Coraz bliżej Święta – złóżmy więc życzenia,
aby nie zabrakło jajek do dzielenia.
W lany poniedziałek dwa wiaderka wody,
zdrowia, spełnienia i ducha pogody.
WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM ŚLEMY POZDROWIENIA.
Małgosia
Kilka lat minęło. Kilka lat mojego życia, a pamiętam jak dziś moment, gdy brama więzienna zamknęła się za mną jak szczęki. Moje myśli były czarne jak noc listopadowa. Wołałam „nie przeżyję tego”. Lata mijały pełne emocji złych i dobrych, rozpaczy, radości. A dziś? Lada chwila wychodzę… Co czuję? Radość, radość oplecioną wielką pajęczyną strachu. Paraliżujących strach i te myśli, może trochę trywialne: czy słońce będzie jaśniej świeciło, czy powietrze będzie krystaliczne, czy po drugiej stronie będzie czekać na mnie miłość, jak ze starego romansu, czy ponura, trudna rzeczywistość? Co będzie? Jak będzie? Ten strach mnie obezwładnia, odsuwam te pytania od siebie, ale one ciągle wracają…
Spędziłam wiele lat w zamknięciu. Cela to był – jest – mój drugi dom. Życie tutaj toczy się monotonnie, rutynowo. Apel, śniadanie, obiad, kolacja, apel. Jest też praca, które może oderwać nas od ponurych myśli.
Życie na zewnątrz jest jak moda podlegająca ciągłej zmianie, wszystko tam jest inne, ludzie pędzą przed siebie nie patrząc na innych… Czy ja się tam odnajdę> Czy nie podepczą mnie jak mrówki? Czy podadzą mi rękę, jak zawołam „pomocy!”? Czy w oczach każdego człowieka mijanego na ulicy będę widzieć mój czas spędzony za kratami…
Boję się spotkania z moimi najbliższymi osobami. Wiem, że mnie kochają, czekają na mnie, na pewno odliczają czas do spotkania ze mną….
Gdzieś na serca dnie czai się pytanie, czy wybaczą mi ten czas, kiedy z nimi nie byłam, nie uczestniczyłam w drobnych i wielkich smutkach i radościach?…
Z jednej strony ogromna radość… Długo oczekiwana Wolność…
Z drugiej przerażenie, czy dam radę, podołam temu wyzwaniu, któremu na imię Życie bez krat?…
Mimo tych wątpliwości, Życie, kocham cię, Życie – jak śpiewa Edyta Gepert, bo życie potrafi się rozjaśnić w najbardziej nieoczekiwany sposób…
E.K.M Iskierka
Po wyjściu z tego miejsca nie tyle boję się, co raczej mam obawy co do zaczęcia życia od nowa. Zastanawiam się, czy dam sobie radę ze wszystkim. Przede wszystkim, czy dam radę odejść od towarzystwa z przeszłości, które nie wpływało na mnie pozytywnie. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, to dalej wolałam nosić różowe okulary, bo tak było lepiej, a nawet ciekawiej… Teraz już nie mam różowych okularów, bo życie w ZK dało mi dużo do myślenia. Dlatego też obawiam się społeczeństwa na wolności, które będzie mnie otaczać – życie, od którego trudno uciec, a na bezludnej wyspie sam człowiek nie da rady egzystować. Mam swoje cele, do których będę dążyć, lecz wiem, że nie będzie łątwo. Dlatego też z góry zakładam, że dma sobie radę i przeskoczę obawy, nie musząc już zakładać różowych okularów. Dojrzali ludzie gromadzą dowiadczenia, które pozwalają przeżyć. Wiem, że chcę zmienić swój świat na lepsze i dlatego zacznę od „własnego ogródka”. A jeżeli coś mi się nie uda, będę to traktować jak szlif, który jubiler robi na diamencie, aby powstał z niego brylant. Te szlify nie zniszczą, one uczynią mnie (i każdego człowieka, który będzie chciał dążyć do celu) mądrzejszą i silniejszą. Zrozumiałam swoje doświadczenia i te dobre, i te złe, dzięki wysiłkowi. Nie jestem aż tak mądra, może tylko jest trochę więcej we mnie mocy – jak w dobrym winie.
