Zamek czy półotworek, gdzie lepiej siedzieć

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

1.

Wydaje mi się, że lepiej siedzieć, jeśli można to tak nazwać, to na półotworku. Tam łatwiej starać się o przepustki, nie nosi się ubrań skarbowych, cele są otwarte. W okresie letni jest o wiele przyjemniej w celach dzięki temu. Dziewczyny odbywające karę w celach półotwartych mają lepiej. Mają różne przywileje i chyba łatwiej im o pracę i wokandę (wyjście)

Madlen

2.

Moim zdaniem półotworek i zamek różnią się tylko tym, że na półotworku masz możliwość przemieszczania się z celi do celi, bo cele są pootwierane. Możesz wyjść kilka razy do telefonu, a nie tylko raz, jak na zamku. Masz też jedno widzenie więcej i możesz wyjść na nie we własnej odzieży. To niby nic, lecz dla nas – skazanych w sumie to dużo. Jeśli oczywiście to docenimy – a bywa różnie.

Będąc na półotworku masz możliwość wyjścia z celi, jak powstaje zgrzyt i atmosfera robi się ciężka. Na zamku tego nie mamy, tylko jesteśmy uzależnione od SW i tego, gdzie nas osadzą.

Ludzie mówią, że na półotworkach siany jest większy ferment. Ja uważam, że to nieprawda, bo na zamku jest to samo. Tylko jest mniej widoczne, ponieważ jesteśmy zamknięte. Ale choć zamknięte nie oznacza to, że mamy odcięty dopływ informacji!!!

Dla mnie nie ma znaczenia, zamek czy półotworek, bo tak czy siak więzienie to jeden wielki syf. Atmosferę tworzą ludzie, a tu jest skupisko różnych charakterów i mentalności. Tu nigdy nie będzie dobrze, więc jakie to ma znaczenie, czy to zamek, czy otworek???

Drzazga

O co chciałabym zapytać Boga?

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

Chciałabym zapytać Boga o wiele rzeczy, ale nasuwa mi się jedno pytanie? Dlaczego Bóg wzywa do niebios bliskie nam osoby w bardzo młodym wieku?

Po drugie, dlaczego jest tyle chorób, których nie można wyleczyć?

Madlenn

Czy moje życie wyjdzie na prostą?

Czy moje dzieci będą zdrowe i szczęśliwe?

Czemu nasze wybory przynoszą takie konsekwencje?

Kicia

 

Jest to bardzo ciężkie pytanie, ponieważ sądzę, że jeśli naprawdę miałabym taką możliwość, to miałabym ogromny problem z zadaniem tego jednego, jedynego pytania.

Chciałabym zapytać o wiele rzeczy. Uważam, że mnóstwo pytań zaczynałoby się od słowa „dlaczego” lub sformułowania „po co?”. Po dłuższym namyśle uważam, że to moje konkretne i jedyne pytanie byłoby złożone, ponieważ brzmiałoby tak: „Jak dalej będzie wyglądało moje życie i czy zdołam wreszcie być szczęśliwa z moją rodzinką (dziećmi) oraz czy mi się w życiu uda?”. Może to pytanie zostanie uznane za płytkie, lecz to właśnie spędza mi sen z powiek.

Jeśli usłyszałabym odpowiedź, która mnie do końca nie zadowoli, to będę, chociaż wiedziała, w którym kierunku mam działać, żeby do tego nie dopuścić

Drzazga

– Dlaczego mój Anioł Stróż nie walnął mnie ze skrzydła, kiedy dźwigał się we mnie Kain?

– Dlaczego jestem taka słaba w budowaniu dobrych relacji?

– Dlaczego boję się samotności,  a w tym miejscu ciągle bym chciała być sama?

– Dlaczego ciągle mam problem z dostosowaniem się?

– Czy zdążę pobyć z bliskimi po tamtej stronie muru?

