeby. Ja postanowiłam uczyć się i pracować, brać udział w
różnych charytatywnych akcjach, pracować społecznie na rzecz innych, wspierać i
pomagać słabszym. To jest mój sposób na przetrwanie i wyciągnięcie z tego
miejsca i pobytu tu jak najwięcej dla siebie, nie zapominając o tym, że to, jak
wykorzystam ten czas tu, może mi pomóc, gdy powrócę do domu.
Z pozdrowieniami,
Diablica
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Jeden tydzień, siedem dni, różnych od siebie. Może to są minimalne
różnice, wymyślone odgórnie, ale też własny pomysł pomaga je jeszcze bardziej
urozmaicić. Lata też pewne rzeczy zmieniają, choćby starania się o pracę.
Kiedyś pracowała garstka dziewczyn i to była forma nagrody.
Skoro to piszę, to też
codziennie wstaję:) , niby światło zapalają o godz. 6:00 ( czyt. pobudka), ale
ja parę minut jeszcze potrzebuję. Bardzo lubię siedzieć w celi z dziewczynami,
które „polegują” na maksa, bo wtedy mam chwilę dla siebie. Poranki nie zawsze
są takie same, ponieważ jednego dnia zwyczajnie potrzebuje posiedzieć w ciszy,
przy kawie, przypominam sobie sen – jeśli jakiś miałam, zamyślam się nad nim, a
niekiedy kawę popijam nad książką bo nie doczytałam np. wczoraj rozdziału i
ciekawi mnie co dalej. Jedno jest zawsze to samo – rozciąganie, kawa, poranna higiena i codziennie robię makijaż.
Dbam o siebie, staram się nie „straszyć”. Po apelu czeka się już na śniadanie i
później jest zależne od tego, co było dane, co załatwione, z jakiej propozycji
skorzystane (jak by to nie zabrzmiało ha!ha!). Czyli te, które pracują, wychodzą do pracy. Jeśli
jest akurat organizowany na terenie A.Ś kurs – to też rano. Spacer co drugi
dzień jest chwilę po ósmej. W poniedziałki chodzimy do magazynu po paczki lub
dokonać wymiany odzieży (raz w m- cu). We wtorki dodatkowo nasz oddział ma
boisko, w czwartki i niedziele kąpiel na łaźni. W tych ustalonych ramach
oddziały podzielone na cele, one w zależności od metrażu na ilość łóżek, a ile
łóżek, tyle ludzi:)… Ile ludzi, tyle charakterów… ale najważniejsze to mieć w
życiu swoje cele:). Społeczność więzienna też się dzieli na tych, którzy chcą
coś ze sobą robić i na tych z ulubionym tekstem „tyle to ja pod klapą
przeleżę”. Indywidualne podejście i tyle.
Ja korzystam ze wszystkiego, co powyżej wymieniłam, ale dla mnie to
mało. Wiele lat przebywałam na tzw. zamku – prawdą jest, że od kilku dopiero
miesięcy jestem na półotworku.
Na zamku wyszukujesz zajęć, by nie zwariować. To w więzieniu pokazano
mi, jak się wyszywa, szyje na maszynie (chociaż w domu mama szyła), robi
bransoletki, tworzy na laptopie gazetkę. Tutaj „zapoznałam” się z jogą, obecnie
w środy chodzę na Zumbę – początek był fatalny:), poznaję świetnych ludzi,
którzy przyjmują zaproszenie na zajęcia „Piszę, więc jestem” organizowane przez
Fundację Dom Kultury (pozdrawiam każdą cudowną osobę, która mnie pamięta!, a jeśli
nawet nie, to dzięki, że wpadliście). Po tylu latach mogłam przytulić psa
dzięki Fundacji Tatar i Pies, która z
zaufaniem powierzyła swoich czworonożnych podopiecznych w nasze ręce. Super
wspominam warsztaty „You Can Free Us”. W piątki Warszawska Misja Ochotnicza
wspomaga w duchowym rozwoju osadzonych, Michael Murphy z córkami wykonuje tu
kawał dobrej roboty. To są rzeczy, z których ja korzystam, ale bywają jeszcze
inne spotkania religijne, koncerty – te akurat najrzadziej.
Według mnie najwięcej robi dla nas Fundacja Dom Kultury w połączeniu z
wychowawcami K.O.
