Baśka i Turysta – z okazji walentynek

Walentynka więzienna, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Baśka i Turysta poznali się w liceum. Baśka uparta, zdystansowana, szalona, impulsywna – kobietka z maleńkim tobołkiem doświadczeń z tzw. dobrego domu. Turysta młodziutki duchem, pełen radości, uprzejmy, naiwny nastolatek, pełen optymizmu lekkoduch. Oboje trafili do jednej klasy, dalecy od planów zawierania jakichkolwiek relacji damsko-męskich. Tym bardziej, że Baśka odczuwała w trzewiach skutki świeżego rozstania i samotnego macierzyństwa. Traf chciał, że oszołomiony robotą Amor tak się zamierzył ze swojego łuku, że rąbnął grotem strzały Baśkę, która akurat swój wzrok skupiła na osobie Turysty. Ten, nie będąc obojętny na bezpośrednią bajerę Baśki, dał się uwieść. Wspólne słuchanie Scootera dzieląc się słuchawkami kozackiego walkmana Turysty na nudnych lekcjach j. rosyjskiego, zbliżyło tych dwoje na długie lata. Zaowocowało to u Baśki oceną mierną ze znajomości języka naszych wschodnich sąsiadów, a u Turysty nabyciem partnerki w pakiecie z córką. Baśka i Turysta stali się nierozłączni, a sam Turysta okazał się strzałem w dziesiątkę, jako materiał na męża i ojca. Chował Bronkę (pseudonim), jak własną córkę, stając się jej idolem i bohaterem. Wspólnie doczekali się drugiej córki, Zołzy (pseudonim). Baśka i Turysta zaczynali od zera, wspólnie budując pracując na swoją przyszłość. Jedno motywowało drugie. Kiedy Baśka pracowała, Turysta niczym wzorowa frauhouse, pełnił obowiązki domowe, nie tracąc przy tym męskości. Prał, prasował, sprzątał, zmieniał pieluchy, gotował. Kibicował Baśce, kiedy realizowała swoje plany. Poznali biedę, kiedy potrzeby Bronki i Zołzy były priorytetowe, sami sobie odejmowali od ust. Imali się każdej pracy, krok po kroku realizującswe plany. Zawsze razem. Zawsze obok siebie. Zawsze jedno za drugim. Turysta zachował zimną krew, kiedy Bronka złamała rękę czy spadła z roweru, okiełznując panikę Baśki. Baśka podejmowała ważne decyzje, obalając stwierdzenie ,,nie da się’’. Baśce zawsze się dało. Baśka i Turysta, to była jedność, wspólnie tworzyli fortecę nie do zdobycia. Nie potrafili długo spędzać bez siebie czasu. Uciekali z imprez towarzyskich woląc być we dwoje. Okazywali sobie bezgraniczną miłość, dzieląc się wszystkim na pół, z czego ,,większe pół’’ Turysta dawał Baśce. Rozpuścił Baśkę jak dziadowski bicz. Baśka Turyście uchylała nieba. Jako małżeństwo stanowili luzacką, szczęśliwą i zakochaną parę. Kiedyś Turysta przyniósł kawałek szarlotki zawinięty w serwetkę, którą poczęstowała go pewna pani, u której wykonywał prace sezonowe. Położył na stole lekko pokruszony kawałek, mówiąc do Baśki ,,wiem, że lubisz, nie umiałem zjeść bez Ciebie’’. Wielokrotnie zaskakiwał Baśkę: bukiecikiem stokrotek zebranych z ogródka na imieniny, kiedy liczył się każdy grosz. Czy bukietem z 200 sztuk peonii na urodziny, kiedy byli u szczytu. Liczyli się tylko oni i córki, plus psy zwane piesami i kot – oni – crew. I tak przez 20 wspólnych lat. Do dnia, kiedy Baśki zabrakło. W 2019 r. Baśka trafiła do Aresztu. To był początek końca. Preludium rozpaczy tych dwojga – pary, małżeństwa, przyjaciół, którymi byli. Baska trafiła do innego świata. Dla Turysty cały świat legł w gruzach. Ona płakała, tęskniła, upadała emocjonalnie tu. On płakał, tęsknił, upadał tam, walcząc jednak o Baśkę. Poruszał niebo i ziemię, żeby Baśka wróciła, żeby niczego jej nie brakło. Walczył każdego dnia o nią i z samym sobą. Nie umiał i nie chciał żyć bez Baśki obok. Nie potrafił sam robić niczego, co robili oboje. Szalał z niemocy i tęsknoty. Codziennie przyjeżdżał pod areszt, stając pod murem, by ,,być’’ z Baśką. Nawoływał, puszczał piosenki, wszystko po to, by Baśka czuła, że on jest i kocha. Był pod tym murem każdego dnia przez 18 miesięcy. W deszcz, śnieg, burzę i mróz. Czasem spał w aucie całą noc mając poczucie jedności z Baśką. Słał tony listów ozdobionych rysunkami, był gotowy od rana na każde widzenie, był zawsze obok. Wspierał Baśkę, ile miał sił i ile mógł. Czekał na powrót Baśki, planował przyszłość. Jednak rozłąka stała się zbyt ciężka dla nich obojga. Baśkę przerastał stres, widmo wyroku, ciężar obawy, że Turysta nie udźwignie życia bez niej. Turysta upadał, uciekał w ,,zło’’, żeby nie myśleć trzeźwo. Zagłuszał ból i nieobecność Baśki. Ranił siebie wyrzutami sumienia i bliskich zmianą, jaka w nim zaszła. Pewnego dnia bańka pękła. Baśka usłyszała dwa wyroki. Jeden 8 lat więzienia, dwa dni później drugi – dla niej wtedy dożywocia – wydany przez Turystę. Oznajmił przez telefon ,,To koniec, zakochałem się.’’ Baśce runął świat, chciała tylko uciec. Nie zdążyła powiedzieć, że boi się tylu lat tu, że go potrzebuje i kocha. Żeby dbał o siebie i córki. Żeby jej nie zostawiał jak przyjaciel, którym był i przyrzekał na ,,paluszek’’ (taki gest, kiedy łapali się za małe palce u dłoni), że był, jest i będzie. Nie powiedziała, odłożyła słuchawkę i odeszła dusząc szloch. Wiedziała, że nie może okazać słabości, nie tu. Przybrała maskę uśmiechu i obojętności, choć w środku wyło zranione zwierzę. Baśka wiedziała, że jej życie, które miała, umarło, a z nim Baśką, którą była przy Turyście. Każdego dnia czuła, jak traci wszystko, co kochała. Zapadała się w sobie, trawiła z trudem swój ból. Pewnie przekroczyłaby rubikon własnej autodestrukcji, gdyby nie silne wsparcie dziewczyn stąd, które stawiały Baśkę do pionu napędzając do działania, walki już wyłącznie dla siebie i o siebie. Baśka po pół roku doszła do formy – silniejsza, pewniejsza siebie, czasem tylko rana w sercu przypominała o sobie swędzeniem. Baśka przestała usilnie doszukiwać się winy w sobie, wyobrażać ,,chore obrazy’’, walczyć z wiatrakami jak Don Kichot czy płakać w ukryciu słysząc piosenki, które puszczał jej Turysta. Baśka stała się inną Baśką. Zahartowała się zamykając na uczucia. Umiała już przetrwać święta, walentynki, urodziny bez Turysty, bez składania sobie życzeń, jak zawsze przez 20 lat. Los jednak bywa przewrotny. Baśka nie wiedziała, że za kilka miesięcy stanie tu, w więzieniu, oko w oko z kobietą, która świadomie stawiała mur między Baśką, a Turystą, zajmując jej miejsce. Tym razem Baśka była na to gotowa. Nie przewidziała jednak, że za tą kobietą pod murem pojawi się Turysta, brutalnie zrywając szwy z gojącej się rany w środku serca. Ale to już inna historia, na inny artykuł.
Walentynki – dzień zakochanych. Miłość, to piękne uczucie, i warto kochać. Ta historia, to obraz miłości dwojga ludzi, którzy razem mogli wszystko, bez siebie nie potrafili nic. Przerosło ich rozstanie zbyt długie, zbyt niespodziewane. Jak mawiał Baśce Turysta: ,,Ja bez ciebie nie żyję, ja funkcjonuję. Bez ciebie umiera dobry ja’’. Poranili się okrutnie. Może czas uśmierzy ból i żal. Może kiedyś będą umieli ze sobą rozmawiać… Jabłko jest piękne, kiedy łączą je dwie połówki. Rozdzielone obsychają, tracą kolor i gniją. Życzę Wam miłości – silniejszej i trwalszej niż miłość Baśki i Turysty, ale równie pięknej.
Baśka

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Jeden dzień z życia „recydywistki”

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Czy może być coś ciekawego w dniu więźnia? Dzień jak co dzień, każdy podobny do kolejnego w kartce kalendarza. Niczym się praktycznie nieróżniący, kolejna kartka spadająca z kalendarza, dzień bliżej wolności. 

Pomyślałam sobie, że napiszę, jak to jest z mojego punktu widzenia, tak jakbym pisała pamiętnik. Tak, jestem recydywistką, czyli drugi raz karana, przebywająca drugi raz w tym miejscu. Nic, czym można się pochwalić, a wręcz wstyd. Ale dobra bo przecież to nie o mnie ma być a o tym dniu w tym miejscu. 

Mam nastawiony budzić na 6:30, by wstać i zrobić kawę, nie tylko dla siebie ale też dla koleżanek z celi. Bo co to za picie kawy w samotności, nie smakuje tak samo. Gdy tylko stwierdzę, że już trzeba wstać, to ta kawa jest już zrobiona przez Młodą (tak mówimy na jedną z celi). Przecież rano ciężko jest wstać skoro i tak nic nowego się nie wydarzy. Można zrobić harmonogram dnia według czynności, które nie ulegają zmianie w tygodniu. I z tego mojego zrobienia kawy, wychodzi tak, że mam podaną kawę „do łóżka” – postawiona na krzesło obok. No tak, ale zaraz trzeba wstać bo apel, a nie można być w piżamie. Ale i na to też mam sposób, założenie spodni na piżamę – przecież nie widać co mam pod spodem. Gdy tylko przejdzie apel, czas się obudzić i zacząć funkcjonować w tym miejscu. A więc „kąpiel” i poranna toaletka zrobiona. Szybkie doprowadzenie siebie do stanu użyteczności, w miarę zrobiony makijaż dla poprawienia własnego nastroju. 7:30 przyjeżdża śniadanko, nic specjalnego, ale dziś akurat jest salceson – dziwne ale przez naszą celą lubiany. Taka kanapeczka z salcesonem musztardą i ogórkiem kiszonym, jest czymś innym niż z „dziwną wędliną”. Śniadanie zjedzone i oczekiwanie na pracę. Mam te szczęście, że pracuję w radiowęźle. Wychodzę do pracy codziennie przed 9 godziną. 

