Hm…, złe cechy… Trudno odpowiedzieć na to zagadnienie.
Wydaje mi się, że moją złą cechą, która mnie denerwuje, jest
upartość, zawziętość. I czasami działam pod wpływem impulsu.
Jeśli chodzi o mój bagaż życiowy, to wydaje mi się, że jak na
moje dotychczasowe życie, jest bardzo duży. Problemy w domu, a potem w
późniejszym 17-letnim związku.
Co do odpowiedzi na pytanie, co zastałam, co odkryłam, biorąc
pod uwagę miejsce, w którym obecnie jestem: to, co zastałam tutaj, było dla
mnie, nie ukrywam, zaskoczeniem, tzn.
różnorodność charakterów w jednym miejscu. Porażka – ludzie są, jak
chorągiew.
Odkryłam na pewno bardzo dużą dwulicowość osób, które dl
pewnych korzyści, udają kogoś innego i kłamią.
„Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas,
kiedy nasze skrzydła, zapominają
jak latać”
Pisał Antoine de
Saint-Exupe’ry
Często słyszę, że
ludzie wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia, a dlaczego nie można tak powiedzieć
o przyjaźni?
Do takiej powierzchownej to nawet szybko dochodzi – w sensie szybko się rodzi J, ta o której lubimy mówić prawdziwa, ta głębsza, zawsze potrzebuje czasu – na wzajemne poznanie się. Bardzo fajnie jest czuć w kimś bratnią duszę, łapać wspólne patrzenie na świat, śmiać się w tym samym momencie, poznać jego sposób wartościowania. Kiedyś przeczytałam, że „przyjaźń może być mocniejsza niż relacje między rodzeństwem…”.
Przyjaźń jest bardzo ważna, pokonuje lęk, przezwycięża samotność. Zawsze łatwiej jest kroczyć przez życie, kiedy towarzyszy ci pewność istnienia drugiego człowieka. On nie musi być namacalną codziennością, kimś z drugiej klatki. Przecież przyjaźnie małolackie polegają na zupełnie czym innym jak te w dorosłym życiu. Czegoś innego oczekujemy. Inne rzeczy doceniamy. To późniejsze życie na różne sposoby „testuje” niekiedy przyjaźnie, ale na szczęście bywają i takie, które trwają latami choć dzielą je kilometry.
Niedawno napisałam do kogoś w liście, że nie jestem sama, bywam jedynie samotna. Pomyślałam o wszystkich ludziach, z którymi miałam super kontakt, którzy pomagali mi trwać, którzy dokarmiali mnie nadzieją. Kiedy miałam gorsze dni, wszczepiali wiarę w lepsze jutro, którzy w przepiękny sposób potrafili prosić mnie o radę (mnie! Dla was czytających osadzoną, dla nich kumpelę). Czas przeszły nie oznacza, że nie myślę o nich czy oni o mnie, że nie zastanawiamy się co u nas, bywają dni, że cholernie tęsknię za nimi. W moim przypadku to nie odległość drogi „zabiła” relacje, tylko niemożliwość odwiedzania mnie, ograniczony telefon, nieograniczony skype.
Wiem, że po tamtej
stronie nie ma czasu na listy.
Osoba, która ma tu
spędzić lata musi liczyć się z utratą znajomych, osoba, która już tu
przebywa lata próbuje się bronić przed nowymi znajomymi, bo i tak nie
zorganizuje spotkania. Długoletnie więzienie wypiera dylemat „ilość czy
jakość”, jak pozostanie z tobą jeden, to jesteś szczęściarzem, a jak do tego
uda mu się być niekaranym to może cię nawet odwiedzić.
Nikt nie powinien być sam, każdy – bez wyjątku powinien mieć przyjaciela. Kogoś na kim możemy polegać, prosić o pomoc, interesować się jego losem, współprzeżywać z nim. Tylko przyjaciel wyprowadzi cię z błędu, tylko przyjaciela krytyka dociera do głowy.
