Moim zdaniem, skoro już znalazłam
się w tym miejscu i muszę tu spędzić dłuższy czas, uznałam, że muszę go
wykorzystać z jak największym zyskiem dla siebie. Życie jest zbyt piękne, by
bezproduktywnie je marnować, dlatego przede wszystkim należy pracować – czy to
w więzieniu czy na wolności, to jest niezmienny atrybut życia – bez pracy nie
ma kołaczy 😊.
Jednak, ponieważ nie samą pracą człowiek żyje, postanowiłam nie tracić czasu i
uzupełnić braki w edukacji. Na wolności nie miałabym na to czasu, bo dom, dzieci,
praca, codzienne obowiązki. Tu, zamiast siedzieć i „pierdzieć w stołek”, mogę
zrobić coś dla siebie. Jak postanowiłam, tak zrobiłam, i skończyłam jedną
szkołę i nauczyłam się zawodu, ale czułam niedosyt – podjęłam więc naukę w L.O.
Ukończyłam, podeszłam do matury – zdałam. Jestem kobieta energiczną, lubiącą
się uczyć, rozwijać, czerpać nowe informację i umiejętności, więc ponieważ nie
miałam możliwości uczenia się dalej, nic poza maturą – polskie jednostki
penitencjarne nie proponują kobietom nic więcej – ukończyłam kursy zawodowe.
Jako hobby wyszywam, szydełkuję i robię wiele manualnych prac… Jeżeli chodzi o
mnie, to lubię to robić, sprawia mi to przyjemność, tym większą, im bardziej
obdarowana osoba cieszy się z danego drobiazgu… Lubię innym sprawiać radość,
gdy choć na chwilę pojawia się uśmiech na ich twarzy, a oczy zabłysną, tym
bardziej cieszę się ja. To jest mój sposób na to miejsce i niemarnotrawienie w
nim czasu. Jednak każdy człowiek ma swoje potrzeby, zainteresowania, każdy lubi
co innego. Dla jednych przyjemnością będzie czytanie książek i rozwijanie przez
to się intelektualnie, dla innych rozwiązywanie krzyżówek, a jeszcze ktoś inny
będzie pisał czy malował obrazy…
Uważam że dla każdego będzie to indywidualny zakres zajęć,
który pozwoli nie zwariować w tym miejscu. Musimy też pamiętać że każdy
człowiek ma inne potrzeby. Ja postanowiłam uczyć się i pracować, brać udział w
różnych charytatywnych akcjach, pracować społecznie na rzecz innych, wspierać i
pomagać słabszym. To jest mój sposób na przetrwanie i wyciągnięcie z tego
miejsca i pobytu tu jak najwięcej dla siebie, nie zapominając o tym, że to, jak
wykorzystam ten czas tu, może mi pomóc, gdy powrócę do domu.
Z pozdrowieniami,
Diablica
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Jeden tydzień, siedem dni, różnych od siebie. Może to są minimalne
różnice, wymyślone odgórnie, ale też własny pomysł pomaga je jeszcze bardziej
urozmaicić. Lata też pewne rzeczy zmieniają, choćby starania się o pracę.
Kiedyś pracowała garstka dziewczyn i to była forma nagrody.
Skoro to piszę, to też
codziennie wstaję:) , niby światło zapalają o godz. 6:00 ( czyt. pobudka), ale
ja parę minut jeszcze potrzebuję. Bardzo lubię siedzieć w celi z dziewczynami,
które „polegują” na maksa, bo wtedy mam chwilę dla siebie. Poranki nie zawsze
są takie same, ponieważ jednego dnia zwyczajnie potrzebuje posiedzieć w ciszy,
przy kawie, przypominam sobie sen – jeśli jakiś miałam, zamyślam się nad nim, a
niekiedy kawę popijam nad książką bo nie doczytałam np. wczoraj rozdziału i
ciekawi mnie co dalej. Jedno jest zawsze to samo – rozciąganie, kawa, poranna higiena i codziennie robię makijaż.
