Co roku w Wigilię mam z bliskimi taką ceremonię, że o godz. 18-tej w myślach składamy sobie życzenia. Im jest łatwiej bo jestem jedna, ja staram się nikogo nie pominąć w tej swojej prywatnej mszy. Obecnie „nie robię” Świąt już od kilku lat, nie umiem przeżywać Bożego Narodzenia w co chwilę zmieniającym się towarzystwie.
Pamiętam jak dawno temu, gdy przewieźli mnie do zakładu karnego w Grudziądzu, tam była organizowana Wigilia na świetlicy. Ze strony administracji był wkład w postaci słodyczy, ciastek i ciasta, my od siebie mogłyśmy wszystko co było dla nas dostępne bądź do zrobienia. Kto co miał bądź co chciał dać dorzucał do wspólnego kartonu. Dana grupa dziewczyn ubierała choinkę, przystrajała stół i o umówionej godzinie schodziły się dziewczyny. Z kaset magnetofonowych puszczane były kolędy i przy świeczkach przyniesionych przez wychowawcę płynęły rozmowy, a u niektórych też łzy. Garstka dzieliła się opłatkiem.
Na tego typu spotkaniach wigilijnych byłam cztery może pięć razy. Z roku na rok robiło się to coraz bardziej uboższe nie tylko w kwestii materialnej, ale też mentalnej. Dziewczyny nie chciały „dokarmiać” innych nawet z okazji świąt. Mnie osobiście zniechęciła rozmowa osadzonych na mój temat – „ta to musi się dorzucać, by choć takie święta mieć”. Pytanie – jakie święta? Chyba takie same jak tych co obgadywały mnie? Jedno miejsce a jakby odległe punkty.
Później moje święta były już tylko w obrębie celi – najlepsze jakie mogłam spędzić, to z Małgosią. Przygotowywałyśmy wszystko, na co było nas stać. Jakaś część pyszności przychodziła w żywnościowych paczkach, coś zakupiłyśmy w kantynie, ale były też przysmaki osobiście przygotowane. Małgosia uwielbiała „gotować”, ja uwielbiałam to jeść. Trochę „jadłyśmy jej z ręki” :). Łączyłyśmy dwa małe stoliki, kładłyśmy obrus i serwetki, opłatek na środku i wszystkie potrawy. Siadałyśmy wspólnie bez wyjątku, czy ktoś dostał paczkę czy nie. Przy kolędach z telewizora starałyśmy się jak najweselej przywitać Jezusa. Małgosia jest osobą niewierzącą, a i tak co roku szła zemną na mszę. Raz nawet byłyśmy na Pasterce!
Później pojechałam do Warszawy i nie uczestniczyłam w Wigiliach. Co chwilę w celi mi się zmienia skład, wchodzili i wychodzili. Mało kiedy miałam taką możliwość, by z kimś sobie coś zaplanować choćby właśnie te święta. Nie ozdabiałam celi, nie robiłam nawet sałatki. Jadłam tylko to co kupiłam, jedynie tej 18-tej do dziś jestem wierna. W tym miejscu szczególnie trzeba mieć z kim ten dzień spędzić. Twarze się zmieniają, a ja ciągle jestem tutaj. Jak to tradycyjne miejsce dla wędrowca, przygotowane, ale lepiej żeby nie przyszedł.
Pomimo wszystko, spokojnych dla wszystkich Was Świąt, jakby co, zapraszam o 18-tej.
Pełnoletnia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Dla jednych bieda jest postrzegana przez brak środków materialnych, ale dla mnie przebywającej w Areszcie, bieda oznacza izolację od rodziny. Codzienny telefon przez 5 minut i 3 razy w miesiącu widzenie przez godzinę to jest naprawdę za mało. Brak kontaktu fizycznego na co dzień, to że nie mogę uczestniczyć w podstawowych czynnościach, tj. zaprowadzenie dziecka do szkoły, czy pomoc w odrobieniu lekcji, a nawet ugotowaniu obiadu.
Czuję się naprawdę biedna, ale za kilka tygodni moja bieda się skończy i będę bardzo bogatym człowiekiem. I takiego szczęścia życzę wszystkim.
Grzeczna 🙂
2.
Bieda w więzieniu – różnie to można interpretować. Osobiście nie dotknęła mnie bieda materialna, brak pomocy ze strony bliskich.
Owszem pierwszy okres po trafieniu do Zakładu Karnego jest najtrudniejszy, gdy musimy czekać na pierwsze widzenie, pierwsze paczki, gdyż nie każdy trafia sam dostając bilet na odbycie kary. Wiele osób zostaje doprowadzonych z różnych okoliczności i po prostu nic na start się nie ma. Gdy już uda nam się nawiązać kontakt z rodzinami, to zyskujemy wsparcie z zewnątrz i pomoc, która tu jest potrzebna. Wtedy bieda nas nie dotyka. Więzienie daje nam tyle, ile uważa, że starczy nam na przetrwanie, w końcu to jest kara.
Do biedy zaliczam rozłąkę z bliskimi, „rozdarcie” więzi, smutek, tęsknotę… jeden telefon dziennie, 5 minut, czy dwa widzenia w miesiącu powodują pustkę w głowie, sercu i tą biedę fizyczno-psychiczną.
Reszty spraw nazwać biedą nie mogę, gdyż mając dobry skład w celi, robiąc ciasta, sałatki itd. z pomocą z zewnątrz daje się przetrwać monotonne odbywanie kary. Czy biedą można nazwać: ptasie mleczka, karpatki i inne kreatywne pomysły dziewczyn? To już samemu trzeba ocenić.
Miszania
3.
Bieda w kraju, bieda w więzieniu, no cóż ciężko jest łatwo żyć, dlatego też wychodzę z założenia, aby cieszyć się tym co mam.