Czekając na wyjście, w głowie myśli jedne: co dziś moje dziecko powie mi przez telefon. Ostatnio mnie zaskoczyło, bo usłyszałam „mamo już za 11 miesięcy i 21 dni będziesz w domu”. Syn, który ma 9 lat, odlicza dni do mojego powrotu. Nie ma nic piękniejszego dla matki w tym miejscu, że dziecko czeka, ale też nic gorszego jednocześnie. Jak bardzo go skrzywdziłam, jak mu mnie brakuje. Otwiera się klapa (drzwi) i wychodzę, chwila która jest z jednej strony rutyną, ale też odskocznią w tym miejscu. Każdy dzień wygląda inaczej. Mam możliwość będąc w pracy patrzenia przez okno, nie ma pleksy. Widok jadącego pociągu, jest niby czymś normalnym, ale jak się ostatnio dowiedziałam, że nie. Pracuję już 2 lata w tym miejscu i zostałam zaskoczona przez koleżankę z pracy. Nigdy nie wpadłam na pomysł, by policzyć wagony w pociągu, a ona tak, i się okazało że każdy pociąg przejeżdżający ma po 6 wagonów. Dziwne, ale cóż. Nigdy się nie zagłębiałam w tym, ale jak widać każdy ma swój sposób patrzenia. 

W pracy jak nie jakaś audycja do przeczytania, to trzeba coś napisać do gazetki, bo tworzymy też swoją więzienną gazetkę. I tak mija dzień do obiadu, do godziny 13:00. Przerwa na obiad i udanie się do celi. Szybka kontrola przez wejściem na celę. I z powrotem można poczuć się jak kurczak zamknięty w klatce. Nie wiadomo co dziś kucharz przygotował, więc czekając na niewiadomą robię zupkę chińską – niezawodny składnik jadłospisu więźnia. Jak zwykle, kuchnia nie zaskoczyła, bo bigos z ziemniakami, szkoda, że to z nazwy jest tylko tym daniem. A tak na obiektywne oko: pozostałości po kapuśniaku. Ale przecież  nie mamy co narzekać, bo jest lepiej niż w szpitalach. 

I tak w przerwie obiadowej obejrzany kolejny magiczny serial, który leci w telewizji, by czymś zająć głowę, by nie myśleć o domu, dzieciach. Najlepszym rozwiązaniem, by głowa nie wysiadła, jest robienie czapek na szydełku, wtedy czas leci szybko a myśli same uciekają. 

Ostatnio mamy z Gabrychą dobry ubaw widząc reklamę Fundacji McDonalda, to nam przypomina,  by wziąć szydełko i robić kolejną czapkę. Niby reklama a jednak w jakiś sposób wypełnia nam nasz dzień. I otwiera się klapa i wyjście do pracy. I radość jak nic, bo przyszła nowa włóczka od fundacji na czapki, a co za tym idzie, mamy co robić na celi. Nowe kolory, jasne, więc już wyobraźnia działa na całego, jakie mogą powstać czapki, jak połączyć kolory. I na dzieleniu włóczki mijają kolejne godziny i słyszymy „możecie iść do domu”. Fajnie tylko dom to mam za brama, i żeby to było takie proste. Nacisnąć klamkę i wyjść za bramę. 

Zanim udam się na celę czeka mnie najprzyjemniejsza chwila w ciągu dnia – wykonie telefonu do dzieci. Możliwość rozmowy z nimi, chociaż jest to tylko albo aż 6 minut to bezcenne. Można tyle się dowiedzieć, co mnie omija z ich życia. I tak dziś syn mnie uświadomił, że umie jeździć  na łyżwach i ma zamiar mnie tego nauczyć po wyjściu moim. Mój mały synek a jaki już samodzielny. 

I tak minął w większości dzień. Nic specjalnego, ale to dzień, który przybliżył do wolności. Na celi jak zawsze czeka na mnie ciepła herbatka, i trzeba wziąć się szydełkowania, by głowa nie eksplodowała od nawału myśli po telefonie. 

O 19:00 apel i można się umyć i wskoczyć w piżamkę. Coś obejrzeć, poczytać i zasnąć z myślami, że jeszcze chwila bo już nie 11 miesięcy i 21 dni a 11 miesięcy i 20 dni do wyjścia. Jeden dzień a jak dużo znaczy. 

Pozdrawiam Zołza

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Tęsknota

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


– Pojawiłeś się „nagle”, ale już „nigdy” nigdzie nie odchodź…

– Wspieraj mnie swym silnym ramieniem. Stojąc twardo na Naszej Ziemi…

– Przecież wiesz, że jestem jeszcze dość krucha i nie mam na tyle siły, aby iść naprzód, z tą samą siłą – jaką masz w sobie Ty, a moje nogi mogą jeszcze czasem uginać się pod ciężarem bezradności i niemocy. Ale w walce z samą sobą.

– Trwaj przy mnie jak to robisz od samego początku, gdy pojawiłeś się w moim życiu…

– Oplatasz moje serce, umysł i ciało… Emocjami, które wyczuwam nawet będąc w oddali, o tysiące kilometrów od Ciebie.