Dbam o siebie, staram się nie „straszyć”. Po apelu czeka się już na śniadanie i
później jest zależne od tego, co było dane, co załatwione, z jakiej propozycji
skorzystane (jak by to nie zabrzmiało ha!ha!). Czyli te, które pracują, wychodzą do pracy. Jeśli
jest akurat organizowany na terenie A.Ś kurs – to też rano. Spacer co drugi
dzień jest chwilę po ósmej. W poniedziałki chodzimy do magazynu po paczki lub
dokonać wymiany odzieży (raz w m- cu). We wtorki dodatkowo nasz oddział ma
boisko, w czwartki i niedziele kąpiel na łaźni. W tych ustalonych ramach
oddziały podzielone na cele, one w zależności od metrażu na ilość łóżek, a ile
łóżek, tyle ludzi:)… Ile ludzi, tyle charakterów… ale najważniejsze to mieć w
życiu swoje cele:). Społeczność więzienna też się dzieli na tych, którzy chcą
coś ze sobą robić i na tych z ulubionym tekstem „tyle to ja pod klapą
przeleżę”. Indywidualne podejście i tyle.
Ja korzystam ze wszystkiego, co powyżej wymieniłam, ale dla mnie to
mało. Wiele lat przebywałam na tzw. zamku – prawdą jest, że od kilku dopiero
miesięcy jestem na półotworku.
Na zamku wyszukujesz zajęć, by nie zwariować. To w więzieniu pokazano
mi, jak się wyszywa, szyje na maszynie (chociaż w domu mama szyła), robi
bransoletki, tworzy na laptopie gazetkę. Tutaj „zapoznałam” się z jogą, obecnie
w środy chodzę na Zumbę – początek był fatalny:), poznaję świetnych ludzi,
którzy przyjmują zaproszenie na zajęcia „Piszę, więc jestem” organizowane przez
Fundację Dom Kultury (pozdrawiam każdą cudowną osobę, która mnie pamięta!, a jeśli
nawet nie, to dzięki, że wpadliście). Po tylu latach mogłam przytulić psa
dzięki Fundacji Tatar i Pies, która z
zaufaniem powierzyła swoich czworonożnych podopiecznych w nasze ręce. Super
wspominam warsztaty „You Can Free Us”. W piątki Warszawska Misja Ochotnicza
wspomaga w duchowym rozwoju osadzonych, Michael Murphy z córkami wykonuje tu
kawał dobrej roboty. To są rzeczy, z których ja korzystam, ale bywają jeszcze
inne spotkania religijne, koncerty – te akurat najrzadziej.
Według mnie najwięcej robi dla nas Fundacja Dom Kultury w połączeniu z
wychowawcami K.O.
O ile mogę iść na jakieś zajęcia, to po prostu idę (nie! nie pójdę na
kurs kucharza, bo nie lubię gotować :).
W moim tygodniu jest zawsze czas na książkę i jakoś ostatnio mam
szczęście do Mroza i Bednarka, lubię ćwiczyć, więc jakieś małe zmęczonko
stosuję, codziennie oczywiście dzwonię do bliskich. Najlepsze momenty to
właśnie telefon i widzenia, a najgorsze to zmiana celi lub wymiana
współosadzonych. Cel nie lubię zmieniać,
bo jestem niepaląca, zawsze mnie czeka szorowanie i doprowadzanie
wszystkiego po swojemu. Przez tyle lat nie zostałam pobita i niestety nie
próbowano nawet mnie zgwałcić :).
Prawda jest taka, że to w latach 90′ dochodziło do agresji z obydwu
stron, to był straszny okres, który jest już za nami. Spróbujmy go zamknąć w
szufladzie z napisem „ co cię nie zabiło, to cię wzmocni”.
Wolę myśleć, że we wtorki i czwartki mam zajęcia, że trzy razy pójdę na
widzenie, że moi Rodzice żyją, że poznaję fajnych ludzi, że może i do mnie
kiedyś uśmiechnie się szczęście. Jak każdy potrzebuję wsparcia, zrozumienia i
……….książek! Nie macie jakiś na zbyciu? Jeśli tak to skontaktujcie się z
Fundacją Dom Kultury!
Dzięki. Pozdrawiam.
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Mam na imię
Monika, mam 39 lat. W ZK jestem od lipca 2020, w sumie do odbycia kary zostały
mi jeszcze 23 miesiące ☹.
Bardzo liczę na to, że będzie mi dane wyjść na wolność wcześniej. Jestem
blondynką średniego wzrostu z niebieskimi oczami.
