Sadzenie kwiatków

pobrane kwiatki

Pięknego, gorącego, prawie rozebranego maja, sadziłyśmy kwiatki. Ja sadziłam piękne kwiatki bratki i inne takie pnące fioletowe, różowe, bladoniebieskie. A że ogrodnik ze mnie jak koziej dupy trąba, to się nie znam, nie pamiętam nazw, wierzcie mi na słowo- ładne są i będą.

Dumna z siebie jestem, bo to pierwsze kwiatki, jakie w życiu sadziłam i które jeszcze nie umarły

To sadzenie miało wpływ na coś jeszcze. Zajęcia w grupie scalają ludzi, naprawdę, pierwszy kwiatek posadzony z osobą, którą uznałam za, powiedzmy, „wroga”. Posadziłyśmy go razem, obie, i co, przełom chyba. Ten kwiatek, ten dołek i ziemia zabrały całą złość. I się pogodziłyśmy, jeden dzień, jedna chwila. Jeden kwiatek i słoneczny dzień okazał się super. A kwiatki rosną i są piękne.

Iwona

PS Dużo ziemi w butach było i za koszulką

Dzień Matki

1-DSC_0256

 

Wszystkim Mamom na całym świecie pragnę życzyć wytrwałości w ciężkich i trudnych chwilach, sił, by się nie poddawać, by wszelkie troski przegnał wiatr i osuszył łzy serca, by na Waszych twarzach gościł uśmiech, który rozpromienia buźki Waszych dzieci. I przede wszystkim tego, aby każda Mama, czy ta bardzo młoda, czy ze sporym stażem, była doceniona. Bo te nasze Mamy to są Super-Mamy.

 Przypomniał mi się stary wierszyk i pragnę ten wierszyk zadedykować wszystkim Mamom w imieniu dzieci, które są chore i nie mogą tego zrobić; mamom, które straciły swoje dzieci; mamom, które nie mogą dziś zobaczyć swoich dzieci i tym, które mamami zostaną lub już zostały chwilkę temu – tak czy siak dla Was wszystkich, kochane Mamy…

 Mamo, mamo coś Ci dam,

Jedno serce, które mam.

A w tym sercu róży kwiat.

Mamo, mamo – żyj sto lat!

Z wyrazami szacunku, chylę czoła wszystkim Mamom,

Iwona

Mój zmierzch

1-IMG_20150321_012736

Zamknięta na cztery spusty, otulona kocem, bo trochę mi zimno – ej ty, wiosno, postaraj się bardziej, dmuchnij ciepełkiem proszę…

Metalowopancerne okno – żal, nawet Julią być nie mogę. Stoi taborecik przy łóżku, za szafkę nocną robi, a na taboreciku książki cztery tomy, herbatka już zimna, zagrzewam umysł do czytania. “Zmierzch” czytać będę, romansu wampirzo-wilkołaczego mi się chce :).

Cholera, błąd. Oglądam “Zmierzch” w TV, no i po co… Edward, do którego miał być ślinotok, wygląda, jak by miał anoreksję, posmarowany balsemem Dove z drobinkami… Ej, reżeser miał mało hajsu na aktorów i efekty specjalne?

Czytam, och jak pięknie, śliczne wampirki, moje serce kradnie Jacob. Matko, ale cicho. Oczka mi błyszczą, mówię koleżance, że książka jest bombowa, a Jacob urywa dupę.

Myślę sobie, czy gdzieś tam na świecie jest sobie taki Jacob, nie musi być wilkołakiem. Jak jest, to moża jakaś reklama: “Cześć, jestem fajna, mam zadatki na żonę, umówisz się ze mną?”.

Dobrze mi, bo przenoszę się w tamten świat, inny mój świat.

Iwona

Wyszłam za mąż w więzieniu

1-DSC_0338

Należę do szczęśliwych mężatek, a wyszłam za mąż w więzieniu za osadzonego, którego także poznałam w danym miejscu.

Poznawaliśmy się początkowo przez listy, po jakimś czasie zaczęliśmy chodzić na widzenia wewnętrzne. Takie widzenie odbyło się niejedno, nie zliczę już ich. Przez widzenia poznawałam też rodzinę mego Męża, która mnie od początku zaakceptowała. Od pierwszego naszego spotkania było tylko lepiej. Z Mężem spotykałam się też w różnych miejscach, np. jak się szło do lekarza, na magazyn, nawet kiedy chodziłam na łaźnię :). Zawsze była chwila na zamienienie paru słów, a nawet zdań. Po załatwieniu potrzebnych formalności związanych ze ślubem, a było ich trochę, sam ślub odbył się migusiem, a potem widzenie jedną godzinę na widzeniówce. O każdy szczegół zadbała ma Teściowa. Zakupiła mi bardzo ładna sukienkę, słodkości: tort, ciasta, obrączki.

