Mój pierwszy dzień wolności: wizja 3

1-DSC_0523

  1. Jak wyobrażasz sobie, dziewczyno mieszkanie ze mną? Przecież ty się w ogóle nie zmieniłaś! Zobacz, jak ty wyglądasz – tatuaże na rękach! Wyglądasz jak kryminalistka, przecież z tobą jest wstyd pokazać się na ulicy! Boże, jak zobaczy cię ktoś z moich znajomych, to koniec, ***** koniec!

  2. Ty jesteś chora! Kobieto, czego ty chcesz od moich tatuaży? Co ty masz za znajomych? To chyba jakieś ****, jak ty – w normalnym świecie wśród normalnych ludzi tatuaże to normalka, ty jesteś psychiczna!
  1. Jesteś gorsza niż byłaś – masz wziąć się za siebie, ogarnąć, zrobić coś w końcu ze swoim życiem i koniec z towarzystwem. Praca, dom, praca, dom.
  2. No na pewno – uważaj – ty mi życia układać nie będziesz! Nawet nie starasz się mnie zrozumieć – mogłabyś się trochę postarać.
  1. Wybacz, ale bardzo się o ciebie boję, to twoje towarzystwo… Już widzą, że wyszłaś, już są telefony, domofony, zlatują się jak hieny do padliny. Nie dziw mi się. Kocham cię i chcę jak najlepiej dla ciebie.

DOMOFON

O przesądach

1-DSC_0077-001

Co do przesądów i „proroczych snów”, to podchodzę do tego z dystansem. Nie wierzę w piątek 13, czy szczęście, gdy zobaczę kominiarza. Tym bardziej tutaj staram się nie przywiązywać uwagi do tutejszych zabobonów. Nie powiem, kiedyś zwracałam uwagę na takie bzdury, jak sny itp. Czułam strach, gdy śniły mi się buty (które oznaczają podróż) i przerażenie, gdy śniły mi się zęby (które oznaczają chorobę lub śmierć). Z biegiem czasu, po głębszym zastanowieniu, śmiało mogę powiedzieć, że wyćwiczyłam się w tym temacie i sny czy przesądy nie robią na mnie wrażenia. Teraz jestem pewna, że wiara w sny i przesądy tylko i wyłącznie utrudnia życie. Mi teraz żyje się łatwiej, gdy przetłumaczyłam sobie, że moje sny, tym bardziej fakt przejścia przede mną czarnego kota, tak naprawdę nic w moim życiu nie zmieni. Bo i dlaczego???

Miśka 30

 

 

 

 

KULTURA NA ZAMKU

 

 

 

1-1-DSC_0838

„Non omnis moriar” – coś po mnie zostanie i to dosłownie. Niczym rzymscy i greccy bogowie odlałyśmy swoje ciała. Zabawa była przednia, nowe doświadczenie sprawiło, że przełamałyśmy pewne bariery, czegoś się nauczyłyśmy. A nasze odlewy posłużyły w powstaniu Parku Rzeźby. I co, nie czad?! Kultura to sztuka, która wzbogaca nasze jestestwo. Kultura górą!!!

IWONA

 

W sobotę 27.06.2015 odbyło się u nas otwarcie Filii Parku Rzeźby, który znajduje się na Bródnie. Przyszło do nas wielu cudownych ludzi, każdy był uśmiechnięty, atmosfera była cudowna i luźna. Czułam się nie jak więzień, ale jak wolny człowiek. Wszystko tak bardzo mi się podobało, że po powrocie do celi z koleżanką do wieczora nie mogłyśmy przestać o tym gadać. Byłyśmy bardzo podekscytowane i pozytywnie naładowane.

Fajowskie było to, że mogłyśmy popuszczać bańki mydlane, ależ to była dla mnie frajda :). No bo nie mamy tego codziennie. 🙂 Przyjechało do nas też małżeństwo z Białorusi i zagrali dla nas na gitarze i zaśpiewali. Przez chwilkę poczułam się jak na festynie :). Było naprawdę cudownie.

 ASIA

O filmach …Ale też lubię….