Z natury
jestem pogodnym człowiekiem, znam swoją wartość. Mimo tego, że znalazłam się
tutaj, nie jestem złym człowiekiem. Jeden błąd, jedna nieprzemyślana decyzja i
jestem tu, gdzie jestem. Nie lubię mówić, pisać o sobie, ale może z czasem się
otworzę i opowiem coś więcej.
Przygotowania
No i stało
się, jestem w więzieniu. W miejscu, do którego nikt nie chce trafić. W 2019
roku zapadł prawomocny wyrok, z którym miałam rok, żeby się oswoić, przygotować
psychicznie na to, co mnie czeka. Miałam też czas na to, żeby dowiedzieć się
jak tu jest, co trzeba mieć ze sobą, żeby przetrwać „przejściówkę”, co wolno
zabrać z wolności, no i najważniejsze, pozamykać sprawy zawodowe i przygotować
rodzinę na czas mojej nieobecności.
Zaczęłam od
przeczytania książek dostępnych na rynku, które dotyczą polskich osadzonych. Z
nich dowiedziałam się, że osadzone to w większości normalne kobiety, które
próbują ułożyć sobie życie i wcale nie szukają awantur. Potem przyszedł czas na
internet i YouTube. Obejrzałam wszystkie filmy dotyczące więzień w Polsce,
jednak na temat więzień kobiecych nie ma za wiele materiału.
Z czasem
udało mi się poukładać sobie w głowie, że to nie koniec świata, że nie umieram,
że nikt mnie nie zabije, więc dam sobie radę. Buszując w internecie odkryłam
blog „W kratkę”, kopalnia wiedzy dla początkujących. Poczytałam cały, wszystkie
wpisy i komentarze. Przestałam się bać dziewczyn z więzienia, przynajmniej
tych, które pisały na blogu 😊
SENSYMILLA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Zdaję sobie sprawę, że społeczeństwo w ostatnich latach bardziej
zainteresowało się – być może też dzięki mediom, które są wszechobecne,
interesują się sprawami dotyczącymi więzień, więźniów i życiu za kratami –
nami, osadzonymi.
Nie umiem sobie jednak odpowiedzieć do końca na nurtujące mnie pytanie:
czy to za sprawą szukania sensacji, czy za sprawą ciekawości, czy za sprawą
nas, tu osadzonych kobiet i naszych historii?
Wiele z nas na bloga pisze na luźne tematy, czując obawę przed krytyką,
jaka na nas spadnie, gdy opowiemy całą swoją historię. Nie uzewnętrzniamy się
do końca. Każdy człowiek, nieważne czy po tej, czy po tamtej stronie muru,
skrywa jakąś tajemnicę.
Jako odbiorcy bloga wiecie tyle, ile my się odważymy Wam zdradzić.
Kiedy opowiadamy o swoim dniu w celi – co jest dla nas dniem powszednim – dla
Was pewnie jest nie do pomyślenia, że można niektóre zasady znosić. Tu nie ma
się wyboru. I czasem myślę, że nawet „wolności słowa”- choć sąd wydając wyrok
nam tego nie zabrał. Jedyne, co zabrał, to wyśnioną i wymarzoną przez większość
z nas WOLNOŚĆ.
Czy da się przywyknąć do tego miejsca? Osadzić się w jakiś schematach?
Ja na to pytanie odpowiem tak: da się to tolerować, zaś w pełni zaakceptować
nigdy.
Moim sposobem na przetrwanie w tym miejscu jest cierpliwość. Uczę się
jej każdego dnia. Staram się o to, aby nie przesiąknąć tym miejscem.
Chciałabym, gdy będę po tamtej stronie muru, aby moi najbliżsi mnie
poznali. Żebym wreszcie mogła żyć bez stresu i olbrzymiego strachu, jaki mi
towarzyszył, gdy sprawy związane z wyrokiem nabierały tempa.
Straszne jest to, kiedy kładziesz się u boku ukochanego myśląc tylko o
tym, czy jutro nie zawali się twój cały świat. Czy wszystko nie legnie w
gruzach. Więzienie to ciągła walka. Nie z innymi, lecz z samym sobą. Test, który
trwa dni, miesiące, lata. Czujesz ciągle czyjś oddech za plecami, jakąś obawę o
to, co się wydarzy. Gryziesz się w język w sytuacji, kiedy masz rację. Tak dla
dobra sprawy. Czy stajesz się przez to osobą słabą? Nie! Pokazujesz tym samej
sobie, jaka jesteś silna i dzielna. Mój spokój – Twoja racja!