Relacje z mą Teściową są wspaniałe, kocham i szanuję ją. Zastąpiła mi mamę, którą niby mam, ale jej nie mam.

Memu mężowi jeszcze trochę zostało, mi niewiele. Jestem głębokiej nadziei, że nasze małżeństwo nie rozpadnie się po mym opuszczeniu więzienia – a dokładniej chodzi mi o zazdrość, która może się wkraść między nas. Dzięki Mężowi mam dla kogo żyć i czekać na wolność. Wiem, że ode mnie zależy w dużym stopniu, jak nasz los się potoczy. I to jest dla mnie najważniejsze. Wcale nie żałuję mojego wyboru. Kocham Męża, dzięki niemu podniosłam się z dna.

Agnieszka W.

Potwór

scan0279

POTWÓR- stworzenie budzące odrazę, strach, najczęściej postać bardzo zła. Piesek- zwierzątko udomowione, mówi się przyjaciel człowieka. Gdy pieska zaczyna się bić, źle traktować, piesek zaczyna robić się zły warczy jest gotowy gryźć, bo będzie się bronił. A co się stanie, gdy wsadzimy kij w mrowisko?:) Każdy wie… To może z innej strony polecam naszym Czytaczom, aby poszukać w Internecie o eksperymencie, który się nazywa „ efekt lucyfera”… Być może większość zrozumie, czym jest psychika ludzka. Człowiek cierpi, gdy jest nieszczęśliwy, cieszy się i jest szczęśliwy gdy jest spokojny i jest mu dobrze. Mamy prawo czuć nadal. Jesteśmy częścią tego świata, częścią naszych rodzin, które na nas czekają, mamy dzieci które tęsknią za nami…

Wy macie problemy w borykaniu się z życiem codziennym. Nie jest wam łatwo, my to wiemy, przecież każda z Nas zna życie przed trafieniem tu… Macie rację, że nam wiele problemów odchodzi, bo nie musimy się martwić o jedzenie, rachunki za prąd, wodę czy inne media, ale czy ci co nas linczują słownie czują się przez to lepiej? Żadna z nas nie chciała takiego życia, trafić do pierdla i luz. Większość z Was boli to, że kobiety piszące naszego bloga, to kobiety siedzące za morderstwa i jakim prawem narzekają! A….. takim, że nikt z Was nie zna spraw, ani nas prywatnie i ocenia. Jak książkę po okładce… Jesteśmy ludźmi, nie narzekamy. To ból, że większość z nas nie może nic zrobić, by naprawić błędy, bo czasu nie można cofnąć. Wicie co, każdemu człowiekowi, który tu pisał, że musi się martwić co dzieciom do garnka włożyć, oddałabym swój każdy ciepły posiłek, przyszłabym do każdego, zrobiła pranie, poprasowała, ugotowała, posprzątała, zajęła się dziećmi, podała do stołu, a zapracowanym mamom i zmęczonym wymasowała stopy i plecy gdybym mogła… Chorym dzieciom w szpitalu bym usługiwała. Przebrałam się za jakiegoś śmiesznego trola i je rozśmieszała, by choć na chwilę pojawił się u nich uśmiech… Starszym ludziom bym pomagała we wszystkim. Dla nas to nie jest ujma. Nas to boli, że siedzimy bezczynnie. Gdybym mogła, lecz nie mogę i nic nie poradzę na to.

Przestępstwo, za które siedzę, to ból mojego sumienia, który nigdy się nie skończy, nigdy nie przeminie. Tylko czy pisanie naszych historii życia w myśleniu hejterów coś zmieni, założę się, że nie… No właśnie. Przykro mi, że jest wam źle, cierpicie, zmagacie się z niesprawiedliwością.

Ja Wam życzę, aby każdego dnia w waszym życiu świeciło słońce, byście szczęśliwi chodzili, a łzy tylko radości gościły.

Każdy dzień z naprawy samej siebie dedykuję swojej kochanej córeczce oraz kochanej mamie. To dla nich wszystko zniosę, to dla nich dźwigam swój krzyż.