Bardzo miłe i
budujące jest też to, kiedy odczuwam, że jestem komuś potrzebna, że ktoś
otworzył się na mnie, na taką, jaka jestem. Że jakiś odcinek mojego życia chce
ze mną przejść, przy mnie być.
Czy więzienie jest
odpowiednim miejscem na dobre znajomości? Skoro więzienie jest dla ludzi, to są
w nim ludzie. Nie dla każdego będziemy mili czy prawdziwi, nie tylko w tym
miejscu kryjemy swoje słabości, by nie zostały wykorzystane, ale jak wszędzie –
tak i po tej stronie, możesz spotkać bratnią duszę.
Dziękuję tym
ludziom, którzy do dziś utrzymują ze mną kontakt, przepraszam tych, których
może w jakiś sposób zawiodłam.
Przyjaźń umiera
kiedy nie jest podtrzymywana.
Pozdrawiam
wszystkich nieznajomych, dziękuję znajomym.
– chodzenia do kina, teatru i na imprezy, kiedy tylko
człowiek chce
– móc sobie kupić coś na co się ma ochotę w danym momencie w
granicach budżetu
– móc wybrać sobie pracę, móc zarabiać na własne utrzymanie
– wszechobecny dostęp do Internetu za nieduże opłaty
miesięczne
– że zawsze mogłam się spotkać z rodzicami i z nimi
przebywać, a nawet przenocować, przytulić się, powiedzieć im, że ich kocham
– mogłam gadać bez limitu czasowego przez telefon z każdym, z
kim miałam ochotę
– zaprowadzania dziecka do szkoły i odbierania go z niej
– nie miałam ograniczonej przestrzeni, jak tutaj, mogłam
czasami pobyć ze swoimi myślami
– że nie zawsze dobrze użytkowałam czas, poświęcając go
często na głupoty
– że święta bożonarodzeniowe spędzałam z rodziną swoją i
rodziną mojego partnera
– że ma człowiek swoje kosmetyki, do których jest
przyzwyczajony i ma do nich nieograniczony dostęp, tak jak do ubrań, w co chce,
może się przebrać
– że uczestniczyłam w życiu dziecka od poczęcia aż dopóki nie
trafiłam tutaj
– pomagania córce w odrabianiu lekcji, rozmawiania o
problemach i rozwiązywania ich razem
realizacji swoi planów, marzeń i pragnień
– można jechać zagranicę i zwiedzać ciekawe miejsca
– spotykać się z ludźmi twarzą w twarz w każdej chwili i
czasie, aby móc im wszystko powiedzieć, co ci leży na sercu
– mieć nieograniczony dostęp do lekarza, z którym można się
umówić na konkretny termin i wiedzieć, że mnie przyjmie, wyda receptę i będę
mogła kupić leki, z których skorzystam.
– że muszę naprawić relacje z rodzicami, które uległy
poluzowaniu, bo się do nich nie odzywałam ponad rok od momentu mojego
zatrzymania
– że muszę zacząć też myśleć o sobie, a nie spychać siebie na
ostatni plan w hierarchii wartości zajmując się innymi osobami i ich problemami
– że muszę zadbać o przyszłość dziecka, o jego rozwój duchowy
i umysłowy, żeby wyrosło na normalnego człowieka, który będzie umiał sobie
poradzić z różnymi problemami na swej drodze.
Doceniłam, co to jest wolny człowiek i może świadomie bez
żadnej ingerencji osoby trzeciej decydować o swoim życiu, czyli gdzie chce iść,
gdzie chce pracować, co chce robić w wolnym czasie, gdzie mieszkać, pójść do
lekarza, jak go coś pobolewa, jak wychowywać swoje dziecko, w każdej chwili
można wyjść po kłótni z partnerem, czy ze znajomym, jak się jest
zdenerwowanemu, móc ugotować i zjeść to, na co się ma ochotę, spotkać się ze
znajomymi na mieście.
