CZY ŁATWO JEST PRZEPROSIĆ

 1-DSC_0116-001

Odwiedziła nas niedawno filozofka Ula Wolska. Tak na start było wprowadzenie i ogólna rozmowa, ale przy okazji poruszyłyśmy kwestię przepraszania i wybaczania. Zastanawiam się natomiast, dlaczego całe to przepraszanie jest takie niby ważne. Jak jeszcze sobie wyobrażam, że nadepnę komuś w autobusie na czysty bucik, czy szybko się odwracając potrącę kogoś i ten ktoś obleje sobie sokiem bluzeczkę, spódniczkę, czy coś tam jeszcze innego z garderoby – i że wtedy przepraszam, tak zupełnie sobie nie wyobrażam np.: osoby, która zabija drugiego człowieka i mówi do rodziny tego nieżyjącego: „Przepraszam Panią/Pana, że zabiłem Pani/Pana córkę/syna/ojca/męża itp. ” Moja głowa tego nie ogarnia. Dla mnie przepraszanie w ogóle ma niewiele sensu, a jesteśmy wychowani, że to słowo ma w sobie magię. Słowa typu „dziękuję”, „przeprasza”, „poproszę” są uznawane za kulturalne i być może są w pewnych okolicznościach, ale bywa, że pasują jak świni siodło. Czy np. gwałciciel, który przeprasza to miły gość? Czy może swoimi przeprosinami – nawet jeśli szczerymi lub najszczerszymi – osoba wybitnie wkurzająca? Powiedzieć słowo „przepraszam” – jak dla mnie – można bardzo łatwo i bardzo szybko w każdych okolicznościach, czy to szczerze, szczerzej, czy aby tylko. Czasem jednak nie powiedzenie tego słowa mówi znacznie więcej.

MAŁGOSIA

Przyzwyczajenia z więzienia – czyli co nam zostaje po wyjściu!

1-DSC_0503

Mówiąc na swoim przykładzie, gdy po raz pierwszy opuściłam Zakład Karny, zrywałam się z łóżka na równe nogi, gdy ktoś z moich domowników wykonał rano jakąś czynność głośniej niż powinien – z myślą, że to już Apel. Wcześniej, przed pobytem w Z.K., lubiłam dłużej pospać, teraz nie ma już na to szans, 6:00 – 7:00 to moje godziny wstawania. Z kolei mój brat po opuszczeniu więzienia, po sześciu latach łapał się na tym, że po uprzednim ubraniu się do wyjścia czekał w przedpokoju, aż ktoś otworzy mu drzwi od zewnątrz. Niektóre osoby mają tzw. zbieractwo, czyli zostawianie – nazwijmy to po imieniu – śmieci, a bo może się przydać. Wąchanie ubrań – to też zostaje! Czy nie zatęchły, czy nie śmierdzą dymem z papierosów, itp. No i największa zmora – trzeba wdrożyć się w rytm normalnego życia. Przeszkadza zgiełk i ciężko się przyzwyczaić, że można robić wszystko, na co ma się ochotę i znów decydować o swoim życiu!

LEXI

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 6

2-DSC_0649

Opuszczam Z.K. Po raz czwarty. Tym razem, a może kolejnym, wychodzę z zamiarem zmiany mojego życia na lepsze, bo mam dla kogo! W domu czeka na mnie mój największy skarb – Roksana. Witam się z mamą i widzę, jak moje dziecko biegnie do mnie z wyciągniętymi rączkami i krzyczy:

  • Mama!!! Wróciłaś!

Patrzę na nią i wiem, że przytulam najważniejszą istotę w moim życiu. Wiem, że tym razem wszystko się ułoży i będzie dobrze. Łzy szczęścia spływają mi po policzkach. Zerkam na mamę i widzę szeroki uśmiech, a w oczach wyczytuję potwierdzenie tego, co kłębi się w mojej głowie.

Mama pyta:

  • Jak się czujesz?

Odpowiadam:

  • Wszystko w porządku, cieszę się, że już to wszystko za mną!

Mama:

  • Wierzę, że tym razem wszystko się poukłada, chyba mała dostatecznie długo na ciebie czekała?!

Ja:

  • Wiem mamo, możemy nie poruszać dziś tego tematu? Daj mi się nacieszyć Roksanką. Teraz będę chłonąć każdy jej gest i każde słowo. Nie chcę już tracić nawet chwili z jej życia.

Mama:

  • Bardzo mnie to cieszy, wreszcie zmądrzałaś. Trochę ci to zajęło, ale lepiej późno niż wcale.

LEXI

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 5

 1-DSC_0103k

Brat: Siostra, opowiadaj – ciężko było?

Ja: To zależy o co pytasz, co cię interesuje…

B: No wiesz, jak tam się dogadywałaś, z czym mieliście największe problemy?

J: A to bywało różnie, przeważnie więcej zależało od humoru, no i zmiany.

