Praca w więzieniu

 1-DSC_0365

W końcu udało mi się ponownie wziąć za pracę w danej placówce! Jak tu trafiłam? Jeździłam z jedzeniem na oddziale, na którym siedziałam, byłam – kalifaktorką. Po zmianie oddziału (bo tak to jest, że zmieniamy oddziały) z prywatnych przyczyn zrezygnowałam z pracy bez wytłumaczenia się, żałuję tego, że nie wytłumaczyłam. Dlaczego? A to dlatego, że trudno było zacząć pracować. Zapewne jak bym wytłumaczyła przenieśliby mnie gdzieś indziej, no ale emocje zrobiły swoje :(. Po dłuższym czasie dali mi szansę – dali pracę na kuchni (pracuję dopiero od półtora miesiąca). Ciężko tam, uczę się tak naprawdę nowych rzeczy, ja np. podglądam jak gotować na dużą ilość osób. Jak na razie obieram ziemniaki no i sprzątam, ale przyjdzie i na mnie czas, aby stanąć przy tym ogromnym garze. Pozdrawiam serdecznie wszystkich wiernych Czytelników naszego bloga.

Agnieszka

Kuchnia wegańska

1-2-DSCN4475

Jeżeli o moje zdanie chodzi, to w tym wydaniu kuchni wegańskiej spodobało mi się… ekipa telewizyjna. Wszyscy byli niesamowicie fajnie zorganizowani, każdy wiedział co i kiedy robić, a wbrew pozorom pracowite jest życie w kuchni… od kuchni ;). Na swój sposób byłam zachwycona, bo 1) ludzie robiący ten program tworzą wokół siebie przemiłą atmosferę 2) nie na co dzień mamy tu dostęp do tylu świeżych warzyw, aby móc je chrupać jak króliki :). Jestem ciekawa z natury, więc jeżeli mam okazję czegoś spróbować, to na bank w to wejdę i zbiorę nowe doświadczenia. Nie potrafię jednak do tego co np. jem dorabiać jakiejś ideologii, że to zwierzątek mi szkoda, bo żyją czy mają uczucia, że sałata też żyje i czuje, że świnia też człowiek ;). Jestem wszystkożerna i potrzebuję tak mięsa, jak mleka, jajeczek (moich kochanych!) i zieleniny. Raz na jakiś czas mogę sobie pojeść soję, czy pomidorowej z soczewicą – bo taka zupka – papka dla bobasa zabawna jest nawet, ale żeby z czegoś całkowicie zrezygnować, to ja nie chcę. Moja mama humus ma chyba non-stop w lodówce, a mi on jakoś specjalnie dupy nie urywa, zdecydowanie bardziej wolę pastę typu jaja na twardo.

Taki przepis: jaja na twardo rozdrobnione widelcem + tuńczyk (albo dowolna ryba – co kto lubi, wędzona makrela też mniam) + majonez + ogórek świeży w kostkę drobno pokrojony + pieprz + sól = PYCHOTA !

Całe szczęście, że każdy może jeść co chce i jak chce i całe szczęście, że możemy się pomimo różnic poznawać i dogadywać , nawet jeśli poprzez jeden tylko zmysł – smaku, to miłe.

Małgosia

Pytanie

1-DSC_0964

Wrażliwość chyba wyszła z mody. Teraz trzeba mieć, żeby być. Ciągle lepiej, więcej, wyżej, dłużej itd. Machina cywilizacji prowadzi nas niechybnie nad przepaść Tartaru. Musimy brać coraz więcej leków przeciwbólowych. Ukrywamy gdzieś w szafie nasze marzenia. Ukrywamy uczucia.

Świat staje się „Wesołym Miasteczkiem”, gdzie do każdego uczucia musimy kupić bilet.

Coraz więcej leków przeciwbólowych to sposób na przetrwanie.

Czasem patrzę na ludzi o twarzach bez wyrazu. Przeraża mnie ta pustka. Ich nie stać na bilet do „Wesołego Miasteczka”.

Teraz żeby być, trzeba mieć. Trzeba mieć, żeby być.

Ja nie mam…

Więc czy istnieję jeszcze?

