Refleksja o byciu w więzieniu

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zdaję sobie sprawę, że społeczeństwo w ostatnich latach bardziej zainteresowało się – być może też dzięki mediom, które są wszechobecne, interesują się sprawami dotyczącymi więzień, więźniów i życiu za kratami – nami, osadzonymi.

Nie umiem sobie jednak odpowiedzieć do końca na nurtujące mnie pytanie: czy to za sprawą szukania sensacji, czy za sprawą ciekawości, czy za sprawą nas, tu osadzonych kobiet i naszych historii?

Wiele z nas na bloga pisze na luźne tematy, czując obawę przed krytyką, jaka na nas spadnie, gdy opowiemy całą swoją historię. Nie uzewnętrzniamy się do końca. Każdy człowiek, nieważne czy po tej, czy po tamtej stronie muru, skrywa jakąś tajemnicę.

Jako odbiorcy bloga wiecie tyle, ile my się odważymy Wam zdradzić. Kiedy opowiadamy o swoim dniu w celi – co jest dla nas dniem powszednim – dla Was pewnie jest nie do pomyślenia, że można niektóre zasady znosić. Tu nie ma się wyboru. I czasem myślę, że nawet „wolności słowa”- choć sąd wydając wyrok nam tego nie zabrał. Jedyne, co zabrał, to wyśnioną i wymarzoną przez większość z nas WOLNOŚĆ.

Czy da się przywyknąć do tego miejsca? Osadzić się w jakiś schematach? Ja na to pytanie odpowiem tak: da się to tolerować, zaś w pełni zaakceptować nigdy.

Moim sposobem na przetrwanie w tym miejscu jest cierpliwość. Uczę się jej każdego dnia. Staram się o to, aby nie przesiąknąć tym miejscem.

Chciałabym, gdy będę po tamtej stronie muru, aby moi najbliżsi mnie poznali. Żebym wreszcie mogła żyć bez stresu i olbrzymiego strachu, jaki mi towarzyszył, gdy sprawy związane z wyrokiem nabierały tempa.

Straszne jest to, kiedy kładziesz się u boku ukochanego myśląc tylko o tym, czy jutro nie zawali się twój cały świat. Czy wszystko nie legnie w gruzach. Więzienie to ciągła walka. Nie z innymi, lecz z samym sobą. Test, który trwa dni, miesiące, lata. Czujesz ciągle czyjś oddech za plecami, jakąś obawę o to, co się wydarzy. Gryziesz się w język w sytuacji, kiedy masz rację. Tak dla dobra sprawy. Czy stajesz się przez to osobą słabą? Nie! Pokazujesz tym samej sobie, jaka jesteś silna i dzielna. Mój spokój – Twoja racja!

Najgorsze, co tu doskwiera, to tęsknota. Robisz sobie bilans i okazuje się, ile tak naprawdę straciłaś. Czasem ten bilans jest druzgocący. Bo po wyjściu nie da się żyć, jakby nigdy nic się nie stało. Jedyne co można, to starać się, aby jakoś to bliskim wynagrodzić.

Blondi

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Przepustki, przerwy w karze, warunkowe zwolnienia

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wielu ludzi zastanawia się, po co przez Sądy czy Zakłady Karne w ogóle udzielają je skazanym. Z jakiej racji jakiś gangster, złodziej, morderca, oszust…, chodzi po ulicach wśród normalnych ludzi, skoro w tym czasie powinni siedzieć w więzieniu. Wszystkie te środki czemuś służą, postaram się wytłumaczyć to w miarę sensownie.

♦♦♦

Przepustka wersja kodeksowa: skazanemu wyróżniającemu się dobrym zachowaniem w czasie odbywania kary mogą być przyznawane nagrody. Nagroda może być również przyznana skazanemu w celu zachęcenia go do poprawy zachowania. Jedną z form nagrody jest zezwolenie na widzenie bez nadzoru poza obiektem Zakładu Karnego na okres nieprzekraczający 30 godzin jednorazowo oraz zezwolenie na opuszczenie ZK bez dozoru na okres nieprzekraczający 14 dni.

A teraz moja wersja

Dla mnie przepustka to furtka do świata, którego już nawet dobrze nie pamiętam (jestem tu od 2000 r.). W tym czasie hitem były pierwsze telefony komórkowe na kartę 😊.