Czasem zastanawiam się, czy nie powinniśmy się właściwie cieszyć z tych śniadań oraz kolacji na słodko, można powiedzieć tak po francusku te słodkie rarytasy, miodek prosto z pasieki zawierający cudowne właściwości. Tak sobie myślę, czy to nie wspaniałe, że technologia tak ruszyła do przodu, u nas pszczółki są tak mądre, że ten miodek składają chyba bezpośrednio do baniaczków, bardzo podobnych do tych, w których jest sprzedawany płyn do spryskiwaczy do samochodów. A dżemik, raz serwują nam go o smaku truskawka lub wiśnia, ilość owoców jakie on zawiera dostarcza nam bogatą pulę witamin. Te urocze trzy podusie, tak urocze i mięciusie w zestawie dwa kocyki w dotyku niczym dla dzieci, wykładzina z myszką miki. Wszystko cacy, poza tymi pleksami, bo oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba.
Iga
4.
Osobiście nie odczułam biedy w więzieniu, jeśli chodzi o rzeczy materialne. Słowo bieda może również oznaczać tak jak dla mnie, 5-cio minutowe telefony, jednogodzinne widzenie z bliskimi, które są dwa razy w miesiącu. Biedą dla mnie jest również to, iż będąc na oddziale P1 czyli „zamek”, nie można się swobodnie poruszać po „peronie”, tyczy się to również spaceru, który trwa zaledwie tylko godzinę.
Madlenn
5.
Biedą jest łaźnia 2 x w tygodniu, telefon 5 min 1x dziennie, widzenia 3 x w miesiącu (jeżeli jesteś szczęśliwym więźniem zP2), biedą jest jedna paczka podpasek i dwa papiery toaletowe w miesiącu. Biedą można też nazwać ograniczoną liczbę odzieży własnej ( 5 gór i 3 doły dla P2 i 3 góry i 2 doły dla P1) . Biedą jest brak cukru do porannej kawy zbożowej, bieda jest brak warzyw i owoców, spacer 1 godzina, raz dziennie. Biedą można nazwać palenie pół skręta czekając, aż przyniosą wypiskę. A prawdziwą nędzę można poznać, wtedy, kiedy nie mamy nikogo na zewnątrz. Nikt bliski nie pomoże, nie wyśle paczek z artykułami higienicznymi, nie kupi karty do telefonu, nie poratuje ”dobrym” słowem.
Dobra rada:
– rzuć palenie
– rzuć picie kawy
– rzuć słodycze
– walcz o pracę … z czasem etat płatny
– zaciskaj zęby – PRZETRWASZ!
Bella
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Godzina11;35 – otwiera się klapa: SPACER, KTO IDZIE?. Chórem –WSZYSTKIE!!! – Ok, szykujcie się!
Krótkie spodenki, koszulki na ramiączka, maseczka na twarzy (jak któraś pali papierosy, oczywiście skręcone), butelka wody zimnej (kranówka) – przydane przy opalaniu (szybciej łapie), coś do posmarowania – ale bez filtra 😊…
11;45– schodzimy po schodach, oddziałowa otwiera klapę spacerniaka. Myślę sobie: dobrze, że po prawej, tu wpada więcej słońca! O tej porze, po prawej stronie jest go najwięcej…. Praży, cieplutko, miło pomimo zimnego, surowego wyglądu wnętrza „spacerniaka”! Ściany białe (powiedzmy), bo nie wiadomo na który miły czy niemiły napis/ podpis spojrzeć. Stoję w takim miejscu, w którym najbardziej łapię promienie słońca, taka trochę chwilka na „refleksje”. Wyłączam się, zamykam oczy….Pomimo siatki ochronnej nad głową i belki metalowej łączącej siatkę (przez co co parę minut przesuwam się o kilka cm, żeby żadnego milimetra nie zasłaniała) ładuję baterię na maxa –łapię endorfiny… Taki przyjemny moment dnia, choć przez godzinkę w okresie od początku do końca ciepłych dni 😊.
Jedne chodzą to w jedną, to w drugą stronę (przyda się trochę ruchu), podczas gdy mam zamknięte oczy – odpływam myślami daleko od tego wszystkiego, co mnie otacza, męczy, dręczy i zaprząta moją głowę…W tle słyszę śmiechy, rozmowy dziewczyn, właśnie siedzą na ławeczce, dyskutują o swoich ważnych, mniej i bardziej ważniejszych sprawach, z którymi chcą podzielić się z dziewczynami ze „strefy” – czyli grupy spacerowej…. Za parę minut koniec tej godziny – która potrafi dać tak wiele… Wracam do rzeczywistości, do tu i teraz. Idę w cień, aby ochłonąć z gorąca promieni słońca 😊.
Kiedyś ktoś mi powiedział: Andzia, jak będziesz chodzić na spacer i łapać słońce, to opalisz się w kratkę! – Przecież tam jest siatka nad głową! 😊. Patrząc na te słowa z perspektywy czasu… myślę sobie „cóż za banalny i zabawny pomysł?!?” Kiedyś może i bym się nad tym zastanowiła, teraz..? Szykuję się psychicznie, czekając na następny dzień i na spacer, który pomaga zapomnieć przez tę chwilę, o tym, co teraz, i nacieszyć się świecącym, opalającym, powiedzmy w kratkę – jak niektórym się zdaje – SŁOŃCEM.
Życzę miłych, słonecznych dni dla nas oczywiście wszystkich. Kochani Czytelnicy 😊, pociechy z naładowania się ENDORFINAMI.
MIŁEGO OPALANIA – NA SZCZĘŚCIE – NIE W KRATKĘ 😊
Taka Ja
Pozdrawiam,
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Mam wrażenie, że po
przekroczeniu ZK, dziecko we mnie umarło. Nie śmieje się, nie cieszę, jestem
poważna i mało się uśmiecham, przynajmniej nie będę miała zmarszczek… Gasnę,
a miałam taką radość z życia, której nie mogę odnaleźć tutaj. Może to przez
brak dzieci, mojego partnera, rodziny? A może stałam się zgorzkniała i taka już
zostanę? Często zastanawiam się, jaka będę po wyjściu, czy odzyskam tę radość,
swoje „wewnętrzne dziecko”, czy będę taka bez życia? I oczywiście boję się czy
jeszcze kiedyś będę się śmiać, ale też w głębi ducha liczę na to, że dzięki
dzieciom, partnerowi i rodzinie, odzyskam to wszystko. Cały czas myślę nad
wieloma rzeczami, bo tu mam nadmiar czasu na myślenie. Powinnam zacząć od
siebie, odzyskać to wewnętrzne tu i teraz! Bo powinnam zacząć od siebie, nie
liczyć na bliskich, którzy mnie wyciągną z tego stanu. Bo to nie dzięki nim mam
wrócić do życia „starej ja”, tylko dzięki sobie samej! Bo wtedy będę
wartościowa, nie będę głazem, który trzeba ciągnąć.