Ag.U

Kuchnia wegańska? Tak, bardzo mi się podobała! (po wizycie Marty Dymek, autorki blogu i książki „Jadłonomia”)

5-DSCN4502

Warsztaty wegańskie – czy można przeżyć bez mięsa?”

Mnie osobiście warsztaty się spodobały, może nie pokazały mi czegoś nowego, ale zwróciłam uwagę jak resztę dziewczyn zainteresował ten temat. Uważam, że skoro mamy już XXI wiek jako rozumne istoty w cywilizowanym świecie powinniśmy bardziej zwracać uwagę czym i jak się żywimy. Odkąd pamiętam nie jem mięsa, nigdy nie mogłam się do niego przekonać, a może po prostu mój organizm go nie przyswajał. Druga sprawa, która przeszkadzała mi w jedzeniu mięsa to ogromna miłość do zwierząt. Nie rozumiem postępowania teraźniejszej gospodarki. Gdyby każdy człowiek miał okazję zobaczyć jak te zwierzęta cierpią przed ich egzekucją, na pewno sporo ludzi przestało by praktykować taki sposób żywienia. W końcu można żyć bez tego, jestem żywym przykładem, tym bardziej, że na wolności uprawiałam sport i brak mięsa nie spowodował żadnego spustoszenia w moim organizmie. Uważam, że w tych czasach to pójście na łatwiznę, mięso jest tanie i łatwo dostępne (bo też w taki sposób produkowane). Jeżeli człowiek ma ochotę skosztować drugiej istoty (zwierzęcia), mógłby na nie zapolować, wtedy siły byłyby wyrównane, a i zdobycz by lepiej smakowała (tylko której ze stron?).

Poli

„Warsztaty o kuchni wegańskiej”

Ogólnie warsztaty podobały mi się. Wykład dotyczący tej kuchni, wiadomości na ten temat, które usłyszałam to dla mnie coś nowego. Nigdy wcześniej nawet nie pomyślałam o spróbowaniu takiej kuchni. Spotkało mnie miłe zaskoczenie, ponieważ potrawy przyrządzone na tych warsztatach smakowały mi. I od czasu do czasu mogłabym jeść potrawy wegańskie, ale na co dzień raczej nie. Za bardzo lubię mięso i nie jestem w stanie z niego zrezygnować.

Izabelka

„Warsztaty wegańskie”

Kuchnia wegańska? Tak, bardzo mi się podobała. Jest smacznie, zdrowo i zaskakująco. Proste składniki typu sezam, ciecierzyca, czosnek w połączeniu ze sobą komponują ciekawe smaki i uważam, że jest możliwe takie odżywianie się. Jeżeli ktoś chce naprawdę wprowadzić w swoje życie tego rodzaju kuchnię, powinien nauczyć się ją przyrządzać, żeby była ona urozmaicona i nie przynudzała na co dzień. Ja osobiście bardziej przychylam się do kuchni wegetariańskiej. Mogę spokojnie przeżyć bez mięsa, ale nabiał, jajka już niechętnie bym wykluczyła ze swojej diety.

Alesia

„Warsztaty wegańskie”

Muszę powiedzieć, że było fajnie i smacznie. Poruszyłyśmy temat porównania wegetarianizmu z weganizmem. No więc zrozumiałam, że wegańska kuchnia różni się tym, że nie używa się składników pochodzenia zwierzęcego np.: jaj, mleka itp.

Jestem smakoszem i mało jest rzeczy, których nie lubię jeść, więc i te potrawy przypadły mi do gustu. Tylko jeden składnik, starty sezam mi nie podpadł, bo nie lubię chałwy, a on właśnie tak smakował tylko, że bez cukru. Z niego był robiony humus, miesza się tę masę sezamową z ciecierzycą i do tego można było dodać czego dusza zapragnie. My dodałyśmy czosnek, sól, na koniec polałyśmy go oliwą z oliwek. Je się go z warzywami np.: cukinią, ogórkiem, awokado. Pyszne.