Przepustka to odbudowa relacji z rodziną, bo na razie jestem tylko córką i siostrą od wielu lat w więzieniu, nie w domu, nie na wspólnym obchodzeniu świąt, nie przy wspólnych rodzinnych problemach i wielkich wydarzeniach.

Przepustka to też przyzwyczajenie się do ulic pełnych anonimowych ludzi, środków transportu a nawet kupowania biletów (bo słyszałam, że robi się to teraz za pomocą urządzeń a nie kiosków), sklepów, płatności bezgotówkowych i spacerów przed siebie a nie w kółko.

Przepustka to ponowna nauka życia – rozmowy w urzędach, załatwianie spraw, których nie robiłam od wielu lat.

♦♦♦

Przerwa w karze – wersja kodeksowa: sąd penitencjarny może udzielić przerwy w karze, jeżeli przemawiają za tym ważne względy rodzinne lub osobiste.

Moja wersja

Przerwa w karze to są dzieci, które psychicznie sobie nie radzą z sytuacją w której zostały postawione i tylko ten rodzic, który tak nagle zniknął z niewiadomego powodu może to wykorzystać.

Przerwa w karze to możliwość załatwienia spotkania z pozostawionym zwierzątkiem, czy mieszkaniem, za które rośnie zadłużenie. To również załatwienie opieki dla osób, które tego potrzebują, gdy mnie nie będzie.

♦♦♦

Warunkowe przedterminowe zwolnienie – wersja kodeksowa: sąd może warunkowo zwolnić skazanego z odbycia reszty kary, tylko wówczas gdy jego postawa, właściwości i warunki osobiste, okoliczności popełnienia przestępstwa oraz zachowanie po jego popełnieniu i w czasie odbywania kary uzasadniają przekonanie, że skazany po zwolnieniu będzie stosował się do orzeczonego środka karnego lub zabezpieczającego i przestrzegał porządku prawnego w szczególności nie popełni ponownie przestępstwa.

Moja wersja

To dla mnie szansa na nowy początek, który jest szybszy niż koniec kary. Kiedy jestem gotowa do odbudowy życia jakie mi pozostało (a wiek jest przeszkodą np. do pracy), kiedy wykluczenie społeczne, technologiczne jest mniejsze niż będzie gdy kara się skończy. Każdy dzień poza ZK to zysk, zwłaszcza dla tych, którzy karę otrzymaną mają podyktowaną nie tylko sprawiedliwością a także np. opinia publiczną (takie wyroki zawsze są wyższe) lub dla tych, którzy w ogóle nie powinni ich mieć a mają. Z nami są takie przypadki.

♦♦♦

Niestety wiele osób skazanych nie korzysta z wymienionych przeze mnie środków. Czy to dobrze? Moim zdaniem nie. To wszystko powinno być aktywne, w końcu z jakiegoś powodu ktoś mądry to wszystko wymyślił, a z jakiego? Każdy z tych środków ma pomóc skazanemu w powrocie do społeczeństwa.

Odbycie kary czyli odsiadka od deski do deski nie zawsze przynosi ze sobą coś dobrego.

Gdy kara się kończy i stajesz za bramą bez przygotowania (bo siedzenie wieloletnie upośledza w człowieku pewne zachowania), z zadłużonym mieszkaniem lub eksmisją, bez pracy z dziećmi w domu dziecka i wieloma innymi problemami nawarstwionymi tak bardzo, że wydają się nie do pokonania, możesz zrezygnować zanim podniesiesz stopę, by dać pierwszy krok.

Przepustki, przerwy w karze i warunkowe zwolnienia są po to by góry zamieniać w pagórki, żeby lepiej było ponownie wystartować.

MONIKA

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

PRZYZWOITOŚĆ

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Fot. Małgorzata Brus

PRZYZWOITOŚĆ – Człowiek powinien być wierny sobie. To moje sumienie cicho dyskretnie ogłasza co jest.


Przez ostatnie lata bardzo się zmieniłam. Jak minęła trzydziestka zmieniła się mentalność. Przez edukację podniosła się moja samoświadomość, moje własne „JA” rozrosło się, ale nie tłamsi innych ludzi, tylko zaczyna z nimi współżyć.

Poznałam różne mechanizmy rządzące tym światem. Też bardzo poszerzyło się moje postrzeganie ludzi, bo wiem, czego mogę się spodziewać, dlaczego moje zachowanie np. budzi w niektórych niechęć, a tamto budzi współczucie, czy jakieś uczucie pozytywne, lubienie czy właśnie zaufanie.

Tą gówniarę (siebie) z przeszłości to bym związała, zakneblowała i ją biła miesiąc czasu, bo była straszna. Brakowało jej jakiegokolwiek wyznacznika moralności, uważałam że jestem najmądrzejsza, chociaż nic nie wiedziałam. Byłam straszna. Jakieś tam zero wrażliwości, nastawiona tylko i wyłącznie na „JA”. Nie byłam nastawiona, żeby cokolwiek dać od siebie, tylko cały czas brać, brać, brać. No i te wszystkie negatywne cechy nadal są we mnie. Są one stłamszone, ale nie zabite i się odzywają co pewien czas.

Jestem narkomanką. Wiem, że nie mogę ćpać. Jedna kreska i całe najgorsze zło, jakie we mnie siedzi, wychodzi na wierzch. Wychodowane zło w człowieku nigdy nie przestaje istnieć. Można je jedynie stłamsić. W każdym człowieku jest zło i dobro. W zależności od tego, jaką mamy sytuację, to z nas wychodzi zło albo dobro.

Różnice społeczne i brak socjalizacji powoduje, że rodzą się złe uczynki. A każdy zły uczynek, każdy, to jest jak kula śniegowa. Nie muszą to być złe uczynki, takie bardzo spektakularne czy wielkie np. kradzież batonika, drugiego batonika, później kradzieże czegoś tam, później spotyka się rówieśnika, uderza się go w twarz, żeby mu zabrać buty i to jest taki efekt kuli śniegowej. To narasta, narasta i w pewnym momencie rzeczywiście jesteśmy na równi, albo nawet w niektórych wypadkach jesteśmy wyżej w tej drabinie społecznej niż zwykli ludzie. Ja mówię tutaj o nas przestępcach. Boją się nas zwykli ludzie, mamy więcej pieniędzy, więcej czasu, fajniejsze samochody. Wszystko jest elegancko, tylko że każdy zły czyn zabija w środku nas człowieczeństwo i chruzgocze blokady moralne. Ja jestem zdania, że z niektórymi blokadami moralnymi się rodzimy. Chociażby rodzimy się z tym, żeby nie zabijać drugiego człowieka, bo widzimy w drugim człowieku samego siebie. No ale te blokady są miażdżone, chruzgotane i później można w bardzo łatwy sposób przekroczyć granicę, z której już teoretycznie nie ma powrotu. To że nie mamy barier, nie czyni nas ludźmi silnymi w pewnym sensie.

Oczywiście że miałam poczucie, że źle robię, ale uznałam, że doznałam w dzieciństwie tyle krzywd od społeczeństwa, że teraz ja mu się odpłacam.

Nie mam hamulców. Nie mam. Podchodzę do wszystkiego zdroworozsądkowo. Hamulec, to jest strach. Większości przypadków ja nie boję się kogoś zabić, nie boję się ukraść, nie boję się komuś złamać ręki, nie boję się więzienia. Wielu rzeczy się nie boję. Ale nie robię tego, bo wiem że to jest złe i nie chcę tego robić. Ale już nie mam naturalnego hamulca, nie mam tego lęku który mnie hamuje. To jest tylko i wyłącznie moja decyzja, że tego nie robię. Poza tym każdy człowiek posiada jakiś stopień empatii, przyzwoitości. I całe zło, jakie kiedykolwiek wyrządziłam ludziom, wraca do mnie i wiem, że poniszczyłam niektórym ludziom życie. Zrobiłam straszne rzeczy. I źle mi z tym. I nie chcę się już więcej tak czuć i nie chcę, żeby ludzie przeze mnie tak czuli, ponieważ dochodzi do mnie ich ból.

W wieku 17 lat zaczęłam odczuwać pustkę w moim życiu, a w wieku 19 poznałam swojego „niedoszłego” męża w którym się zakochałam bardzo. Ale niestety, nie byłam dość rozwinięta emocjonalnie i zaprzepaściłam ten związek i się rozstaliśmy.