O ile mogę iść na jakieś zajęcia, to po prostu idę (nie! nie pójdę na
kurs kucharza, bo nie lubię gotować :).
W moim tygodniu jest zawsze czas na książkę i jakoś ostatnio mam
szczęście do Mroza i Bednarka, lubię ćwiczyć, więc jakieś małe zmęczonko
stosuję, codziennie oczywiście dzwonię do bliskich. Najlepsze momenty to
właśnie telefon i widzenia, a najgorsze to zmiana celi lub wymiana
współosadzonych. Cel nie lubię zmieniać,
bo jestem niepaląca, zawsze mnie czeka szorowanie i doprowadzanie
wszystkiego po swojemu. Przez tyle lat nie zostałam pobita i niestety nie
próbowano nawet mnie zgwałcić :).
Prawda jest taka, że to w latach 90′ dochodziło do agresji z obydwu
stron, to był straszny okres, który jest już za nami. Spróbujmy go zamknąć w
szufladzie z napisem „ co cię nie zabiło, to cię wzmocni”.
Wolę myśleć, że we wtorki i czwartki mam zajęcia, że trzy razy pójdę na
widzenie, że moi Rodzice żyją, że poznaję fajnych ludzi, że może i do mnie
kiedyś uśmiechnie się szczęście. Jak każdy potrzebuję wsparcia, zrozumienia i
……….książek! Nie macie jakiś na zbyciu? Jeśli tak to skontaktujcie się z
Fundacją Dom Kultury!
Dzięki. Pozdrawiam.
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Jedyną rzeczą, której powinienem się bać, jest
strach – to nie ja, to Winston Churchill.
Te słowa zostały wypowiedziane sto lat temu,
wydają się dziś tak aktualne. Strach ma tylko wielkie oczy – ale 1,5 roku temu,
gdy usłyszałam ,,jedziesz w transport do W-wy’’, to strach bym zamieniła na
„lęk”, dlaczego?
Strach dał
mi szansę na przetrwanie – lęku trudno się pozbyć. Adrenalina, napięcie mięśni
– to wszystko daje mi siłę, by uciec i walczyć z przeciwnikiem, wyzwaniami.
Nagle
okazało się, że warunki, w jakich jesteśmy zamknięci, wcale nie umniejszają
tego, co nam zabrano. Bo miejsce, to ludzie.
Czym jest
W-wa? To moje plany i ich realizacja. To miejsce, abym spostrzegła Kim Jestem,
Kim chcę być. Warszawa – to spotkania, gdzie i kiedy chcesz, to miejsce wielu
możliwości. To wiara, że możesz i to po horyzont. To możliwość nauki, nie tylko
o wybranych rzeczach. Mam osobiście szczególny rodzaj poczucia wdzięczności za
transport. Za wyzwania, przed którymi stanęłam w ostatnich miesiącach. Za ten
beztroski dla mnie czas, który sączył się powoli jak kropla herbaty sunąca się
po łyżeczce. Za wiedzę, że można poradzić sobie ze złością wobec tego, co jest
od nas niezależne. Za ćwiczenia z życia, które wiele mnie nauczyły – co to jest
akceptacja i kreatywność.
Warszawa –
dała Mi siebie na nowo.
EVELINE
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Mam na imię
Monika, mam 39 lat. W ZK jestem od lipca 2020, w sumie do odbycia kary zostały
mi jeszcze 23 miesiące ☹.
Bardzo liczę na to, że będzie mi dane wyjść na wolność wcześniej. Jestem
blondynką średniego wzrostu z niebieskimi oczami.
Z natury
jestem pogodnym człowiekiem, znam swoją wartość. Mimo tego, że znalazłam się
tutaj, nie jestem złym człowiekiem. Jeden błąd, jedna nieprzemyślana decyzja i
jestem tu, gdzie jestem. Nie lubię mówić, pisać o sobie, ale może z czasem się
otworzę i opowiem coś więcej.
Przygotowania
No i stało
się, jestem w więzieniu. W miejscu, do którego nikt nie chce trafić. W 2019
roku zapadł prawomocny wyrok, z którym miałam rok, żeby się oswoić, przygotować
psychicznie na to, co mnie czeka. Miałam też czas na to, żeby dowiedzieć się
jak tu jest, co trzeba mieć ze sobą, żeby przetrwać „przejściówkę”, co wolno
zabrać z wolności, no i najważniejsze, pozamykać sprawy zawodowe i przygotować
rodzinę na czas mojej nieobecności.