Najgorsze, co tu doskwiera, to tęsknota. Robisz sobie bilans i okazuje
się, ile tak naprawdę straciłaś. Czasem ten bilans jest druzgocący. Bo po
wyjściu nie da się żyć, jakby nigdy nic się nie stało. Jedyne co można, to
starać się, aby jakoś to bliskim wynagrodzić.
Blondi
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Wielu ludzi zastanawia się, po co przez Sądy czy
Zakłady Karne w ogóle udzielają je skazanym. Z jakiej racji jakiś gangster,
złodziej, morderca, oszust…, chodzi po ulicach wśród normalnych ludzi, skoro w
tym czasie powinni siedzieć w więzieniu. Wszystkie te środki czemuś służą, postaram się wytłumaczyć to w miarę sensownie.
♦♦♦
Przepustka – wersja kodeksowa: skazanemu wyróżniającemu się dobrym zachowaniem w czasie odbywania kary mogą być przyznawane nagrody. Nagroda może być również przyznana skazanemu w celu zachęcenia go do poprawy zachowania. Jedną z form nagrody jest zezwolenie na widzenie bez nadzoru poza obiektem Zakładu Karnego na okres nieprzekraczający 30 godzin jednorazowo oraz zezwolenie na opuszczenie ZK bez dozoru na okres nieprzekraczający 14 dni.
A teraz moja wersja
Dla mnie przepustka to furtka do świata, którego
już nawet dobrze nie pamiętam (jestem tu od 2000 r.). W tym czasie hitem były
pierwsze telefony komórkowe na kartę 😊.
Przepustka to odbudowa relacji z rodziną, bo na
razie jestem tylko córką i siostrą od wielu lat w więzieniu, nie w domu, nie na
wspólnym obchodzeniu świąt, nie przy wspólnych rodzinnych problemach i wielkich
wydarzeniach.
Przepustka to też przyzwyczajenie się do ulic
pełnych anonimowych ludzi, środków transportu a nawet kupowania biletów (bo
słyszałam, że robi się to teraz za pomocą urządzeń a nie kiosków), sklepów,
płatności bezgotówkowych i spacerów przed siebie a nie w kółko.
Przepustka to ponowna nauka życia – rozmowy w
urzędach, załatwianie spraw, których nie robiłam od wielu lat.
♦♦♦
Przerwa w karze – wersja kodeksowa: sąd penitencjarny może udzielić przerwy w karze, jeżeli przemawiają za tym ważne względy rodzinne lub osobiste.
Moja wersja
Przerwa w karze to są dzieci, które psychicznie
sobie nie radzą z sytuacją w której zostały postawione i tylko ten rodzic,
który tak nagle zniknął z niewiadomego powodu może to wykorzystać.
Przerwa w karze to możliwość załatwienia
spotkania z pozostawionym zwierzątkiem, czy mieszkaniem,
za które rośnie zadłużenie. To również załatwienie
opieki dla osób, które tego potrzebują, gdy mnie nie będzie.
♦♦♦
Warunkowe przedterminowe zwolnienie – wersja kodeksowa: sąd może warunkowo zwolnić skazanego z odbycia reszty kary, tylko wówczas gdy jego postawa, właściwości i warunki osobiste, okoliczności popełnienia przestępstwa oraz zachowanie po jego popełnieniu i w czasie odbywania kary uzasadniają przekonanie, że skazany po zwolnieniu będzie stosował się do orzeczonego środka karnego lub zabezpieczającego i przestrzegał porządku prawnego w szczególności nie popełni ponownie przestępstwa.
Moja wersja
To dla mnie szansa na nowy początek, który jest
szybszy niż koniec kary. Kiedy jestem gotowa do odbudowy życia jakie mi
pozostało (a wiek jest przeszkodą np. do pracy), kiedy wykluczenie społeczne,
technologiczne jest mniejsze niż będzie gdy kara się skończy. Każdy dzień poza
ZK to zysk, zwłaszcza dla tych, którzy karę otrzymaną mają podyktowaną nie
tylko sprawiedliwością a także np. opinia publiczną (takie wyroki zawsze są
wyższe) lub dla tych, którzy w ogóle nie
powinni ich mieć a mają. Z nami są takie przypadki.