– Czy przez swój pancerz „nie podchodź”  – bardzo krzywdzę ludzi?

– Czy to normalne, że przestaję tęsknić?

– Czy byłabym dobrą matka?

– Po co jeszcze żyję?

– Czy mógłbyś sprawić, abym była wolna? Cokolwiek to oznacza, a jest pisane akurat mi. I pomóż mi to zrozumieć, że akurat tak ma być.

Pełnoletnia

 

 

 

 

 

Kiedy czas leci szybciej, a kiedy wolniej?

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Czas szybciej płynie, kiedy człowiek spędza go aktywnie z bliskimi. Wolniej zaś, gdy jest ponura aura i nic nie robi.

Obecnie czas płynie dla mnie bardzo powoli. Dłużą się minuty, godziny, dni. Szybciej płynie w dniu odwiedzin bliskich.

Madlenn

Nasz ludzki czas na Ziemi odmierzają lata, miesiące, dni, godziny, minuty i sekundy. Wydawałoby się więc, że zawsze jest wymierny. Dobrze jednak wiemy, że nasz mózg i stan ducha nie kierują się rytmem zegara. Natura i nasze ciała też żyją własnym. Na ogół wszystkim tym, którzy prowadzą normalny tryb życia: praca, dom, dzieci, przyjaciele, itp. Czasu wciąż brakuje. Doba jest za krótka

Inaczej sprawa przedstawia się w tym miejscu. Za murami czas ma inny wymiar. Jak w tekście piosenki: „tylko jeść, spać, pić jak tamagotchi”. Dni spędzane w ten sposób niemiłosiernie się dłużą. Ja osobiście staram się za wszelką cenę zbyt wiele nie rozmyślać, nie analizować przeszłości, ani nie martwić się na wyrost. Po takich gdybaniach i próbach ułożenia sobie w głowie mojej przyszłości na wolności, tym trudniej zaakceptować codzienną rutynę i odległy koniec klary. W sumie to tylko rok a wydaje mi się, że to bardzo długo.

Dlatego właśnie za wszelką cenę wynajduję sobie przeróżne zajęcia: piszę, rysuję, czytam. W ten sposób czas mija mi o wiele prędzej. Staram się w miarę możliwości rozwijać oddając się swoim hobby, na których realizację brakowało mi czasu „na zewnątrz”. Zajmując sobie czas tym, co lubię, co mnie wciąga sprawiam, że uważam ten dzień za „dobrze” przeżyty. W myśl powiedzenia „wszystko, co dobre, prędko się kończy”.

I o to chodzi. Oby więcej „dobrych” dni

Pik

 

Sylwetki: Monika i Monty P

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

Zajęcia z pisania eWKratke to możliwość poznawania wciąż nowych osób: ktoś wychodzi, ktoś odjeżdża do innego zakładu, ktoś dołącza do grupy. Dlatego co pewien czas publikujemy sylwetki naszych dziennikarek. Dziś dwie blogerki: Bożenka i Monika.

Blogerka – Monty P

Bożenka to młoda słodka osoba, taki dzieciaczek z pazurem, budzący na dzień dobry dużą sympatię, z ogromną dozą pozytywnej energii.

– Co dla ciebie jest istotne w obecnej sytuacji?

Ważny dla mnie jest mój spokój, strefa prywatności, kontakt z rodziną – czyli pełen komfort psychiczny, którego często tutaj brak.

– Za czym tęsknisz?

Brak mi swobody, prywatności, przebywania choć trochę sama z sobą, selekcji osób, z którymi mam ochotę i przyjemność przebywać.

Autorka: Monty P

Blogerka – Monika

– Jakie jest twoje największe marzenie?

Zdążyć pobyć z rodziną i się odwdzięczyć, podziękować za wsparcie przez cały ten mój czas w miejscu , w którym się znalazłam.

– Gdybyś mogła opuścić te miejsce, gdzie postawiłabyś pierwszy krok?