Zaczęłam od
przeczytania książek dostępnych na rynku, które dotyczą polskich osadzonych. Z
nich dowiedziałam się, że osadzone to w większości normalne kobiety, które
próbują ułożyć sobie życie i wcale nie szukają awantur. Potem przyszedł czas na
internet i YouTube. Obejrzałam wszystkie filmy dotyczące więzień w Polsce,
jednak na temat więzień kobiecych nie ma za wiele materiału.
Z czasem
udało mi się poukładać sobie w głowie, że to nie koniec świata, że nie umieram,
że nikt mnie nie zabije, więc dam sobie radę. Buszując w internecie odkryłam
blog „W kratkę”, kopalnia wiedzy dla początkujących. Poczytałam cały, wszystkie
wpisy i komentarze. Przestałam się bać dziewczyn z więzienia, przynajmniej
tych, które pisały na blogu 😊
SENSYMILLA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Wszyscy
znają polski biegun zimna, miasto białych misiów. Oczywiście chodzi o Suwałki.
Urodziłam się w tym pięknym mieście i wychowałam. Jest to moje miejsce na
ziemi. Chociaż nie jest ono metropolią i ma swoje ograniczenia, dla mnie jest
domem. Bo czyż można nie kochać miejsca, w którym dookoła jest pełno lasów,
jezior, przyrody. Mieszkałam w bloku, ale w żaden sposób nie czułam się
mieszczuchem. Dlaczego? Już na to pytanie odpowiadam. Stojąc na balkonie, widzę
dużą łąkę, taką naturalną. Czasem nawet zdarza się zobaczyć tam krowę. Gdy
spojrzę w prawo z balkonu, pojawia się widok polskiej wsi. Wiecie, jaki to
komfort wyjść na spacer i móc zajść do gospodarza po świeże jajeczko, takie od
„szczęśliwej kury” czy nawet dostać mleko, takie prawdziwe. A czasem, jak się
dobrze zagadało z gospodynią, to prosto z grządki można przynieść świeże
warzywa do zupy. Ten zapach sam zachęcał do zrobienia obiadu. Wracając ze
spaceru, nie sposób było przejść obojętnie obok Czarnej Hańczy, która płynie
tuż przy bloku. Można zamoczyć tam nogi, a nawet przejść przez rzekę, bo to
szybszy sposób dotarcia nad Zalew Arkadia. A
dokoła świeże powietrze. Chociaż Suwałki to nie tylko przyroda, ale
także ciekawe miejsca. Dom, w którym urodziła się Maria Konopnicka, jest
zachowany w idealnym stanie, a w chwili obecnej mieści się tam muzeum. Powstał
też szlak turystyczny Marii Konopnickiej „ Krasnoludki są na świecie”, który
prowadzi przez całą Suwalszczyznę. Jak oddalimy się trochę od Suwałk, bo
zaledwie 15 km, mamy piękny Wigierski Park Narodowy, który zachwyca swoją
przyrodą i ścieżkami. Piękne, autentyczne stare kamienice na ulicy Kościuszki,
które, mimo swojego nie cieszącego oczu wyglądu, mają swój urok. Galeria, która
jakiś czas temu powstała, jest jedyną w mieście, ale za to, co jest ciekawostką,
ma w swoją architekturę wbudowany stary Areszt Śledczy z zachowaniem nawet
takich szczegółów jak cela. Mieszkańcy nie narzekają na brak galerii czy też
dużych supermarketów (chociaż jest kilka). Każdy ceni sobie osiedlowe sklepiki,
bo przecież można do niego wyskoczyć w piżamie i dostać świeże pieczywo. A że
jest zimno, to też taki urok tego miasta, ale i hartowanie organizmu. Każdemu
polecam przyjazd na Suwalszczyznę i spróbowanie naszych regionalnych
przysmaków, jak chociażby kiszka ziemniaczana czy sękacz prosto z ognia. Jest
to moje miejsce na ziemi i nie wyobrażam sobie mieszkać w innym miejscu.
Zołza
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl