Początek wakacji

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Co robiłam na początku wakacji jak byłam jeszcze w szkole?

Jak byłam uczennicą to wakacje były dla mnie czymś w rodzaju prezentu, lub wygranej szóstki w totka. Początki wakacji były pełne radości i śmiechu. Zaczynało się planowanie wyjazdów nad morze, w góry lub na Mazury.

Jeśli do wyjazdu było jeszcze trochę czasu, to ten czas spędzałam aktywnie i radośnie z przyjaciółmi lub rodziną. Robiliśmy wypady nad wodę, jeździliśmy na rowerach, biegaliśmy po lasach, graliśmy w podchody. Robiłam same miłe rzeczy, na które miałam ochotę i do niczego nie musiałam się zmuszać.

Każde wakacje i ich początek wspominam z uśmiechem. Nawet te komary, które mnie wiecznie gryzły i poparzenia słoneczne wywołują u mnie uśmiech.

Drzazga

O rany! Przeszukuje głowę, co robiłam? Co robiłam? Czy miałam nadmiar wolnego czasu? Na pewno. Cieszyłam się spotkaniami ze znajomymi. Wyczekiwałam wyjazdu na kolonie. Biegałam po mieście robiąc zakupy. Byłam wiecznie zajęta, szczęśliwa, pełna optymizmu i wiary, że świat stoi przede mną otworem.

Kiedy to wszystko zgubiłam?

Bella

Po pierwsze, to najbardziej pamiętam, że jak trenowałam koszykówkę, to wakacje już miałam zaplanowane. Czekałam po prostu, kiedy będzie termin wyjazdu na obóz sportowy i tyle. Mama zajmowała się zakupem potrzebnych rzeczy.

Po drugie, to nie wszystkie wakacje miałam zorganizowane. Jak rodzice byli razem, i to jest jakiś paradoks, nie wyjeżdżaliśmy razem. Ewentualnie ja z mamą. Bywały wakacje, że siedziałam w domu całe dwa miesiące i jakoś też zleciało. Jeździłam na basen „Wisłą” i było dobrze.

Nie pamiętam nic szczególnego, co robiłam na początku wakacji. Chyba zwyczajnie czekałam na zaplanowane wyjazdy, albo na to, co przyniesie dzień.

Pełnoletnia

Trudne pytanie…

Otóż nic szczególnego. Zaraz jak tylko skończył się rok szkolny, jeśli chodzi o mnie, to się czasem nudziłam. Część wakacji spędzałam u swoich dziadków na wsi, część na koloniach szkolnych. Końcówka wakacji to standard, czyli zakup podręczników i innych potrzebnych akcesoriów.

Chcę powiedzieć o rzeczy, która tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego doprowadzała mnie do szału. Biegałam po sklepach za juniorkami, które były obowiązkowym obuwiem w szkole.

Kiedy chodziłam do szkoły to panowała komuna. Zasady, które nas, jako dzieci obowiązywały były zupełnie inne niż teraz. Uważam, ze teraz jest dużo więcej luzu, ale też więcej pomocy szkolnych. I to dostępnych.

Barbarka

Na początku wakacji zawsze przychodziła ulga, że to koniec nauki i mam przed sobą całe dwa miesiące beztroskiego czasu zabawy oraz wypoczynku. Potem przychodził czas na pakowanie walizek na kolonie i frajda z możliwości wypoczynku nad wodą lub w górach.

Jeszcze jedna rzecz, jaką sobie przypominam z początku wakacji, to chwalenie się świadectwem i promocją do następnej klasy.

Kicia

Na początku wakacji razem z koleżankami odpuszczałyśmy sobie szkołę. Odpuszczałyśmy szkołę, lekcje. Czyli wakacje zaczynały się trochę wcześniej. Zajęcia nie były już takie, że trzeba było się uczyć i pilnie słuchać. Często też chodziłyśmy na wagary.

Madlenn

Lato! Idziemy pod prysznic…

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 


 

 

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że obecnie tu, gdzie jesteśmy – np. pod celą 5 osób, kibelek i umywalka – niestety jest to rzecz nierealna, żeby ktokolwiek z nas w dni upalne, gdzie temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza, w oknach blindy (zatem bardzo ograniczony dostęp powietrza), więc siedzimy pod celą i łapiemy oddech jak ryby w wodzie. Jest bardzo gorąco i duszno.

Barbarka

 ♦

 

Prysznic mamy tylko dwa razy w tygodniu, środa i niedziela. Człowiek się cieszy, jak są te dwa dni, ale nie zawsze to jest fajny prysznic – bo słabe ciśnienie. Gdyby większy był kącik sanitarny w celi, to wchodziłabym w miskę i oblewała się z drugiej, robiłabym „Titanica” i już. A tak to: w gorące dni miska zimnej wody i stopy do niej – super sposób na ochłodzenie. Ja noszę morką bandankę jako opaskę na głowie. I robię mini „Titanica” – spłukuję się gąbką z wodą.

 Pełnoletnia

 ♦

 

Upał i skwar lejący się z nieba. A do środy, czyli prysznica, jeszcze dwa dni. No, trzeba radzić sobie sposobem. Chłodna woda z butelki daje lekkie ochłodzenie, choć to marny substytut łaźni. Pomimo iż mam zaledwie 156 cm wzrostu, umywalka pod celą wzbrania się przed możliwością zanurzenia mnie całej w sobie, tak więc na raty: twarz, ręka, pacha, pierś. A nogi w miskę? Błeee… Pozostaje nadzieja, dotrwanie do wspomnianej środy. Oczywiście, o ile na łaźni woda będzie lecieć, a nie kapać.

 Pik

Trudne chwile w więzieniu 2

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

Samo więzienie nie jest aż tak trudną rzeczą, jak to sobie łatwo można wyobrazić. Wiadomo, że to nie hotel SPA, lecz kara za popełnione wykroczenie łamiące prawo. Ja jestem w stanie przystosować się do danej sytuacji i miejsca, w którym się znajduję, tak po prostu mam od zawsze, a w szczególności poza murami, tak więc nie samo więzienie i warunki w nim panujące mnie przerażają, ale ludzie, których tu spotkałam.

Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że co drugi lub trzeci osadzony to narkoman lub ćpun. Ci ludzie są specyficzni, rzadko się zdarza, że osoby te są zdrowe, bo w większości to HCF lub HIV i inne różnego rodzaju choroby, zarówno skóry jak i innych partii ciała. Ponieważ te osoby nie są izolowane od pozostałych więźniów, uważam na to w szczególności, a w chwili obecnej doprowadziłam swoje zachowanie i ostrożność do perfekcji.

Dosyć też daje w kość rozłąka z najbliższymi, w tym przypadku rodzina, znajomi z pracy i w ogóle ludzie nam bliscy. Mózgi nasze nie funkcjonują do końca tak jak w normalnym życiu, zdarzają się zaniki pamięci i wiele innych zachowań, takie jak lęki bez przyczyny itp.

Zdarzają się również obawy, że nigdy już chyba nie wyjdę z tego piekła.

Ale są też dni, kiedy zaczynając nowy dzień, po prostu od rana, tak jak w piosence, mam dobry humor.

Barbarka

Trudne chwile w więzieniu 1

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

W ciągu dwóch i pół tygodnia trzecie przenosiny. Na celi nowe dziewczyny. Po raz kolejny skulam się w sobie, za chwilę zniknę – i tak jest dobrze. W końcu wyciągam rękę:

– Majka – mówię nie swoim głosem.

Fajnie, gdyby wystarczyło te „Majka”, ale trzeba będzie się powoli „odkulić”. Notuję w pamięci zachowania dziewczyn – nie wprowadzaj swoich przyzwyczajeń, powtarzaj za dziewczynami ich gesty, ich zachowania. I na Boga, nie zapomnij zapytać, co ci wolno, a czego nie. Jeżeli nie zacznę wychodzić z tej skorupy strachu to na pewno zniknę!

            – Jaki masz zarzut: forsa, przekręt?  – pada bezceremonialne pytanie

            – Fałsz intelektualny.

            – A co to takiego?

            Zaczynam wyjaśniać i nagle czuję, że powoli przestaję być tylko imieniem Majka.

Majka

Korupcja jest tylko złem? cz. 2

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

Jedne z zajęć blogowych poświęciliśmy problemowi korupcji. Dyskutowaliśmy o różnych obliczach korupcji. O korupcji politycznej, biznesowej i zwykłej, takiej przyziemnej. Rozmawialiśmy też o konsekwencjach „dawania w łapę”. Tych krótkotrwałych i tych ciągnących się latami a także o sposobach zwalczanie korupcji.

W trakcie zajęć powstały krótkie teksty z przemyśleniami uczestniczek. Dzisiaj drugi odcinek.

Korupcja była jest i będzie. Dlatego, że ludzie uwielbiają chodzić na łatwiznę. Korupcja w skali makro wszystkich nas bulwersuje. W skali mikro spoglądamy przez palce.

Podaję prosty przykład. Mój wyrok to pięć lat. Odsiedziane trzy. W chwili gdyby zaproponowano by mi możliwość zapłacenia za wolność i wymazania karalności, bez zastanowienia płacę. I … witaj słodka wolności.

Ludzie bulwersują się na służbę zdrowia, że długo trzeba czekać, że brak dobrego sprzętu a nie mają oporów, żeby za te same sprzęty i tych samych specjalistów zapłacić. Bo szybciej i lepiej.

Uwielbiamy krytykować wszystko i wszystkich a czasem wystarczy spojrzeć na siebie i na swój ogródek.

Bella

Należy zadać pytanie, kto jest poszkodowany, jak bardzo korupcja krzywdzi człowieka.

Moim zdaniem korupcja, która jest rodzajem pomocy w sytuacji bez wyjścia może być akceptowalna przez społeczeństwo. Sytuacja, która ratuje człowieka krzywdzonego przez złe przepisy czy też przez ich nadinterpretację jest jakimś wyjściem z sytuacji.

Znam ludzi, który dawali i brali łapówki i dzięki tym ludziom wiele rodzin miało pracę, firmy utrzymywały rentowność, więc możliwość pracy.

Nie zawsze łapówka jest czymś złym.

Monty P

Korupcja jest tylko złem?  Cz. 1

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

Jedne z zajęć blogowych poświęciliśmy problemowi korupcji. Dyskutowaliśmy o różnych obliczach korupcji. O korupcji politycznej, biznesowej i zwykłej, takiej przyziemnej. Rozmawialiśmy też o konsekwencjach „dawania w łapę”. Tych krótkotrwałych i tych ciągnących się latami a także o sposobach zwalczanie korupcji.

W trakcie zajęć powstały krótkie teksty z przemyśleniami uczestniczek. Publikujemy je w dwóch odcinkach.

Samą korupcję należałoby skrytykować, ale też wszystko, co za nią idzie. Osobiście nie dotyczy mnie korupcja, bo ani nigdy nie proponowałam, ani nie otrzymałam. Chyba, że czegoś nie pamiętam.

Gdybym miała się prywatnie wypowiedzieć, to jakoś szczególnie nie dziwi, nie zaskakuje mnie, że do czegoś takiego dochodzi. Nie będę się wypowiadać o grubych sprawach biznesowych, tylko pochylę się nad szarą rzeczywistością.

Gdyby zapłacenie coś pomogło, przyspieszyło albo uratowało życie, to każdy zapłaci. Każdy się ratuje i wtedy nie wydaje mu się to niesmaczne. Widzimy to, robimy to samo. Jeśli jeszcze spotykamy się z przychylnością z drugiej strony, nie grozi nam kara, tym bardziej po to sięgamy.

Wiem jedno, brzydzi się tym tylko ten, kogo nie złapali.

Pełnoletnia

Jest to jedyne określenie, które dotyczy wszystkich i wszystkiego, a już szczególnie, jeśli chodzi o nasz kraj. W Polsce dotyczy przede wszystkim urzędów, ale i szkół i uczelni. Trzeba zapłacić żeby dostać dobrze płatną pracę, żeby zdać egzamin, zdać do następnej klasy.

Przed wyrokiem wprawdzie sama dawałam, żebym mogła cokolwiek załatwić, szczególnie w urzędzie. Osobiście myślę, że w naszym kraju ciężko jest niekiedy funkcjonować bez takiej formy podziękowania.

Barbarka

 

Wszystko i wszystkich można kupić, to tylko kwestia ceny. Korupcja była jest i będzie. Każdy gdzieś się z nią spotkał, spotyka, bądź jest jej bezpośrednim inicjatorem.

Gdzie jest pies pogrzebany? Proste, w grubości portfela, bo ten, ta taki, siaki, owaki nachapał się tyle, ma to i jeszcze tamto, a ja mam ochłapy. I piszemy donosik. Jeśli sprawa nas bezpośrednio dotyczy, to to już nic złego.

Dla mnie korupcja to hydra, której nigdy łba nie utniemy. No chyba, żeby ją zalegalizować, na zasadzie klin, klinem.

Ela

 

 

Szlachetna paczka

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

Podaj dalej

Czego jest po tej stronie najwięcej? Nie, nie! Nie złodziei, nie oszustów, nie morderców – choć tych wszystkich coś łączy. Nie jest to też jedna cela, spacerniak czy miejsce pracy.

Każdy tutaj za „coś” trafił. Każdy „coś” po tamtej stronie zostawił – może nawet już stracił. Każdy próbuje przetrwać, nie zwariować, walczyć. Jeden płacze, drugi krzyczy, ten się cieszy z widzenia, tamten z wypiski, ktoś tęskni za dziećmi, ktoś za żoną/mężem. Po swojemu każdy skreśla dzień i po swojemu wita kolejny.

Tu też jest życie i rodzą się fajne pomysły, może nie tak ogromne jak na wolności, ale zawsze warto choć podczepić się do tego ogromu. Coś od siebie dodać, uśmiechnąć się, że może pierwszy raz się robi coś dobrego? Dobrego – nie dla siebie.

Bardzo małą grupę interesuje więzienie od środka. Jeśli to nie studenci resocjalizacji, to najszybciej będzie to ktoś z Fundacji Dom Kultury lub osoba, która z tą Fundacją będzie chciała wejść.

No i teraz tak się zastanawiam, czy studenci na pewno interesują się więzieniem. My, a nie temat do pracy, którą trzeba napisać – no może temat, ale nie jedynie.

Osobiście poddałam się kilka razy takiej serii pytań i nigdy później już tej osoby nie widziałam. Ankiet wypełniłam też kilkadziesiąt, a zainteresowanie mną jako osadzoną odczułam tylko ze strony ludzi związanych z Fundacją, z blogiem eWKratke.

Pamiętam taką sytuację – to było jakieś 4 lata temu, jak mnie coś „walnęło” w głowę podczas oglądania reklam Szlachetnej Paczki. Pomyślałam wtedy – dlaczego by nie zrobić czegoś dla tej Paczki? Rozejrzałam się po czteroosobowej celi, w której wtedy przebywałam. Trzy leżały, czwartacoś przy stole pisała – masakra! Zapytałam tak ogólnie, co by dorzuciły do takiej paczki, jakby mogły coś zrobić od siebie. I pierwsze co usłyszałam, to „łatwo ci mówić, jak robisz na szydełku i te swoje bransoletki”. Łatwo się nie mówi, ale pomysł przyszedł łątwo. Faktycznie bardzo lubię robić przeróżne bransoletki. Kiedyś to były moje jedyne prezenty dla bliskich lub gości zaproszonych przez Fundację. Tym mogłam podziękować. Na szydełku to tak trochę robię – ale to było TO!

Padło, że można robić czapki i szaliki – to każdemu można do paczki dorzucić.

Schody zaczęły się już na następny dzień. Stopień pierwszy – dowiedziałam się, że trochę późno się obudziłam. Stopień drugi: czy ja w ogóle znajdę chętnych do współpracy przy tym. Stopień trzeci: Szlachetna Paczka to potrzeby danej rodziny, np. pralka, kurtki, żywność… A z racji posiadanego materiału – chciałam z dziewczynami właśnie czapki robić.

Wtedy byłam zatrudniona na terenie jednostki i nie chodziłam na zajęcia organizowane przez Fundację Dom Kultury, ale miałam kontakt z dziewczynami, które chodzą i przekazałam Fundacji swój pomysł. Dowiedziałam się, że to wypali i gdzieś to się na bank przyda – choćby do domu dziecka. Pierwsze wsparcie dostałam od Justyny z Fundacji. Kolejne od dziewczyn. Zgłosiły się trzy, dwie ode mnie z celi plus ja, jedna ze strefy spacerowej. W międzyczasie świetlicowa i kalifaktorki przy posiłkach pytały, kto umie i chce robić. Dołączyło kolejnych siedem. Były dni, że codziennie przy posiłku ode mnie szła wełna, a wracał szalik lub cały komplet! Wszyscy o tym wiedzieli i na to nam pozwalali. Na koniec Fundacja od nas to wzięła i przekazała Liceum Bednarska. Młodzież dodała czapki i szaliki do przygotowywanych przez siebie paczek.