Jaka jest recepta na szczęście
w więzieniu? I to nie takie z doskoku, od telefonu do telefonu, tylko takie
codzienne małe szczęścia, bez przykrywania ich kocem smutku, tęsknoty i żalu…
Sabina
♦♦♦
We mnie, odkąd pamiętam, jest
coś z dziecka. Da się to zauważyć w moim zachowaniu. Denerwuję się dosłownie
jak małe dziecko, tupię nóżką, często również płaczę jak dziecko z byle błahego
powodu. Koleżanki z celi też to
zauważają jak się zachowuję, gdy coś mi nie wychodzi.
Postawić mnie koło dziecka, to wielkiej różnicy by nikt nie zauważył. Każdy ma coś z dziecka.
Bożenka
♦♦♦
Dziecko
we mnie jest często nieokrzesane, kapryśnie i nieprzewidywalne.
Dziecko
we mnie jeszcze nie poznało prawdziwej miłości, a mimo to wierzy w nią i ufa
jej bezgranicznie.
Dziecko
we mnie czasami bierze górę i ma szalone pomysły, z których czasami nie wynika
nic dobrego.
Dziecko
we mnie uchyla się od odpowiedzialności i myśli, że można działać wiecznie bez
konsekwencji.
Dziecko
we mnie pozwala mi zapomnieć o bólu i krzywdzie, i daje innym pełen kredyt
zaufania.
Dziecko
we mnie z łatwością przebacza i daje kolejną szansę.
Dziecko
we mnie nie chce i nie potrafi nikogo skrzywdzić.
Dziecko
we mnie często się uśmiecha i lubi pomagać innym.
Dziecko
we mnie, mimo tego że bierze często nade mną górę i często się kłócimy i nie
umiemy się dogadać, to cieszę się, że jeszcze ode mnie nie uciekło i nadal mnie
akceptuje.
Dziecko
we mnie często jest nie do zniesienia, ale gdyby nie ono, nie przetrwałabym w
tym trudnym do ogarnięcia i skomplikowanym świecie.
Kasia
♦♦♦
Gdy
byłam mała, byłam blond kręconą dziewczynką, często z dziadkiem chodziłam za
rękę w parku i lubiłam tam chodzić. Ten park był bardzo duży, stały tam wielkie
szachy. Gdy przy nich stawałam, były większe ode mnie. Lubiłam spoglądać, gdy
się przesuwały, fajnie to wyglądało. Oczywiście zaraz po turnieju wracałam z
dziadkiem za rękę do domu, gdzie czekała na nas moja Mama z rodzeństwem i Tatą.
Jedliśmy pyszny obiad, pokręciłam się chwilę po domu i uciekłam na podwórko,
gdzie razem z rodzeństwem oraz znajomymi bawiliśmy się w chowanego, w policję i
złodziei, w zbijanego, i takie tam. To naprawdę było fajne. Wiele bym dała,
żeby moje dzieciństwo trwało po dziś dzień. Gdy wracałam do domu, to nigdy nie
byłam czysta, wyglądałam jak mały kocmołuch. Byłam szczęśliwym dzieckiem, bo
wiedziałam że żyję.
Co
z dzieciństwa mi pozostało? Na pewno to, że nie przejdę obok starszej osoby nie
pomagając jej. Jestem pomocna, miła, uczynna i kreatywna. Zawsze robiłam laurki
dla Mamy i Babci, a z małego kocmołuszka pozostało mi naprawianie i grzebanie w
smarach przy samochodach.
Mała
♦♦♦
Pomimo tego, że stara już jestem
i że przyszło mi żyć w tym miejscu, to gdy się nad tym głębiej zastanawiam,
dochodzę do wniosku, że dziecko we mnie jeszcze tkwi. Co raz rzadziej wyrywa
się na zewnątrz, co raz częściej przegrywa z takim przytłaczającym realnym
życiem, ale jeszcze odrobina go walczy o przetrwanie. Najczęściej dzieckiem
czuję się, dzięki mamie, i obstawiam, że dopóki ta fantastyczna kobietka będzie
żyła, to i dziecko we mnie żyć będzie. Często śmieję się w duchu, że pępowiny
to mi jeszcze nie odcięli i mocno jest to widoczne, gdy przez krótkie chwile
mam bezpośredni kontakt z matulą 😊. Ma szczęście, że wyrosłam bardzo, bo gdyby
nie to, to pewnie ładowałabym się jej jeszcze na kolana 😉,
a że obawiam się zgniecenia jej, to tego nie robię. No i nie wyrosłam z grania
w gry… Osoby, które obserwują mnie z boku, śmieją się, że kiedy gram i wszystko
idzie po mojej myśli, to cieszę się jak dziecko 😉. Mocno przerośnięte, ale jednak. Ci, którzy
lubią grać, rozumieją, że bicie rekordów, to radocha nie do opowiedzenia 😊.
Jeszcze jedna rzecz jest we mnie, która wskazuje, że to dziecko nadal we mnie
tkwi – potrafię z różnych drobnych lub drobniejszych rzeczy, niespodzianek,
ludzkich fajnych zachowań albo prezencików, cieszyć się niemiłosiernie mocno.