♦♦♦
Niestety wiele osób skazanych nie korzysta z
wymienionych przeze mnie środków. Czy to
dobrze? Moim zdaniem nie. To wszystko powinno być aktywne, w końcu z jakiegoś
powodu ktoś mądry to wszystko wymyślił, a z jakiego? Każdy z tych środków ma
pomóc skazanemu w powrocie do społeczeństwa.
Odbycie kary czyli odsiadka od deski do deski
nie zawsze przynosi ze sobą coś dobrego.
Gdy kara się kończy i stajesz za bramą bez
przygotowania (bo siedzenie wieloletnie upośledza w człowieku pewne
zachowania), z zadłużonym mieszkaniem lub eksmisją, bez pracy z dziećmi w domu dziecka i wieloma innymi
problemami nawarstwionymi tak bardzo, że wydają się nie do pokonania, możesz
zrezygnować zanim podniesiesz stopę, by dać pierwszy krok.
Przepustki, przerwy w karze i warunkowe
zwolnienia są po to by góry zamieniać w pagórki, żeby lepiej było ponownie
wystartować.
MONIKA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
PRZYZWOITOŚĆ – Człowiek powinien być wierny sobie. To moje sumienie cicho dyskretnie ogłasza co jest.
Przez ostatnie lata bardzo się zmieniłam. Jak minęła trzydziestka zmieniła się mentalność. Przez edukację podniosła się moja samoświadomość, moje własne „JA” rozrosło się, ale nie tłamsi innych ludzi, tylko zaczyna z nimi współżyć.
Poznałam
różne mechanizmy rządzące tym światem. Też bardzo poszerzyło się moje
postrzeganie ludzi, bo wiem, czego mogę się spodziewać, dlaczego moje
zachowanie np. budzi w niektórych niechęć, a tamto budzi współczucie, czy
jakieś uczucie pozytywne, lubienie czy właśnie zaufanie.
Tą
gówniarę (siebie) z przeszłości to bym związała, zakneblowała i ją biła miesiąc
czasu, bo była straszna. Brakowało jej jakiegokolwiek wyznacznika moralności,
uważałam że jestem najmądrzejsza, chociaż nic nie wiedziałam. Byłam straszna.
Jakieś tam zero wrażliwości, nastawiona tylko i wyłącznie na „JA”. Nie byłam
nastawiona, żeby cokolwiek dać od siebie, tylko cały czas brać, brać, brać. No
i te wszystkie negatywne cechy nadal są we mnie. Są one stłamszone, ale nie
zabite i się odzywają co pewien czas.
Jestem
narkomanką. Wiem, że nie mogę ćpać. Jedna kreska i całe najgorsze zło, jakie we
mnie siedzi, wychodzi na wierzch. Wychodowane zło w człowieku nigdy nie
przestaje istnieć. Można je jedynie stłamsić. W każdym człowieku jest zło i
dobro. W zależności od tego, jaką mamy sytuację, to z nas wychodzi zło albo
dobro.
Różnice
społeczne i brak socjalizacji powoduje, że rodzą się złe uczynki. A każdy zły
uczynek, każdy, to jest jak kula śniegowa. Nie muszą to być złe uczynki, takie
bardzo spektakularne czy wielkie np. kradzież batonika, drugiego batonika,
później kradzieże czegoś tam, później spotyka się rówieśnika, uderza się go w
twarz, żeby mu zabrać buty i to jest taki efekt kuli śniegowej. To narasta,
narasta i w pewnym momencie rzeczywiście jesteśmy na równi, albo nawet w
niektórych wypadkach jesteśmy wyżej w tej drabinie społecznej niż zwykli
ludzie. Ja mówię tutaj o nas przestępcach. Boją się nas zwykli ludzie, mamy
więcej pieniędzy, więcej czasu, fajniejsze samochody. Wszystko jest elegancko,
tylko że każdy zły czyn zabija w środku nas człowieczeństwo i chruzgocze
blokady moralne. Ja jestem zdania, że z niektórymi blokadami moralnymi się
rodzimy. Chociażby rodzimy się z tym, żeby nie zabijać drugiego człowieka, bo
widzimy w drugim człowieku samego siebie. No ale te blokady są miażdżone,
chruzgotane i później można w bardzo łatwy sposób przekroczyć granicę, z której
już teoretycznie nie ma powrotu. To że nie mamy barier, nie czyni nas ludźmi
silnymi w pewnym sensie.