Według mnie kobieta i mężczyzna są równi sobie. Każdy mężczyzna który próbuje się wzbić ponad kobietę, jest zwykłym szowinistą. I to dotyczy również kobiet, które próbują być ponad facetem. Jesteśmy wszyscy ludźmi. Mamy te same pragnienia, obowiązki, te same prawa. Z tym że różnie je wykorzystujemy. Wiadomo że facet z racji tego, że jest inaczej zbudowany łatwiej jest mu pracować gdzie trzeba siły. Natomiast kobiety mają predyspozycje do tego, by robić kilka rzeczy na raz: Mamy niesamowitą podzielność uwagi czego facetom brakuje. Ale są jednak pewne różnice między nami. I tutaj wchodzi w życie szacunek. Uszanować to, że mamy własne ograniczenia. I nie piętnować ich, to jest chyba najważniejsze, żeby między ludźmi był szacunek. Nie ma ludzi złych i dobrych. Są dobre i złe uczynki.

Bardzo jestem związana z rodziną. Mam braci, rodziców, siostry i tam szukam pomocy. Kocham moich braci (1 św. Pamięci) i moje siostry. To jest krew z mojej krwi i jeżeli im się coś dzieje złego, to ja to odczuwam, jakby to działo się mi. Jeżeli oni przeżywają szczęście, raduje się z nimi. No, nie wyobrażam sobie życia bez nich.

Chciałabym, żeby życie nie było tak skomplikowane. Zdaje mi się że życie przeznaczyło mi drugie miejsce. ZAWSZE, ktoś jest zawsze przede mną. Nie raz mam ochotę w tym biegu, podciąć komuś nogę. Ale nie zrobię tego, bo nie wolno. A nie raz mam taką ochotę, żeby być pierwszą – ale to jest takie nieprzyzwoite.

EVELINE

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Manipulacja, a może gra?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Powiązani pajęczyną zależności pociągamy przez niewidzialne sznureczki i jesteśmy przez innych pociągani.

Kusimy i jesteśmy kuszeni. W rodzinie, szkole, zakładzie pracy i Zakładzie Karnym. Parada forteli i manipulacji trwa. Nawet w relacji z ukochaną osobą nie potrafimy zrezygnować ze sztuczek, wciąż szlifujemy sztukę wpływania, stroimy fochy, kokietujemy seksem, robimy kocie oczka, igramy uczuciami. Jak? Po co? Jakim kosztem?

Manipulacja, to talia kart, w której wszyscy oszukują. Jedni, by wygrać, inni, by nie przegrać. Większość z nas wierzy, że miłość jest przeciwieństwem manipulacji, bezpiecznym schronieniem przed gierkami ludzi. Uważam, że to tylko złudzenie, bo nie ma skuteczniejszej metody niż manipulowanie innymi ludźmi. Tu mamy pole do popisu, granie na uczuciach, przyjaźni. Im bliższa osoba, tym łatwiej grać. Poruszamy kimś, jak marionetką. Po czasie nić zmienia się w ,,smycz’’, na której trzymamy drugą osobę. Wystarczy zrobić minę aniołka, podarować jakiś prezent i uśmiechając się czule, a już budzą się w nas emocje. Zastanawiam się czy to też manipulacja? Być może, choć niekoniecznie. Na pewno manipulacja zaczyna się wtedy, gdy robi się to celowo, skłania drugą osobę do czegoś, czego prawdopodobnie nigdy nie zrobiłybyśmy spontanicznie, same z siebie. Nie jesteśmy świadome, że wodzi się nas za sznurki. Każdy potrafi manipulować. Robimy kocie oczka, które zniewalają, przytulamy się i tak naprawdę czegoś oczekujemy lub stawiamy sprawę jasno, z przekorą udając łagodne, miłe, jak pluszowe misie. Gdy to nie przynosi efektu, to wywołujemy kłótnię, wywierając presję, że źle się czujemy. Gdy to też nie działam, to automatycznie obniża się poczucie wartości, ale to też gra. Im niższe poczucie własnej wartości, tym więcej manipulacji.

Zastanawiam się jaka jest przyczyna, że każdy z nas ma w sobie chęć manipulacji drugą osobą? Trudno odpowiedzieć? Widocznie jest potrzeba, ale czy potrzebna?

H.S.

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

ZIMNA STRONA KARY

https://bip.sw.gov.pl/SiteCollectionDocuments/AS_Warszawa_Grochow/ASGrochowwew.pdf
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Dla kogoś, kto tu nie był, ten świat jest niezrozumiały.