Bardzo mi się te warsztaty podobały, dużo się dowiedziałam. Warsztaty te prowadziła Marta Dymek, tak jak pisałam były smaczne. Ale nie wiem czy dała bym radę bez mięsa, ale i też bez mleka, jogurtów, jaj i serów.

Kajzerka

Weganizm

Jak najbardziej smakowała mi kuchnia wegańska, ale od czasu do czasu musiałabym jednak zjeść mięso. Jestem osobą mięsożerną. Jeśli chodzi o warsztaty, to były bardzo fajne i interesujące, na pewno w jakiś sposób mnie ta żywność zainteresowała. Myślę, że nie raz kupię i zrobię sobie humus lub inną potrawę wegańską. Zdaję sobie sprawę, że na mięso są zabijane zwierzęta, ale ja o tym nie myślę, tylko jem. Na warsztatach wegańskich najbardziej smakowała mi zupa i owoce. W więzieniu zapewne większość osób smakowało z tego względu, że tu nie ma normalnych smaków i brakuje świeżej żywności.

Wiola.

Weganizm – do niedawna myślałam, że to ubogi, mało smaczny i mało syty sposób odżywiania się. Piszę „do niedawna”, bo właśnie mogłam skonfrontować to z rzeczywistością i to co zobaczyłam zaskoczyło mnie trochę. Oczywiście nie na tyle, żeby zrezygnować z jedzenia mięsa, co to to nie, ale kiedyś nie chciałoby mi się zagłębiać w wegańskie przepisy. Bo niby co można zrobić tylko z owoców i warzyw – jakieś sałatki, deserki. To nie bawi jak syty obiadek. Kolejny raz dzięki Fundacji „Dom Kultury” mogłam zetknąć się z czymś nieznanym i zobaczyć jak to wygląda, gubiąc po drodze swoje stereotypy.

Marta to dziewczyna, która jest weganką – od razu powiem, że nie jest szkieletorem ledwo trzymającym się na nogach z niedożywienia. To był jeden z moich stereotypów. Przyrządzała nam humus, pokazując po kolei z czego i jak powstaje to danie. Po zjedzeniu tego posiłku padł mój kolejny stereotyp. Byłam najedzona do syta, no i muszę przyznać, że to było naprawdę smaczne. Za każdym razem ,kiedy moje wyobrażenia różnią się od rzeczywistości ,obiecuję sobie, że dopóki się z czymś nie zetknę, postaram się nie wyrabiać zdania na ten temat. Niestety, okazuje się to niemożliwe. Może każda kolejna próba będzie bliższa ideału.

Monika

Warsztaty wegańskie

Ogólnie rzecz biorąc jestem osobą mięsożerną, mimo iż uwielbiam warzywa i owoce, trudno mi sobie wyobrazić kanapki bez plasterka salami.

Smakowały mi potrawy przyrządzone przez Martę Dymek, nawet nie wyobrażałam sobie, że może być aż tak smacznie. Najbardziej smakowała mi zupa pomidorowa na soczewicy – po prostu bajka!

Dominika

http://www.jadlonomia.com/

Wakacje

1-DSC_0097

Gdy rozum idzie na wakacje…. (marzenia i wspomnienia)

Pamiętam, że będąc jeszcze dzieckiem i żyjąc sobie beztrosko razem z bratem i rodzicami, co roku w wakacje jeździłam do bardzo spokojnej miejscowości Stawki K. Węgorzewa.

Piękna, malownicza miejscowość, dookoła domy, lasy, pola i dużo dzieciaków. Były też stawy i małe jeziorka. Dzisiejsza młodzież powiedziałaby – TOTALNA NUDA, ale dla mnie to był RAJ, ponieważ jeździłam tam do babci. Moja babcia całe życie wychowywana była na wsi, więc i bardzo prosta z niej kobieta była, ale o wielkim sercu. Zawsze kiedy do niej jeździłam, zadbała o wszystko – bo kiedy byłam dzieckiem uwielbiałam jeść i to dobrze, ze smakiem, co zresztą zostało do dziś. Były placki ziemniaczane, chrusty, obwarzanki, pączki i jeszcze wiele, wiele innych smakołyków. Ojej! Ile ja bym dzisiaj dała za tą beztroską dziecinność i te przepyszne placki ziemniaczane.