Początek akcji był ciężki – jak z tym ruszyć. trochę się śmiali, trochę powątpiewali, ale my naprawdę chciałyśmy to zrobić!

Gdyby nam coś podpowiedzieć, zaproponować, by więźniowie mogli w czymś fajnym brać udział, w czymś pomóc, to może być z nas pożytek, proszę mi wierzyć!

Dla dobra ogólnego nie jest istotne, kto zrobił szalik czy dał po dziecku kurtkę. Nie istotne jest, kto na to wpadł, a nawet nie jest  ważne, że ktoś to zrobił jeden raz – najważniejsze jest, że doszło do tego jednego razu!

Po tamtej stronie ludzie mają tyle obowiązków, niektórzy są zaganiani i wpłacają pieniądze na stowarzyszenia, inni dają 1 procent podatku, na tego typu pomoc znajdzie się chwilę, żeby zrobić coś dobrego.

Czas – to jest to, czego tutaj mamy najwięcej!

Gdyby znalazł się pomysł na dobre jego spożytkowanie – czekamy!

Pełnoletnia

List do mamy

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

W Areszcie Śledczym Warszawa Grochów, Fundacja Dom Kultury prowadzi zajęcia przygotowujące kobiety do wolności. Projekt Rozgwiazda Edukacji i Rozwoju realizowany jest z grantu TransferHUB – od edukacji do zatrudnienia. Jedna z uczestniczek zajęć przedstawiła swoje zamierzenia w formie listu do mamy.

Piszę do Ciebie list, bo inaczej nie mogę Ci tego powiedzieć. Pamiętasz, pytałaś się mnie  ostatnio, co zrobię po opuszczeniu więzienia, a ja wtedy nie umaiłam odpowiedzieć Ci na to pytanie. Teraz mogę Ci na nie odpowiedzieć.

Miałam tu dużo czasu na przemyślenie tego. Obiecałam już sobie, że po powrocie na wolność nie będę się lenić. Zamierzam znaleźć pracę może być nawet przy sprzątaniu lub jak sama mi sugerowałaś, w tej fabryce cukierków.

Wiem, że zawsze mogę u Was mieszkać, ale po jakimś czasie chciałabym się usamodzielnić. Odłożyć sobie trochę pieniędzy i wynająć coś dla siebie. Zamierzam też odbudować więzy z dziećmi, które straciłam przez pobyt w tym miejscu. Mam zamiar skorzystać też z pomocy psychologa lub psychoterapeuty i poukładać te moje życie, żeby już tu nie trafić.

Twoja córka, Edyta

 

Najdziwniejsza osoba, którą spotkałam w więzieniu, część II

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

 

Najdziwniejsza osoba, jaką spotkałam w więzieniu, jest zabawna i wszystko robi na opak. Jeśli się ją o coś prosi, nie da, nie pomoże. Jeżeli słowem się nie odezwie człowiek, to zrobi wszystko, aby tylko uwagę na siebie zwrócić. Jest zabawna, gdyż swoją bezczelność obraca w żart i nie można się na nią gniewać. Potrafi zawsze rozbawić, ale bywa też milcząca jak trup.

Opiszę pewną sytuację: szuka czegoś, a okazuje się, że ma to tuż przed nosem, a gdy już ma z tego skorzystać, to okazuje się, że to nie jej. Zawsze ma poczucie humoru. W zasadzie mało to ciekawe, ale… czy też dziwne?

Evenement 82

Wielu dziwolągów spotkałam w tym miejscu, ale po raz pierwszy w życiu spotkałam osobę, która myje się na sucho. A dokładniej wygląda to tak: w pierwszej kolejności moczy delikatnie włosy wodą niewielkiej ilości, następnie zawija je w ręcznik i przechodzi do tak zwanego następnego etapu – miski z wodą bez mydła w użyciu, czy też innych środków służących do mycia się. Bierze jeszcze jeden ręcznik, zamyka się w kąciku celowym, wykonuje higienę osobistą w całkowitej ciszy. Po półgodzinnym mniej więcej myciu wychodzi z tym samym ręcznikiem na głowie, podczas gdy drugi jest zupełnie suchy. Czystą wodę z miski  wylewa do zlewu na celi, zamiast wylać ją do miski klozetowej. Ale to jeszcze nie koniec zachowania tej osoby niezmieniającej nawet bielizny: nakłada warstwy balsamu samoopalającego. Dobre co ?