– Wsłuchuj się w moje prawdziwe Ja… pomagając poznać „samą siebie”… Rozumiejąc dziwne stany emocjonalne – KTÓRYCH SAMA CZASEM NIE ROZUMIEM … i ciężko mi je „okiełznać” 🙂

– Trwaj przy mnie, moją przeszłość pochłania nicość, cząstka po cząstce… Prowadź w „PRZYSZŁOŚĆ”, o której marzymy Oboje , z którą pomimo przeszkód, nie do ominięcia, chcemy się zmierzyć…

– Pozwól mi poznawać bezkresne drogi Twoich uczuć, emocji i umysłu -po prostu Ciebie…

– Kochaj mnie, całym sercem, całą duszą, całym Sobą…Bezgranicznie, jak od dawna, już na zawsze…

– I pozwól kochać Cię, jeszcze bardziej niż to możliwe, ale bardziej – to już raczej się nie da !!!

– Pamiętaj! Że każdy dzień bez Ciebie powoduje pustkę w mym serduszku, tęsknotę… one są nie do zniesienia, niejednokrotnie…

– Każdy z tych dni rozłąki, każdy kolejny jeden! Zbliża mnie do Ciebie, niczym równym krokiem, już kolejnym krokiem… Coraz krótszej drogi do przebycia, której końcem będzie ta chwila… K

Kochany, już tak bardzo bym chciała być bezpieczna, Twymi silnymi ramionami okryta…

Pozdrawiam, do zobaczenia ♥ niebawem…

TAKAJA

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Babcia Charlotta

Kwiatki z więzienia, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Babcia to inny wymiar, okulary, konfitury, stare fotografie, mają nauczyć dziecko, że czas może dzielić na równe godziny pełne ciszy i twórczej nudy. Nie jak w domu, gdzie każda minuta jest coraz krótsza, a rodzice gonią je w nieustannym pędzie z pokoju do łazienki, z zajęć na zajęcia. Tak. Babcia to niezbędne ogniwo w rozwoju dziecka. Moja ukochana Babcia, odeszła cztery lata temu. Dziś miałaby tyle samo lat co Królowa Elżbieta II 🙂 96, obie urodziły się tego samego dnia. Babcia, to najważniejsza osoba w moim dzieciństwie. To wakacje w Sulejówku, pachnące kompotem z wiśni, ciastem cytrynowym, deszczem parującym na rozgrzanym chodniku, lasem. Babcia to moja Alfa i Omega, która cierpliwie uczyła mnie matematyki, historii, angielskiego, niemieckiego i łaciny. Babcia to mecze w badmintona, w „nogę” jeden na jeden, partyjka szachów. Przez zabawę uczyła mnie wielu rzeczy. Babcia to wycieczki rowerowe, jazda na sankach, ulubiona cukiernia i ciastka pakowane w kartonik, zawijane w papier, przewiązane pomarańczowym sznurkiem. To zimowe wieczory pełne historyjek opowiadanych przez Babcię, zakraszane koglem- moglem, który kręciła aż nabrał kremowego koloru. Babcia to ciepło, bezpieczeństwo, otarcie łez. Jedyna osoba, która wykazywała się cierpliwością do mnie, czasem tylko okazując swój gniew ciszą. Dla niej zawsze byłam Karolem/ Karolkiem lub kiedy chciała mi dokuczyć, nazywała Karolusem- Baranusem 🙂 nawet mając 37 lat byłam Karolkiem. Moja Babcia była inna niż większość Babć. Słuchała Ace of Base, Monkey March, Kris Kross, Queen. Uczyła mnie piosenek Zauchy “Czarny Alibabo” 🙂 Santor czy Wodeckiego. Uwielbiałam z nią śpiewać „Panie Janie” na dwa głosy. Godzinami grała ze mną w „Piotrusia”, czy wysłuchiwała rzępolenia na keyboardzie. Bywało, że zirytowała mnie jej nadopiekuńczość. Syrop z cebuli kiedy tylko usłyszała chrypę w moim głosie, trzymanie za rękę, kiedy przechodziłyśmy przez pasy, a ja uparcie chciałam iść sama! Rajstopki podciągnięte niemiłosiernie wysoko, aż pod pachy, aby nie zaziębić nerek, rękawiczki na sznurku, co by nie zgubić (i tak gubiłam 🙂 ), czy stanie w dłuuugiej kolejce w kiosku, żeby kupić „Życie Warszawy” i „Skandale” (lata 90). W sumie te kolejki nie były takie złe. Za grzeczne stanie, Babcia kupowała mi w barze pyzy z mięsem x2 🙂 przysługując się mojej nadwadze, ku rozpaczy rodziców 🙂 Śmieszne, ale te wszystkie babcine nawyki, przeniosłam na siebie, w konsekwencji swoim dzieciom podciągając znienawidzone rajstopki pod szyję 🙂 czy „przemycając” czosnek leczniczo, pod plastrem wędliny w kanapce 🙂 Babcia to moje Sakrum. I bardzo mi jej brakuje. Choć cieszy mnie jedno, że nie widzi mnie „tu”, za kratami i murem, nie takiej przyszłości ode mnie oczekiwała. Wybacz mi Babciu. Już trzeci rok, nie zapalam znicza na jej grobie z okazji Dnia Babci, bo jestem „tu”. Ale w moim sercu jest i będzie zawsze. Dziś ja sama jestem Babcią 🙂 Mój Skarb ma ponad rok, kręcone blond włosy, duże niebieskie oczy, cudne, pulchne stópki i duży apetyt 🙂 Mój Wnuk Staś – moje życie. Boli że nie mogę być przy nim. Czuć jego zapachu, patrzeć jak rośnie i nieporadnie stawia dzielnie pierwsze kroki. Ale! Kiedy wrócę, będzie jeszcze małym szkrabem, któremu będę ukręcać kogel-mogel, uczyć piosenek, grać w szachy, jeździć rowerem, piec ciasta, gotować kompot i pewnie podciągać spodenki wysoko, aby nerki nie były odsłonięte 🙂 Wszystkim Babciom – pociechy z Wnuków 🙂