Aneta B.

Chciałabym spędzić wakacje w górach razem z moimi dziećmi…

Chodzilibyśmy w różne miejsca, ale najwięcej czasu spędzilibyśmy w lesie. Zbieralibyśmy grzyby, a po powrocie szybko, wspólnie przygotowalibyśmy jedzenie. Oczywiście nie z grzybów, bo za bardzo się na nich nie znam :). W górach spędziłabym tydzień, a później pojechalibyśmy nad

morze, tu znowu tydzień. Po tym ruszamy na Warmię i Mazury, a tam wynajmujemy letni domek. Robimy sobie czas na zwiedzanie np. starych zamków, ale znalazłabym też czas, żeby pójść do lasu na jagody i maliny. Byłoby super.

Asia

Na dziś dzień przychodzi mi do głowy wiele planów na wakacje oraz dużo miejsc, które chciałabym zwiedzić. Ale od dawna ilustruje się w mojej głowie miejsce zupełnie inne niż pospolita wieś czy inne miasto.

Chciałabym znaleźć się na wyspie oblewanej z każdej strony lazurową wodą ciepłego oceanu, np. Malediwy. Kiedyś oglądałam przewodnik po różnych zakątkach naszego świata. Ujął mnie przepiękny widok plaży oraz cudowna krystaliczna woda, na której była wybudowana kolonia jednorodzinnych, ekskluzywnych domków. Każdy był połączony drewnianymi mostkami. Naprawdę cud natury zgrywał się idealnie z cudem techniki. Piękne drzewa palmowe, z dala od zgiełku miasta oraz ogromu ludzi. Bardzo bym chciała zrealizować to marzenie. A co do tego z kim bym chciała spędzić ten czas. Najprawdopodobniej z moim chłopakiem oraz siostrą i jej miłością. Może kiedyś mi się uda tam pojechać.

Pozdrawiam, Kajzerka.

Gdy rozum idzie na wakacje, to dzieją się rzeczy najróżniejsze, ale tyle dobrego, że mogę wspominać do końca życia. Moich wyjazdów nie dałabym rady zliczyć, bo każdego roku lipiec to był dla mnie czas kolonii albo obozów, z reguły nad polskim, naszym cudnym morzem, a sierpień to wyjazdy z rodzicami i bratem na tzw. wczasy w góry. Różne miejsca, różne przeżycia, różne doznania za każdym razem, aż do dnia dzisiejszego głupkowaty uśmiech na pyszczku, kiedy sobie to przypominam. Gdyby teraz miała tydzień na wakacje, to chciałabym mieć wóz – taki „westernowy” z rozpiętym na łukach materiałem, a do wozu zaprzężony koń lub dwa i wiśta wio !!! Gdzie dałabym radę, po całej Europie, od wsi do wsi. Marzą mi się takie wakacje, gdzie mogłabym żyć jak Cyganie wieki temu. Chciałabym całkowicie poddać się żywiołowi – jeść co znajdę , spać gdzie się da, biegać boso po trawie, łowić ryby i spróbować jak smakuje bobrowy ogon albo karkówka z niedźwiedzia. Chłonąć życie bez ograniczeń, odciąć się od ludzi i powolutku mijać dzień za dniem.

Małgosia

Może będzie lepiej, gdy nie będę opisywać tego co bym zrobiła, gdyby nie było przy mnie rozumu. Na tę chwilę wymarzone wakacje to wakacje, które mogłabym spędzić z moją ukochaną córeczką. Nie ważne gdzie, byle tylko z nią. Natomiast wakacje, które dobrze wspominam… Miałam 13 lat, gdy oznajmiłam moim rodzicom, że w te wakacje pojadę na obóz harcerski i mają mnie zapisać w ZHP (trzeba było tam troszkę należeć, ale na szczęście to był marzec). Oczywiście chodziło o chłopca, Darek miał na imię i był bratem bliźniakiem mojej koleżanki Anity. No i stało się, zaopatrzona we wszystkie potrzebne artykuły, pojechałam do Łaz obok Mielna na obóz harcerski. Oczywiście po dwóch dniach miałam dosyć, a miłość nie dotrwała nawet do końca turnusu, ale wspomnienia zostały, nawet całkiem miłe… 🙂