 

…ALE TEŻ LUBIĘ…

Nie no, muszę trochę równowagi wprowadzić do własnej natury. Tak się „roznarzekałam” na polskie kino, że aż strach. Nie chcę być takim „narzekajłem” 🙂 i w sumie nie jestem, ale dla potwierdzenia powiem teraz, co lubię. 🙂 Otóż lubię TVP Kultura, bo co jakiś czas trafiam na tym programie na fajne filmy dokumentalne. Dowiaduję się czegoś, czego jeszcze nie wiedziałam i dzięki temu mam takie wrażenie, że staję się ciut mądrzejsza. :)… No dobrze, dobrze – ciut lepiej poinformowana albo doinformowana czy douczona, ale bez względu na wszystko jest przyjemnie.

*Do tego dochodzi jeszcze cykliczny program „Legendy Rocka”, który staram się oglądać jak najczęściej i to bez względu na to, czy prezentowana jest akurat grupa, którą lubię, czy też nie. Zdarza się, że poznaję zespół, o którym w ogóle niczego nie wiem. No i filmu – te oczywiście przyciągają mnie najmocniej. Mam okazję nie oglądać po raz setny powtórek, a i często trafiam na coś, co widziałam szereg lat temu albo coś, co chętnie zaliczę raz jeszcze. Hala Odlotów też mi się podoba, bo miło jest posłuchać dyskusji na różne tematy. Przy tym udaje się ponikąd poznać tych, którzy w rozmowie biorą udział i nawet zmienić zdanie pod wpływem czyiś silnych i sensownych argumentów. Dość często „zawisam” na tym programie, bo znajduję tam dla siebie ciekawe i mądre rzeczy. Jest jeszcze kilka innych programów, które lubię, ale to następnym razem. Pozdrawiam

MAŁGOSIA

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 2

 

1-DSC_0010

Przyjeżdża po mnie moja siostra ze swoim chłopakiem, jedziemy do niej do domu. W domu czeka na mnie cała rodzinka, synek mojej siostry, na pewno się mnie trochę wstydzi. Przekupuję go jakimś prezentem. Siadamy – ja wypytuję o wszystko co się wydarzyło w całej mojej dalszej i bliższej rodzinie. Wszyscy opowiadają mi o tym, co się zmieniło w mieście. Oglądam mieszkanie. Zjadamy coś, cały czas rozmawiając. Cieszę się każdą wygodą.

MONIKA

 

 