Poszłabym do któregoś z domów moich bliskich.

Ponieważ zrobiło się zbyt poważnie, zmieniamy temat.

– Co byś najchętniej zjadła?

Młode ziemniaki z koperkiem, mielony, ogórek, pomidor i śmietana z octem.

Jak widzicie sami, nie mamy dużych wymagań i pragnień, choć niektórym wydawałoby się, że potrzebujemy dużo, wcale nie życzymy sobie zbyt wiele. Na dobry początek, na poprawę nastroju i luzu – normalnego posiłku czyli normalnego domowego obiadu plus słodki deser.

Autorka: Barbarka


     Moje dzieci idą do szkoły…

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

Zaczął się rok szkolny, mam dzieci i nie ukrywam, tego, że bardzo chciałabym w tym uczestniczyć. Niestety, będąc w tym miejscu, którym obecnie jestem, to po prostu nie możliwe. Często myślę, o tym jak, to było, gdy zbliżał się koniec wakacji, a ja razem z córką ruszałyśmy do sklepów, aby zakupić, to, co niezbędne. Chciałabym móc doradzić, córce, co powinna kupić, w czym jej będzie dobrze, (ubranie), ale niestety zastąpi mnie w tym, ktoś inny.

Madlenn

Szkoły żal


Szkoła kiedyś dla mnie była obowiązkiem, z którego przez wiele lat się wywiązywałam. Prawdę mówiąc nie musiałam się bardzo starać, gdyż nauka nigdy nie sprawiała mi problemu. Jednak nigdy też nie byłam kujonem, który za wszelką cenę chciał mieć najlepsze oceny. Byłam raczej średnią uczennicą, mającą dobre oceny. Moja edukacja trwała do 21 roku życia. Po zakończeniu liceum dostałam się na studia wyższe w jednej z naszych państwowych uczelni. I co z tego wyszło?

Oczywiście wielka klapa. Przez jedne wakacje zniszczyłam wszystko, do czego doszłam. A właściwie przy pomocy swojego chłopaka. On pokazał mi, a potem wciągnął w niekończące się życie na krawędzi, którego skutki odczuwam do dziś.

Pewnie pomyśleliście – głupia. I zgadzam się z tym całkowicie. Byłam głupia, bo nie przewidziałam, co będzie dalej. Teraz tego żałuję, bo siedzę w więzieniu, bo moje poczucie wartości znacznie się obniżyło, bo czuję ciągły deficyt z powodu nieskończonych studiów.

Dlatego zastanówcie się kilka razy, zanim podejmiecie pochopne decyzje, których skutki odczuwać będziecie długo.

Teraz chciałabym skończyć studia, ale w tym miejscu nie mam na to szans. Czas spędzany tu mogłabym dobrze wykorzystać. Ale nam, osobom skazanym, nie dane jest uczęszczać na wyższe uczelnie zza więziennych krat. Rysa na życiorysie na zawsze pozostanie. Dlatego niech me błędy będą dla Was przestrogą. Zastanówcie się zanim coś głupiego zrobicie i uczcie się dopóki możecie.

Tego Wam życzę.

Debe

 

Witaj, Szkoło!

Znowu zaczął się nowy rok szkolny, dla niektórych pewnie jest to ciężki okres. Chociaż ja bym duża dała, żeby móc się dalej uczyć.

Mogłoby się wydawać z perspektywy tego miejsca, w którym się znajduję, że szkoła nie była moją mocną stroną, skoro wylądowałam w więzieniu.

A było wręcz przeciwnie. Nauka w szkole nie sprawiała mi problemu. Bardzo lubiłam się uczyć. Chłonęłam wiedzę, jak gąbka. Lecz niestety sprawiałam problemy wychowawcze. Ale z nauką nigdy nie miałam problemów i to mnie ratowało, gdy chodziłam do szkoły. Pomimo, że byłam niepokornym dzieckiem i nauczyciele z chęcią widzieliby mnie w następnym roku w tej samej klasie, to nie mogli mnie oblać, ponieważ bardzo dobrze się uczyłam. Przestałam mieć miano wzorowej uczennicy jedynie, ze względu na zachowanie.