Barbarka

Bardzo dziwny i śmieszny przypadek, jaki spotkałam w tym miejscu, to dziewczyna, Romka, która nigdy nie pracowała na wolności, a w więzieniu pragnęła zrobić karierę i podjąć pracę. Nasz żart, że można tu wyprowadzać za pieniądze psy na spacery, potraktowała poważnie. Kiedy okazało się, że to niemożliwe, zrobiła ogromną awanturę wychowawcy i dyrektorowi zarzucając dyskryminację, rasizm i brak kompetencji… Używała przy tym wszelakich bardzo barwnych przekleństw. Nie mogąc się pogodzić z utraconą szansą na uzyskanie pracy, która oczywiście nie istniała w ofercie więziennej, przez cały tydzień wyklinała służbę więzienną i prezydenta.

Daria

EWENEMENTY W ZK

Antagonizmy między….. ID i Ego, Ego i Superego są tu zbędne… W ZK  jest istny festiwal dziwnych i wręcz nierealnych, jeżeli się ich nie spotka, osobowości. Plejada gwiazd, tylko czerwonego dywanu brak ;). Oto dwa przykłady z TOP TOPU:

Hogata – przekonywała wszystkich, że „ syndzia powiedział, że ona wyjść musi, bo dosyć ma pobytu w tym więzieniu”, poza tym była zrozpaczona bo „nie ma dziur w płucach„ … i te re re.

Poetka – rozumiem stawianie sobie celów, dążenie do doskonałości, pasje, ale nie łammy zasad logiki i nie nazywajmy urywków tendencyjnych tekstów z „disco z pola” przeplecionych prostackim rymem POEZJĄ. A jak ją zapytałam, na kim wzorowała zamiłowanie do poezji, odpowiedziała „Kochanowski” – A co z nim ?! Ona – „Podoba mi się”. Ale co, to już nie wie….

Oczywiście oprócz tych osób jest jeszcze szereg innych, uczulonych na mydło, małpujących, bujających w obłokach, skrzywdzonych przez życie i Temidę… . Same Dziewice Orleańskie. Depresji i chorób wszelakich i ich nowych odmian nie zliczę. Cóż…. leci kabarecik

Ela

 

 

Najdziwniejsza osoba, którą spotkałam w więzieniu, część I

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

Warsztaty blogowe Leszka Wejcmana (Lekcjepisania.pl) zaowocowały kilkoma fajnymi postami, przedstawiającymi interesujące obserwacje. Tę galerię ciekawych postaci podzielimy na dwie części. Dzisiaj część pierwsza, a już za tydzień druga.

Wiele osób bardzo dziwnych spotkałam w tym więzieniu. Jest to dość specyficzne miejsce i trafiają tu różne postaci, jedne bardziej wyraziste, które mimowolnie zapadają w pamięć, inne mniej.

Jedną z dziwniejszych osób, która na dobre zapadła mi w pamięć, jest moja dobra koleżanka, obecnie przebywająca już na wolności. Karę wraz ze mną odbywała w Grudziądzu w 2013 roku. Na swój sposób była jedyna w swoim rodzaju. Moją uwagę przykuły jej natręctwa, borykała się z pewnego rodzaju uzależnieniem, ale nie takim powszechnym, z jakim spotykamy się w tym specyficznym miejscu którym jest zakład karny.

