Ojciec

1-DSC_0973

Mój ojciec to skończony frajer. Ciągle mu mało krzywdzenia ludzi, którzy byli rodziną i całe szczęście uwolniliśmy się od niego. Choć nie do końca, bo przecież musi znaleźć sobie zajęcie, raz na jakiś czas zjawić się i przypomnieć o swoim istnieniu… Oh życie, życie, czy żeś ty zgrozą?

Czy da się nienawidzić kogoś tak, że samo wspomnienie to ból, łzy i strach…? Oczywiście nie potrafię mu wybaczyć tego, jak zniszczył życie mi, mamie i bratu. Ten strach towarzyszący przez lata. Nie jestem gotowa, by mu przebaczyć, choć modlę się o siłę, by to mi się kiedyś udało. Świadomość, że miałam takiego ojca pozostawia mnie w przekonaniu, że nigdy nie będę chciała partnera, który będzie miał cechy jak mój pseudo ojciec. Albo nie będę miała partnera w ogóle. W duchu się do siebie śmieję, że kupię sobie bujany fotel, kota na kolana , kubek z gorącym napojem. Siedząc na altance z ukochaną mamą, śmiejąc się z życia. Być może takie mnie czeka życie, choć ta wersja mnie nie przeraża, przeraża mnie myśl, że mogłabym wpakować się w gówno, jak moja mama kiedyś, gdy pseudo ojciec miał być kochanym mężem i ojcem, a okazał się frajerem.

Podsumowując: Jak każda kobieta marzę o wspaniałej, idealnej miłości. O partnerze, który by mnie kochał do utraty tchu , a to się raczej nie spełni, pozostaje mi tylko marzyć

Iwona

„Mój pierwszy dzień na wolności”

Witam wszystkich po dłuższej nieobecności na blogu, z przyczyn technicznych nie mogłam uczestniczyć w tej przeprawie przez „naszą rzeczywistość”. Teraz wszystkich pozdrawiam i życzę masę pozytywnej energii w codziennych trudach.

Ze względu na to, iż dwa razy przeżywałam ten pierwszy dzień na wolności, w skrócie jeden z nich opiszę.

2-DSC_1615

Jestem już po drugiej stronie… Tę wielką bramę mam za plecami i co teraz? Myślałam, że będzie większe podniecenie, że cały świat będzie się cieszył razem ze mną, a tu bach… Jakbym była w niemym filmie. No dobra, czas do domu, więc taksówką prosto pod adres. W domu sporo się zmieniło przez te kilka lat, wszyscy mnie miło witają. Patrzę, a tu nowy domownik – to chyba moja bratowa. Obca mi dziewczyna, z jakimś małym szczurkiem na rękach. O nie, to nie szczurek. To małe dziecko wydające dziwne odgłosy. I co ja tu robię, to już nie mój dom! Chcę się integrować ze środowiskiem, zapoznać się z nowym towarzystwem. Jest miło, bynajmniej tak to wygląda z boku, a we łbie tysiąc myśli naraz, nacisk rodzinny do szybkiego ogarnięcia się nie daje skutków. Siedzę przed telewizorem, patrzę w niego jak szpak w pięć złotych i nie dlatego, że nie widziałam w więzieniu telewizora, ale nie widziałam tam mojego ukochanego programu CARTOON NETWORK – BAJKI. I to jest to co „tygryski lubią najbardziej”.

Z racji tego, że namowa domowników była mocno naciskająca, abym pozałatwiała to, co najważniejsze, czyli kurator sądowy, 1200 urzędów itp. instytucje, wyruszam z domu na podbój tych „bogatych” budynków. Jednak świat na zewnątrz jest taki ciekawy, że olewam te instytucje i zaczynam zwiedzanie starych – nowych miejsc. Przecież znam każdy zakątek Pragi, a jednak w tym dniu wydaje mi się, jakbym zwiedzała co najmniej Bukareszt. Spotykam po drodze znajome twarze, miło zaczyna się rozmowa, a za chwileczkę jestem już na jakiejś „domówce” . I to dopiero nazywa się przywitanie wolności, w końcu sprawy „ważniejsze” można zostawić na dzień następny – tylko nie wiem, kiedy zakończę ten balet – teraz szkoda zaprzątać sobie tym głowy. W ostateczności po tygodniu docieram do kuratora i miłe zaskoczenie: kurator w tym czasie ogarnął mi szkołę. Czyli warto było tydzień się wstrzymać.

