Mój pierwszy dzień wolności: wizja 1

1-DSC_0507

Mój pierwszy wieczór na wolności spędzę w samotności. Usiądę na ławce i będę patrzyła na ludzi. Będę przyzwyczajać się do odgłosów „wolności”, bo wyszłam z ciszy. Sprawdzę, jak długo dam radę wytrzymać te dźwięki i kolory życia, które tak długo były poza moim zasięgiem. Dopiero kiedy oswoję się i uwierzę, że potrafię rozmawiać, wrócę do domu, do rodziny.

AG.U

Ojciec

1-DSC_0973

Mój ojciec to skończony frajer. Ciągle mu mało krzywdzenia ludzi, którzy byli rodziną i całe szczęście uwolniliśmy się od niego. Choć nie do końca, bo przecież musi znaleźć sobie zajęcie, raz na jakiś czas zjawić się i przypomnieć o swoim istnieniu… Oh życie, życie, czy żeś ty zgrozą?

Czy da się nienawidzić kogoś tak, że samo wspomnienie to ból, łzy i strach…? Oczywiście nie potrafię mu wybaczyć tego, jak zniszczył życie mi, mamie i bratu. Ten strach towarzyszący przez lata. Nie jestem gotowa, by mu przebaczyć, choć modlę się o siłę, by to mi się kiedyś udało. Świadomość, że miałam takiego ojca pozostawia mnie w przekonaniu, że nigdy nie będę chciała partnera, który będzie miał cechy jak mój pseudo ojciec. Albo nie będę miała partnera w ogóle. W duchu się do siebie śmieję, że kupię sobie bujany fotel, kota na kolana , kubek z gorącym napojem. Siedząc na altance z ukochaną mamą, śmiejąc się z życia. Być może takie mnie czeka życie, choć ta wersja mnie nie przeraża, przeraża mnie myśl, że mogłabym wpakować się w gówno, jak moja mama kiedyś, gdy pseudo ojciec miał być kochanym mężem i ojcem, a okazał się frajerem.

Podsumowując: Jak każda kobieta marzę o wspaniałej, idealnej miłości. O partnerze, który by mnie kochał do utraty tchu , a to się raczej nie spełni, pozostaje mi tylko marzyć

Iwona

„Mój pierwszy dzień na wolności”

Witam wszystkich po dłuższej nieobecności na blogu, z przyczyn technicznych nie mogłam uczestniczyć w tej przeprawie przez „naszą rzeczywistość”. Teraz wszystkich pozdrawiam i życzę masę pozytywnej energii w codziennych trudach.

Ze względu na to, iż dwa razy przeżywałam ten pierwszy dzień na wolności, w skrócie jeden z nich opiszę.

2-DSC_1615

Jestem już po drugiej stronie… Tę wielką bramę mam za plecami i co teraz? Myślałam, że będzie większe podniecenie, że cały świat będzie się cieszył razem ze mną, a tu bach… Jakbym była w niemym filmie. No dobra, czas do domu, więc taksówką prosto pod adres. W domu sporo się zmieniło przez te kilka lat, wszyscy mnie miło witają. Patrzę, a tu nowy domownik – to chyba moja bratowa. Obca mi dziewczyna, z jakimś małym szczurkiem na rękach. O nie, to nie szczurek. To małe dziecko wydające dziwne odgłosy. I co ja tu robię, to już nie mój dom! Chcę się integrować ze środowiskiem, zapoznać się z nowym towarzystwem. Jest miło, bynajmniej tak to wygląda z boku, a we łbie tysiąc myśli naraz, nacisk rodzinny do szybkiego ogarnięcia się nie daje skutków. Siedzę przed telewizorem, patrzę w niego jak szpak w pięć złotych i nie dlatego, że nie widziałam w więzieniu telewizora, ale nie widziałam tam mojego ukochanego programu CARTOON NETWORK – BAJKI. I to jest to co „tygryski lubią najbardziej”.