Nowe doświadczenia, próbowanie czegoś pierwszy raz, szeroko otwierają mi się
oczy i usta ze zdziwienia. Zachwycają mnie przeróżne zjawiska, i choć teraz już
może nie do stanu braku oddechu, ale jednak…
Pozdrawiam, Małgosia
♦♦♦
Pamiętam
„małą Anię”, wiecznie było jej pełno. Gadatliwa i w przeciwieństwie do
rówieśników – kochała owoce, warzywa (szpinak z jajkiem, który babcia Halinka
robiła, najsmaczniejszy był na świecie)… Zawsze broniła słabszych, nawet Jasiu,
z którym chodziła do III klasy w podstawówce, był jej podopiecznym (pomimo tego,
że był o 2 głowy wyższy i przy kości). Nauczyła go sznurować buty (choć nikt z
dorosłych nie potrafił mu tego wytłumaczyć), wszyscy się śmiali z niego, bo był
nieporadny, przy kości i nosił okulary… Pomagała mu w lekcjach, broniła go
(czasem stawała przed bandą chłopców i przeganiała ich, gdzie pieprz rośnie 😊 )!!!
Trochę
później jej Mama zawsze powtarzała: „ Jak jest jakaś sytuacja, tak jak w tych
bajkach japońskich, że widać kłąb dymu, ręce latają po bokach i nogi – to
oczywiście Twoja głowa wychyla się w samym środku”! Tak też często później bywało…
Ale czy Ania miała 10, 12 czy 15 lat, a nawet 30, co roku, gdy nadchodziła
końcówka wiosny czy początek lata, od najmłodszych lat zrywała kwiatki –
tulipany, konwalie, żonkile, bez, irysy i róże, a później robiła i robi bukiety
do tej pory dla Mamy – która jest i była NAJWAŻNIJESZA W JEJ SERDUSZKU (dopóki
części jej serca nie zajął również SYNEK ). Pamiętam, że od najmłodszych lat
potrafiła całować Mamę po stopach, zawsze mówiła i mówi przed odłożeniem
słuchawki czy na końcu listu – ŻE JĄ KOCHA – nigdy nie wstydziła się tych uczuć
i nie będzie się wstydzić. 😊
Kiedy
była małolatą, jej koledzy śmiali się, gdy mówiła KOCHAM MAMCIĘ, TO NIE JEST
ŻADNA „STARA”!! Zawsze! Kochała psiaki, każdego jednego zaczepiała na ulicy,
aby choć pogłaskać przez chwilkę. Mama opowiadała jej anegdotkę o pewnym
jamniku z osiedla, którego zawsze tuliła i całowała mając dwa lata. Psiak tej miłości nie
wytrzymał i w zimowe popołudnie taką dziurę wygryzł na pupie, że mama w duchu dziękowała, że jej mała miała
kombinezon na sobie i nic takiego się nie wydarzyło. A Ania? Ania następnego
dnia na placyku psiakowi rączkę w pysk wsadzała, nie pamiętając poprzedniego
dnia i dziury 😊.
Przyprowadzała
„najbrzydsze” psiaki z całej dzielnicy, które były bezpańskie! To, co myślała,
to mówiła, nie patrząc na konsekwencje, choć przeprosić też potrafiła 😊. Dużo osób unikało jej, nie
przepadało za nią, ale tylko te osoby, które usłyszały, co czuje, co myśli… Ale
ci, którzy znają ją od najmłodszych lat, wiedzą, że jest empatyczna, słowna,
szczera do bólu – czasem 😊…
Ma specyficzne poczucie humoru, jest sumienna, życzliwa, uczuciowa… Te
historyjki, które przypominają mi się, gdy byłam „małą Anią”, po części są to
rzeczy, które są we mnie, wspomnienia z najmłodszych lat… A których się nie
wyzbędę, pomimo tego, że jestem już po 30 – stce. Nadal zbieram bez, co roku
zrywam na Dzień Mamy, albo tak po prostu, bo jadę do Niej i chcę jej sprawić
przyjemność. Zawsze, bez względu czy to 30 lat temu, 15 czy 20 w przyszłość, to
będzie, była i jest Mamunia, a nie Matka!! Co najwyżej Mamcia 😊. Tak jak wtedy, gdy broniłam
słabszych, teraz będąc dorosłą kobietą, nie przejdę obok gdy komuś dzieje się
niesłusznie krzywda, bo jest chory pod względem fizycznym, psychicznym czy
innym, z którego poniżają taką osobę… Empatię daję osobom, które na to zasługują
i jest ku temu powód 😊.
Ale tak jak kiedyś, nie wstydzę się swoich uczuć! Bezpośrednia? No nic mi z
młodzieńczych czy smykowych czasów w tym kierunku nie ubyło… Poczucie humoru?
Nadal specyficzne, jak wtedy, gdy na 8 urodziny koleżanki, za którą aż tak
bardzo nie przepadałam, a która przyniosła mi cukierki w prezencie, a ja
zabrałam je i zamknęłam drzwi przed nosem… No dla mnie to był wtedy świetny
żart, a koleżankę doprowadził do histerii..!
Na
szczęście już takie „żarty” do głowy mi nie przychodzą, ale to małe dziecko we
mnie nadal potrafi i potrafiło przeprosić. Może troszkę (odkąd pamiętam), to
moja wojowniczość przykrywała i przykrywa moją stronę uczuciową, ale byłam,
jestem i będę osobą wrażliwą. Tą moją wrażliwość znają nieliczni, otaczający
mnie.
Taka Ja
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Poraz kolejny staram się tak dobrać życzenia, by jednocześnie odzwierciedlały moją miłość do Ciebie, i podziękowanie za życie.
Życie, które na pewno nie tak miało wyglądać.
Dla nikogo się takiego nie planuje.
Jak egoistycznie na dobranej kartce brzmi ,,dużo zdrowia, uśmiechu, nadziei’’.
Bez Ciebie nie byłoby mnie – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie byłoby w ogóle. Nie byłoby teraz.
Trwam, bo kocham Cię.
Trwam, bo kiedyś mi powiedziałaś, że zabraniasz mi zrobić głupstwo i Bóg mnie kocha, że da mi siły do życia, gdziekolwiek przyjdzie mi żyć.