B: A nie masz takiego wewnętrznego lęku, że policja zaraz wejdzie po ciebie?

J: A ty się bałeś, jak wyszedłeś? Bo ja mam lekki lęk, ale nie jest źle…

B: Wiesz, ja to co innego. Wiesz, że jestem w gorącej wodzie kąpany i różnie może być, ale

szybko mi przeszło. Martwię się o ciebie, siostra.

J: Dam radę, myślę że długo te lęki nie potrwają. Dobra, zmieńmy temat.

B: Jak uważasz, jak będziesz chciała, to wiesz, że zawsze możesz ze mną pogadać.

J: Ok, będę pamiętać. 🙂

B: Ogarniesz się trochę na nówce, to pokminimy jakąś robotę dla ciebie, chcesz?

J: Ja sobie dam radę, przecież wiesz. 🙂

B: Ale będziesz już grzeczna? 🙂 Bo bez ciebie w domu lipa jest, nie mam z kim się kłócić.

J: Nie bój się, nigdzie się już nie wybieram. 🙂

B: Tak myślę, wariatko nasza. 🙂

IWONA

Pizza, film i trauma…

1-DSC_0539

Ostatnio oglądałyśmy film o ciut zaskakującym tytule: „Pizza w Auschwitz”. Tak z grubsza chodziło o to, że pan, który przeżył pobyt w tym obozie zabrał na turnee po pozostałych takich miejscach swoje dzieci – syna i córkę. Nie będę teraz poruszała kwestii żydowskich, bo nie pod tym kątem chcę porozmawiać. Chodzi o to, do jakiego stopnia rodzice, dziadkowie, czy w ogóle „starszyzna plemienna :)” może swoim zachowaniem wpływać na następne pokolenia. Ojciec z tego dokumentu, na mój gust, był tyranem, który na siłę chciał przekazać swoje doświadczenia i uczucia dzieciom. Przeżył, co przeżył, trauma do końca życia i to nie podlega dyskusji, ale zupełnie nie rozumiem po jaką cholerę „wpychać” w swoje dzieci te opowieści. W którymś momencie córka stwierdza, że gdy miała parę lat, śniło jej się w formach koszmarów to, co tata zwykle opowiadał (chyba w zamian bajek). Niestety bywa tak (i to najczęściej), że rodzice nie chcą, albo autentycznie nie zdają sobie sprawy z tego, jaką krzywdę wyrządzają swoim dzieciom. Do pewnego momentu dla dziecka rodzice czy dziadkowie to cały ich świat, bo innego nie mają i nie znają. Więc ludzie ci są w sporym stopniu odpowiedzialni za kształtowanie ich charakterów. Małemu człowiekowi trudno jest się nie poddać takim wpływom i przeciwstawić np.: tatusiowi despocie, bo pewnie ani nie chce, ani nie potrafi, a być może nie wie, że w ogóle może. Zanim dziecko dotrze do takiego momentu, gdy zaczyna myśleć w miarę sensownie, mija masa lat. Przez cały ten czas może być „zatruwane” choćby strachem, albo nienawiścią, które niszczą go w środku i tak naprawdę nie są jego prawdziwymi uczuciami czy emocjami. Jakże łatwo rodzicowi jest narzucić własnemu dziecku nie tylko tego, co dobre, ale też to, co przykre. Dla ojca jego doświadczenia i wpajanie ich dziecku to przestroga, ochrona przed tym, aby uniknąć nieszczęścia, tyle tylko, że to nie jest prawda. „Krzywi” się młodych ludzi czasami wręcz niebywale takim przekazywaniem swoich mądrości i jeśli w dorosłym życiu takie dziecko sobie nie poradzi, to zostanie uczuciową i emocjonalną kaleką, bo nie każdy ma siłę aby, nawet jako starszy, przeciwstawiać się rodzicom i ich naukom. Nie mam zamiaru rzucać twierdzeniami, że za każde „nieszczęście” czy złe uczynki, które dopadają nas jako dorosłych odpowiedzialni są rodzice – absolutnie nie. Są tacy rodzice i dziadkowie, którzy potrafią tak dozować swoje nauki, że nie wyrządzają nimi krzywdy, ale w jakimś, i to niemałym stopniu, odciskają w następnych pokoleniach swój ślad. Zwykło się mówić „jestem sobą” – tylko czy aby rzeczywiście tak jest? Może jesteśmy tylko na nowo złożoną układanką, w skład której wchodzą fragmenty poprzedników. Ile razy mówimy sobie rzeczy typu „ nie będę robił/a tego (lub tamtego) tak, jak moja mama czy tata”, a w rzeczywistości, zupełnie bezwiednie, robimy to dokładnie tak samo. Pół biedy, jeśli to drobnostki, czy małe natręctwa, ale jeśli ktoś powiela np.: zachowania agresywne? Może w przyszłości ktoś stworzy pigułkę, po zażyciu której w 100% będziemy TYLKO sobą :).