Z racji tego, że namowa domowników była mocno naciskająca, abym pozałatwiała to, co najważniejsze, czyli kurator sądowy, 1200 urzędów itp. instytucje, wyruszam z domu na podbój tych „bogatych” budynków. Jednak świat na zewnątrz jest taki ciekawy, że olewam te instytucje i zaczynam zwiedzanie starych – nowych miejsc. Przecież znam każdy zakątek Pragi, a jednak w tym dniu wydaje mi się, jakbym zwiedzała co najmniej Bukareszt. Spotykam po drodze znajome twarze, miło zaczyna się rozmowa, a za chwileczkę jestem już na jakiejś „domówce” . I to dopiero nazywa się przywitanie wolności, w końcu sprawy „ważniejsze” można zostawić na dzień następny – tylko nie wiem, kiedy zakończę ten balet – teraz szkoda zaprzątać sobie tym głowy. W ostateczności po tygodniu docieram do kuratora i miłe zaskoczenie: kurator w tym czasie ogarnął mi szkołę. Czyli warto było tydzień się wstrzymać.

 Poli

Sadzenie kwiatków

pobrane kwiatki

Pięknego, gorącego, prawie rozebranego maja, sadziłyśmy kwiatki. Ja sadziłam piękne kwiatki bratki i inne takie pnące fioletowe, różowe, bladoniebieskie. A że ogrodnik ze mnie jak koziej dupy trąba, to się nie znam, nie pamiętam nazw, wierzcie mi na słowo- ładne są i będą.

Dumna z siebie jestem, bo to pierwsze kwiatki, jakie w życiu sadziłam i które jeszcze nie umarły

To sadzenie miało wpływ na coś jeszcze. Zajęcia w grupie scalają ludzi, naprawdę, pierwszy kwiatek posadzony z osobą, którą uznałam za, powiedzmy, „wroga”. Posadziłyśmy go razem, obie, i co, przełom chyba. Ten kwiatek, ten dołek i ziemia zabrały całą złość. I się pogodziłyśmy, jeden dzień, jedna chwila. Jeden kwiatek i słoneczny dzień okazał się super. A kwiatki rosną i są piękne.

Iwona

PS Dużo ziemi w butach było i za koszulką

Dzień Matki

1-DSC_0256

 

Wszystkim Mamom na całym świecie pragnę życzyć wytrwałości w ciężkich i trudnych chwilach, sił, by się nie poddawać, by wszelkie troski przegnał wiatr i osuszył łzy serca, by na Waszych twarzach gościł uśmiech, który rozpromienia buźki Waszych dzieci. I przede wszystkim tego, aby każda Mama, czy ta bardzo młoda, czy ze sporym stażem, była doceniona. Bo te nasze Mamy to są Super-Mamy.

 Przypomniał mi się stary wierszyk i pragnę ten wierszyk zadedykować wszystkim Mamom w imieniu dzieci, które są chore i nie mogą tego zrobić; mamom, które straciły swoje dzieci; mamom, które nie mogą dziś zobaczyć swoich dzieci i tym, które mamami zostaną lub już zostały chwilkę temu – tak czy siak dla Was wszystkich, kochane Mamy…

 Mamo, mamo coś Ci dam,

Jedno serce, które mam.

A w tym sercu róży kwiat.

Mamo, mamo – żyj sto lat!

Z wyrazami szacunku, chylę czoła wszystkim Mamom,

Iwona

Przepis na więzienne ciasto

1-DSC_1681Ciasto jest smaczne i zaskakująco proste w wykonaniu. Robione tylko z polskich składników i pochodzących całkowicie z polskich supermarketów.

Co jest nam potrzebne:

Chleb. Dużo chleba. Kawa, rodzynki, dżemy, kisiel albo budyń i znowu chleb.

  1. Namaczamy rodzynki
  2. Zaparzamy szklankę dość mocnej kawy.
  3. Obieramy kromki chleba ze skórek, tak by kromki pozostały w całości.
  4. Zwilżamy chleb zaparzoną kawą i układamy warstwę z kromek w wysokim pojemniku. Na warstwie chelba rozsmarowujemy dżemy, najlepiej bardzo słodki, posypujemy rodzynkami. Przykrywamy kolejną warstwą namoczonego w kawie chleba, rozsmarowujemy dżem, posypujemy rodzynkami. Czynność powtarzamy do napełnienie pojemnika.
  5. Na koniec zalewamy nasze ciasto budyniem lub kisielem.
  6. Wstawiamy do lodówki lub na balkon 😉
  7. Po schłodzeniu nadaje się do spożycia.

