Mój pierwszy dzień wolności: wizja 3

1-DSC_0523

  1. Jak wyobrażasz sobie, dziewczyno mieszkanie ze mną? Przecież ty się w ogóle nie zmieniłaś! Zobacz, jak ty wyglądasz – tatuaże na rękach! Wyglądasz jak kryminalistka, przecież z tobą jest wstyd pokazać się na ulicy! Boże, jak zobaczy cię ktoś z moich znajomych, to koniec, ***** koniec!

  2. Ty jesteś chora! Kobieto, czego ty chcesz od moich tatuaży? Co ty masz za znajomych? To chyba jakieś ****, jak ty – w normalnym świecie wśród normalnych ludzi tatuaże to normalka, ty jesteś psychiczna!
  1. Jesteś gorsza niż byłaś – masz wziąć się za siebie, ogarnąć, zrobić coś w końcu ze swoim życiem i koniec z towarzystwem. Praca, dom, praca, dom.
  2. No na pewno – uważaj – ty mi życia układać nie będziesz! Nawet nie starasz się mnie zrozumieć – mogłabyś się trochę postarać.
  1. Wybacz, ale bardzo się o ciebie boję, to twoje towarzystwo… Już widzą, że wyszłaś, już są telefony, domofony, zlatują się jak hieny do padliny. Nie dziw mi się. Kocham cię i chcę jak najlepiej dla ciebie.

DOMOFON

O FILMACH moje wypociny

 1-DSC_1651

Mam chyba ze sobą jakiś problem. Ogólnie rzecz ujmując – jestem maniaczką kina, uwielbiam oglądać filmy i to bardzo różne, ale od pewnego czasu, gdy trafiam na coś polskiego, to dostaję niemalże wścieklizny. Po dziurki w nosie mam przede wszystkim bombardowania ze strony reżyserów tematyką żydowską. Mam wrażenie, że o niczym innym nie można w tym kraju zrobić filmu, jak o zagładzie, cierpieniu, prześladowaniach tego narodu. Jak nie „W ciemności”, to „Pokłosie”, albo „Ida” – z każdej strony niemalże jedno i to samo. Zaczynam na to „zagadnienie” patrzeć z takiej dziwnej perspektywy – a nawet dwóch – po pierwsze, mam wrażenie, że niektórzy reżyserzy celowo „biorą” się za ten temat, bo taki film musi – i odnosi – poniekąd sukces w naszym kraju. No sukces jak sukces, ale mało kto o filmie, w którym jest poruszana tematyka „jak to Żydzi cierpieli” pozwoli sobie na krytykę albo złe słowo, bo zaraz takiego delikwenta zakrzyczanoby i nazwano co najmniej rasistą, a żydofobem to na bank. Nie podoba ci się film o Holocauście, to znaczy, że jesteś antyżydowski, a to przecież zupełnie nie tak. Wydaje mi się, że historię wojny i powojenną znamy bardzo dobrze, bo przerabiamy to od kilkudziesięciu lat non-stop i to nie tylko w szkołach. Historię wojny i tego co po niej poznawałam w domu siedząc u dziadka na kolanach i myślę, że nie jestem jedyną osobą, której bliscy przeżyli to piekło i mówili o nim. Obstawiam wręcz, że większość Polaków ma w rodzinie takich dziadków lub babcie. Zadaję sobie więc pytanie – czy musimy być molestowani regularnie takimi filmami? Ciągle jakieś cierpięnictwo, płacze i rwanie włosów z głowy. Jakby sobie ktoś założył, że musisz wyjść z kina z ustami w podkowę, bo tylko to oznacza, że oglądałaś/eś dobry film. Nie chodzi mi o to, aby przejść nad tematem obojętnie, bo historia zawsze będzie częścią naszego życia, ale może ktoś zacząłby poza Holokaustem i epopejami narodowymi tworzyć w polskim kinie coś chociażby trochę wesołego. A horror może jakiś dobry by się przydał albo baśń, czy fantastyczny filmik jakiś dobry, no cokolwiek innego. Oklaskujemy teraz „Idę” – a dlaczego teraz, skoro to wg mnie stary film, bo sprzed kilku dobrych lat i jakoś wtedy szału nie było – a dlaczego? Nie podobał się szerokiej widowni? Tylko garstce jurorów na festiwalach? Udało się dostać Oscara i teraz „Ida” to jest coś? Nie powiem – trzy rzeczy mi się w tym filmie podobały. Akurat nie główny temat, bo to dla mnie do zwymiotowania, ale… po pierwsze fajnie, że film czarno – biały, po drugie rozbawiłam się, gdy Wanda wyszła sobie przez okno i odtwórczyni głównej roli – Trzebuchowska – była tu w więzieniu w zeszłym roku, przed Wielkanocą. Nikt nie skojarzył, że dziewczynka, która z nami majstrowała kurczaki z mąki i bibuły jest „tą” aktorką. Taka miła, normalna, skromna i mam nadzieję że nadal taka jest. Ta kolejna perspektywa to taka, że chyba ten czy inny „reżyser” traktuje nas jak lekko intelektualnie trzaśniętych. Musisz zobaczyć film o dzieciach, które prostytuują się po galeriach, albo zobaczyć film, że małolaty zachodzą w ciążę, bo jest poniekąd taki trend, albo że gość został zlinczowany we wsi, w której mieszkał, gdzie przez lata terroryzował mieszkańców siekierką. No jeszcze trochę i każdy telewizyjny „news” będą filmowali… Wmawia się przy tym, że te filmy są niesamowicie dobre przez wzgląd na to, że takie to naturalne. Jakby mało było codziennych wiadomości, w których rzadko kiedy mówi się o czymś przyjemnym. Mam gdzieś taki realizm, wiem co się działo i co się dzieje i autentycznie nie mam ochoty sięgać po polskie filmy, bo są dla mnie nudne, jednostajne i męczące. Na koniec jeszcze taka kwestia – jak już dany aktor lub aktorka staną się „sławni”, to eksploatuje się ich tak mocno, że są wszędzie. Film, reklama, gazety, radio – aż strach otworzyć konserwę. Mnie to osobiście irytuje, bo po obejrzeniu iluśtam filmów z powtarzającą się obsadą, podobnym poczuciem humoru i tekstami, to autentycznie nie rozróżniam tytułów. Straszne to jest wg mnie i odpycha zamiast przyciągać i może dlatego polskie kino nie rozkwita tak jakby mogło, gdyby przestało być takie monotonne.