O FILMACH moje wypociny

 1-DSC_1651

Mam chyba ze sobą jakiś problem. Ogólnie rzecz ujmując – jestem maniaczką kina, uwielbiam oglądać filmy i to bardzo różne, ale od pewnego czasu, gdy trafiam na coś polskiego, to dostaję niemalże wścieklizny. Po dziurki w nosie mam przede wszystkim bombardowania ze strony reżyserów tematyką żydowską. Mam wrażenie, że o niczym innym nie można w tym kraju zrobić filmu, jak o zagładzie, cierpieniu, prześladowaniach tego narodu. Jak nie „W ciemności”, to „Pokłosie”, albo „Ida” – z każdej strony niemalże jedno i to samo. Zaczynam na to „zagadnienie” patrzeć z takiej dziwnej perspektywy – a nawet dwóch – po pierwsze, mam wrażenie, że niektórzy reżyserzy celowo „biorą” się za ten temat, bo taki film musi – i odnosi – poniekąd sukces w naszym kraju. No sukces jak sukces, ale mało kto o filmie, w którym jest poruszana tematyka „jak to Żydzi cierpieli” pozwoli sobie na krytykę albo złe słowo, bo zaraz takiego delikwenta zakrzyczanoby i nazwano co najmniej rasistą, a żydofobem to na bank. Nie podoba ci się film o Holocauście, to znaczy, że jesteś antyżydowski, a to przecież zupełnie nie tak. Wydaje mi się, że historię wojny i powojenną znamy bardzo dobrze, bo przerabiamy to od kilkudziesięciu lat non-stop i to nie tylko w szkołach. Historię wojny i tego co po niej poznawałam w domu siedząc u dziadka na kolanach i myślę, że nie jestem jedyną osobą, której bliscy przeżyli to piekło i mówili o nim. Obstawiam wręcz, że większość Polaków ma w rodzinie takich dziadków lub babcie. Zadaję sobie więc pytanie – czy musimy być molestowani regularnie takimi filmami? Ciągle jakieś cierpięnictwo, płacze i rwanie włosów z głowy. Jakby sobie ktoś założył, że musisz wyjść z kina z ustami w podkowę, bo tylko to oznacza, że oglądałaś/eś dobry film. Nie chodzi mi o to, aby przejść nad tematem obojętnie, bo historia zawsze będzie częścią naszego życia, ale może ktoś zacząłby poza Holokaustem i epopejami narodowymi tworzyć w polskim kinie coś chociażby trochę wesołego. A horror może jakiś dobry by się przydał albo baśń, czy fantastyczny filmik jakiś dobry, no cokolwiek innego. Oklaskujemy teraz „Idę” – a dlaczego teraz, skoro to wg mnie stary film, bo sprzed kilku dobrych lat i jakoś wtedy szału nie było – a dlaczego? Nie podobał się szerokiej widowni? Tylko garstce jurorów na festiwalach? Udało się dostać Oscara i teraz „Ida” to jest coś? Nie powiem – trzy rzeczy mi się w tym filmie podobały. Akurat nie główny temat, bo to dla mnie do zwymiotowania, ale… po pierwsze fajnie, że film czarno – biały, po drugie rozbawiłam się, gdy Wanda wyszła sobie przez okno i odtwórczyni głównej roli – Trzebuchowska – była tu w więzieniu w zeszłym roku, przed Wielkanocą. Nikt nie skojarzył, że dziewczynka, która z nami majstrowała kurczaki z mąki i bibuły jest „tą” aktorką. Taka miła, normalna, skromna i mam nadzieję że nadal taka jest. Ta kolejna perspektywa to taka, że chyba ten czy inny „reżyser” traktuje nas jak lekko intelektualnie trzaśniętych. Musisz zobaczyć film o dzieciach, które prostytuują się po galeriach, albo zobaczyć film, że małolaty zachodzą w ciążę, bo jest poniekąd taki trend, albo że gość został zlinczowany we wsi, w której mieszkał, gdzie przez lata terroryzował mieszkańców siekierką. No jeszcze trochę i każdy telewizyjny „news” będą filmowali… Wmawia się przy tym, że te filmy są niesamowicie dobre przez wzgląd na to, że takie to naturalne. Jakby mało było codziennych wiadomości, w których rzadko kiedy mówi się o czymś przyjemnym. Mam gdzieś taki realizm, wiem co się działo i co się dzieje i autentycznie nie mam ochoty sięgać po polskie filmy, bo są dla mnie nudne, jednostajne i męczące. Na koniec jeszcze taka kwestia – jak już dany aktor lub aktorka staną się „sławni”, to eksploatuje się ich tak mocno, że są wszędzie. Film, reklama, gazety, radio – aż strach otworzyć konserwę. Mnie to osobiście irytuje, bo po obejrzeniu iluśtam filmów z powtarzającą się obsadą, podobnym poczuciem humoru i tekstami, to autentycznie nie rozróżniam tytułów. Straszne to jest wg mnie i odpycha zamiast przyciągać i może dlatego polskie kino nie rozkwita tak jakby mogło, gdyby przestało być takie monotonne.

MAŁGOSIA

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 1

1-DSC_0507

Mój pierwszy wieczór na wolności spędzę w samotności. Usiądę na ławce i będę patrzyła na ludzi. Będę przyzwyczajać się do odgłosów „wolności”, bo wyszłam z ciszy. Sprawdzę, jak długo dam radę wytrzymać te dźwięki i kolory życia, które tak długo były poza moim zasięgiem. Dopiero kiedy oswoję się i uwierzę, że potrafię rozmawiać, wrócę do domu, do rodziny.

AG.U

„Mój pierwszy dzień na wolności”

Witam wszystkich po dłuższej nieobecności na blogu, z przyczyn technicznych nie mogłam uczestniczyć w tej przeprawie przez „naszą rzeczywistość”. Teraz wszystkich pozdrawiam i życzę masę pozytywnej energii w codziennych trudach.

Ze względu na to, iż dwa razy przeżywałam ten pierwszy dzień na wolności, w skrócie jeden z nich opiszę.