Lexi

Moje wakacje spędzę z moją rodziną, która wspiera mnie w tych trudnych dla mnie chwilach. Niby mi się krzywda nie dzieje, ale tęsknota za rodziną doskwiera niemiłosiernie. Zabrałabym cała rodzinkę na bezludną wyspę, chociaż na tydzień, aby móc się nimi nacieszyć, mieć wszystkich dla siebie. Nie mam wielkich marzeń co do wymagań rzeczowych, więc moja wyobraźnia nie działa na szczegóły, pragnę je spędzić daną chwilą…

Agnieszka

Gdybym dostała wakacje od ZK, to myślę, że najbardziej chciałabym spędzić je sama z rodziną. To znaczy z mamą, córką i Arturem. Nigdy razem nie spędziliśmy tego czasu, a wiem, że mogłoby być super.

Moje ostatnie wakacje: tamtego lata, dokładnie w sierpniu trafiłam tu…, ale dobrze wspominam to lato. Codziennie z córką chodziłyśmy nad jeziorko i dobrze się bawiłyśmy. Wyglądało to tak… budziłyśmy się co ranek, może bardziej przed południem :). Jakieś śniadanko, albo nie… Szykowałyśmy kocyk, ręczniki, jakieś owoce. Owoców mamy w domu pod dostatkiem, bo mamuś pracuje na giełdzie owocowo-warzywnej, no i wiadomo do domu zawsze coś przyniosła. Wskakiwałyśmy w kostiumy i biegłyśmy na przystanek. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. No i wiadomo, wygodna miejscówka, rozeznanie otoczenia i pełen relaks. Córka dobrze pływa (lepiej ode mnie, więc się o nią nie martwiłam). Miałyśmy ze sobą płetwy… Córka trenowała pływanie, więc gadżetów w domu nie brakuje. Opalałyśmy się, śmiałyśmy się i było super. Teraz mam co wspominać.

Monty P

Gdybym teraz dostała tydzień wolności na wakacje, wyglądałyby one tak: duży plecak, wyszukane promocyjne bilety lub auto-stop. Mały namiot na wszelki wypadek, gdyby trzeba było przespać się na dworze. W kieszeni kilka map europejskich miast lub polskich. Zwiedzanie, łażenie, kanapki z konserwą, zupki chińskie i tak cały tydzień, aż nogi by weszły w dupę.

Smaki jakie mi się kojarzą z wakacjami to: owoce, zupa śliwkowa ze śmietaną, zupki chińskie, lody śmietankowe, ryby z ośćmi, konserwa turystyczna, kiełbasa z grilla i na ciepło z musztardą, gofry.

Monika

Moje wymarzone wakacje: chciałabym kiedyś, w niedalekiej przyszłości pojechać sama do Paryża. Pozwiedzać tam w samotności i przypadkiem poznać przystojnego Francuza, który pokazałby mi najpiękniejsze części Paryża. Chciałabym się tam zakochać i przeżyć najpiękniejsze chwile mojego życia, dzięki którym wierzyłabym w to, że dla mnie świeci słońce.

Iza

Jak wygląda sex w moim przypadku w Z.K.? :)

 1-3-DSC_1957

W ogóle nie wygląda :). Ale napiszę parę słów co na ten temat myślę. Umiem zauważyć i podziwiać kobiece piękno, ale nie jestem zainteresowana nim fizycznie :). Jestem tolerancyjna… uważam, że co dokonuje się za zgodą obojga, to jest indywidualną sprawą. Nie miałam możliwości obserwowania związku damsko-damskiego, ale uważam, że takie związki niczym nie różnią się od związków damsko-męskich. To znaczy szacunek, zaufanie, no i takie tam podstawowe kwestie muszą być :). No i wszystko chyba zależy od wychowania osobistego człowieka. Jak człowiek ma szacunek do siebie to ma to i do innych. No i w takim wypadku nie musi wisieć w powietrzu niesmak sytuacji. Przede wszystkim – szacunek do siebie i do innych!!!