Oczywiście
że miałam poczucie, że źle robię, ale uznałam, że doznałam w dzieciństwie tyle
krzywd od społeczeństwa, że teraz ja mu się odpłacam.
Nie mam
hamulców. Nie mam. Podchodzę do wszystkiego zdroworozsądkowo. Hamulec, to jest
strach. Większości przypadków ja nie boję się kogoś zabić, nie boję się ukraść,
nie boję się komuś złamać ręki, nie boję się więzienia. Wielu rzeczy się nie
boję. Ale nie robię tego, bo wiem że to jest złe i nie chcę tego robić. Ale już
nie mam naturalnego hamulca, nie mam tego lęku który mnie hamuje. To jest tylko
i wyłącznie moja decyzja, że tego nie robię. Poza tym każdy człowiek posiada
jakiś stopień empatii, przyzwoitości. I całe zło, jakie kiedykolwiek
wyrządziłam ludziom, wraca do mnie i wiem, że poniszczyłam niektórym ludziom
życie. Zrobiłam straszne rzeczy. I źle mi z tym. I nie chcę się już więcej tak
czuć i nie chcę, żeby ludzie przeze mnie tak czuli, ponieważ dochodzi do mnie
ich ból.
W wieku
17 lat zaczęłam odczuwać pustkę w moim życiu, a w wieku 19 poznałam swojego
„niedoszłego” męża w którym się zakochałam bardzo. Ale niestety, nie byłam dość
rozwinięta emocjonalnie i zaprzepaściłam ten związek i się rozstaliśmy.
Według
mnie kobieta i mężczyzna są równi sobie. Każdy mężczyzna który próbuje się
wzbić ponad kobietę, jest zwykłym szowinistą. I to dotyczy również kobiet,
które próbują być ponad facetem. Jesteśmy wszyscy ludźmi. Mamy te same
pragnienia, obowiązki, te same prawa. Z tym że różnie je wykorzystujemy.
Wiadomo że facet z racji tego, że jest inaczej zbudowany łatwiej jest mu
pracować gdzie trzeba siły. Natomiast kobiety mają predyspozycje do tego, by
robić kilka rzeczy na raz: Mamy niesamowitą podzielność uwagi czego facetom
brakuje. Ale są jednak pewne różnice między nami. I tutaj wchodzi w życie
szacunek. Uszanować to, że mamy własne ograniczenia. I nie piętnować ich, to
jest chyba najważniejsze, żeby między ludźmi był szacunek. Nie ma ludzi złych i
dobrych. Są dobre i złe uczynki.
Bardzo
jestem związana z rodziną. Mam braci, rodziców, siostry i tam szukam pomocy.
Kocham moich braci (1 św. Pamięci) i moje siostry. To jest krew z mojej krwi i
jeżeli im się coś dzieje złego, to ja to odczuwam, jakby to działo się mi.
Jeżeli oni przeżywają szczęście, raduje się z nimi. No, nie wyobrażam sobie
życia bez nich.
Chciałabym,
żeby życie nie było tak skomplikowane. Zdaje mi się że życie przeznaczyło mi
drugie miejsce. ZAWSZE, ktoś jest zawsze przede mną. Nie raz mam ochotę w tym
biegu, podciąć komuś nogę. Ale nie zrobię tego, bo nie wolno. A nie raz mam
taką ochotę, żeby być pierwszą – ale to jest takie nieprzyzwoite.
EVELINE
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Powiązani pajęczyną zależności pociągamy przez niewidzialne sznureczki
i jesteśmy przez innych pociągani.
Kusimy i jesteśmy kuszeni. W rodzinie, szkole, zakładzie pracy i Zakładzie Karnym. Parada forteli i manipulacji trwa. Nawet w relacji z ukochaną osobą nie potrafimy zrezygnować ze sztuczek, wciąż szlifujemy sztukę wpływania, stroimy fochy, kokietujemy seksem, robimy kocie oczka, igramy uczuciami. Jak? Po co? Jakim kosztem?
Manipulacja, to talia kart, w której wszyscy oszukują. Jedni, by
wygrać, inni, by nie przegrać. Większość z nas wierzy, że miłość jest
przeciwieństwem manipulacji, bezpiecznym schronieniem przed gierkami ludzi.