Trwam, by po raz kolejny Cię nie zawieść. Zapewne po tamtej stronie wstyd tak samo by ciążył.
Trwam, byśmy obie dokarmiały się słowami otuchy i tej, tak bardzo potrzebnej nam obu, nadziei.
Trwam, bo nie wyobrażam sobie nie usłyszeć Twojego głosu przez telefon. Głosu który kiedyś uspokajał przy płaczu, teraz motywuje! Głosu, który opowiada mi o dzisiejszym świecie.
Trwam, by zobaczyć Ciebie na Skype.
Trwam, dzięki wspomnieniom.
Trwam, by dożyć.
Pamiętam, jak byłyśmy w Bułgarii. Byłam tak samo mała, jak dumna z tego, że mam dwuczęściowy kostium kąpielowy, który nie miał czego zasłaniać, ale dumy dodawał. W takim kostiumie inaczej się chodziło po plaży, inaczej zjeżdżało do morza. Nawet jakoś inaczej arbuzy smakowały. Słońce tak paliło, że na moich ciemnych lokach wypaliło jasne pasemka, z których musiałaś się tłumaczyć w mojej szkole przed wychowawczynią. Pamiętam też jak kwitło morze, a innym razem pływałam między meduzami. Jak pozwoliłaś nam płynąć kutrem i źle się to skończyło. Lekarze, po włożeniu mnie do basenu z octem, kazali się tylko już modlić. I robiłyśmy to razem. Ja przy gorączce, Ty przy łzach.
Myślisz, że tak bardzo wtedy chciałam żyć?
Nieraz się zastanawiam czy nie byłoby Ci łatwiej, gdybym wtedy umarła… Tylko dziecko podobno najtrudniej pochować…
Wiem, bo przyczyniłam się do tego.
Pamiętam, jak szyłaś dla mnie swetry i sukienki, jak pozwoliłaś mi chodzić w koronkowej spódnicy. Jak wieczorem uciekałyśmy z domu. Jak trolejbusem jechałyśmy do cioci do Piaseczna. Pamiętam, jak pozwoliłaś mi przyjmować klientów w zakładzie na Nowym Świecie, w którym innych przyuczałaś do zawodu.
I jak odszedł ojciec.
I jak stanowczo zadecydowałaś do jakiej szkoły mam pójść, chociaż tam nie chciałam. Dziś zapewne już byś tak nie naciskała na tamto liceum, w którym niepotrzebnie trójka uczniów się spotkała. Ostatnio mi się śniło, że byłaś ze mną w więzieniu. Wyglądałaś młodo, tak jak wtedy, gdy mnie aresztowali. Za paręl at będę miała tyle co Ty wtedy…
Leżałaś na górnym łóżku i bardzo mnie to zdenerwowało, że nikt nie ustąpił Ci dolnego. Chodziłam po celach i szukałam wolnych miejsc. Choć Ty palisz papierosy, chciałam być z Tobą w celi.
Właśnie cieszyłam się, że jesteś obok mnie, jednak rano, po przebudzeniu zagryzłam szczęki ze strachu, że ja nie zdążę do Ciebie. Że obie nas skazano na dożywocie – bez siebie.
Przepraszam Cię Kochana, że taki los nam zgotowałam, że jestem sprawcą dni,w których nie mogłaś się przyznać, że masz mnie, bo to rodziłoby kolejne pytania: a co robi?
Przepraszam, że kiedy potrzebowałaś wsparcia i fizycznej pomocy, ja byłam daleko, a kiedy ja czegoś potrzebowałam, to nawet mur Ciebie nie zatrzymywał.
Wybacz, że nie umiem Ci powiedzieć, kiedy będę, ale wiedz jedno – żaden wyrok nie skaże mnie na zapomnienie Ciebie i Twojej miłości.
Wiem, że mnie kochasz i ciągle jesteś. Jeśli tylko będę mogła, to przyjdę.
W Dniu Matki – I ❤
Pełnoletnia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Już od jakiegoś czasu uczestniczę w zajęciach, lecz do tej pory brakowało mi odwagi, by napisać cokolwiek. Dziś w moim życiu nastąpił przełom związany z moją wokandą, o której dla Was postanowiłam napisać kilka słów.
Dla mnie osobiście to niesamowite przeżycie związane z pragnieniem, tęsknotą i wieloma innymi osobistymi odczuciami. Ogólnie, po jednostkach penitencjarnych poniewieram się już jakiś czas. Do końca została mi mała kropla w morzu, które przeszłam. Bywało różnie. Można zaliczyć to jako: progres, regres, progres. 😉 No i doszliśmy do sedna resocjalizacji. Hmm… szykuję się rano, idę sobie tanecznym krokiem do magicznego pomieszczenia z nadzieją, że może dziś zaświeci dla mnie słońce. Stanęłam przed Wyrocznią, gdzie w przeciągu 5 minut ważyły się moje losy. Mimo dużej pracy nad sobą, nienagannej postawy, gotowości do życia i powrotu do rodziny – sąd postanowił odmówić zwolnienia, mimo iż to tylko 4 miesiące. Poczułam rozczarowanie, ogromny żal, smutek,bo liczyłam, iż mimo wzlotów i upadków, nawet w tym miejscu dostanę szansę, bo ktoś we mnie wierzy. Przeliczyłam się. To przykre, ale prawdziwe.
Serdecznie pozdrawiam Czytelników. Cicha
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Zatrzaśnij z impetem „drzwi”, zachowaj wspomnienia jako przestrogę na przyszłość, zbieraj to, co dobre i wyrzucaj to co złe – jak rzeka wyrzuca to co jej nie odpowiada. Wyspowiadaj się godnie i szczerze, z wielką dokładnością przed samym sobą. Oczyść duszę i umysł. Z takim przesłaniem do Was, Czytelników i samej siebie piszę ten tekst. Cholernie trudne zadanie, z którym teraz staję w oko w oko. Emocji, których temat dostarcza, jest mnóstwo. Zarówno tych dobrych, jak i złych, które wolałabym odziać pajęcza siecią i nigdy do nich nie wracać. Ponieważ same do mnie wracają jak bumerang, czas ich się pozbyć. Natłok myśli sprawia, że nie wiem od czego powinnam zacząć. Rozum podpowiada: „zacznij od początku”.