Karola J-Ż (Babcia Charlotta)


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Nie ma więzienia bez książek

Więzienna biblioteczka podręczna, fot. Justyna Domasłowska Szulc
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Każda jednostka penitencjarna posiada tak zwaną bibliotekę centralną, do której można mieć dostęp wg wewnętrznego regulaminu. A jeśli nie można osobiście, to są do przejrzenia katalogi czy opcja napisania kartki z tematyką, która nas interesuje, bądź nazwisko autora, którego lubimy czytać, a osoba zatrudniona w bibliotece już coś wybiera do czytania. Ciekawą informacją może być to, że przeważnie w świetlicach oddziałów mieszkalnych stoi regał lub szafa książek, z której w ostateczności też coś można wybrać. Spora grupa osadzonych otrzymuje z wolności „lekturę” i zrozumiałym jest, że nie gromadzimy tego w celach. Trzeba się tego pozbywać; jedni odsyłają do domów, inni rozdają między sobą, ale też z prywatnych zbiorów książki trafiają do tej świetlicowej szafy. 

To miejsce tego nie zmieniło, że rozmawia się na temat przeczytanych książek. Podawane są z ręki do ręki te ciekawe, ale i te bulwersujące. Opowiada się o nich, zachwala, krytykuje, a nawet niekiedy w złości niszczy.

W tym świecie, w jednej celi, mogą się wymieszać przeróżne zainteresowania; historia z fantazją, psychologia z religią, biografia z romansem. Przez „Mase” obok „Słowikowej” leży „Gad, spowiedź klawisza”. „Harry Potter” zmieni „Tożsamość Bourne’a” by stać się „Niewinnym”. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” będzie „Blondynką wśród łowców tęczy”, by „Zaginiony symbol” odnaleźć w „Niedzielę, która zdarzyła się w środę”. „Piekło może zdarzyć się wszędzie”. „Jeden fałszywy ruch” i stajesz się „Zły”. Mało kiedy są z tego powodu jakieś poważne kłótnie, ewentualnie lekkie uśmieszki. 

Jednak ostatnio miałam okazję wejść do celi, w której głośno dyskutowano na temat książki „Skazane na potępienie” Ewy Ornackiej. W jednostce, w której obecnie przebywam, dziewczyny odbywały karę z bohaterką owej książki. Zapewne zupełnie inaczej czyta się opowiadaną historię przez kogoś, z kim można było przebywać na co dzień – niekoniecznie w celi, ale niekiedy wystarczy spacer, kilka zamienionych słów by stwierdzić: „znam ją”. Osobiście walczę z tym stwierdzeniem od lat, bo wskazanie mnie paluchem nie równa się „znanie mnie”. 

Ćwierć wieku tak samo jestem „ciekawostką więzienną”, ile sprawą medialną.

Katarzyna Bonda korzystała z mojej ksywy, wyroku i wybranych elementów procesowych ze znanych sobie tylko powodów. W owej książce kilka słów mocno wskazuje na moją osobę. Ciągle jestem „szarpana”, a ludzie nie mieli ze mną w ogóle styczności. Ponieważ pół roku temu przeczytałam  „Skazane na potępienie” mogłam świadomie wziąć udział w dyskusji. Wręcz nawet mnie zachęcano pytaniami – „ty byłaś w Grudziądzu, powiedz, czy można się w łazience zamknąć i czy tak naprawdę w żadnej celi dzieciobój nie siedzi przy stole?”. Po pierwsze nie miałam możliwości spotkać osobiście osadzonej, która opowiadała swoją historię pani Ornackiej, w Grudziądzu byłam 10 lat temu, a książkę wydano w 2019r. Po drugie wątpię, by przez 10 lat zamontowano w łazienkach jakikolwiek mechanizm pozwalający się zamknąć, bo wtedy mogłoby dochodzić do tragicznych sytuacji. W nocy każde łóżko musi być odsłonięte tak, by przez kukiel (judasz) było widać osobę leżącą na łóżku. I nieistotne czy jest to „zamek” – cele zamknięte cały czas, czy „półotworek”, gdzie cele są otwarte do apelu wieczornego (18:30). Co do dzieciobojów, to jest to tak samobójczy temat, że bezpiecznie będzie napisać, że dobierano im skład w celi, a skoro decydowały się siedzieć z takimi osobami, to czemu nie miałyby siedzieć z nimi przy stole?  „Półotworek” czyli grupa klasyfikacyjna P2 jest formą awansu z P1, czyli dla każdego jest to chyba zrozumiałe, że jest to nagroda? Nagroda, którą na ogół się dostaje za zachowanie, postawę, wykonywanie indywidualnego programu oddziaływania. Oczywiście jest ogrom osadzonych, które po celi przejściowej na komisji dostają P2, bo np. mają mniejsze wyroki i pomija je tak naprawdę prawdziwy „zapach” więzienia. To chodzenie w mundurku na widzenia, na których dzieci i bliscy patrzą na twój wygląd, to przebywanie w ciągle zamkniętej celi z osobami nie zawsze dobrze dobranymi. Więc kiedy czytam – cyt.: „nieraz widywałyśmy zielone mundurki – o księżniczki idą – mówiłyśmy z pogardą na ich widok”, to zasmuca, że ten cholerny skarbowy strój charakteryzował człowieka – sorry, księżniczkę!