Uważam, że to tylko złudzenie, bo nie ma skuteczniejszej metody niż
manipulowanie innymi ludźmi. Tu mamy pole do popisu, granie na uczuciach,
przyjaźni. Im bliższa osoba, tym łatwiej grać. Poruszamy kimś, jak marionetką.
Po czasie nić zmienia się w ,,smycz’’, na której trzymamy drugą osobę.
Wystarczy zrobić minę aniołka, podarować jakiś prezent i uśmiechając się czule,
a już budzą się w nas emocje. Zastanawiam się czy to też manipulacja? Być może,
choć niekoniecznie. Na pewno manipulacja zaczyna się wtedy, gdy robi się to
celowo, skłania drugą osobę do czegoś, czego prawdopodobnie nigdy nie
zrobiłybyśmy spontanicznie, same z siebie. Nie jesteśmy świadome, że wodzi się
nas za sznurki. Każdy potrafi manipulować. Robimy kocie oczka, które
zniewalają, przytulamy się i tak naprawdę czegoś oczekujemy lub stawiamy sprawę
jasno, z przekorą udając łagodne, miłe, jak pluszowe misie. Gdy to nie przynosi
efektu, to wywołujemy kłótnię, wywierając presję, że źle się czujemy. Gdy to
też nie działam, to automatycznie obniża się poczucie wartości, ale to też gra.
Im niższe poczucie własnej wartości, tym więcej manipulacji.
Zastanawiam się jaka jest przyczyna, że każdy z nas ma w sobie chęć
manipulacji drugą osobą? Trudno odpowiedzieć? Widocznie jest potrzeba, ale czy
potrzebna?
H.S.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Dla
kogoś, kto tu nie był, ten świat jest niezrozumiały.
Często
zasady, które tu panują, nie są dla człowieka z zewnątrz akceptowane przez jego
mentalne pojmowanie. Ktoś kiedyś napisał „Wraz z przekroczeniem bramy kończy
się Twoje życie” – to prawda, tu zaczyna się życie inne, nieznane, oparte na
regulaminie, przepisach, zasadach, oparte na samotności wśród nieznanych ci
osób. Często myślimy o ludziach z tamtej strony bramy, marzymy o miejscach w
których bywaliśmy. Wspominamy czasy, kiedy jechaliśmy do domu na wigilię i
dzielenie się opłatkiem z rodziną.
Czas
stanął, choć pozornie płynie dla nas, ludzi zamkniętych w ZK. Czym jest 5 –
minutowy telefon przy 1440 minutach w ciągu jednej doby. 1440 minut ma doba,
nasi bliscy żyją każdego dnia tyle, że dla nich czas jest dłuższy, więcej
dzieje się też w ich życiu. W ciągu doby robią coś, przeżywają, doświadczają, a
w ciągu 5 minut nie są w stanie streścić tego, co spotkało ich wczoraj.
Zamknięci, odcięci od życia, pozbawieni wrażliwości, wiedzy. Wiedzy życia o
swojej rodzinie. Dla osób, które są po raz pierwszy w ZK i dla ich rodzin,
wiele rzeczy jest niezrozumiałych, dziwnych. My, osadzeni, jak i nasi bliscy,
musimy dostosować się do zasad na pozór „jasno określonych”, niemniej jednak
dziwnych. Jak radzić sobie z osadzeniem, z tęsknotą, z uczuciami? Dobre
pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Cały regulamin opiera się na
tym, co można, a czego nie można, co można powiedzieć, a czego nie. Ale wśród
tylu zasad, nakazów, zakazów – nie ma słowa o uczuciach, o tym jak przestać
tęsknić, o tym jak w 5 minut przegadać wczorajszy dzień. Dzień za dniem leci,
minuta za minutą mija, myślami za bramą jestem, próbując nabyć umiejętności
jasnowidzenia, aby wiedzieć, co moja córcia robi, co mój syn je na obiad –
próbuję uparcie nabyć umiejętności joginów, aby móc być obok tych, o których
myślę całe dnie. I tak dzień po dniu, odliczam minuty od telefonu do telefonu,
24h zaliczone. Jutro SKYPE, no i telefon, w sobotę do mamy zadzwonię, w
niedzielę do taty i syna. Co dzień zbieram okruszki informacji o mojej
rodzinie. I tę tęsknotę ukajam dźwiękiem głosu mojego syna. Jedno słowo, ton
jego głosu, mojego ojca, mówi mi o tym jak się czuje, co go dziś spotkało czy
miał udany dzień. Ton głosu mojego dziecka kryje tyle informacji… czego tu
brak? Ich bliskości, możliwości bycia obok, kiedy radują się i płaczą, kiedy
osiągają sukcesy i kiedy przegrywają…
Regulamin – zimna strona kary
AKSAMITKA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Nazywam się Agnieszka. Były mąż mówił do mnie „Niunia”, bo uważał, że „Misio” lub „Kochanie” to takie pospolite.