Teraz wiem, na kogo mogę naprawdę liczyć w każdej sytuacji a
na kogo niekoniecznie, bo się ode mnie odwrócił nie rozumiejąc, jak było
naprawdę. Zrozumiałam, że ma się tylko jedno życie i od ciebie tylko zależy,
jak nim pokierujesz, co z nim zrobisz, czy będziesz po tej właściwej stronie,
czy po tej złej, która do niczego nie prowadzi, bo to jest ślepy zaułek bez
wyjścia.
Ucz się na błędach. Człowiek nie jest doskonały, tak został
stworzony, albo wybierze, zło, albo dobro.
Choć
metrykalnie jakiś czas temu dorosłam, to mentalnie pielęgnuję dziecko, które we
mnie jest J. Lubię śmiać się, chcę wierzyć, że ludzie są szczerzy
i dobrzy (choć coraz częściej przekonuję się, że nie wszyscy…). W każdej
sytuacji staram się znaleźć same dobre strony (szklanka do połowy pełna).
Jestem pomocna i ciekawa świata i ludzi. Często widzę świat w kolorach, a biel
i czerń zostawiam smutasomL. Żyję w zgodzie z samą sobą i dzięki temu jestem
szczęśliwa.
Pozdrawiam Wszystkie Duże Dzieci – Bella
♦
DUŻE DZIECKO…
– lubię robić psikusy, chociaż do tego to
mam nieodpowiednie warunki
– śmieszy mnie niekiedy taka „głupotka”
jak nagłe wyskoczenie w celu przestraszenia
-nie wyrosłam z rzucania „ogonka” z
pomidora by straszyć, że to pająk
– zmieniam głos
– kocham koty, więc wyrywa mi się
miauknięcie
– spontaniczna bywam coraz mniej, ale
tylko, dlatego, że znowu miejsce nie sprzyja.
Wydaje mi się, że dziecka część zostaje w człowieku na
zawsze, nie zniszczy tego ani miejsce, sytuacja czy ludzie.
Dźwigam swoją własną tragedię.
Ludzie o mnie zapominają bądź po prostu ich życie
przesuwa mnie na sam jego skraj. Uważam, że rodzice byli zbyt zapracowani, bym
mogła należeć do grona dzieci, którym uwagę się poświęcało na maxa. Mój
charakter jeszcze w więzieniu się kształtował, musiałam wszystko sama
poukładać, by jakoś przetrwać, by zawalczyć o pewne wartości. Trafiłam tu będąc
młodą osobą, sama sobie odebrałam poznanie niektórych zachowań, doznań. Nie
należę do osób, które zabiegają o znajomość – byłam samotnym dzieckiem, bywam
samotnym skazańcem. Wierzę, że mam spoko rodziców i że jak najbardziej mnie
kochają – mam to szczęście, że są cały czas przy mnie. Wierzę też, że kochają
mnie moi znajomi, bo tylko „kozaki” są przy mnie (pozdrawiam!). To od nich
często słyszę, że jestem jak dziecko zamknięte w ciele dorosłej kobiety. Że
izoluję się, że bywam naiwna, pokazuję własną hardość, a nieudolnie ukrywam
wrażliwość, nie chcę dać się „zeżreć”, a później to przepłakuję. Choć
wypracowałam sobie opinię, że wiem, czego chcę, to jestem pogubiona jak
dziecko, do pewnych rzeczy nie dorosnę już nigdy.
Nie mam własnych dzieci, więc część swojej
dziecinności pokocham jak własneJ… do tej pory oplatam
palec kosmykiem włosów i kręcę, no i dalej czekam na osobę, która weźmie w
garść moje życie i spróbuje je poukładać – by może pokazać jak powinno
wyglądać?.
Rok 2005, wydawałoby się w innej przeszłości, w innym życiu,
na innej planecie. Wtedy wydawało mi się, że jest to najgorszy, przełomowy rok
mojego życia. Na kolejnych studiach wybranych
w poszukiwaniu siebie zadano mi pracę pod tytułem „Who am I” (Kim
jestem), nie oddałam jej wykładowcy. Między definicjami, nieuchwytna. Czy
określał mnie prestiżowy kierunek, wyuczony zawód, zainteresowania
humanistyczne? Czy też niepohamowane umiłowanie natury, zwierząt, bycie w
ciągłym ruchu? Skąd nagle mam wiedzieć, kim jestem, gdy całkowicie pochłaniało
mnie życie klubowe, zawodowe, naukowe.