Maj 2018 Czuję, że tracę grunt pod nogami. Zapadły cztery skazujące wyroki. Adwokaci piszą o kolejne odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności. A ja mam dosyć. Psychika kompletnie tego nie wytrzymuje. Trudno jest unieść mój plecak doświadczeń. Presja zaczyna rujnować życie prywatne i zawodowe. Ze spokojnej kobiety, ceniącej mir rodzinny, staję się nerwowa i tonę w swoich myślach. Boję się tego, co może nastać. Zaczynam sobie wyobrażać pobyt w areszcie. Przecież znam to miejsce tylko z filmów i książek o tematyce kryminalnej, które lubiłam czytać. Widzę wszystko w czarnych barwach. Staje się apatyczna. Wycofuję się z życia społecznego.
Wrzesień 2018 Dokładnie 25 wrzesień godzina 11. Wychodzę ze szpitala. Pokonuję kilka schodów a tam czeka na mnie dwóch stróży prawa. Aresztują mnie. Przewożą do Aresztu Śledczego w Warszawie Grochowie. Pierwszy raz na rękach mam kajdanki. Niebawem od dziewczyn starszych stażem przebywania w zakładzie karnym dowiem się, że to nie kajdanki a bransoletki. Jestem zupełnie zagubiona. Nie znam więziennego języka. Nie wiem, że drzwi są klapą, tabort – fikołem, okno – lipem, korytarz – peronką, dyżurka oddziałowej – kondonem, radiokomunikator – betonem, list – grypsem, a pukanie w ścianę, które oznacza rozmowę przez okno z kimś z celi obok – pucą.
Jestem przerażona tymi nowościami. Nie wiem, co u mojego partnera i dzieci. Na twarzy mam wyrysowane zmartwienie, a oczy za mgłą – świadczą o tym, że myślami jestem gdzieś daleko. Pierwsze telefony do bliskich to przepłakane pięć cholernie krótkich minut. Co będzie dalej? Jak damy radę? Czy przetrwamy próbę czasu i nadal będziemy rodziną? Ciągle stawiałam sobie te pytania. Na odpowiedź trzeba było cierpliwie poczekać.
Marzec 2019 Zapada wyrok łączny. Dwa lata i dwa miesiące. Płaczę do słuchawki pytając partnera, jak my to wytrzymamy? On pociesza, jak może. Mówi, że damy radę. Że nasza miłość jest wieczna. Żebym nie martwiła się o dzieci. Że są zaopiekowane. Koniec rozmowy, czas upłynął.
Zdaję sobie sprawę, że Was bardziej ciekawi życie w areszcie. Dlatego postaram się szczerze na swoim przykładzie o tym opowiedzieć. Od razu zaznaczam na wstępie, że żadne książki bądź filmy, nie oddają tego jak tam jest w realu. Ja uczciwie pisząc muszę zaznaczyć, że znacznie gorzej wyobrażałam sobie prozę życia w takim miejscu. Fakt – do niektórych reguł i zasad trzeba się przyzwyczaić. Na większość rzeczy nie ma się wpływu. Ja nigdy w pełni tego nie akceptowałam (byłabym hipokrytką, gdybym napisała inaczej). Zaczęłam tolerować zasady. Zdałam sobie sprawę, że korona z głowy mi nie spadnie, jeśli dwa razy dziennie (7 i 19) wstanę do apelu. Łóżko zaścielone w ciągu dnia to nie koniec świata. Jeśli zrobią przeszukanie celi raz na jakiś czas – nie muszę się martwić, bo nie posiadam żadnych niedozwolonych przedmiotów. Posiłki w areszcie pozostawiają wiele do życzenia. I tu chwała moim bliskim, że dbali o mnie i wpłacali pieniądze na paczki i wypiski. Mały spacerniak i boisko, na którym nie rośnie trawa, nie zachęcały do spacerów. Ja jednak wiosną i latem korzystałam ze spacerów, celem zażycia kąpieli słonecznej. Zmieniałam często pozycję, by nie opalić się w kratkę.
Chcę w tym momencie zaznaczyć, że zakład karny jest paskudnym miejscem, ale jest dla ludzi. Na swoim przykładzie twierdzę, że jeśli ktoś ma godność względem siebie, to żaden wyrok nie jest w stanie jej zabrać.
Na koniec pozostawiam kwestię przebywania na małym metrażu z czterema osadzonymi kobietami. Tu kluczowy jest kompromis oraz tolerancja, umiejętność rzeczowej rozmowy oraz sztuka ustępowania. Wyda Wam się to pewnie zabawne, ale nieporozumienia rodzą się z banalnych spraw. Tematem kłótni są np. okna – czy mają być otwarte czy zamknięte. Jeden telewizor, a każda ma inną wizję wieczornego filmu. Albo pranie – kto robi w który dzień. Powodem do sporu może być nawet gra w karty. Były osoby, które zwyczajnie nie umiały przegrywać. Ile osób tyle charakterów.
Wystrój celi: Pięć łóżek (dwa piętrowe), zlew, dwie szafki – oczywiście zielone, wieszak w tym samym kolorze i stół a raczej ławka szkolna oraz kącik sanitarny.
Da się to miejsce przeżyć. Wystarczy chcieć. Gwarantuję, że każdy ma tam mnóstwo czasu, aby swoje zachowanie przemyśleć oraz pomyśleć o przyszłości. Tylko nie wszyscy chcą. Dlaczego nie chcą? Sama nie wiem. Nadal mnie to nurtuje. Jednak więzienie jest dla ludzi i pracują tam ludzie. A życie to najcenniejszy dar. Pozdrawiam serdecznie Blondi.