2-DSC_1615

Jestem już po drugiej stronie… Tę wielką bramę mam za plecami i co teraz? Myślałam, że będzie większe podniecenie, że cały świat będzie się cieszył razem ze mną, a tu bach… Jakbym była w niemym filmie. No dobra, czas do domu, więc taksówką prosto pod adres. W domu sporo się zmieniło przez te kilka lat, wszyscy mnie miło witają. Patrzę, a tu nowy domownik – to chyba moja bratowa. Obca mi dziewczyna, z jakimś małym szczurkiem na rękach. O nie, to nie szczurek. To małe dziecko wydające dziwne odgłosy. I co ja tu robię, to już nie mój dom! Chcę się integrować ze środowiskiem, zapoznać się z nowym towarzystwem. Jest miło, bynajmniej tak to wygląda z boku, a we łbie tysiąc myśli naraz, nacisk rodzinny do szybkiego ogarnięcia się nie daje skutków. Siedzę przed telewizorem, patrzę w niego jak szpak w pięć złotych i nie dlatego, że nie widziałam w więzieniu telewizora, ale nie widziałam tam mojego ukochanego programu CARTOON NETWORK – BAJKI. I to jest to co „tygryski lubią najbardziej”.

Z racji tego, że namowa domowników była mocno naciskająca, abym pozałatwiała to, co najważniejsze, czyli kurator sądowy, 1200 urzędów itp. instytucje, wyruszam z domu na podbój tych „bogatych” budynków. Jednak świat na zewnątrz jest taki ciekawy, że olewam te instytucje i zaczynam zwiedzanie starych – nowych miejsc. Przecież znam każdy zakątek Pragi, a jednak w tym dniu wydaje mi się, jakbym zwiedzała co najmniej Bukareszt. Spotykam po drodze znajome twarze, miło zaczyna się rozmowa, a za chwileczkę jestem już na jakiejś „domówce” . I to dopiero nazywa się przywitanie wolności, w końcu sprawy „ważniejsze” można zostawić na dzień następny – tylko nie wiem, kiedy zakończę ten balet – teraz szkoda zaprzątać sobie tym głowy. W ostateczności po tygodniu docieram do kuratora i miłe zaskoczenie: kurator w tym czasie ogarnął mi szkołę. Czyli warto było tydzień się wstrzymać.

 Poli

Sztuka

 

03-03-P1100881

 

Czy artysta powinien zawsze wiedzieć co i po co robi? Czy każde jego dziełu musi mieć jakiś sens, znaczenie, które trzeba odnaleźć? Czy artysta robi coś tylko dla swojej przyjemności robienia. Tak, bo w sumie wszystko ma znaczenie. Wszystko ma jakiś sens. Każda przyjemność czy czynność. Wszystko się z czymś wiąże.

Monika

 Zastanawiam się, czy jest możliwe dzielenie życia z innym człowiekiem, nie naruszając jego, jakby to powiedzieć… „autonomii”. I nie chodzi mi tylko o związki, raczej o wszystko to, co wiąże się z dobrowolnym współistnieniem w rodzinie, przyjaźni, związku. Ja często przyłapuję się na tym, że, obcując z jakimś człowiekiem, myślę, że powinien zrobić coś tak jak ja uważam, a nie jak on postąpił. A przecież żaden człowiek na świecie nie jest taki jak ja i to jest dla mnie bardzo fajne, ale jednak czasami próbuję w jakiś sposób na kogoś wpłynąć. Czy jest możliwe współistnieć z drugim człowiekiem i czerpać przyjemność z tego, że jest inny. Ja chciałabym mieć taką możliwość, ale czy umiem to zrobić? Czy to jest w ogóle możliwe?

Monika

Sadzenie kwiatków 2

1-DSC_1533

Nie należę do osób, które lubują się w kwiatkach i ogrodach. Będąc na wolności raczej nie eksperymentowałam z sadzeniem nasionek, no chyba że rzeżuchę w podstawówce. A tu proszę, taki psikus… Rękawiczki na dłonie, taczka pełna ziemi i ruszamy bawić się w ogrodnika.

Dziękuję, Ci Darku, za frajdę, jaką nam sprawiłeś. Dziękuję Ci za to, że choć przez chwilę poczułam się wolna. Mimo potu na czole, ziemi w butach i zakwasów w rękach, było mega – hiper – superancko.

KACZI

MIŚKA 30