Ale to jest życie, a w życiu wiadomo – różnie bywa :).

Wiola

Dopalacze, d**olacze, wypalacze, g**opalacze

 1-1-oko0008

Bierzesz dopalacze? – NIE!, to nie istniejesz. Tak dzisiaj wygląda świat, w którym przyszło Nam żyć.

Nigdy nie używałam dopalaczy i niech mnie wszyscy Święci bronią, abym kiedykolwiek po to sięgnęła. Nie to żeby drogi były mi obce – BRAŁAM i narkotyki pogrzebały mnie żywcem – w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Nie uważam się za lepszą, bo nie brałam i nie biorę dopalaczy, po prostu to, co widzą moje oczy, kiedy przychodzą młode dziewczyny odbywać karę, normalnie aż serce boli, nie ogarniam… Kryształ, mocarz, ABC itd. – skąd te nazwy? I co oznaczają? Jakie składniki mają te specyfiki, że ludzie po nich tak wyglądają? Pokręceni z zaburzeniem mowy, początki schizofrenii, zwykła proza dnia w więzieniu ich przerasta, totalne spustoszenie w głowie. Jedna wielka masakra, nie idzie się z nimi dogadać – między Nami jest mur nie do przebicia.

Uwierzcie, naprawdę ciężko przebywać z ludźmi wyniszczonymi przez dopalacze.

I być może zabrzmi to egoistycznie, ale całe szczęście, kiedy ja zaczynałam brać narkotyki, o dopalaczach nie było jeszcze mowy.

Aneta B.

Jak to się stało, że tu trafiłam? :)

bez napisów

No cóż… standartowy kierunek… ćpanie, kradzieże, kryminał. Byłam świadoma tego, że tu się znajdę.

Jak wiadomo, przyszedł czas, trzeba ponosić konsekwencje :).

Zdaję sobie sprawę, że jak nie zmieni się moje życie, moje postępowanie, kierunek, w którym podążam, to nigdy to się to nie zmieni. Problem w tym, że jestem uzależniona od narkotyków i prawdę mówiąc nie jestem na tyle silna, żeby z tym skończyć. Wiem, że nie mogę tego robić, zwłaszcza ze wględu na moją mamę. Wiem, że bardzo mnie potrzebuje, że liczy na mnie, na moją pomoc. Ma swoje lata, przy tym wychowuje moją córkę i strasznie jest jej ciężko z tym wszystkim w pojedynkę. A na dodatek wierzy we mnie. Wiem o tym wszystkim, ale nawet z tą wiedzą nie jestem przekonana co do sukcesu. Po prostu nie oszukuję się, wiem, że jak wyjdę pierwsze co zrobię, to przyćpam. Gorzkie, ale prawdziwe :(. Boję się, że popłynę i tym samym rozbiję mojej mamie serce. No i tu kółko zamyka się.

Wiola

Jak wygląda sex w moim przypadku w Z.K.?

1-DSC_0118

Ja osobiście jestem osobą, która kocha płeć przeciwną. Niestety w naszym położeniu z uprawianiem sexu jest kłopot, ponieważ nie ma tu widzeń bezdozorowych dla kobiet. Muszę cieszyć się jedynie zwykłym widzeniem z moim ukochanym. Nie ukrywam, że proszę go by zajmował miejsca odległe od innych odwiedzających by móc go pocałować, dotknąć, przytulić, niestety częściej to jest niemożliwe niż możliwe.

Kajzerka

Dla Córeczki

 1-DSC_0071

Czy dane będzie mi spojrzeć w oczy Twe i powiedzieć, że kiedy miałaś pięć lat, inną drogą miałam iść w świat.

Czy pamiętasz jeszcze moją twarz i czy wiesz, że to ja chciałam, abyś przyszła na świat.

Zawsze kochałam i kochać będę Cię, choć nie było szans na życie we dwie.

Czy kiedykolwiek wybaczysz mi i kiedy odejdę zapłaczesz nad grobem mym?

Proszę, odezwij się, bo każdy dzień zabija mnie.

Z myślą o Tobie, córeczko.

ANETA B