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
5 fotografii – nie, to będzie rozpiska, ,,Ziomeczki’’. To moja
ukochana rozpiska. Należy do mojej przyjemności.
Rozpiska ,,Ziomeczki’’ to nic innego, jak spis bliskich mojemu sercu
osób, ale… z nutą uśmiechu, zaskoczenia i dobrego humoru.
Tomasz
Punkt Tomaszek dotyczy mojego narzeczonego. Pewnie jesteście ciekawi,
jak się poznaliśmy ☺. Otóż byłam na próbie teatru do spektaklu ,,Jaskinia
Filozofów’’. Początkowo trochę Tomka olałam, ale w końcu pochwyciliśmy się
wzrokiem i zaczęliśmy rozmawiać. Jedno z pytań, które mu zadałam dotyczyło
pasji, ponieważ kocham ludzi, którzy mają swoje ,,zajawki’’. Powiedział
,,jestem kierowcą rajdowym słuchającym romantyczne ballady’’… Hmm… Jako, że ja
kiedyś przecież też śpiewałam, to wzięłam go za rękę – nie wiem, co we mnie wstąpiło!
– i powiedziałam ,,chodź do biblioteki, co coś ci pokażę’’. Tomek poczuł się
wówczas odrobinkę nieswojo, jak mi potem zdradził, pomyślał sobie ,,taka fajna
dziewczyna, a od razu przechodzi do takich rzeczy…’’ Ale…poszedł za mną.
Znaleźliśmy się więc w tej bibliotece, gdzie mu zaśpiewałam
,,Kołysankę dla Nieznajomej’’ zespołu Perfect. Tomek stwierdził, że w życiu nie
spotkał takiej pokręconej wariatki… I jesteśmy razem do dziś. To już 3 lata.
Tomasz – osoba o wielkim sercu, po prostu dobry człowiek. Nawet moja
rodzina nie wierzy, że trafił mi się ktoś tak wyjątkowy. Kocham go
przeokrutnie, bo jest moim najlepszym przyjacielem. Wspiera mnie, motywuje, a
jak trzeba to ochrzani. Pragnę dla niego wszystkiego, co najlepsze. Oddałabym mu wszystko, co mam. Może to
głupie, bo jak to mówią ,,facetom nie można do końca nigdy ufać’’, ale on
skradł moje serce. Ma wady, jak każdy, ale prawie w ogóle się nie kłócimy… choć
czasem nie rozumiem, jak to możliwe. Pewnie to kwestia dobrej komunikacji.
Czasem, jak na niego patrzę, to myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą.
Wybrałam go na wzór mojego taty. Bardzo mi go przypomina z charakteru.
Jest spokojny, opanowany i wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko.
Prosty przykład: po 3 tygodniach znajomości powiedziałam mu, że jeśli
będzie się nam super układać, to będzie miał 2 lata, żeby mi się oświadczyć…
Tak, wiem, że w tym momencie każdy by uciekł ☺ Dałam mu więc wybór, jeśli się
nie zgodzi na taki układ, to droga wolna. Może sobie pójść…zostać. Uczynił to –
pokazałam mu, jaki pierścionek mi się podoba – nie byłam zaskoczona, gdy po 3
tygodniach poprosił mnie o rękę.
Oczywiście usłyszałam od wielu osób, że to na nim wymusiłam. Nie
sądzę, żeby tak było. Tomasz jest ugodowy, ale jeśli czegoś nie chce, to tego
nie zrobi – proste. Tomek pokazał mi i udowodnił najważniejszą rzecz: gdy facet
chce, to nie odpuści i będzie się o Ciebie starał. Jeśli facetowi zależy, to da
z siebie wszystko, a jeśli nie daje… no cóż, możesz łudzić się dalej, ale to
słabo rokuje. Nie da się nikogo zmusić do miłości. Smutne, ale taka jest
prawda. Dlatego dostrzegaj to, co masz wokół siebie.
Kasia
Kasia jest dla mnie, jak siostra. Też mamy swoje kłótnie,
nieporozumienia, ale bardzo się kochamy i dbamy o siebie, bo wiemy, jak ciężko
buduje się taką relację. Znamy się od 1995 roku, a przyjaźnimy się od 2000 r.
Jako nastolatki uwielbiałyśmy układać choreografię do ulubionych piosenek.
Potrafiłyśmy godzinami się przebierać w ciuchy naszych mam. Działo się, ale
mamy co obie wspominać.
Ech… tyle wspomnień, tyle przeżyć. Tyle lat za nami, a jeszcze więcej
przed nami.
3) Olga
Nikt nie wie, jak to się dzieje, że się przyjaźnimy. Sama czasem się
nad tym zastanawiam… Ale tak serio: Olga – ma złote serce, i jeśli trzeba, to
przyjedzie po mnie na koniec świata, spełni każdą jedną moją prośbę. Jest
wtedy, kiedy jej potrzebuję.
4) Ciocia Bożenka
Trudno mi z nią być w kontakcie.
To ,,krejzolka’’, fashionistka, która często wpada do Warszawy na zakupy. Zna
się na technologiach, a jej pasją jest kuchnia. Potrafi upichcić dowolną
potrawę z każdego zakątka świata. Najlepsze krewetki? Tylko u Cioci!!! Mhm.
Bardzo ją kocham! Można powiedzieć, że w dużej części, to właśnie ona mnie
wychowała i przekazała mi wartości, którymi kieruję się do dziś. Nie wyobrażam
sobie tego, żeby jej w moim życiu nie było.
5) Rodzina
Rodzice, rodzeństwo chcą być
anonimowi – nie lubią, jak się o nich czyta. Jednak coś o nich napiszę. Kocham
ich najbardziej za to, że pokazali mi, czym jest prawdziwa rodzina – oni
stanowią dobry przykład. Zawsze mogę na nich polegać, mimo że czasem,
szczególnie ja i mama, patrzymy inaczej na różne sprawy. O moim tacie mogłabym
wiele powiedzieć. O nim i o miłości do niego mogłabym napisać nie jeden tekst.