Małgosia

Pierwszy dzień wolności: wizja 4

3-IMG_0010

Jadę do domu z ciocią (mamą ewentualnie) i chrześnicą. Po drodze rozmawiamy o czym tylko się da. W domu czeka reszta rodziny. Stół zastawiony jedzeniem i alkoholem. Panuje lekki chaos, bo wszyscy biegają po domu, z kuchni do pokoju. Panuje gwar, dzieci biegają i krzyczą. Atmosfera podobna do świątecznej. W końcu siadamy przy stole i prawie wszyscy zaczynamy opowiadać, co ostatnio kogo spotkało, śmiejemy się i cieszymy sobą.

Nad ranem wypijam drinka i idę wziąć kąpiel w wannie (DŁUUUGĄ) z DUUUŻĄ pianą! A później luli w OGROMNYM łóżku z WIELKĄ poduchą! … Tydzień później…

MAŁGOSIA

 

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 3

1-DSC_0523

  1. Jak wyobrażasz sobie, dziewczyno mieszkanie ze mną? Przecież ty się w ogóle nie zmieniłaś! Zobacz, jak ty wyglądasz – tatuaże na rękach! Wyglądasz jak kryminalistka, przecież z tobą jest wstyd pokazać się na ulicy! Boże, jak zobaczy cię ktoś z moich znajomych, to koniec, ***** koniec!

  2. Ty jesteś chora! Kobieto, czego ty chcesz od moich tatuaży? Co ty masz za znajomych? To chyba jakieś ****, jak ty – w normalnym świecie wśród normalnych ludzi tatuaże to normalka, ty jesteś psychiczna!
  1. Jesteś gorsza niż byłaś – masz wziąć się za siebie, ogarnąć, zrobić coś w końcu ze swoim życiem i koniec z towarzystwem. Praca, dom, praca, dom.
  2. No na pewno – uważaj – ty mi życia układać nie będziesz! Nawet nie starasz się mnie zrozumieć – mogłabyś się trochę postarać.
  1. Wybacz, ale bardzo się o ciebie boję, to twoje towarzystwo… Już widzą, że wyszłaś, już są telefony, domofony, zlatują się jak hieny do padliny. Nie dziw mi się. Kocham cię i chcę jak najlepiej dla ciebie.

DOMOFON

KULTURA NA ZAMKU

 

 

 

1-1-DSC_0838

„Non omnis moriar” – coś po mnie zostanie i to dosłownie. Niczym rzymscy i greccy bogowie odlałyśmy swoje ciała. Zabawa była przednia, nowe doświadczenie sprawiło, że przełamałyśmy pewne bariery, czegoś się nauczyłyśmy. A nasze odlewy posłużyły w powstaniu Parku Rzeźby. I co, nie czad?! Kultura to sztuka, która wzbogaca nasze jestestwo. Kultura górą!!!

IWONA

 

W sobotę 27.06.2015 odbyło się u nas otwarcie Filii Parku Rzeźby, który znajduje się na Bródnie. Przyszło do nas wielu cudownych ludzi, każdy był uśmiechnięty, atmosfera była cudowna i luźna. Czułam się nie jak więzień, ale jak wolny człowiek. Wszystko tak bardzo mi się podobało, że po powrocie do celi z koleżanką do wieczora nie mogłyśmy przestać o tym gadać. Byłyśmy bardzo podekscytowane i pozytywnie naładowane.

Fajowskie było to, że mogłyśmy popuszczać bańki mydlane, ależ to była dla mnie frajda :). No bo nie mamy tego codziennie. 🙂 Przyjechało do nas też małżeństwo z Białorusi i zagrali dla nas na gitarze i zaśpiewali. Przez chwilkę poczułam się jak na festynie :). Było naprawdę cudownie.

 ASIA

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 2

 

1-DSC_0010

Przyjeżdża po mnie moja siostra ze swoim chłopakiem, jedziemy do niej do domu. W domu czeka na mnie cała rodzinka, synek mojej siostry, na pewno się mnie trochę wstydzi. Przekupuję go jakimś prezentem. Siadamy – ja wypytuję o wszystko co się wydarzyło w całej mojej dalszej i bliższej rodzinie. Wszyscy opowiadają mi o tym, co się zmieniło w mieście. Oglądam mieszkanie. Zjadamy coś, cały czas rozmawiając. Cieszę się każdą wygodą.

MONIKA

 

 

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 1

1-DSC_0507

Mój pierwszy wieczór na wolności spędzę w samotności. Usiądę na ławce i będę patrzyła na ludzi. Będę przyzwyczajać się do odgłosów „wolności”, bo wyszłam z ciszy. Sprawdzę, jak długo dam radę wytrzymać te dźwięki i kolory życia, które tak długo były poza moim zasięgiem. Dopiero kiedy oswoję się i uwierzę, że potrafię rozmawiać, wrócę do domu, do rodziny.

AG.U