MAŁGOSIA

Iwona o Lexi i Lexi o sobie

1-DSC_0095-001

 

Ma ładne imię, nie powiem jakie Czarne włosy do ramion, chyba chce być ruda, ostatnio tak mówiła. Ma czaderski ochrypły głos, jak dla mnie mogłaby śpiewać w kapeli rockowej (mówi, że nie chce) a nie nadaje się, a ja twierdzę, że nauka czyni mistrza. Jest pogodna, często ją słyszę, jak się śmieje. Ma 26 wiosen, lat, jesieni i zim. Kolczyk w nosie bardzo delikatny, pasuje do niej, ma szary dresik na sobie, dzięki czemu kobiece kształty ładnie wyglądają (lubię dresy , więc jak każdy dla mnie wygląda w nich pięknie ona też). Te piwne oczy są takie ciepłe, a może są brązowe, tak czy owak bardzo są ładne. Lexi znam już trochę, jedno co ciśnie mi się na język to to, że to pierwsza osoba, która tak fajnie rozładowała mój strach, gdy tu trafiłam. A później rozmawiałam z jej dzidziusiem, bo się okazało, że jest w ciąży. Lubię ją, jest naturalna, nikogo nie udaje, niech się nie zmienia nasza Lexi.

Iwona

Chciałam się wykręcić od pisania o sobie, ale się nie udało więc piszę. Jestem Lexi, mam 26 lat i jeszcze 4,5 roku przed sobą (w więzieniu), półtora już tu jestem. Chcecie coś o mnie wiedzieć? No wiem, że chcecie Co lubię? Lubię się bawić Taki dzieciak ze mnie jeszcze. A tak poważnie, to lubię czytać (książki, prasa), słuchać muzyki, obejrzeć dobry film. Mam córeczkę, która jest teraz z moimi rodzicami i za którą bardzo tęsknię. Nie będę się o tym rozpisywać, bo staram się trzymać tę tęsknotę w głębokich zakamarkach mojej duszy, tak mi troszkę łatwiej. Moim największym marzeniem (na dzień dzisiejszy) jest to, żeby jak najszybciej wrócić do mojego szkraba, dać mu swoją miłość i duuużo szczęścia Chyba się troszkę rozpisałam, kurczę, jak zwykle Pozdrawiam.