Jak sobie czasem wspomnę, to nieraz płaczę – nie, nie z powodu facetów czy
niepowodzeń, ale dlatego, że tak kocham swojego tatę – jest taki cudowny. Tato
jest po prostu cudownym człowiekiem! Nigdy nikomu źle nie życzył, nigdy nikomu
nie zazdrościł. Nauczył mnie, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba
ciężko pracować. Zawsze mnie wspiera, jak tylko może.
,,Każdy, kto go poznał,
może potwierdzić moje ochy i achy. A kto zna i jego i Tomasza przyzna, że ten
drugi jest na podobieństwo pierwszego’’.
Eveline
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Ile osób w więzieniu, tyle charakterów. Każdy na swój sposób chce to miejsce przetrwać. Nieważne czy jest to wyrok 3 miesięcy, czy 3 lat. Każdy dzień w tym miejscu jest dniem, którego już na wolności nie przeżyjemy. Jestem w tym miejscu już prawie 5 lat i czasem mam wrażenie, że nic mnie już nie zdziwi, jeśli chodzi o charakter ludzki. A jednak, potrafi mi czasem zabraknąć słów, by coś skomentować.
Spotkałam się z osobą, która już od samej pobudki potrafi narzekać na wszystko. Nieważne czy to faktycznie tak było, czy nie, ale najważniejsze, że jest ona na nie. Czasami się zastanawiałam, kiedy będzie pretensja, że niebo jest niebieskie, a nie zielone, bo to jej ulubiony kolor. Na dłuższą metę odsiadka z taką osobą potrafi być nawet nie uciążliwa, ale zaraźliwa. To taki mój typ smerfa marudy.
Na samym początku wyroku trafił mi się „mecenas”. Mecenas niby z wolności , własna kancelaria itp. Życie na wolności usłane różami. Doradzała wszystkim, co i jak napisać. A jak wychodziło, że pismo nie zostaje przyjęte przez sąd, to tłumaczenie było jedno – zmiana przepisów. Nawet sama o mały włos nie byłam jej klientem – gdzie, po jej dobrej radzie poddania się dobrowolnie karze, propozycja prokuratora brzmiała 8 lat. Gdy zaczęłam sama bez pomocy „mecenasa” walczyć, to wyrok wyszedł 3 lata. A mecenas okazał się pijaczkiem odbywającym karę pozbawienia wolności za kradzież śmietnika z terenu przedszkola. Innym typem, który pozostał mi w pamięci, i z którym się stykam bardzo często to milioner.
Osoba, która miała wszystko na wolności. Życie, o którym słyszy się w filmach. Pieniądze, podróże, dom, oj, nie dom, a kilka domów w różnych krajach i mężczyzna, który poza nią świata nie widzi. Szkoda tylko, że jej wypiska, to 50 zł (bo niby ,,komornik wszystko zabrał”), a do tego jeszcze co druga cela to dług do oddania. Ale przecież ona na wolności ma miliony i idealne życie. Często się zastanawiam, co taka osoba chce osiągnąć, co ma na celu robienie z siebie bogatej , gdzie w tym miejscu bardziej się liczy człowiek, a nie zawartość paragonu. Więcej w tym miejscu można zyskać będąc szczerą osobą i będąc sobą, a nie „księżniczką”.
Wszyscy jedziemy na jednym wózku, nie ma tutaj gorszej i lepszej. Każda z nas jest pozbawiona wolności. Tylko patrząc na to wszystko z perspektywy czasu i swojego wyroku, to w dziewczynach zamiera cecha zwana autentycznością.
Zołza
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Rodzinnego czasu
przepełnionego miłością, szacunkiem i spokojem w tym odizolowanym czasie.
Cieszcie się sobą i bierzcie z tego całymi garściami. Obecność bliskich jest
najwspanialsza!
Sabina
Kochani moi Bliscy, Znajomi oraz Czytelnicy!
Z okazji zbliżających się wielkimi krokami Świąt Wielkanocnych chcę życzyć Wam – bez wyjątku – przede wszystkim ZDROWIA – w tych czasach (pandemii) jest ono najważniejsze!
SZCZĘŚCIA – które zapewne jest przyczyną bliskości z rodziną!
POMYŚLNOŚCI – której przy okazji każdych świąt się sobie życzy!
Oraz chciałabym życzyć Wszystkim, aby były to ostatnie Święta Wielkanocne – w czasie Koronawirusa. Aby już następne były „w pełni” szczęśliwe, bez ograniczeń i z CAŁĄ rodziną u boku, a nie składając życzenia przez MONITOR KOMPUTERA w samotności, którą u wielu z Was czy nas – spowodowała PANDEMIA.
Z całego serducha wielkiego życzy – Taka Ja
ŻYCZENIA NA ŚWIĘTA WIELKANOCNE
Niech Zmartwychwstanie Pańskie, które niesie odrodzenie duchowe, napełni wszystkich spokojem i wiarą, da siłę w pokonywaniu trudności i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość.
Życzę każdemu, żeby wiedział w jakim celu, dla kogo i po co żyje, aby nasze doświadczenie wykształciło w nas zdolność empatii i wczucia się w czyjeś położenie. Nie mamy wpływu na to, co się zadziało bądź dzieje, ale mamy wpływ na naszą wolność, która zmusi nas żeby w tym wszystkimi faktami coś zrobić.
Spokojnych Świąt.
Pełnoletnia
Życzenia Wielkanocne
Dla wszystkich Czytelników Bloga oraz dla całej Fundacji Dom Kultury:
Życzę smacznej święconki.
Dużo zdrowia, bo ono jest nam teraz bardziej potrzebne, niż kiedykolwiek.
Szybkiego powrotu do normalności, by ta pandemia w końcu się skończyła.
Szczęścia,wytrwałości, pogody ducha,
Mokrego Śmigusa Dyngusa
Oraz szybkiego spotkania się w gronie najbliższych,
I smacznego jajka!
Wesołych Świąt!
Życzy Mała
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.