Pozdrawiam 🙂
Lucy
Jest piękny słoneczny dzień 14 czerwca 2011 roku. To dziś opuszczam zakład karny w Lublińcu. Euforia we mnie jest nie do opisania, choć wybieram się do miejsca, w którym w pewnym stopniu też będę miała ograniczoną wolność. Ale tym razem to jest mój wybór, to ja decyduję. Przemierzam szybkim krokiem Lubliniec. Po drodze wchodzę do sklepu. Jakie to miłe uczucie – pierwszy raz od dwóch lat mogę sama zrobić zakupy. Kupuję paczkę ulubionych papierosów, colę i batonika, choć na jedzenie w ogóle nie mam ochoty, bo żołądek ściska mi radość i trochę przerażenie. Po wyjściu ze sklepu biegnę na dworzec, gdyż zaraz ma być mój pociąg. Kiedy docieram na stację, zaczyna się pierwsza walka samej z sobą. Stoję na peronie, z jednej strony wjeżdża pociąg do Warszawy, a z drugiej pociąg do Krakowa, gdzie mam się udać w celu kontynuowania terapii narkotykowej. Mam w głowie wojnę – wracać sobie do Warszawy, czy pojechać do Krakowa. Wybieram Kraków. Siedząc w pociągu całą drogę patrzę przez okno podziwiając widoki. Cieszy mnie nawet to, jak pięknie wyglądają drzewa, bo w więzieniu miałam widok tylko na pleksę. Później co prawda nie było już pleksy, ale w zamian był mur z czerwonej cegły. Dlatego widoki zza okna pociągu są czymś wspaniałym. Do Krakowa dotarłam przed 22.00. Zadzwoniłam z dworca do ośrodka, by mi objaśnili, jak mam dojechać. Okazało się, że ośrodek jest na drugim końcu Krakowa, więc wsiadam w tramwaj i jadę. Wydaje mi się, że ludzie wiedzą, skąd wyszłam. Czuję, że wszyscy się na mnie patrzą, lecz to tylko moja wyobraźnia. Gdy dojechałam do mojego przystanku, nie bardzo wiedziałam, dokąd mam iść. Jak już niby wiedziałam, w którą stronę mam się kierować, to się zgubiłam i wylądowałam gdzieś w lesie. Była noc, a ja szłam z ciężką torbą, nie widziałam ani żywej duszy, ani żadnego domu, w którym mogłabym się dowiedzieć, jak mam iść dalej. Po jakimś czasie ukazała się przed moimi oczami chatka i jakaś pani stała przy płocie. Podeszłam, żeby się zapytać, gdzie mieści się ośrodek. Pani mi odpowiedziała, że trzeba iść ze 30 minut w drugą stronę po prostu. Późno w nocy dotarłam do tego miejsca. Pierwsze, co zrobiłam, to poszłam wziąć prysznic. Wreszcie mogłam się kąpać tyle, ile miałam ochotę. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Łóżko było jakieś bardzo miękkie i emocje, które mi towarzyszyły, nie dały zmrużyć oka. Trochę chaotyczny był ten pierwszy dzień wolności, lecz nigdy go nie zapomnę.
Magda
Dziwi mnie to, że ludzie – praktycznie nie znając się – podejmują pochopne decyzje i zawierają związki małżeńskie.
W miłość od pierwszego wejrzenia nie wierzę, uważam to za nietrwałe zauroczenie i potrzebę chwili. Tylko nie bardzo rozumiem, po co??? Czy chodzi o widzenia wewnętrzne, a może o pomoc finansową, a może jeszcze o ogólne zainteresowanie, potrzebę dowartościowania się? Osobiście nie wyobrażam sobie związać się facetem, którego tak naprawdę nie znam. Pisanie listów nie odzwierciedla charakteru drugiego człowieka… Kartka przyjmie wszystko :-).
Możliwe, że niektórym wyda się dziwne moje zdanie na ten temat, ale po prostu staram się myśleć realnie.
Kaczi
Odpowiedź prosta i banalna. Za wszystkim tym, czego tu nie ma. Za zapachami, kolorami, dźwiękami, na które Wy nie zwracacie uwagi albo i macie ich dosyć. Za zwykła codziennością i gwarem zatłoczonych ulic. Tęsknię za kolejkami w supermarketach, przepełnionymi autobusami, wkurzeniem, które mi towarzyszy, gdy rozpędzony samochód wjeżdża w kałużę, a ja stoję na chodniku w jasnych spodniach. Brakuje mi widoku kolorowych billbordów i zgiełku świateł w moim mieście. Tęsknię za zapachem świeżych bułeczek, gdy przechodzę koło piekarni, za zapachem ziemi po deszczu. Nawet tęsknię za wdepnięciem w psią kupę, mimo że wpadłam po uszy w g…. :). Są to rzeczy tak przyziemne dla niektórych, mogą się wydawać niedorzeczne, ale dla mnie w obecnym momencie nieosiągalne….