Naprawdę pycha i po polsku! Tanio!

Monika

Sen mara – Bóg wiara

sen

Mam swój taki mały sennik, z moich własnych interpretacji, które oczywiście później pokryły się w rzeczywistości, wiem, że kiedy śni mi się:

  • że kopię w ziemi, to wiem, że później odkryję moją tajemnicę, coś wyjdzie na światło dzienne
  • sprzątanie, zamiatanie, to ktoś w celi mieszkalnej zostanie przeniesiony
  • okno otwarte, to mam widzenie lub jadę w podróż
  • rower, to na zdradę
  • ktoś bliski, to wiem, że będzie potrzebował mojej pomocy lub będzie miał problemy
  • zmarli, to ostrzegają mnie przed niebezpieczeństwem lub proszą o modlitwę za ich duszę
  • biały kolor, to na wiadomość
  • robaki i wszy, to na pieniądze
  • brudna woda, na problemy lub plotki
  • ksiądz, to na czynności procesowe.

Wiem, jest to zupełnie inny post od pozostałych moich wpisów, ale myślę, że to ciekawy temat i jest do obgadania. Spokojnie, na niczym nie „latam”, po prostu ciekawa jestem, o czym Wy śnicie i czy w ogóle wierzycie w sny?

Serdecznie pozdrawiam,

Aneta B.

Rosół

1-DSC_1338

Święta wielkanocne się już wprawdzie dawno skończyły, ale ja na chwilę o nich. Sporą część życia spędziłam w przekonaniu, że rosół w święta wielkanocne to coś normalnego, takie „danie główne”, jak karp w Boże Narodzenie. Zdziwiłam się ciężko, gdy podczas rozmów z ludźmi o tym, co jedzą na Wielkanoc, najczęściej słyszałam: żurek z jajkiem, biała kiełbasa i wszystko w ten deseń. Nikt nie odpowiedział: rosół! Dziwne i zabawne – dla mnie, bo ja znowu całe życie jadałam rosół, ale nie taki z kluskami jak to z reguły w domach, tylko świąteczny, czyli wyjątkowy w smaku. Gotuje się niby taki normalny, na dużej ilości warzyw i jeszcze większej mięsa – wołowego i drobiowego. Z tym że mięso musi być mięciuchne, żeby się rozpadało pod dotknięciem widelca lub noża. Każdy talerz jest wypełniony po brzegi tym mięsem różnego rodzaju, dość drobno rozdzielnym. Na to kroi się w małą kosteczkę kiełbaskę można uwędzoną, a na to jajko ugotowane na twardo, pokrojone w plasterki. I gwóźdź tego rosołu – świeżo starty chrzan, duża solidna łyżka. Na to posiekana natka pietruszki i wszystko zalewamy gorącym rosołem – pychota! Na ten rosół czekałam cały rok. Za każdym razem tak samo mocno, bo nie dość, że jego smak jest wyjątkowy, to fakt, że jemy go podczas świąt – tą wyjątkowość potęguje. Jeżeli kogoś to zaciekawi, to polecam spróbować (choć muszę dodać, że po mistrzowsku gotuje ten rosół tylko moja mama!).

A może u kogoś w domu na stole taki rosół też gości w Wielkanoc?

Pozdrawiam, Małgosia 🙂

Wyszłam za mąż w więzieniu

1-DSC_0338

Należę do szczęśliwych mężatek, a wyszłam za mąż w więzieniu za osadzonego, którego także poznałam w danym miejscu.

Poznawaliśmy się początkowo przez listy, po jakimś czasie zaczęliśmy chodzić na widzenia wewnętrzne. Takie widzenie odbyło się niejedno, nie zliczę już ich. Przez widzenia poznawałam też rodzinę mego Męża, która mnie od początku zaakceptowała. Od pierwszego naszego spotkania było tylko lepiej. Z Mężem spotykałam się też w różnych miejscach, np. jak się szło do lekarza, na magazyn, nawet kiedy chodziłam na łaźnię :). Zawsze była chwila na zamienienie paru słów, a nawet zdań. Po załatwieniu potrzebnych formalności związanych ze ślubem, a było ich trochę, sam ślub odbył się migusiem, a potem widzenie jedną godzinę na widzeniówce. O każdy szczegół zadbała ma Teściowa. Zakupiła mi bardzo ładna sukienkę, słodkości: tort, ciasta, obrączki.