Często zasady, które tu panują, nie są dla człowieka z zewnątrz akceptowane przez jego mentalne pojmowanie. Ktoś kiedyś napisał „Wraz z przekroczeniem bramy kończy się Twoje życie” – to prawda, tu zaczyna się życie inne, nieznane, oparte na regulaminie, przepisach, zasadach, oparte na samotności wśród nieznanych ci osób. Często myślimy o ludziach z tamtej strony bramy, marzymy o miejscach w których bywaliśmy. Wspominamy czasy, kiedy jechaliśmy do domu na wigilię i dzielenie się opłatkiem z rodziną.

Czas stanął, choć pozornie płynie dla nas, ludzi zamkniętych w ZK. Czym jest 5 – minutowy telefon przy 1440 minutach w ciągu jednej doby. 1440 minut ma doba, nasi bliscy żyją każdego dnia tyle, że dla nich czas jest dłuższy, więcej dzieje się też w ich życiu. W ciągu doby robią coś, przeżywają, doświadczają, a w ciągu 5 minut nie są w stanie streścić tego, co spotkało ich wczoraj. Zamknięci, odcięci od życia, pozbawieni wrażliwości, wiedzy. Wiedzy życia o swojej rodzinie. Dla osób, które są po raz pierwszy w ZK i dla ich rodzin, wiele rzeczy jest niezrozumiałych, dziwnych. My, osadzeni, jak i nasi bliscy, musimy dostosować się do zasad na pozór „jasno określonych”, niemniej jednak dziwnych. Jak radzić sobie z osadzeniem, z tęsknotą, z uczuciami? Dobre pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Cały regulamin opiera się na tym, co można, a czego nie można, co można powiedzieć, a czego nie. Ale wśród tylu zasad, nakazów, zakazów – nie ma słowa o uczuciach, o tym jak przestać tęsknić, o tym jak w 5 minut przegadać wczorajszy dzień. Dzień za dniem leci, minuta za minutą mija, myślami za bramą jestem, próbując nabyć umiejętności jasnowidzenia, aby wiedzieć, co moja córcia robi, co mój syn je na obiad – próbuję uparcie nabyć umiejętności joginów, aby móc być obok tych, o których myślę całe dnie. I tak dzień po dniu, odliczam minuty od telefonu do telefonu, 24h zaliczone. Jutro SKYPE, no i telefon, w sobotę do mamy zadzwonię, w niedzielę do taty i syna. Co dzień zbieram okruszki informacji o mojej rodzinie. I tę tęsknotę ukajam dźwiękiem głosu mojego syna. Jedno słowo, ton jego głosu, mojego ojca, mówi mi o tym jak się czuje, co go dziś spotkało czy miał udany dzień. Ton głosu mojego dziecka kryje tyle informacji… czego tu brak? Ich bliskości, możliwości bycia obok, kiedy radują się i płaczą, kiedy osiągają sukcesy i kiedy przegrywają…

Regulamin – zimna strona kary

AKSAMITKA

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Jak inni nas odbierają

Instruktorka fitness Marta Brus prowadzi ćwiczenia z osadzonymi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jak odbierają nas, osadzone kobiety, inni po tamtej, lepszej stronie muru. Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Pewnie na głębsze przemyślenia przyjdzie czas, gdy opuszczę to miejsce. Przebywając tu mam kontakt z moją cudowną rodziną, która mnie wspiera z całych sił. Daje miłość, wiarę i nadzieję. To bardzo wiele. Nie wszystkie kobiety osadzone mają tyle szczęścia. Tak naprawdę to oprócz bliskich jedyne osoby z „wolności”, z jakimi mam kontakt, to pracownicy służby więziennej oraz osoby, które odwiedzają nas w areszcie i prowadzą zajęcia. Służba więzienna, co oczywiste, musi trzymać dystans. Nasze relacje są czysto „służbowe”. Myślę, że to odpowiednie słowo. Osoby, które przychodzą z zajęciami, nie oceniają nas. Są przyjaźni i traktują nas normalnie. Czasem odnoszę wrażenie, że ten czas, który z nami spędzają, traktują jako misję. Więzienie to nie jest miejsce, które odwiedza się z przyjemnością. W tym momencie czapki z głów dla tych wszystkich, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli nas odwiedzają. Gdy rozmawiam z nimi, momentami mam wrażenie, że choć na chwilę mogę złapać oddech, łyk świeżego powietrza.

Gdy już opuszczę areszt, co inni o mnie pomyślą? Nie wiem. Wiem jednak, że jakoś szczególnie mnie to nie interesuje. Ci, którzy byli przy mnie przed aresztowaniem- pozostali. W tej kwestii nic się nie zmieniło.