Lexi.

Z więzienia nie o więzieniu

1-30-DSC_0520

Z więzienia nie o więzieniu. Wiem, że ten blog jest prowadzony przez nas, więźniarki i to właśnie tematyka więzienia jest najbardziej interesująca. Tylko że mi nie chce się ciągle pisać o więzieniu. Chcę, żeby moja codzienność jak najbardziej miała wymiar wolny, dlatego chciałabym popisać o różnych rzeczach związanych ze mną a niekoniecznie z więzieniem. Mam nadzieję, że to też będzie ciekawe.

Monika

 Nie warto czytać książek po tym, jak wcześniej obejrzało się film. Właśnie skończyłam czytać „Władcę Pierścieni”, niestety wcześniej widziałam wszystkie części nigdy w życiu nie czytało i się gorzej. Oczywiście jak w większości przypadków, książka jest dużo lepsza niż film, bo tam wiele rzeczy pominięto- zmieniono pewne relacje a nawet trochę charaktery bohaterów. Ale co najgorsze, nie potrafiłam sobie prawie nic wyobrazić. Gdy pojawiał się opis miejsca czy osoby, zaraz przed oczami stawały mi sceny z filmu. Nie mogłam wniknąć do środka książki, zostałam na powierzchni i wiem, że nigdy tego nie powtórzę.

Monika

Sztuka

 

03-03-P1100881

 

Czy artysta powinien zawsze wiedzieć co i po co robi? Czy każde jego dziełu musi mieć jakiś sens, znaczenie, które trzeba odnaleźć? Czy artysta robi coś tylko dla swojej przyjemności robienia. Tak, bo w sumie wszystko ma znaczenie. Wszystko ma jakiś sens. Każda przyjemność czy czynność. Wszystko się z czymś wiąże.

Monika

 Zastanawiam się, czy jest możliwe dzielenie życia z innym człowiekiem, nie naruszając jego, jakby to powiedzieć… „autonomii”. I nie chodzi mi tylko o związki, raczej o wszystko to, co wiąże się z dobrowolnym współistnieniem w rodzinie, przyjaźni, związku. Ja często przyłapuję się na tym, że, obcując z jakimś człowiekiem, myślę, że powinien zrobić coś tak jak ja uważam, a nie jak on postąpił. A przecież żaden człowiek na świecie nie jest taki jak ja i to jest dla mnie bardzo fajne, ale jednak czasami próbuję w jakiś sposób na kogoś wpłynąć. Czy jest możliwe współistnieć z drugim człowiekiem i czerpać przyjemność z tego, że jest inny. Ja chciałabym mieć taką możliwość, ale czy umiem to zrobić? Czy to jest w ogóle możliwe?

Monika

Sadzenie kwiatków 2

1-DSC_1533

Nie należę do osób, które lubują się w kwiatkach i ogrodach. Będąc na wolności raczej nie eksperymentowałam z sadzeniem nasionek, no chyba że rzeżuchę w podstawówce. A tu proszę, taki psikus… Rękawiczki na dłonie, taczka pełna ziemi i ruszamy bawić się w ogrodnika.

Dziękuję, Ci Darku, za frajdę, jaką nam sprawiłeś. Dziękuję Ci za to, że choć przez chwilę poczułam się wolna. Mimo potu na czole, ziemi w butach i zakwasów w rękach, było mega – hiper – superancko.

KACZI

MIŚKA 30

 

Przepis na więzienne ciasto

1-DSC_1681Ciasto jest smaczne i zaskakująco proste w wykonaniu. Robione tylko z polskich składników i pochodzących całkowicie z polskich supermarketów.

Co jest nam potrzebne:

Chleb. Dużo chleba. Kawa, rodzynki, dżemy, kisiel albo budyń i znowu chleb.