 Poli

Iwona o Lexi i Lexi o sobie

1-DSC_0095-001

 

Ma ładne imię, nie powiem jakie Czarne włosy do ramion, chyba chce być ruda, ostatnio tak mówiła. Ma czaderski ochrypły głos, jak dla mnie mogłaby śpiewać w kapeli rockowej (mówi, że nie chce) a nie nadaje się, a ja twierdzę, że nauka czyni mistrza. Jest pogodna, często ją słyszę, jak się śmieje. Ma 26 wiosen, lat, jesieni i zim. Kolczyk w nosie bardzo delikatny, pasuje do niej, ma szary dresik na sobie, dzięki czemu kobiece kształty ładnie wyglądają (lubię dresy , więc jak każdy dla mnie wygląda w nich pięknie ona też). Te piwne oczy są takie ciepłe, a może są brązowe, tak czy owak bardzo są ładne. Lexi znam już trochę, jedno co ciśnie mi się na język to to, że to pierwsza osoba, która tak fajnie rozładowała mój strach, gdy tu trafiłam. A później rozmawiałam z jej dzidziusiem, bo się okazało, że jest w ciąży. Lubię ją, jest naturalna, nikogo nie udaje, niech się nie zmienia nasza Lexi.

Iwona

…

Chciałam się wykręcić od pisania o sobie, ale się nie udało więc piszę. Jestem Lexi, mam 26 lat i jeszcze 4,5 roku przed sobą (w więzieniu), półtora już tu jestem. Chcecie coś o mnie wiedzieć? No wiem, że chcecie Co lubię? Lubię się bawić Taki dzieciak ze mnie jeszcze. A tak poważnie, to lubię czytać (książki, prasa), słuchać muzyki, obejrzeć dobry film. Mam córeczkę, która jest teraz z moimi rodzicami i za którą bardzo tęsknię. Nie będę się o tym rozpisywać, bo staram się trzymać tę tęsknotę w głębokich zakamarkach mojej duszy, tak mi troszkę łatwiej. Moim największym marzeniem (na dzień dzisiejszy) jest to, żeby jak najszybciej wrócić do mojego szkraba, dać mu swoją miłość i duuużo szczęścia Chyba się troszkę rozpisałam, kurczę, jak zwykle Pozdrawiam.

Lexi.

Dzień Matki

1-DSC_0256

 

Wszystkim Mamom na całym świecie pragnę życzyć wytrwałości w ciężkich i trudnych chwilach, sił, by się nie poddawać, by wszelkie troski przegnał wiatr i osuszył łzy serca, by na Waszych twarzach gościł uśmiech, który rozpromienia buźki Waszych dzieci. I przede wszystkim tego, aby każda Mama, czy ta bardzo młoda, czy ze sporym stażem, była doceniona. Bo te nasze Mamy to są Super-Mamy.

 Przypomniał mi się stary wierszyk i pragnę ten wierszyk zadedykować wszystkim Mamom w imieniu dzieci, które są chore i nie mogą tego zrobić; mamom, które straciły swoje dzieci; mamom, które nie mogą dziś zobaczyć swoich dzieci i tym, które mamami zostaną lub już zostały chwilkę temu – tak czy siak dla Was wszystkich, kochane Mamy…

 Mamo, mamo coś Ci dam,

Jedno serce, które mam.

A w tym sercu róży kwiat.

Mamo, mamo – żyj sto lat!

Z wyrazami szacunku, chylę czoła wszystkim Mamom,

Iwona

Złote myśli

1-DSC_0010

Tak ogólnie na temat tego naszego bloga nasuwają mi się pewne „złote myśli”…

… Każdy na szyi nosi niewidzialną tabliczkę z napisem: spraw, aby poczuła się ważna….

… Bo czy nie jest tak, że każdy pragnie być choć odrobinę ważnym? 🙂

… Nie bój się mówić o swoich słabościach. Słabości nie oznaczają, że jesteś słaby. Sprawiają, że jesteś przystępny. Wiedz, że Twoje słabości mogą stać się Twoją siłą…

…Większość tych rzeczy na świecie, które warto robić, uznano za niemożliwe, dopóki ktoś ich nie zrobił…

…Jeśli wsłuchasz się w słowa innych, niemal zawsze dostrzeżesz w nich lęk, cierpienie i ból lub nadzieję i marzenia. A kiedy druga osoba poczuje, że słuchasz i wczuwasz się w jej sytuację, przestanie się bronić i otworzy przed Tobą swój umysł i serce….