Zdaję sobie sprawę, że na temat więźniów zwykle społeczeństwo nie ma dobrego zdania. A szczególnie o kobietach. Bo kobiecie nie przystoi, aby znalazła się w takim miejscu. Idąc za następnym stereotypem myślenia- matce również. Ale, tak szczerze mówiąc, nikt nie zna naszych historii. A niektóre z nas (tak zresztą jak ja), nie mają ochoty ich opowiadać, jak by nie było, obcym ludziom. Naszej sytuacji to nie zmieni. Można byłoby to potraktować jako formę terapii, aby wylać to wszystko na papier. Ale czy warto dzielić się z obcymi?

Obawa (być może) przed hejtem i falą krytyki, jaka na nas spadnie, podpowiada STOP. KROPKA.

Blondi



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Plotka

Świetlicowe rozmowy, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Przecież ona dosięga każdego! Nierealnym jest, by ominęła kogokolwiek. Wszyscy jesteśmy jej łącznikiem, przedłużeniem, ofiarą i „ojcem”. Rodzi się z niskich pobudek, z nudów, zazdrości, zemsty, słabego charakteru. Ta, o której się dowiemy – zapewne dzięki drugiej osobie, nawet jak poboli, zatka, wyciśnie łzy czy wywoła parsknięcie, to pozwala na zadziałanie, ustosunkowanie się, olanie, bądź zareagowanie. Wszyscy świetnie zdajemy sobie z tego sprawę, że w świecie jest jeszcze masa „info” na nasz temat, która dotrze do nas maksymalnie zdeformowana i przyprawiona.

Ludzie od zawsze gadali, mało z kim można porozmawiać, a gadać z każdym. Choć zawsze miało to miejsce, to jakoś mało kiedy w identyczny sposób „podawali” dalej zasłyszane historie.

Zakład karny w Grudziądzu był kiedyś zakonem. Do tej pory wewnątrz jest kościół w którym odprawiane były msze. Na terenie jest również DMiDZ (Dom Matki i Dziecka), tzw. „ żłobek”. Dzieci się tam rodzą i są chrzczone w kościele podczas normalnej mszy (tak było za mojej „kadencji”). Dwie takie msze pamiętam, ale ktoś w inny sposób to zarejestrował. Po kilku latach dowiedziałam się, że dziecko, które urodziłam zostało mi zabrane do adopcji z racji dużego wyroku… a ja nawet nie wiem, czy mogę mieć dzieci.

Pamiętam też jak kiedyś mnie straszyli, że gdy pojadę na karny, to muszę uważać, bo na łaźni dochodzi do gwałtów. Nie za bardzo mieścił mi się głowie gwałt kobiety przez kobietę, ale jakoś wtedy słowa miały budować lęk. Cały pawilon podzielony był na dwie części, po środku dyżurka i telefony. Mnie skierowano w lewą stronę, do końca korytarza. Do ostatniej celi. Łaźnia była po prawej stronie, na drugim końcu tego pawilonu. Dziś bym zwyczajnie zapytała „co tam się dzieje”, albo choćby „przypaliła Franka”, że przez kraty zbyt dobrze nie widzę. Jakoś chciałabym zażartować z tamtego lęku, który odczuwałam, ale nie odzwierciedliłoby to siły przekazu. Patrząc na koniec tego pawilonu widziałam stojące dziewczyny pod tą łaźnią i nie docierała do mnie kolejka po krzywdę? A tam pod oknem, przy tych drzwiach była popielniczka! One wyszły zapalić!

Osobiście dotknęło mnie kilka krzywdzących słów, byłam też świadkiem, do czego doprowadzają nieprawdziwe informacje, ile relacji niszczy, zabija plotka. Nie wszystkie pamiętam, ale chyba gorsze jest, ile razy powiedziałam sama do kogoś o drugim nieprawdę. Dlaczego bardziej człowiek pamięta „krzywdę” rzuconą w jego stronę, a nie odnotowuje zadanych przez siebie razów? Gdyby dać możliwość ranienia słowem na przysłowiowy zeszyt, ile by się wpisało? No właśnie, nie ma przykrywki incognito, ale gdyby odwrócić propozycję, wpisanie nazwisk tych, co nam zadali kuku…hm!…wiadomo, że płonęłoby.