  1. Namaczamy rodzynki
  2. Zaparzamy szklankę dość mocnej kawy.
  3. Obieramy kromki chleba ze skórek, tak by kromki pozostały w całości.
  4. Zwilżamy chleb zaparzoną kawą i układamy warstwę z kromek w wysokim pojemniku. Na warstwie chelba rozsmarowujemy dżemy, najlepiej bardzo słodki, posypujemy rodzynkami. Przykrywamy kolejną warstwą namoczonego w kawie chleba, rozsmarowujemy dżem, posypujemy rodzynkami. Czynność powtarzamy do napełnienie pojemnika.
  5. Na koniec zalewamy nasze ciasto budyniem lub kisielem.
  6. Wstawiamy do lodówki lub na balkon 😉
  7. Po schłodzeniu nadaje się do spożycia.

Naprawdę pycha i po polsku! Tanio!

Monika

Złote myśli

1-DSC_0010

Tak ogólnie na temat tego naszego bloga nasuwają mi się pewne „złote myśli”…

… Każdy na szyi nosi niewidzialną tabliczkę z napisem: spraw, aby poczuła się ważna….

… Bo czy nie jest tak, że każdy pragnie być choć odrobinę ważnym? 🙂

… Nie bój się mówić o swoich słabościach. Słabości nie oznaczają, że jesteś słaby. Sprawiają, że jesteś przystępny. Wiedz, że Twoje słabości mogą stać się Twoją siłą…

…Większość tych rzeczy na świecie, które warto robić, uznano za niemożliwe, dopóki ktoś ich nie zrobił…

…Jeśli wsłuchasz się w słowa innych, niemal zawsze dostrzeżesz w nich lęk, cierpienie i ból lub nadzieję i marzenia. A kiedy druga osoba poczuje, że słuchasz i wczuwasz się w jej sytuację, przestanie się bronić i otworzy przed Tobą swój umysł i serce….

…Gdybyśmy tolerowali u innych to, co tolerujemy u siebie, życie byłoby nie do zniesienia…

…Życie to bieg przez piekło w majtkach nasączonych benzyną….

Iwona

Tatuaże

1-DSC_0381Jeszcze do niedawna tatuaże kojarzyły mi się przede wszystkim z więźniami. Nawet jeśli od czasu do czasu zobaczyło się u kogoś wzorek na ciele, to z góry było zakładane, że osobnik ten „wyszedł z pierdla” ;), bo porządni obywatele nie ozdabiali się w taki sposób. Teraz tatuowanie się jest: 1) modne, 2) na czasie, 3) fajne, 4) oryginalne i 5) w ogóle niesamowite. Natomiast tatuowanie jako takie stało się sztuką, a ciało powierzchnią wystawową – tak się zaczęło mówić.

Z pewnością przestało się kojarzyć „dziary” z więzieniem i teraz od szarego Kowalskiego aż po celebrytów ze świecznika „szołbiznesu” pokolorowany może być każdy i to bez ryzyka, że będzie wytykany paluchami…. Zakładając, że jego tatuaż będzie naprawdę dziełem sztuki, a nie burakiem typu miał być delfinek, a wyszedł płetwal albo orka, albo ostatecznie pofalowany diabełek – bo wtedy i tak ktoś to wytknie czymkolwiek ;).

Małgosia

Odkryte marzenie

 Batory

Jest 2008 rok. Do zakładu przyjeżdżają trzy kobiety. Zbierają grupę chętnych dziewcząt do śpiewania. Myślę sobie: kurde, lubię śpiewać pod prysznicem – pójdę, zobaczę. Nic mnie to nie kosztuje, a przez to umilę sobie czas w poprawczaku. Pierwsze zajęcia – śmiechy, bo łacińskie i cygańskie piosenki każą nam śpiewać. Kolejne niby nudne, choć za każdym razem nie mogłam się ich doczekać. W końcu padło hasło, że zrobimy występ pod tytułem „Ćmy i kołysanki”. Przygotowania cały miesiąc. Wreszcie ten dzień – niby w gronie naszych ludzi, ale adrenalina mnie nie opuszczała. ALE BYŁAM DUMNA, ŻE PATRZĄ NA MNIE – oklaski, gratulacje – FAJNIE. Następny dzień: dochodzi do mnie, że podoba mi się śpiewanie i całkiem dobrze mi to wychodzi. Mijały dni i zastanawiałam się, czy jeszcze zobaczę Lenę, Pagę i Kasię, dziewczyny, które pozwoliły nam odciąć się od codzienności.