…Gdybyśmy tolerowali u innych to, co tolerujemy u siebie, życie byłoby nie do zniesienia…

…Życie to bieg przez piekło w majtkach nasączonych benzyną….

Iwona

Wyszłam za mąż w więzieniu

1-DSC_0338

Należę do szczęśliwych mężatek, a wyszłam za mąż w więzieniu za osadzonego, którego także poznałam w danym miejscu.

Poznawaliśmy się początkowo przez listy, po jakimś czasie zaczęliśmy chodzić na widzenia wewnętrzne. Takie widzenie odbyło się niejedno, nie zliczę już ich. Przez widzenia poznawałam też rodzinę mego Męża, która mnie od początku zaakceptowała. Od pierwszego naszego spotkania było tylko lepiej. Z Mężem spotykałam się też w różnych miejscach, np. jak się szło do lekarza, na magazyn, nawet kiedy chodziłam na łaźnię :). Zawsze była chwila na zamienienie paru słów, a nawet zdań. Po załatwieniu potrzebnych formalności związanych ze ślubem, a było ich trochę, sam ślub odbył się migusiem, a potem widzenie jedną godzinę na widzeniówce. O każdy szczegół zadbała ma Teściowa. Zakupiła mi bardzo ładna sukienkę, słodkości: tort, ciasta, obrączki.

Relacje z mą Teściową są wspaniałe, kocham i szanuję ją. Zastąpiła mi mamę, którą niby mam, ale jej nie mam.

Memu mężowi jeszcze trochę zostało, mi niewiele. Jestem głębokiej nadziei, że nasze małżeństwo nie rozpadnie się po mym opuszczeniu więzienia – a dokładniej chodzi mi o zazdrość, która może się wkraść między nas. Dzięki Mężowi mam dla kogo żyć i czekać na wolność. Wiem, że ode mnie zależy w dużym stopniu, jak nasz los się potoczy. I to jest dla mnie najważniejsze. Wcale nie żałuję mojego wyboru. Kocham Męża, dzięki niemu podniosłam się z dna.

Agnieszka W.

Potwór

scan0279

POTWÓR- stworzenie budzące odrazę, strach, najczęściej postać bardzo zła. Piesek- zwierzątko udomowione, mówi się przyjaciel człowieka. Gdy pieska zaczyna się bić, źle traktować, piesek zaczyna robić się zły warczy jest gotowy gryźć, bo będzie się bronił. A co się stanie, gdy wsadzimy kij w mrowisko?:) Każdy wie… To może z innej strony polecam naszym Czytaczom, aby poszukać w Internecie o eksperymencie, który się nazywa „ efekt lucyfera”… Być może większość zrozumie, czym jest psychika ludzka. Człowiek cierpi, gdy jest nieszczęśliwy, cieszy się i jest szczęśliwy gdy jest spokojny i jest mu dobrze. Mamy prawo czuć nadal. Jesteśmy częścią tego świata, częścią naszych rodzin, które na nas czekają, mamy dzieci które tęsknią za nami…

Wy macie problemy w borykaniu się z życiem codziennym. Nie jest wam łatwo, my to wiemy, przecież każda z Nas zna życie przed trafieniem tu… Macie rację, że nam wiele problemów odchodzi, bo nie musimy się martwić o jedzenie, rachunki za prąd, wodę czy inne media, ale czy ci co nas linczują słownie czują się przez to lepiej? Żadna z nas nie chciała takiego życia, trafić do pierdla i luz. Większość z Was boli to, że kobiety piszące naszego bloga, to kobiety siedzące za morderstwa i jakim prawem narzekają! A….. takim, że nikt z Was nie zna spraw, ani nas prywatnie i ocenia. Jak książkę po okładce… Jesteśmy ludźmi, nie narzekamy. To ból, że większość z nas nie może nic zrobić, by naprawić błędy, bo czasu nie można cofnąć. Wicie co, każdemu człowiekowi, który tu pisał, że musi się martwić co dzieciom do garnka włożyć, oddałabym swój każdy ciepły posiłek, przyszłabym do każdego, zrobiła pranie, poprasowała, ugotowała, posprzątała, zajęła się dziećmi, podała do stołu, a zapracowanym mamom i zmęczonym wymasowała stopy i plecy gdybym mogła… Chorym dzieciom w szpitalu bym usługiwała. Przebrałam się za jakiegoś śmiesznego trola i je rozśmieszała, by choć na chwilę pojawił się u nich uśmiech… Starszym ludziom bym pomagała we wszystkim. Dla nas to nie jest ujma. Nas to boli, że siedzimy bezczynnie. Gdybym mogła, lecz nie mogę i nic nie poradzę na to.