Z chaosu, niezgody na siebie wytańczyłam taniec chochoła,
równię pochyłą.
Jest rok 2019 czternaście kluczowych lat życia później. Kilka
zmian miejsc zamieszkania, kilka prac, kilkanaście wyjazdów, kilka związków,
kilka zabiegów medycyny estetycznej. Najważniejsze punkty na mapie – odwyki i
detoksy, terapie. A w międzyczasie to najgorsze, najgorsze ze snów, wyobrażeń,
świat znany jedynie z filmów i książek – więzienie.
Słowa uczestniczki AA prowadzącej zajęcia w więzieniu, że
zaliczyłam 2 z 3 wyjść z choroby alkoholowej, tj. szpital i więzienie. Trzecie
wyjście to śmierć lub wyzdrowienie. Więc
jestem w tym niewyobrażalnym czymś, w otchłani gorszej od śmierci.
Znowu czekam i nie wiem kim jestem – na dozór elektryczny, na
dalszą terapię, na rehabilitację, na pracę, na powrót do społeczeństwa.
Wciąż oczekująca na to „prawdziwe” i „dorosłe” życie.
Wziąwszy pod uwagę fakt, że nie pamiętam ostatnich 5 lat życia, to może tutaj w
ogłupiającym hałasie disco-polo, nad który wybija się ciągłe k***a,
spie*****j, pier***ę, jestem wreszcie prawdziwa?
Gorączkowo myślę, że jeśli odnajdę w przeszłości ten moment,
w którym zaczęłam tracić siebie i zdrowy rozsądek, to może się uratuję? A może
ten moment jest właśnie tutaj? Może w huku disco polo i k***a mać, spie*****j
jestem wolna, bo mam wolny umysł? Umysł niezamroczony ciągłym braniem i piciem,
wyczarowuje pomysły, a serce czuje.
Wilczyca
♦
Kim jest Wilczyca
Widzę przed sobą drobną blondynkę, krótko obcięte włosy
okalające bardzo przyjemną twarz.
– Skąd jesteś?
Północno-wschodnia Polska, malownicze i ciche miejsce. Miasto
tylko do pracy. Posiada prywatny zakątek… Psy i koty – czysta rekreacja.
Z pochodzenia kresowianka, wielokulturowość, zna dużo
ciekawostek regionalnych. Żyjąca w pokłosiu sybiraków. Związana z ochroną
zdrowia. Zainteresowania: obcowanie z naturą, zwierzętami.
Jej przebyte życie jest w cieniu uzależnienia. Krzyżowego
(leki i alkohol).
Pozostaje w trakcie terapii, pracując nad uzależnieniami i
zapobieganiem powrotowi do nałogu. Nałóg okazał się na tyle silny, że
doprowadził do kłopotów z prawem. W Z. K. przebywa od 4 tygodni. Oczekuje na
termin Dozoru Elektronicznego. Wie, że jest dużo pracy przed nią. Pobyt tutaj
wykorzystuje na walkę o jak najszybsze wyjście i podjęcie terapii.
Moje pierwsze widzenie dwa dni po osadzeniu w A.Ś.
Przyjechała mama z siostrą. Trudno było nam ze sobą rozmawiać, gdyż nie
ukrywam, że ryczałyśmy. Było mi bardzo ciężko się z nimi rozstać po tej
godzinie, która upłynęła w szybkim tempie. Mama robiła wyrzuty typu „A nie mówiłam”, „po co z nim byłaś?” itp. Ciężko
było tego słuchać, bo poniekąd miała rację. Ale cóż, czasu przecież się nie
cofnie…
Chciałbym zobaczyć na widzeniu moje najdroższe skarby –
dzieci oraz najukochańszą siostrzenicę – Nikolkę. Pragnę tego bardzo mocno, ale
nie jest to fajne dla dzieci. Więc mimo tego, że strasznie tęsknię za nimi, nie
chcę, aby mnie w tym miejscu odwiedzały.