Myślę, że niektórzy czytelnicy mogą sobie pomyśleć, że w więzieniu siedzą mało wykształcone osoby. A to nieprawda. Sama wysoko nie zaszłam, bo ukończyłam tylko szkołę średnią, a moim marzeniem były studia. Teraz zapewne niektórzy się uśmieją z tego, co chciałam studiować… A mianowicie resocjalizację. Hm, „studiuję”, a praktyki mam na sobie samej.

Jest tu dużo osób, które albo ukończyły studia, albo przerwały w trakcie, bo życie ułożyło się inaczej. Siedzę z koleżanką w celi, która studiowała pedagogikę. Moją przyjaciółką jest dziewczyna, która uczyła się na ekonomistkę. Mogłabym wymieniać i wymieniać, ile tu siedzi wykształconych dziewczyn, które życie poprowadziło niestety w inną stronę. A tak dobrze zaczynały.

Oczywiście, zdarzają się też osoby takie, które nie mają podstawowej wiedzy. Ja sama staram się tu uczyć, żeby jakoś wykorzystać ten zmarnowany czas. Uczę się do egzaminów na prawo jazdy oraz języka obcego.

Chciałabym, aby w zakładach karnych była możliwość dalszego kształcenia. Niestety, na obecną chwilę są to dostępne w nielicznych jednostkach. A i tam niekiedy z powodu czynności procesowych lub innych przeszkód dalsza nauka jest nieosiągalna.

Magda

 

Anna Rozenfeld uczyła jidysz na zamku

Od pewnego czasu przytrafiają mi się takie rzeczy, które mogą być potwierdzeniem tego, że powiedzenie cierpliwość zostaje wynagrodzona zawiera w sobie trochę prawdy.

Nie jestem w stanie obliczyć procentowo, ile tej prawdy jest, ale ważne, że jest. Oczywiście gdy się nad tym zastanawiam, wolałabym żeby ta moja cierpliwość nie była wystawiona na próbę przez 20, 10 czy 7 lat. Byłoby dla mnie przyjemniej, gdyby niektóre zdarzenia rozgrywały się szybciej, ale żeby szklanka była w połowie pełna :), do poprzedniego powiedzenia dorzucę drugie = lepiej późno niż wcale.

Siedem lat temu wpadłam na pomysł, aby nauczyć się języka hebrajskiego. Ponieważ nie miałam pojęcia, do jakiej instytucji się zwrócić, to napisałam list, w którym wyraziłam chęć nauki oraz opisałam sytuację, w jakiej jestem, do Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zakładałam, że może ktoś z Instytutu coś mi podpowie , poda adres, cokolwiek. Po jakimś czasie dostałam list z Fundacji im. Mojżesza Schorra z informacją, że są tam organizowane kursy, w tym również korespondencyjne, więc było to coś dla mnie. Ktoś z Instytutu przekierował mój list do Fundacji i dzięki temu mogłam zamówić lekcje.

Po pierwszej radości sporo się zmieniło, bo nie mamy możliwości nagrywania czegokolwiek, więc nie miałam jak odrabiać zadań i odsyłać ich do sprawdzenia. Nie miałam kogo spytać jak wymawia czy pisze się poszczególne litery lub słowa i utknęłam w martwym punkcie. Nie tyle zrezygnowałam z nauki, co musiałam ją odłożyć. No i po tych siedmiu latach w ubiegłym tygodniu mieliśmy gościa. Przyszła do nas Ania Rozenfeld, która między innymi… uczy jidysz ! 🙂

Chyba na nią ”napadłyśmy” :), bo bardziej wypytywałyśmy o alfabet, czytanie i pisanie, niż dałyśmy jej przedstawić prezentacje o kulturze i literaturze żydowskiej. Wprowadziłyśmy do naszego spotkania taki chaos, że głowa mała, ale Ania okazała się być opanowaną i na tyle cierpliwą osobą, że zniosła nas i lawinę naszych pytań. Ile radości miałyśmy z każdego w miarę dobrze ”rozszyfrowanego ” słowa!!! Cieszyłyśmy się jak małe dzieci, które zaczynają składać wyrazy w elementarzu :).