Jest sporo osób na „półotworku”, które na nim się utrzymują, dzięki niesprawiedliwemu przymykaniu oka na ich wybryki i dawaniu kolejnych szans – bo mają małe wyroki. To nie pomaga w znoszeniu trudu i niemożliwości przegrupowania tym z „zamka”. Prawdą jest, że faktycznie „zamek” odróżnia się przede wszystkim mundurkiem, ale nie spotkałam się z sytuacją, by ktoś kimś gardził tylko z tego powodu, że jest z zamka. Jak mało mobilizujące jest widzenie i słyszenie, że na „półotworku” za powyzywanie oddziałowej dostały naganę, za pocięcie się – zabrana paczka, a z „zamka” niekiedy przez jeden wniosek nie można przejść na P2. Jak łatwo się wypowiadać o tych z „zamka”, w mundurku, który zapewne jest symbolem demoralizacji, a zapomnieć, że jest się tak samo osadzonym. 

Osoba skazana na dożywocie, głównie taki wyrok ma za udział w zabójstwie bądź zabójstwo, tak zwane „cyfry”. Wyrok dwadzieścia pięć lat mogą mieć za napady i włamania. Cyfra już mniej zastanawia. Zdarza się, że pięć lat można dostać za zabójstwo męża bądź przekręt finansowy. Piętnastoletni wyrok za poćwiartowanie zwłok tak nie szokuje, jak dożywocie. 25 lat za zabicie trójki dzieci nie odbiera możliwości zatrudnienia. 

Recydywistki, osoby notorycznie okaleczające się, wpadające na testach narkotykowych, po próbach samobójczych, zdegradowane, umieszczane w celach izolacyjnych, niepowracające z przerw czy przepustek – wszystkie, zawsze mają pierwszeństwo przed dożywotką. Czy chodzi o pracę czy zwykły kurs. Bez wyjątku. Pod każdym wyrokiem jest człowiek: jest jego historia i drzwi do niego. Skazanych na potępienie są tysiące; o jednym przypomną gazety, o drugich inne osadzone – właśnie! Tak samo osadzone.

Lesbijki to nie jest już temat tabu i jest ich coraz więcej, nawet w szeregach służby więziennej, i jakoś to nikogo nie zastanawia, że taka kobieta przeszukuje osadzoną np. powracającą z widzenia. To nie zastanawia, że może to być wstydliwe czy krępujące? Ale opis dwóch kobiet, które się do siebie zbliżyły ciekawi przeokrutnie. 

Skąd się bierze to zainteresowanie więzieniem? Więźniem czy więzieniem?

Do ludzi zza muru docierają tak dziwnie wykrzywione informacje, jak cały ten program „Więzienie”. Mało kogo interesuje statystyka pozostawionych żon, znienawidzonych matek, pokiereszowanych małolat, którym lata przychodzi spędzić w izolacji. Mało kogo interesuje to, że wiele osób ma nieprzerobiony problem i powinna być wprowadzona terapia. Ludzie przebywający naście lat w więzieniu kierowani powinni być na badania psychologiczno-psychiatryczne celem wydania aktualnych orzeczeń psychologiczno-penitencjarnych. Zanik więzi z osobami z zewnątrz, bierność, obniżenie sprawności intelektualnej, utrata i zawężenie zainteresowań, to negatywne skutki związane z długoterminowym pobytem w warunkach izolacji. Jeśli kogoś to interesuje, to ja złożyłam taki wniosek i dostałam na niego odmowę.

Osobiście przeraża mnie fakt, że samych skazanych tak nakręcają do rozmów tego typu książki, jak „Skazane na potępienie” Ornackiej. Że osadzone przebywające kiedyś na przepustkach sprawdzały w internecie współosadzone. Że donoszenie jest mało weryfikowane i nie uważane za krzywdzące. Że niektóre grupy osadzonych się chroni, a inne szufladkuje w np. roszczeniowość. Bo książki były i będą – mnie to cieszy, bo z KAŻDEJ można coś wyciągnąć dla siebie. Nie skazujcie nas bardziej niż jesteśmy skazane. 

Pełnoletnia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Stalowa Wola

Widok z okna, fot. Blondi
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Długie, jesienne wieczory. Słota za oknem. A ja się zastanawiam, przez które okna uwielbiałam wyglądać.  Przecież lubię wracać tam, gdzie byłam już. 