Po apelu popołudniowym Papcio mówi, że przyjdą dziewczyny, bo chciałyby zrobić z nami nowy projekt. Hura! Po obiedzie na salę gimnastyczną, bo tam odbywały się zajęcia. Lena powiedziała, że chce zrobić musical na większą skalę. Dostała zgodę na to, by występ odbył się na starej stacji PKP – FALENICA. Projekt nazywał się BŁĘKITNY EKSPRESS. Przerabiałyśmy utwory Hanki Ordonówny na hip hop. Bardzo mi się to spodobało. Padło hasło, byśmy napisały własne teksty. Dostałyśmy podkłady muzyczne i zaczęłyśmy bawić się tym.

WTEDY JUŻ WIEDZIAŁAM, ŻE TO JEST TO, CO CHCĘ ROBIĆ!

PIERWSZY KONCERT NA FALENICY. Myślałyśmy, że przyjdzie góra 100 osób. Okazało się, że nie starczy miejsca. Przyszli ludzie z zaproszeniami, obcy ludzie, nauczyciele z gimnazjum i podstawówki i znajomi. Gdy ich zobaczyłam, myślę ku**a, co oni tu robią, ale wstyd.

WYSTĘP – gitarka, wszystko poszło po naszej myśli. Nawet kilka osób popłakało się, gdy śpiewałam z Agą nasz własny utwór! Pamiętam, że zadawali tyle pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Zaproszenie do radia i śpiewanie na żywo. Kurde, gorsza trema niż na scenie. Pierwsze nagrania, by stworzyć ścieżki, które będą mogli odtwarzać „fani”.

Przyjazd Khondo do Polski (francuski raper), zajęcia i nauczanie tzw. „flooł”, kolejne zaproszenia na występ, tym razem do klubu Powiększenie, Warszawa, ul. Nowy Świat. Po występie zostało ustalone, że nagrywamy płytę, choć jakiś czas wcześniej powstała już strona „Słuchowisko” Audostacja.pl/spk.

Uwielbiałam jeździć do studia na Racławicką do Franka, nagrywać piosenki, za*****sty klimat, fajną atmosfera!

W końcu dostałam propozycję pracowania w szkołach. Praca polegała na tym, że to teraz JA będę uczyć dzieci/młodzież tego, co mnie całkiem niedawno uczono. Przyjęłam propozycję, ale nadal pisałam teksty i nagrywałam. Miałam w planach nagrać swoją płytę i ją wydać. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie popełniła błędów!

Teraz siedzę w ZK i mam dużo czasu na przemyślenia. Wiem, że do tego, co było, nie wrócę, bo zniszczyłam to, co było PIĘKNE.

Na 100% wyjdę i zrobię wszystko, by mi Lena, Pagia i Kasia wybaczyły, lecz na to też trzeba czasu. Po wyjściu nagram kilka utworów, które tutaj napisałam. Lecz czy z tego będę żyć – raczej nie.

Zapraszam do obejrzenia na youtube/audiostacjafalenica: Deszcz i na stronie www.audiostacja.pl/stowarzyszeniepraktykowkultury.

I na stronie: www.praktycy.org projektu „Błękitny Ekspress”.

Poproszono mnie o kawałek tekstu:

Ciemne uliczki wyglądają na smutne.

Czekam na znak, Spójrz jeszcze raz, raz jeszcze

spójrz! Co mogę ci dać, coś zabiera nasze serca,

przekształca je w obłok.

Jestem brzegiem zagubionym w dużej klatce.

Wczoraj widziałam mężczyzn w mundurach.

Oczywiście. Chciałabym, by w moim sercu

była nadzieja na lepsze jutro, a nie gubić

czasu na korzyść wiatru.

Nie ma dymu bez ognia – dużo łez bez palenia papierosa.

Pozdrawiam!

Batory