IWONA

Odkryte marzenie

 Batory

Jest 2008 rok. Do zakładu przyjeżdżają trzy kobiety. Zbierają grupę chętnych dziewcząt do śpiewania. Myślę sobie: kurde, lubię śpiewać pod prysznicem – pójdę, zobaczę. Nic mnie to nie kosztuje, a przez to umilę sobie czas w poprawczaku. Pierwsze zajęcia – śmiechy, bo łacińskie i cygańskie piosenki każą nam śpiewać. Kolejne niby nudne, choć za każdym razem nie mogłam się ich doczekać. W końcu padło hasło, że zrobimy występ pod tytułem „Ćmy i kołysanki”. Przygotowania cały miesiąc. Wreszcie ten dzień – niby w gronie naszych ludzi, ale adrenalina mnie nie opuszczała. ALE BYŁAM DUMNA, ŻE PATRZĄ NA MNIE – oklaski, gratulacje – FAJNIE. Następny dzień: dochodzi do mnie, że podoba mi się śpiewanie i całkiem dobrze mi to wychodzi. Mijały dni i zastanawiałam się, czy jeszcze zobaczę Lenę, Pagę i Kasię, dziewczyny, które pozwoliły nam odciąć się od codzienności.

Po apelu popołudniowym Papcio mówi, że przyjdą dziewczyny, bo chciałyby zrobić z nami nowy projekt. Hura! Po obiedzie na salę gimnastyczną, bo tam odbywały się zajęcia. Lena powiedziała, że chce zrobić musical na większą skalę. Dostała zgodę na to, by występ odbył się na starej stacji PKP – FALENICA. Projekt nazywał się BŁĘKITNY EKSPRESS. Przerabiałyśmy utwory Hanki Ordonówny na hip hop. Bardzo mi się to spodobało. Padło hasło, byśmy napisały własne teksty. Dostałyśmy podkłady muzyczne i zaczęłyśmy bawić się tym.

WTEDY JUŻ WIEDZIAŁAM, ŻE TO JEST TO, CO CHCĘ ROBIĆ!

PIERWSZY KONCERT NA FALENICY. Myślałyśmy, że przyjdzie góra 100 osób. Okazało się, że nie starczy miejsca. Przyszli ludzie z zaproszeniami, obcy ludzie, nauczyciele z gimnazjum i podstawówki i znajomi. Gdy ich zobaczyłam, myślę ku**a, co oni tu robią, ale wstyd.

WYSTĘP – gitarka, wszystko poszło po naszej myśli. Nawet kilka osób popłakało się, gdy śpiewałam z Agą nasz własny utwór! Pamiętam, że zadawali tyle pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Zaproszenie do radia i śpiewanie na żywo. Kurde, gorsza trema niż na scenie. Pierwsze nagrania, by stworzyć ścieżki, które będą mogli odtwarzać „fani”.

Przyjazd Khondo do Polski (francuski raper), zajęcia i nauczanie tzw. „flooł”, kolejne zaproszenia na występ, tym razem do klubu Powiększenie, Warszawa, ul. Nowy Świat. Po występie zostało ustalone, że nagrywamy płytę, choć jakiś czas wcześniej powstała już strona „Słuchowisko” Audostacja.pl/spk.

Uwielbiałam jeździć do studia na Racławicką do Franka, nagrywać piosenki, za*****sty klimat, fajną atmosfera!

W końcu dostałam propozycję pracowania w szkołach. Praca polegała na tym, że to teraz JA będę uczyć dzieci/młodzież tego, co mnie całkiem niedawno uczono. Przyjęłam propozycję, ale nadal pisałam teksty i nagrywałam. Miałam w planach nagrać swoją płytę i ją wydać. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie popełniła błędów!

Teraz siedzę w ZK i mam dużo czasu na przemyślenia. Wiem, że do tego, co było, nie wrócę, bo zniszczyłam to, co było PIĘKNE.

Na 100% wyjdę i zrobię wszystko, by mi Lena, Pagia i Kasia wybaczyły, lecz na to też trzeba czasu. Po wyjściu nagram kilka utworów, które tutaj napisałam. Lecz czy z tego będę żyć – raczej nie.

Zapraszam do obejrzenia na youtube/audiostacjafalenica: Deszcz i na stronie www.audiostacja.pl/stowarzyszeniepraktykowkultury.

I na stronie: www.praktycy.org projektu „Błękitny Ekspress”.

Poproszono mnie o kawałek tekstu:

Ciemne uliczki wyglądają na smutne.

Czekam na znak, Spójrz jeszcze raz, raz jeszcze

spójrz! Co mogę ci dać, coś zabiera nasze serca,

przekształca je w obłok.

Jestem brzegiem zagubionym w dużej klatce.

Wczoraj widziałam mężczyzn w mundurach.

Oczywiście. Chciałabym, by w moim sercu

była nadzieja na lepsze jutro, a nie gubić

czasu na korzyść wiatru.