Pierwsze okno, które przychodzi mi do głowy, to okno mojego pokoju z dzieciństwa. Wracam myślami do czasów, gdy mieszkałam z rodzicami i siostrą.  Uwielbiałam widok z tego właśnie okna, ponieważ widziałam las, który o każdej porze roku wdzięczył się do mnie różnymi barwami. Zmienna pogoda na dworze sprawiała, że bywał stateczny, albo wirował za sprawą wiatru. Mój dom rodzinny to miejsce, gdzie czułam się bezpieczna i miejsce pełne miłości. A moja rodzinna Stalowa Wola to wspaniali ludzie, którzy kształtowali i mieli wpływ na moje życie. Moje pasje. Z wielkim sentymentem zawsze powracam tam, a w pamięci mam zachowane mnóstwo cudownych wspomnień. Teraz po latach gdy wracam do Stalowej Woli już z moimi dziećmi, odwiedzamy wspólnie miejsca, gdzie ja spędzałam czas będąc w ich wieku. I wydaje mi się, że te miejsca nadal mają moc, bo moje dzieci również pozytywnie je odbierają. Fajnie spotykać się ze znajomymi ze szkoły podstawowej czy liceum – tym razem we większym gronie, z naszymi partnerami oraz dziećmi. Jest inaczej jak kiedyś, ale równie przyjemnie. Świat nie stoi w miejscu i z perspektywy lat można dostrzec jak wiele się zmieniło w infrastrukturze. O polityce nie lubię rozmawiać, gdyż moja mama ukończyła politologię, i do dziś tak mam, że gdy zaczynają się wiadomości prowadzi z tatą żywiołowe dyskusje i ja zwyczajnie daję dyla. Muszę jednak przyznać,  że miasto ma dobrego gospodarza.

Obecnie mieszkam na wsi nieopodal Ostrołęki. Takiej wsi, że nawet nie ma sklepu, czy komunikacji. Do miasta mam 10 km. Jednak coś za coś. Spokój, cisza, cudowna przyroda. Widok z okna również na las. Ten las był i pozostał. Zamieszkuję z miłością mojego życia i czworgiem przekochanych naszych pociech. Mamy psa oraz trzy koty. Z tymi kotami to ciągle się zmienia, ponieważ nasza kotka Monisia chodzi swoimi ścieżkami. Szkoda, że z ustaleniem ojcostwa danego miotu jest problem, bo pobierałabym alimenty. Żart. 

Zawsze chciałam mieć dużą i szczęśliwa rodzinę. I taką mam. Mamy apetyt na życie i to sprawia, że nigdy nie jest nudno.

Lubimy również patrzeć przez okna, z których widok jest nam nieznany. Podróże to wspólna pasja. Te małe i te duże.  Zawsze uważałam, że budynek jako dom to tylko dodatek. Liczą się domownicy i to oni sprawiają, że uwielbia patrzeć się przez okna i widok nigdy się nie nudzi.

Blondi 

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Postanowienia

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

ZABAWA 2022

P – pozytywnego myślenia

O – optymizm do motywacji

S – sto % z siebie

T – teraźniejszością formujesz przyszłość

A – analiza błędów roku poprzedniego

N – nowe życie czas rozpocząć

O – odwaga doda siły do walki o swoje życie

W – wiary w siebie i wpostanowienie

I – inne życie

E – empatia nie jest wadą

N – nie patrz w przeszłość

I – idź śmiało w przyszłość

E – ENERGICZNIE W 1000%

2x więcej dobrej karmy =)!

0x poddania się i zwątpienia

2x miłości więcej

2x 100% motywacji do działania i dążenia do celu

Zapraszamdo wypisywania swoich postanowień na 2022 rok!

-Taka Ja-

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Dosiego Roku

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Dużo zdrowia – bo bez niego kuleje wszystko,

Odwagi– by sięgać po marzenia,

Szczęścia, które jakoś w sposób naturalny upiększa twarz,

Inteligencji, dzięki której rzadziej boli,

Egoizmu szczyptę, której każdy potrzebuje, a nie świadczy o samolubstwie,

Grona przyjaciół bądź życzliwych ludzi wokół siebie,

Optymizmu 100% – on opatula nasze dążenia do celu,

Ręki do interesów… albo do naprawiania tego, co naprawić się powinno,

Odpowiedzialności życiowej,

Kalkulacji, która może uchronić nie raz,

Uśmiechu i powodów do niego codziennie bez liku,

2 kroków do sławy,

0 postanowień,

2 kilo w tą czy w tamtą? … phi!

2 x mniej borykania się z problemami,

życzy

Pełnoletnia.


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Bóg się rodzi!


Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zastanawiałam się jak poruszyć ten temat. W jaki sposób opisać emocje budzące się we mnie w ten wyjątkowy czas? Prawdę mówiąc, przez ostatnich wiele lat całkowicie przestałam sobie zawracać nimi głowę: i świętami i emocjami. Przez fakt, jakim stałam się człowiekiem, życie jakie wiodłam, sumienie nie pozwalało mi zwrócić swoich oczu ku Bogu. Czułam się niegodna. Uważałam, że nie zasługuję na miłosierdzie. Z żalem i zawiścią patrzyłam na uradowane twarze ludzi pochłoniętych przez szał przedświątecznych przygotowań! Z ukłuciem w sercu spoglądałam na kolorowe światełkaw cudzych oknach. Z własnego wyboru ulegając pragnieniom, które zwodziły mnie daleko, głęboko, czasem aż do piekła, porzucając rodzinę – pozostałam sama. W mroku i w zimnie. Nie potrafiłam jednak mimo usilnych prób, wymazać z pamięci świąt spędzanych wrodzinnym domu. Gdy jeszcze żyła babcia. To ona była bramą, która wprowadziła mnie w życie, to ona oddała mnie w opiekę Bogu, to ona właśnie zawiązała między mną a Jezusem pierwszą więź. To babcia Zosia była spoiwem rodziny i sprawczynią najcudowniejszych świąt mojego dzieciństwa. Byłam wówczas taka szczęśliwa. Pamiętam, jak wspólnie przeżywałyśmy narodziny Dzieciątka Jezus. Do dziś wryło się w mojej pamięci wspomnienie, gdy poprzełamaniu się opłatkiem, poprowadziła mnie do szeroko otwartego okna, wskazując dłonią skierowała mój wzrok na pierwszą, najjaśniejszą gwiazdę, prosząc bym zawsze podążała za jej blaskiem. Jak trzej Królowie. Dary, które złożyłyśmy przed Narodzonym Panem były tym, co najczystszego posiadały nasze dusze. Oddałyśmy nasze myśli, troski i radości, nadzieję i modlitwy. Nie potrafię ubrać w słowa unoszącej mnie wówczas wszechogarniającej miłości i radości. To była magia…