Przestępstwo, za które siedzę, to ból mojego sumienia, który nigdy się nie skończy, nigdy nie przeminie. Tylko czy pisanie naszych historii życia w myśleniu hejterów coś zmieni, założę się, że nie… No właśnie. Przykro mi, że jest wam źle, cierpicie, zmagacie się z niesprawiedliwością.

Ja Wam życzę, aby każdego dnia w waszym życiu świeciło słońce, byście szczęśliwi chodzili, a łzy tylko radości gościły.

Każdy dzień z naprawy samej siebie dedykuję swojej kochanej córeczce oraz kochanej mamie. To dla nich wszystko zniosę, to dla nich dźwigam swój krzyż.

IWONA

Więziennych miłostek cd.

dłonieMam ochotę trochę pochylić się nad postem o więziennych „miłostkach”. I pal sześć, że to nie czas walentynek… 😉 Absolutnie nie mam zamiaru oceniać ani krytykować tego co uważa Kaczi – jej zdanie i ma do niego pełne prawo, a mi nic do tego. Dla mnie ten temat ma dwie strony – i to najmarniej. Może o miłości i związkach (jakichkolwiek) to nie powinnam się wypowiadać, bo niewiele o tym wiem – szczególnie o tych ostatnich, ale… Moja przyjaciółka wyszła za mąż w więzieniu. Z jednej strony jestem raczej przeciwna związkom, ale akurat bardzo kibicowałam i jej, i jemu. Nie chodziło im ani o finanse, ani o przyziemne rzeczy – zakochali się ot tak w sobie wzajemnie. Były chwile, że ona miała wątpliwości i to różnego kalibru. Jedną była ta, że wszystko może się skończyć za parę lat. Pamiętam, co jej wtedy powiedziałam: że nieistotne jest, czy to małżeństwo potrwa sto lat, dziesięć, czy dwa – ważne jest to, że przez dwa, dziesięć lub sto – będzie szczęśliwa. Nie ważne, czy przez te X lat będzie doświadczała radości, czy smutku, czy będzie płakała, czy się cieszyła, według mnie ważne jest to, aby w ogóle doświadczać. I niech targają nią uczucia i emocje – każde. Bo myślę, że szczególnie tu, gdzie nie ma zbyt wielu bodźców, które mogłyby nas stymulować, człowiek się wyjaławia. Może lepiej jest doświadczać czegokolwiek, niż niczego i być swego rodzaju pustą ludzką skorupą?

Może zbarzmi to trochę jakbym uważała małżeństwo za niezłą rozrywkę – tu w więzieniu, ale to nie tak :). Czy tu w więzieniu, czy na wolności związek może albo trwać, albo się rozpierdzielić. Z jednej strony tu trudniej jest o niego dbać. Bywa niestety też tak, że i tu i tam ludzie żyją z sobą przez szereg lat i okazuje się, że nie znają się wzajemnie. Na to chyba nie ma reguły.

Pozdrawiam, Małgosia

Witaj, Wiosenko!

1-DSC_0086-001

Mogłoby się wydawać, że nadejście wiosny w tym miejscu to nic nadzwyczajnego – dzień jak każdy inny, szara rzeczywistość, my i tak cały czas zamknięte. Jednak ta pora roku jest magiczna nawet w tym miejscu. Gdy otwieramy oczy rano i widzimy pierwsze promyki słońca zaglądające do nas przez kratki od razu dzień zaczynamy z uśmiechem na buziach – żyć się chce. Nawet oddziałowa nie wkurza tak bardzo ;). Po prostu słonko nadaje nam chęci do życia. Nasza cela od rana tętni życiem: poranna kawka, toaleta, pranko, wszystkie czynności wykonujemy z chęcią, nie tak jak w zimowy ospały poranek. Z niecierpliwością czekamy na spacerek, by móc wygrzać się na słoneczku. My nie cierpimy na przesilenie wiosenne – WIOSNA NAS USKRZYDLA.

Miśka, Kaczi, Magda

Wierszyk na Wielkanoc

1-DSC_0208

Coraz bliżej Święta – złóżmy więc życzenia,

aby nie zabrakło jajek do dzielenia.

W lany poniedziałek dwa wiaderka wody,

zdrowia, spełnienia i ducha pogody.

WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM ŚLEMY POZDROWIENIA.

Małgosia