Nie ma dymu bez ognia – dużo łez bez palenia papierosa.

Pozdrawiam!

Batory

Odpuścić i przyznać się do błędu

1-DSC_0331

…Pewien mężczyzna przemierza wiele mil, żeby poprosić o radę najmądrzejszego guru w całym kraju. Kiedy przybywa na miejsce, pyta mędrca:

  • O, najmądrzejszy, jaki jest sekret szczęśliwego życia?
  • Dobra ocena sytuacji – odpowiada guru.
  • Ale, najmądrzejszy z mądrych – pyta dakej mężczyzna – jak posiąść umiejętność dobrej oceny sytuacji?
  • Przez złą oceną sytuacji – mówi guru.

Nie myślę nikogo tu umoralniać, gdyż każdy ma swój rozum. Po prostu niedawno zaczęłam patrzeć inaczej na świat, na ludzi, którzy nas otaczają. Być może dlatego, że znalazłam się „w tym miejscu” patrzę inaczej, choć podobnie jak na wolności (lecz tu nie mam różowych okularów).

Każdy człowiek w swoim życiu popełnia błędy, za które później ponosi konsekwencje. Zawsze usprawiedliwiałam swoje błędy, z których zdawałam sobie sprawę, bo wychodziłam z założenia, że każdy ma do tego prawo. Niezależnie od tego, czy słuchałam sowjego sumienia. Rzadko kiedy brałam odpowiedzialność za swoje błędy, np. mówiąc: „Ty miałeś rację, a ja się myliłam”. Wymaga to wielkiej odwagi, więc rzadko robiłam coś takiego. Natrudniej przyznać się do błędu.

Kiedyś w którymś mieście prokurator okręgowy dowiedział się, że mężczyzna oskarżony (przez niego) o gwałt spędził w więzieniu kilkat lat i okazał się niewinny. Zdając sobie sprawę, że jego błąd kosztował życie innych osób, jak również jego współpracowników, powiedział, że miał sposobność i dysponował niezbędnymi informacjami, ale ich nie wykorzystał. I nie wie, co teraz podejmie sąd. Ale w sądzie jego sumienia z pewnością został potępiony za swą niedbałość i brak kompetencji, słabość charakteru i lenistwo.

Zasadniczy problem naszych błędów polega na tym, że możemy nie rozumieć czegoś, co nam powiedziano i nie stanąć na wysokości zadania. Najlepiej wtedy przyznać się do winy, by dalej nie szukać…

Wiadomo, że umysł chce bronić się przed cierpieniem i posługuje się dysonansem, samousprawiedliwia się, a dusza pragnie wyznać prawdę…. 🙂

Pozdrawiam, Biała

Witaj, Wiosenko!

1-DSC_0086-001

Mogłoby się wydawać, że nadejście wiosny w tym miejscu to nic nadzwyczajnego – dzień jak każdy inny, szara rzeczywistość, my i tak cały czas zamknięte. Jednak ta pora roku jest magiczna nawet w tym miejscu. Gdy otwieramy oczy rano i widzimy pierwsze promyki słońca zaglądające do nas przez kratki od razu dzień zaczynamy z uśmiechem na buziach – żyć się chce. Nawet oddziałowa nie wkurza tak bardzo ;). Po prostu słonko nadaje nam chęci do życia. Nasza cela od rana tętni życiem: poranna kawka, toaleta, pranko, wszystkie czynności wykonujemy z chęcią, nie tak jak w zimowy ospały poranek. Z niecierpliwością czekamy na spacerek, by móc wygrzać się na słoneczku. My nie cierpimy na przesilenie wiosenne – WIOSNA NAS USKRZYDLA.

Miśka, Kaczi, Magda

„Zmień się”