Tysiące ludzi może ukręcić tysiące wersji jednej historii. Przez lata nasłuchałam się kto od kogo jest z rodziny, o romansach więziennych, bo tylko przecież romans mógł zaradzić, żeby utrzymać się w pracy, o donoszeniu osadzonych, by ją dostać, o tym, że w celi mam toster, własny materac, kino domowe (chyba celowe to było zagranie). Ostatnio wyjeżdżałam już w transport na diagnostykę, a ja tylko szłam z rzeczami z paczki. Moje zajęcia z psem z dogoterapii potwierdziły, że jeszcze mam psa w celi, bo długo siedzę.

Każdy człowiek ma za sobą niesmak niejednej krzywdzącej powiastki na swój temat, każdy człowiek ileś razy bardziej świadomie jak nieświadomie (pozostawiam to do indywidualnego przetrawienia) przyczynił się do bólu drugiej osoby i też każdy człowiek ma swój próg wytrzymałości na takie gadanie. Nie uwierzę, że komuś tak naprawdę jest to obojętne, że źle o nim mówią! Ja wiem, że istotne jest, kto mówi, a nie co, ale prawda jest taka, że wystarczy gorsze samopoczucie, jakiś smutek rodzinny i głupie gadanie obcych ludzi pchnie do tragedii.

A wystarczyłoby, aby każda nasza pojedyncza łza z bólu nie wypowiedziała jednego słowa dalej. Byśmy uwolnili się od niepotrzebnego śmietnika słów o innych i przestali być echem.

PEŁNOLETNIA



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Pierwszy post Haliny

W celi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Pierwszy post Haliny

Długo się zastanawiałam czy napisać na bloga.

Zwyczajnie miałam mieszane uczucia, jak zostanę odebrana przez osoby w wolności. Przecież jestem „więźniarką”.

To, że znalazłam się w tym miejscu, nie robi ze mnie gorszego człowieka. Człowieka pozbawionego uczuć. Myślę, a wręcz jestem tego pewna, że całe moje człowieczeństwo, które posiadałam przed wyrokiem, jest nadal we mnie, mimo tych krat.

Niczym się nie różnię jako człowiek od osób za murami.

Też posiadam rodzinę, dzieci, dom, lecz życie napisało dla mnie inny scenariusz.

Borykamy się często z problemami, na które nawet nie mamy wpływu. Wyobraź sobie sytuację, że znajdujesz się na naszym miejscu i wykonujesz telefon do domu, a tam słyszysz, że twoje dziecko jest w szpitalu? Ma podejrzenie wyrostka i czeka go prawdopodobnie operacja. Zanim usłyszysz wszystkie informacje, nie wspomnę o pocieszeniu dziecka i wsparciu go, mija pięć minut, telefon zaczyna mrugać – zaraz koniec rozmowy. I słyszysz ciszę, następny telefon jutro (no, chyba że uda się wyżebrać dodatkowy telefon u oddziałowej). I tak idziesz pod celę z tysiącem myśli w głowie, ale najgorsza jest ta niemoc.

Bezsilność człowieka, bo przecież będąc na wolności to byłoby się przy dziecku, trzymałoby się go za rękę, a tak… Zostaje się sama z własnymi myślami. Chyba że jesteś szczęściarą i masz z kim o tym pogadać w celi.

Więzienie uczy nas wszystkich cierpliwości, bo to jest niezbędne, jak tlen do życia.

Przecież kiedyś ten wyrok minie i będziemy przy dzieciach, rodzinie, będziemy tak jak Wy – wolnymi ludźmi.

Myślę, że jak na pierwszy wpis nie jest źle. Może się przełamię i będę pisać częściej.

Halina



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Nasz rodzinny obiad

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Fot. Małgorzata Brus

Na nasz rodzinny obiad zjedlibyśmy zupę ze świeżych pomidorów z cieniutkim makaronem i przysmażaną cebulką, pieczonego kurczaka z ziemniaczkami i mizerią, a na deser poziomki ze śmietaną albo kruche ciasto z rabarbarem i cukrem pudrem. Usiedlibyśmy wokół stołu – ja i moi rodzice – w pokoju z widokiem na ogród, a przez okna wlewałby się zapach dopiero co skoszonych traw i cykanie świerszczy. Snulibyśmy opowieści i plany na przyszłość, przyprawione śmiechem i łzami. Ale takiego obiadu nie będzie, bo nie ma już tamtego pokoju ani moich rodziców. Bo na wszystko jest już za późno.