Relacje z mą Teściową są wspaniałe, kocham i szanuję ją. Zastąpiła mi mamę, którą niby mam, ale jej nie mam.

Memu mężowi jeszcze trochę zostało, mi niewiele. Jestem głębokiej nadziei, że nasze małżeństwo nie rozpadnie się po mym opuszczeniu więzienia – a dokładniej chodzi mi o zazdrość, która może się wkraść między nas. Dzięki Mężowi mam dla kogo żyć i czekać na wolność. Wiem, że ode mnie zależy w dużym stopniu, jak nasz los się potoczy. I to jest dla mnie najważniejsze. Wcale nie żałuję mojego wyboru. Kocham Męża, dzięki niemu podniosłam się z dna.

Agnieszka W.

Potwór

scan0279

POTWÓR- stworzenie budzące odrazę, strach, najczęściej postać bardzo zła. Piesek- zwierzątko udomowione, mówi się przyjaciel człowieka. Gdy pieska zaczyna się bić, źle traktować, piesek zaczyna robić się zły warczy jest gotowy gryźć, bo będzie się bronił. A co się stanie, gdy wsadzimy kij w mrowisko?:) Każdy wie… To może z innej strony polecam naszym Czytaczom, aby poszukać w Internecie o eksperymencie, który się nazywa „ efekt lucyfera”… Być może większość zrozumie, czym jest psychika ludzka. Człowiek cierpi, gdy jest nieszczęśliwy, cieszy się i jest szczęśliwy gdy jest spokojny i jest mu dobrze. Mamy prawo czuć nadal. Jesteśmy częścią tego świata, częścią naszych rodzin, które na nas czekają, mamy dzieci które tęsknią za nami…

Wy macie problemy w borykaniu się z życiem codziennym. Nie jest wam łatwo, my to wiemy, przecież każda z Nas zna życie przed trafieniem tu… Macie rację, że nam wiele problemów odchodzi, bo nie musimy się martwić o jedzenie, rachunki za prąd, wodę czy inne media, ale czy ci co nas linczują słownie czują się przez to lepiej? Żadna z nas nie chciała takiego życia, trafić do pierdla i luz. Większość z Was boli to, że kobiety piszące naszego bloga, to kobiety siedzące za morderstwa i jakim prawem narzekają! A….. takim, że nikt z Was nie zna spraw, ani nas prywatnie i ocenia. Jak książkę po okładce… Jesteśmy ludźmi, nie narzekamy. To ból, że większość z nas nie może nic zrobić, by naprawić błędy, bo czasu nie można cofnąć. Wicie co, każdemu człowiekowi, który tu pisał, że musi się martwić co dzieciom do garnka włożyć, oddałabym swój każdy ciepły posiłek, przyszłabym do każdego, zrobiła pranie, poprasowała, ugotowała, posprzątała, zajęła się dziećmi, podała do stołu, a zapracowanym mamom i zmęczonym wymasowała stopy i plecy gdybym mogła… Chorym dzieciom w szpitalu bym usługiwała. Przebrałam się za jakiegoś śmiesznego trola i je rozśmieszała, by choć na chwilę pojawił się u nich uśmiech… Starszym ludziom bym pomagała we wszystkim. Dla nas to nie jest ujma. Nas to boli, że siedzimy bezczynnie. Gdybym mogła, lecz nie mogę i nic nie poradzę na to.

Przestępstwo, za które siedzę, to ból mojego sumienia, który nigdy się nie skończy, nigdy nie przeminie. Tylko czy pisanie naszych historii życia w myśleniu hejterów coś zmieni, założę się, że nie… No właśnie. Przykro mi, że jest wam źle, cierpicie, zmagacie się z niesprawiedliwością.

Ja Wam życzę, aby każdego dnia w waszym życiu świeciło słońce, byście szczęśliwi chodzili, a łzy tylko radości gościły.

Każdy dzień z naprawy samej siebie dedykuję swojej kochanej córeczce oraz kochanej mamie. To dla nich wszystko zniosę, to dla nich dźwigam swój krzyż.

IWONA