Wielelat później po śmierci babci, zapomniałam o tej magii, a Święta dla mnie przestały istnieć. Jeszcze przez jakiś czas przyjeżdżałam w Wigilię do domu, lecz po drodze utraciłam ich prawdziwe znaczenie. Liczyły się tylko prezenty, którymi się wzajemnie obdarowaliśmy, życzenia wypowiadane beznamiętnie, bez wiary w ich spełnienie, odruchowe poklepywanie się po plecach kryjące w sobie więcej ukrytego żalu i niewypowiedzianych pretensji niż szczerej życzliwości. I nikt nie zwracał uwagi na głównego jubilata – Dzieciątko Jezus. Nikt z nas nie troszczył się o Niego. Moje serce stało się obojętne jak te domy i karczmy, które stały zamknięte przed Bogiem, w dniu Jego narodzin. Nie znalazłam dla niego miejsca, ani kołyski, nawet sianka z pod obrusu zabrakło.

Dziś, miejsce w którym jestem, jest konsekwencją moich poczynań. Znalazłam się tutaj z własnego powodu, choć wbrew własnej woli. Jeszcze miesiąc temu z niechęcią myślałam o nadchodzących dniach. Co zrobić? Najlepiej będzie położyć się, odwrócić twarz do ściany i przespać ten świąteczny czas. Udawać, że to dzień jak co dzień. Nie myśleć. Nie czuć. Nie być. Jednak niepotrafię nie tęsknić. I chyba tę moją tęsknotę, pragnienie odrodzenia zauważył Bóg. Poczułam delikatne drgnienie serca, jakby ledwo wyczuwalne pukanie. Zatkałam uszy, by nie słyszeć. Na nic się to zdało, gdyż to rozgrywało się wewnątrz mnie. I głos, który zapytał czy go w końcu przyjmę. Nie wiem czy to moje sumienie czy Pan Jezus Chrystus? Nie mogę pójść do Świątyni Ojca, nie mam możliwości, by się wyspowiadać przed Kapłanem. Jednak postanowiłam u siebie posprzątać. Wymiotłam z serca wszystkie grzechy, brudy, cały zalegający w nim gnój. Słowami pokuty wybieliłam serca ściany i ocieplam je dobrymi wspomnieniami i radosną obietnicą narodzin Pana. Teraz z niecierpliwością i nadzieją czekam na Cud Bożego Narodzenia. I choć blindy w oknach uniemożliwiają mi spojrzeć w Wigilijne Niebo, to wiem, że Betlejemska Gwiazda rozproszy we mnie mrok i Bóg się w mym sercu narodzi. Wiem również, że w moim rodzinnym domu, jak co roku będzie czekał na mnie przygotowany dodatkowy talerz. I może w kolejne święta odważę się usiąść przed nim przy stole wśród bliskich, śpiewając kolędy. W tym roku, w tym miejscu będzie to dla mnie cicha noc…

…Cicha noc, święta noc,

Narodzony Boży Syn,

Pan Wielkiego Majestatu,

Niesie dziś całemu światu,

Odkupienie win, odkupienie win.

PiK/2021


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Bo św. Mikołaj nie ocenia


Fot. Sara Prekurat
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Projekt edukacyjny pt. ,,Bo św. Mikołaj nie ocenia’’ jest wspólnym dziełem świetlicy szkolnej ze Szkoły Podstawowej nr 4 im. Janusza Korczaka w Sulejówku oraz Fundacji Dom Kultury. W jego ramach dzieci ze świetlicy stworzyły kartki świąteczne oraz zaśpiewały kolędy i pastorałki dla kobiet przebywających w więzieniu na warszawskim Grochowie. Piosenki zostały nagrane. Głównymi celami projektu było pogłębienie oraz rozwinięcie wrażliwości społecznej wśród dzieci, przeciwdziałanie stereotypom i uprzedzeniom na temat osób przebywających w zakładach karnych, a także wzmocnienie efektów resocjalizacyjnych wśród skazanych kobiet. Uczestnikami projektu były chętne uczennice ze wszystkich klas drugich. Projektem z ramienia Fundacji kierowała wolontariuszka, Sara Prekurat, pracująca jednocześnie jako wychowawczyni świetlicy.


Wśród nocnej ciszy

Przybieżeli do Betlejem…

Świeć gwiazdeczko

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.