Gdybyśmy byli dawnymi Słowianami, zastawiłabym stół na cmentarzu, przy grobie, gdzie spoczywają, i rozpaliłabym ogień – jako bramę i drogę – aby ich dusze przybyły z Nawii ogrzać się i posilić. Wtedy mogłabym powiedzieć im, jak bardzo ich kocham i jak bardzo mi żal, że nie dane mi było nawet się z nimi pożegnać. Mogłabym ich przeprosić za własną bezsilność. Może zjawiliby się też dziadkowie i babcie, ciotki, wujowie i kuzyni oraz moja nienarodzona siostrzyczka (lub braciszek) – bowiem wszyscy moi bliscy krewni  przebywają już po Tamtej Stronie, w strefie wiary i tajemnicy. Ucztowalibyśmy i gawędzili, dopóki płonąłby ogień.

Lecz nie jesteśmy dawnymi Słowianami, zaś w moim duchowym dziedzictwie nie ma przyzwolenia na zabawy we wróżkę z Endor. Żeby znów się spotkać, musimy cierpliwie czekać na ruch Boga. Dlatego na razie nie będzie obiadu ani rozmów z duchami przodków.

Za to może być inny obiad i inne rozmowy, daleko stąd, na afrykańskim brzegu – z moim mężem i jego rodziną. Bo tylko oni mi pozostali na tym świecie. Na szczęście sercem są nieustannie ze mną, choć nie płynie w nas ta sama krew. Wierzę, że kiedyś usiądziemy razem, w licznym gronie, na patio pod baldachimem winorośli, w cieple śródziemnomorskiego wieczora, i nie będziemy pamiętać ani mówić o rzeczach smutnych i bolesnych. I to będzie może lepsze, niczym dotyk łaski, bo jak napisała Majgull Axelsson: „Niektóre wspomnienia trzeba zostawić w spokoju, są delikatne jak pajęczyna, nie znoszą myśli ani słów”.

Zośka



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Farba, włosy i więzienie

J.Green (work inspired from a doodle… retro high waisted pants and bubble permed red hair! And a good disco!/ praca inspirowana „gryzmoleniem”… spodnie z wysokim stanem w stylu retro, czerwone włosy z trwałą! I dobre disco!).
Więcej prac londyńskiego artysty J. Greena znajdziecie na Instagramie @tampa_blighty.
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Farba, włosy i więzienie

(Kochana Justysiu, oto Twój pościk. Chociaż tak mi się nie chce, ale jak bym mogła tego nie zrobić dla Ciebie, Monia)

Może myślicie, że farbowanie włosów więzieniu to nic takiego. Otóż mylicie się. Biorąc pod uwagę fakt, że zlew, w którym będę chciała umyć głowę po farbowaniu ma kran zamontowany 40 cm wyżej. Do tego woda leci 30 sekund, po czym kurek trzeba przycisną ponownie. Możecie sobie wyobrazić, jak wygląda przekręcanie głowy i jednoczesne pstrykanie tym kurkiem.

Zanim jednak dojdzie do tego mycia, trzeba nałożyć farbę szczoteczką do zębów, bo pędzelka do nakładania farby w kantynie nie sprzedają, więc go nie mam. 🙂

Na twarz nakładam grubą warstwę kremu, żeby łatwiej było zmyć to, co zaraz się na niej znajdzie, bo niestety, zawsze upaprze się tą farbą cała.

Najpierw robię odrosty i tu nie jest najgorzej – pół godzinki czekania (muszę uważać, żeby nie dotykać głową górnego łóżka). Najgorzej jest z nakładaniem farby na resztę długości włosów. Mam na sobie koszulkę przeznaczoną tylko do farbowania włosów, która za każdym razem zmienia wzór plam. Ręcznik spada mi z ramion, a ja co chwila poprawiam go. Ciapki z farby co moment wycieram a to z ramion, a to z szyi, na pewno i tak jakąś przeoczę.

Po skończeniu czekam jakieś dziesięć minut i czas na wcześniej wspomniane mycie głowy.

Nagrodą za te męczarnie jest piękny kolor włosów.

No chyba, że postanowię położyć jaśniejszą farbę niż wcześniej – wtedy zostaje odrost w jednym kolorze, a reszta w drugim… Tylko raz mi się coś takiego zdarzyło i więcej tego nie powtarzam.

Monia



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”