Miśka 30
Dziwny tytuł? No a jak inaczej nazwać to, co mnie tutaj spotkało? Jestem matką. Parę tygodni temu kobieta skazana za zabójstwo kilkorga swoich dzieci została przydzielona do celi mieszkalnej, w której przebywałam. Rozpacz! Złość, frustracja, ogromny żal o niemoc…. Dlaczego? Kto o tym zadecydował? Walka samej z sobą, by najzwyczajniej nie zrobić jej krzywdy. Nikt mnie nie przygotował na tą sytuację. Zostałam sama z narastającym żalem, gniewem, złością. Sam fakt, że musiałam dzielić z tą kobietą prawie wszystko w celi zamkniętej 24 godziny na dobę, jest dodatkową karą, karą, która okazała się być próbą, szkołą dla mnie samej. I dziś zadaję sobie pytanie, kim jestem? Kim byłam? Kim się stałam? Gdzie podział się uśmiech w kąciku ust? Czy uważam, że mam prawo do podejmowania decyzji? Do pochylania się nad tym, co mi w duszy gra? Czy to, że jestem matką, daje mi przyzwolenie i prawo do łamania przykazania miłości? Pan Jezus nas nie ocenia, kocha pomad wszystko… Uczy każdego dnia wybaczenia, zrozumienia i miłości do bliźniego… Temat zabójstwa dzieci jest bardzo delikatny, kruchy, bulwersujący… Dlatego odważyłam się na wpis na ten temat.
Pozdrawiam serdecznie – szczególnie wszystkie matki i kobiety, które nie doświadczyły bycia matką…
Mysza.
Od redakcji bloga: Mysza jest osadzoną z zakładu penitencjarnego w Białymstoku, gościnnie pisze na naszym blogu.
Dzięki mojej cioci, która pracowała w kiosku i przywoziła nam góry komiksów, poznałam mojego pierwszego bohatera. Był to Batman, a ja miałam wtedy 10 lat i nieograniczone możliwości w naśladowaniu jego przygód. Tym bardziej, iż dziecięca moc wyobraźni jest nieskończona. Mogłam śmiało pobiec do lasu i walczyć z niewidzialnym wrogiem Jockerem czy Pingwinem. Czarna postać nietoperza imponowała mi pod każdym względem, ale czy mój bohater miał na mnie jakiś wpływ? Na pewno tak! Ponieważ tak samo jak on, chciałam być dobra, wspierać słabszych i niszczyć zło! Teraz jednak zastanawiam się nad genezą mojej postaci – idąc śladami Kubusia Puchatka powinnam mieć poważne zaburzenia osobowości. Trauma Brusa (Batmana) po stracie ukochanych rodziców oraz lęk przed nietoperzami miały znaczący wpływ na jego rozwój emocjonalny i duchowy. To znaczy, że i ja mając zaledwie 10 lat poprzez wybór takich a nie innych bohaterów, torowałam sobie ścieżkę życia?! Czy przez to, że oglądałam Lacky Luka, który gadał do konia, jeździłam samochodem bez prawa jazdy? Czy trafiłam do więzienia jak bracia Daltonowie, bo miś Yogi kradł koszyki piknikowe i dobrze mu się wiodło? A może zaczęłam brać narkotyki, bo Kubuś P. nadużywał miodu?!
Czy powinnam zatem podziękować cioci za komiksy, czy wręcz przeciwnie, oskarżyć ją o złamanie mi życia?!
Ag.U
Rysunek autorstwa Joshuy
Asia ma 30 lat, niebieskie oczy podkreślone makijażem, jasnobrązowe włosy. Jest osobą o miłej aparycji, łagodną. W Warszawie przebywa 4 miesiące. Dzisiaj ma dobre samopoczucie, wzięło ją na wspomnienia. Od rana tęskni za rodziną, za przeszłością, nie chciałaby nigdy o niej zapomnieć, również o tej złej. Wspominając złe wydarzenia uważa, że prowadzi ją to do bycia lepszym człowiekiem. ( Jestem z nią od tygodnia w celi, moje spostrzeżenia: wartościowa, szczera, piękna kobieta). Chciałaby się przenieść do innego zakładu karnego, być bliżej rodziny. Asia potrzebuje więcej pomocy ze strony państwa, więcej uwagi ze strony wychowawców. Drażni ją brak taktu, dyskrecji, czuje się czasami wystawiana na widok publiczny.
Asia dla mnie jest pięknym człowiekiem, życzę jej jak najlepiej.
Napisała: Zosia
To jest całkiem nowy blog. Prowadzony będzie przez osadzone kobiety w Areszcie Śledczym Warszawa – Grochów. To tylko tak się nazywa, ale w tym miejscu jest też więzienie. Powstają już pierwsze wpisy, które trzeba dostarczyć z więzienia do redakcji bloga.
Prosimy o cierpliwość!
redakcja bloga eWKratke