Dziś, 4 marca, są 15-te urodziny mojej córki. Mnie tam nie ma, jestem tu, na „odpoczynku”, którego trzeba przestrzegać według regulaminu. Boże, zostało jeszcze 20 miesięcy, ale dla mnie to jakaś wieczność. W lutym ominęły mnie też urodziny Piotrusia. Mój chłopiec dorasta, skończył 5 lat.
Moja historia jest tradycyjna, zrobiłam błąd, odwiesili wyrok, przywieźli do ZK. Ciągle dręczą mnie pytania – dlaczego mnie, przecież starałam się, a mimo to odwiesili mi wyrok.
***
Dziś poniedziałek 6 marca. Kończę 41 lat. Nawet się do tego nie przyznaję. Po co? Od kilku lat nie otrzymałam życzeń. Z rodzicami i siostrą nie utrzymuję kontaktu. Z domu rodzinnego pamiętam tylko alkohol. Ojciec wiecznie wyjeżdżał, matka pracowała w Warszawie. Od kiedy zaczęła pracować w JW (jednostce wojskowej), ważniejsza była wódka. Wychodziła do pracy w poniedziałek, a wracała około środy. Byłyśmy same z siostrą. Skończyłam 18 lat i poznałam chłopaka, miał na imię Stasiek. Po trzech miesiącach wpadłam, okazało się, że będę miała dziecko. Ja sama, która potrzebuje wsparcia i pomocy. No ale cóż, będzie dziecko, więc powinniśmy wziąć ślub.
Urodził się Patryk, mój pierworodny. Życie zaczęło się toczyć. Praca, dom, syn i mąż. Wszystko się kręciło wokół nich. Nie zauważyłam, w którym momencie Stasiek zaczął coraz więcej piwkować. Mieszkaliśmy wtedy u moich rodziców, bo u jego był tylko jeden pokój z kuchnią. Po 7 latach na świat przyszła moja gwiazdeczka Paulina. W 2006 roku otrzymaliśmy nasze upragnione cztery kąty. Dzieci miały nareszcie swoje pokoje. My zajęliśmy największy. Znowu życie toczyło się swoim torem. Marzyłam o remoncie, bo wiadomo, jakie mieszkania dostaje się z urzędu miasta. Wzięłam kredyt. I to był mój gwóźdź do trumny.
Po kilku miesiącach nie miałam na raty.
Stasiek, mimo że pracował, myślał tylko o swoich potrzebach. Uważał, że skoro on nie miał, to ja i dzieci też damy sobie radę bez wielu rzeczy.
Pewnego dnia w lutym po prostu mnie zabrali. Na „Kamczatce” byłam 3,5 miesiąca. Poszłam na ugodę, że to spłacę, ale to było głupie myślenie. Stasiek uważał, że jestem nieodpowiedzialna, że jak byłam w areszcie, to jestem matką, która daje zły przykład. Złożył pozew o rozwód. Dzieciom powiedział, że to dla zabezpieczenia, aby w przyszłości one nie musiały spłacać, i wszystko zostaje tak jak do tej pory. Ale nic już nie było takie samo, nawet ja. Na pożegnanie okazało się, że jestem w ciąży. Urodził się mój syn, najukochańszy.
A teraz znowu jestem tu. Stasiek zajął się dziećmi, przyjeżdża. Chyba źle go oceniłam. Dałabym sobie rękę odciąć, bo palca już nie mam, że nie podoła. Nigdy oprócz jajecznicy i kawy nie dotykał się kuchni. Uważał, że na gotowanie nie ma uprawnień. Historia krótka i bardzo zwięzła. Zabrakłoby mi zeszytu, aby opowiadać. Lepiej po kawałku, jak odrywanie papieru toaletowego – listek po listku.