Na wolności każda kobieta od najmłodszych lat stara się być
ładnie ubrana i w miarę swoich lat mieć makijaż. Myślenie, że za murami jest
jakaś zmiana w naszym życiu, jest mylne: mamy więcej czasu i co prawda mniej możliwości,
jesteśmy zadbane, z makijażem, choć warunki są trudne, mamy swoje
zainteresowania, które odkrywamy od nowa.
Jak każda kobieta, lubię być zadbana. W takich warunkach, w
jakich się znajdujemy, mamy na to sposoby.
Przede wszystkim musimy zadbać o higienę
osobistą i fizyczną.
Środków zakupionych i dostępnych w kantynie
używamy do poprawy naszego wyglądu.
Robimy peelingi z kawy lub cukru po czym
nakładamy dostępne kremy.
Myjemy się jak możemy, układamy fryzurę.
Najważniejsze jest myślenie pozytywne.
Beti
*
Na wszystko wpływa sytuacja materialna. Kosmetyki, które
często oglądamy w reklamach, zazwyczaj dostępne są w kantynie więziennej, lecz
„niedostępne” dla osób, które nie otrzymują pomocy z zewnątrz. Dbanie o siebie
w tym miejscu to dość trudne wyzwanie, bo choć w zasięgu ręki mielibyśmy
najlepsze kremy i balsamy, wpływa na nas stres i wszelkie inne zmartwienia,
osoby palące w celi, jak i samo spożywanie przez nas nikotyny, etc. Uważam, że
dbanie o siebie, to tak naprawdę dbanie o bliskich poza murami, bo gdy nie
towarzyszy nam stres i mamy świadomość, że bliscy są zdrowi, sami się dzięki
temu uśmiechamy i to nas czyni pięknym człowiekiem, po prostu.
Ewa
*
Staram się spożywać owoce i soki,
Używam kremu przeciwzmarszczkowego,
Przyjmuję prawie wszystkie dostępne witaminy w
„kantynie”,
Ograniczam do minimum papierosy.
Ola
*
Zadbanie o siebie za murami uzależnione jest od kilku
czynników. Po pierwsze – zależy od długości wyroku – czym jest on krótszy, tym
jest to prostsze. Wszelkie uszczerbki na zdrowiu i wyglądzie zewnętrznym
„zreperujemy” po wyjściu. Drugą sprawą jest sytuacja finansowa (w naszym
wypadku – naszej rodziny). Osobiście „wybierając” się do więzienia zadbałam o
zdrowe zęby, zrobiłam wszelkie badania – przy okazji wykryto u mnie chorobę
serca i otrzymałam skierowanie na wszczepienie stymulatora serca. Niestety nie wyrobiłam
się, a tu nie mogę liczyć na wsparcie „medyczne”. Jeśli chodzi o „kosmetologię”
– nie mamy dużych możliwości. Kantyna nie oferuje nam dużego wyboru kosmetyków,
a to, co jest, dla wielu jest zbyt drogie. Z wolności, niestety nie można ich
otrzymywać. Z mojej perspektywy (rok i 2 miesiące pozbawienia wolności)
nadrobię braki po wyjściu.
Rico
*
Dbam o siebie tak:
Mam lakier do paznokci od innej osadzonej.
Fusami od kawy robię raz na jakiś czas peeling.
Nakładam olej roślinny na całe ciało jak nie mam
kremu, a nawet i czasem masło na buzie, aby skóra nie była sucha.
Olej również nakładam na końcówki włosów.
Kąpiel dwa razy w tygodniu pod prysznicem, a tak
to w misce pod celą się myję każdego dnia.
Pati
*
Higiena osobista – PODSTAWA
Dieta – mimo tego miejsca – można!
Spacery + gimnastyka
Regularne (5 razy dziennie) spożywanie posiłków
(nie podjadać pomiędzy, a pić wodę!)