1-DSC_0597

 Jestem strasznym lekkoduchem, tzw. „niebieskim ptakiem”. Odpowiedzialność i cierpliwość to dla mnie archaizmy. Ciągle słyszę „kiedy ty dorośniesz, bądź poważna, zmień się, wstydź się itp.”. Jak mam się zmienić? Od czego zacząć? Przecież to są poważne sprawy i nie ma co rzucać się od razu na głęboką wodę. Aby nikogo nie skrzywdzić, trzeba zacząć od spraw drobnych.Fachowej literatury? Mam jej pod dostatkiem, ale doświadczać życia na własnej skórze! Tak zawsze myślałam. Wpadłam zatem na pomysł, że będę hodować kwiatki! Tak…! Ale oprócz kaktusa, na parapecie zalegał tylko kurz!  Zawsze można pójść do kwiaciarni, ale przecież to zbyt proste i banalne, bo nie ma się czym chwalić, jak gotowce do domu się przynosi. Przypomniało mi się jak babcia zawsze mówiła, że najlepsze są kradzione odnóżki. Ok, ale jak mam ten towar zdobyć i gdzie?! Co prawda na mojej klatce stały różne kwiatki, ale gdyby sąsiadka zobaczyła, że grzebię w paprotce, to na pewno miałabym dzielnicowego na karku. Nie… to było zbyt ryzykowne. Postanowiłam zatem ruszyć w teren. Następnego dnia miałam wizytę u dentysty i właśnie tu pojawiła się sposobność. Nie było to wcale łatwe, gdyż panie z recepecji cały czas miały mnie na oku. Zupełnie nie wiem, dlaczego, niby skąd one wiedziały, po co ja stoję oparta o parapet i macham nogą?? Jednak technika, doświadczenie oraz wrodzony spryt zrobiły swoje. Dumna z osiągnięcia zamierzonego celu zawinęłam roślinkę w wilgotną chusteczkę i poszłam do domu. Przez pewien czas roślina wcale nie chciała ze mną „gadać”! Gniewała się albo parapet był brzydki może. Codziennie do Niej zaglądałam i pytałam, jak się miewa. Choć „nie odzywała” się do mnie wcale, ja wytrwale czekałam. Upłynęło sporo czasu. Chciałam już zrezygnować, ale moja roślina zaczęła wypuszczać pędy, a z nich piękne liście. Każdego dnia widziałam, jak rośnie i pnie się ku słońcu, cieszy życiem. Osiągnęłam cel! Teraz mam piękny parapet, ale nie tylko. Zrozumiałam jak ważna jest chęć do podjęcia działania i konsekwentne dążenie do celu. Radość, którą potrafią nam ofiarować drobne sukcesy, buduje w nas również poczucie własnej wartości. A oprócz tego piękno, które drzemie w każdym z nas, tak samo potrzebuje opieki i cierpliwości, aby mogło się rozwijać. Co do mnie, to nadal jestem niebieskim ptakiem, ale dziś już zniżyłam lot. Widzę więcej i więcej doświadczam.

Uczę się, bo człowiek uczy się przez całe życie.

Ag.U.

Kilka lat minęło

1-DSC_0499

Kilka lat minęło. Kilka lat mojego życia, a pamiętam jak dziś moment, gdy brama więzienna zamknęła się za mną jak szczęki. Moje myśli były czarne jak noc listopadowa. Wołałam „nie przeżyję tego”. Lata mijały pełne emocji złych i dobrych, rozpaczy, radości. A dziś? Lada chwila wychodzę… Co czuję? Radość, radość oplecioną wielką pajęczyną strachu. Paraliżujących strach i te myśli, może trochę trywialne: czy słońce będzie jaśniej świeciło, czy powietrze będzie krystaliczne, czy po drugiej stronie będzie czekać na mnie miłość, jak ze starego romansu, czy ponura, trudna rzeczywistość? Co będzie? Jak będzie? Ten strach mnie obezwładnia, odsuwam te pytania od siebie, ale one ciągle wracają…

Spędziłam wiele lat w zamknięciu. Cela to był – jest – mój drugi dom.  Życie tutaj toczy się monotonnie, rutynowo. Apel, śniadanie, obiad, kolacja, apel. Jest też praca, które może oderwać nas od ponurych myśli.

Życie na zewnątrz jest jak moda podlegająca ciągłej zmianie, wszystko tam jest inne, ludzie pędzą przed siebie nie patrząc na innych… Czy ja się tam odnajdę> Czy nie podepczą mnie jak mrówki? Czy podadzą mi rękę, jak zawołam „pomocy!”? Czy w oczach każdego człowieka mijanego na ulicy będę widzieć mój czas spędzony za kratami…

Boję się spotkania z moimi najbliższymi osobami. Wiem, że mnie kochają, czekają na mnie, na pewno odliczają czas do spotkania ze mną….

Gdzieś na serca dnie czai się pytanie, czy wybaczą mi ten czas, kiedy z nimi nie byłam, nie uczestniczyłam w drobnych i wielkich smutkach i radościach?…

Z jednej strony ogromna radość… Długo oczekiwana Wolność…

Z drugiej przerażenie, czy dam radę, podołam temu wyzwaniu, któremu na imię Życie bez krat?…

Mimo tych wątpliwości, Życie, kocham cię, Życie – jak śpiewa Edyta Gepert, bo życie potrafi się rozjaśnić w najbardziej nieoczekiwany sposób…

E.K.M Iskierka