Kasię prześladowała nerwica natręctw w postaci prania wszystkiego, co wpadło jej w dłonie. Były to przeróżne rzeczy, od bielizny po stare szmaty do podłogi. Ktoś może pomyśleć, że tak na prawdę to nic wielkiego, przecież to normalne, że dba się o czystość i higienę, jednak ja uważam to za anormalną rzecz ze względu na to, że Kasia prała rzeczy, które chwilę wcześniej  zdążyła wyprać i powiesić do wyschnięcia. Bardzo było mi jej szkoda, bo tak naprawdę przeżywała męki, kostki u dłoni miała całe pościerane, a z naskórka sączyła się krew. Było mi bardzo ciężko patrzeć na krzywdę,  jaką Kasia wyrządza samej sobie. Tym bardziej było mi ciężko, iż bardzo zżyłyśmy się i każdego dnia próbowałam sugerować jej, by troszkę przystopowała i ograniczyła swój „nałóg”. Jednak nie potrafiłam dotrzeć do jej schorowanej głowy. Kasia męczyła się, każdej nocy płakała po cichu. Byłam w jej sprawie u pani psycholog, miałam nadzieje, że gdy specjalista zajmie się problemem Kasi, to rezultat będzie błyskawiczny. Myliłam się. Kasia nie potrafiła się otworzyć przed psychologiem. Wyczuwałam też delikatną pretensje jej w moim kierunku, ale nie chciałam drążyć tego tematu więcej, bo widziałam, jaki ból sprawia jej rozdrapywanie tego wszystkiego.

Mam do siebie wielki żal, że nie potrafiłam dotrzeć  do Kaśki i jej pomóc. Wiem, że ona tego nie oczekiwała ode mnie. Mimo wszystko, żal mam do siebie duży.

Anna  Gwiazdka

Najdziwniejszą osobą była Anetka, która przyjechała z innej jednostki – jedynie przenocować. Miała jechać dalej, bo była zakwalifikowana do terapii na tak zwaną „eskę”, ale my wtedy tego nie wiedziałyśmy. Anetka miała około 30 lat, ubrana była na sportowo, ale najdziwniejsze było to, że nie rozstawała się z białą skórzaną torebką, którą trzymała pod pachą. Ścieliła łóżko – torebka pod pachą, ręce w zlewie – torebka pod pachą, myk do łazienki – z torebką. Na początku Anetka mało mówiła, ale za to bardzo przykuwała naszą uwagę właśnie tą torebką. Koleżanka z celi zapytała w końcu: o co chodzi? Anetka w odpowiedzi bardzo na nas naskoczyła, żebyśmy się zaczęły interesować własnymi sprawami. Odpuściłyśmy rozmowę, bo wyczułyśmy, że coś jest z nią nie tak. Ale najlepsze było dopiero przed nami. Anetka odebrała  kolację, wyciągnęła rączkę po leki  do oddziałowej, a tu leków nie było. Zaczął się krzyk, walenie w drzwi, że nie będzie tu siedziała i cały czas naciskała włącznik światła do kącika sanitarnego – bo myślała, że to domofon. W końcu przyszedł dowódca i zdecydowanym głosem kazał jej się położyć spać i dać spokój. Anetka coś tam jeszcze do niego pyskowała (stojąc cały czas z torebką pod pachą), aż w końcu dowódca rzekł  „kładź się na koję, bo Ci dojdzie wyrok za zagłuszanie ciszy nocnej”. Ja się zdziwiłam – bo do ciszy nocnej jeszcze daleko, ale bardziej mnie zdziwił fakt, że to na Anetkę podziałało. Walnęła się na łóżko i nie odezwała się już do rana. Przed apelem dostała prowiant i pojechała się leczyć w Polskę… z torebką na ramieniu. Chcę nadmienić, że Anetka wjechała do celi po obiedzie, a dowódca uciszył ją przy apelu wieczornym.

Pełnoletnia

Tak dużo dziwnych osób i różnorodnych dziwolągów w tym miejscu się spotyka, że sama nie wiem, kto mógłby Was zaciekawić. Ale, ale.., taka jedna co mi w pamięć zapała najbardziej to… nazwijmy ją Balbinka. A dlaczego ją pamiętam najbardziej? Przezwisko adekwatne do wyglądu, dodajmy oczy nieskalane myśleniem i wypisz, wymaluj Balbina.

  Gramy z w/w koleżanką w warcaby- przegrała, to się uprzejmie pytam:

 – Rewanżyk ?

 I tu pada odpowiedź:

  – Ok….., a jak w to się gra?!!!

Albo przykład drugi. W naszym więziennym radiowęźle leciał Niemen „Sen o Warszawie”, a ona pędzi z kolejki (mało nóg nie pogubi)

Woła:

-Cicho, cicho HIMEN !!!

Sami widzicie, że życie tutaj różami usłane nie jest.

Bella