Dbanie jest uzależnione od różnych rzeczy, a prawie nawet
etapów życia. Przychodzi mi do głowy teraz taka sytuacja, jak byłam parę lat
młodsza (no bo już paręnaście tu jestem) i szykowałam się na widzenie. Było
ciepłe lato, byłam już ładnie opalona i w ogóle wydawało mi się, że nieźle
wyglądam. Odwiedzał mnie wtedy tata i postanowiłam, że pomaluję sobie tylko
rzęsy. Tamto spotkanie uświadomiło mi, że bliscy zwyczajnie kojarzą mi się z
pełnym makijażem i to dla nich jest jakaś forma świadectwa mojego dobrego
samopoczucia. Tata wtedy zapytał – „czemu tak kiepsko wyglądasz?”. Może
faktycznie tak wyglądałam? Staram się na co dzień dobrze wyglądać, lubię dbać o
siebie. Robię makijaż, trochę ćwiczę, nie palę, chodzę na spacery, jednak jem dużo
niezdrowego. Na początku w ogóle nie przychodziło mi do głowy, żeby się malować
(choć prawie wszystko można było mieć w paczkach). Wtedy byłam małolatą, to nie
potrzebowałam może „pomagaczy” i „podkreślaczy”, teraz mam już swoje lata J. W paczkach nie można prawie nic, w kantynie kosmetyków jak
za złoto, a ja dalej jestem kobietą! Juhu!
Każda z nas ma na to swoje sposoby, ale chyba najłatwiejsze
jest to by żyć w zgodzie ze sobą. Być dla siebie piękną! Piękno to nie tylko
wygląd zewnętrzny. Tak samo dbanie – to nie tylko wklepywanie kremów (choć to
lubię i robię J ).
Pełnoletnia
*
Jem dużo warzyw i owoców,
Staram się pić soki z tutejszej kantyny oraz
witaminy
Uczęszczam na spacery
Stosuję kremy i balsamy do ciała oraz odżywki do
włosów.
Kowal
*
Mimo ograniczonych możliwości (kantyna – brak śluzu ślimaka
hue hue hue), dajemy radę. Bardzo ważne jest dbanie o kondycję fizyczną.
Ćwiczenia dają podwójny efekt – modelują sylwetkę oraz zwiększają pozytywną
energię (zastrzyk dopaminy!). Roimy pod celą maseczki, peelingi, farbujemy
włosy, malujemy paznokcie… wyglądamy kobieco i tak się czujemy. Wszystkie
przepisy w Kamczatka News.
Pozdrawiam,Bella
*
Ciężko mi się wypowiedzieć ponieważ czynności związane z
higieną codzienną raczej się nie wliczają
temat. Staram się wyglądać schludnie – w razie jakiegoś nagłego pryszcza
używam toniku. Na co dzień krem nawilżający, delikatny makijaż. Jestem
narcyzem, zazwyczaj jak zaglądam w lusterko, jestem piękna choć zdarzają się
też „brzydkie dni”. Trzeba je przeczekać bez zbytniego dbania o urodę i wszystko wróci do normy.
Safi
*
Pierwsza sprawa podstawowa to zachowanie higieny, tzn.
codzienna toaleta rano i wieczorem mycie całego ciała. Dwa razy w tygodniu
łaźnie (kąpiel pod prysznicem). Kosmetyki są dostępne w kantynie. Jeżeli ktoś z
zewnątrz przysyła pieniądze, połowa sumy idzie na zakupy, a druga na tzw.
żelazną, kasę którą odbieramy po wyjściu
więzienia. W takim systemie można kupić: krem, żel, tusz do rzęs, puder,
farbę do włosów, lakier do paznokci. Podstawowo środki higieny dostajemy od
więzienia tzn. mydło, szampon, pastę do zębów. Spacery są codziennie w wymiarze
1 godziny. Psychikę mam na tyle mocną, że jakoś wytrzymuję myśląc o tym, że
niedługo będę po drugiej stronie.