Z pisaniem było podobnie i chociaż koślawiłyśmy litery jak mało kto, to zabawa była przednia. Mam taką cichą, ale gorącą nadzieję, że choć byłyśmy trochę nachalne, to nie spłoszyłyśmy Ani i że jeszcze uda jej się nas odwiedzić, żeby przybliżyć nam kulturę żydowską.

W sumie to dziwne , że trzeba przybliżać nam coś co jeszcze niedawno było tak blisko z nami związane, ale w sumie każdy powód do spotkania i porozmawiania jest dobry 🙂

Małgosia

 

Jako kobiecie brakuje mi…

1-DSC_0185-001

Jako kobiecie to w sumie mi niczego nie brakuje :), powiedziałabym nawet, że tu i ówdzie to mam nawet w nadmiarze :). Ale to też nie martwi, bo zapasy na ewentualność wojny mogą się przydać :).

Tak nie bardzo wiem, jak ten temat ugryźć, dlatego sobie żartuję. Może i powinnam na całkiem poważnie, ale nie wiem, czy dam radę.

Zaczęło się od tego, że dyskutowałyśmy po przeczytaniu wywiadu z Magdaleną Środą na temat feminizmu i na koniec wypłynęło takie oto zagadnienie, jak na starcie: czego brakuje mi jako kobiecie…

Udzielenie odpowiedzi na to pytanie musiałabym podzielić na dwa etapy: I – do momentu aresztowania i II – czas spędzony w więzieniu.

I. Prawdę mówiąc to niczego mi nie brakowało, bo robiłam, co chciałam i tak, jak chciałam, więc wtedy czułam się osobą spełnioną. Okazało się, że na chwilę zabrakło rozumu, rozsądku i czegoś jeszcze istotnego i trafiłam do więzienia. Ale choć to ważne braki, to teraz nie o nich.

Pracowałam, gdzie chciałam, a kiedy chciałam, to zmieniałam pracę na inną, uczyłam się też tego, czego chciałam.

W sumie to uważam, że istotne jest tylko to, aby robić wszystko zgodnie ze sobą.

Często ludzie dają się wepchnąć w jakieś ramy i tkwią w nich unieszczęśliwiają siebie i innych, a to bez sensu.

Ja na przykład nie nadaję się do tego, aby być matką czy żoną i dlatego nie jestem ani jedną, ani drugą.

Inna kobieta akurat w takich rolach czuje się spełniona i proszę bardzo, niech będzie gospodynią domową aż po grób. Nikt nikomu nie powinien narzucać, że taki a nie inny model życia jest dobry. Mnie drażni, kiedy słyszę, że ten czy inny (szczególnie, gdy to mężczyzna) twierdzi, iż jako kobieta powinna,:

1) rodzić dzieci

2) gotować

3) prać i sprzątać

4) być katoliczką (stosować zamiennie z 1)

5) „bzykać” się po bożemu i przy zgaszonym świetle…

Jeżeli ktoś tak chce bądź lubi, to niech sobie tak żyje i nic mi do tego. Chciałabym móc o sobie decydować od początku do końca, zgodnie z moimi przekonaniami i własnym, jak się to ogólnie nazywa, „sumieniem”.

Teraz z tą decyzyjnością jest trochę kulawo ;), choć w sumie na ile można, na tyle korzystam.

Żałuję, że nie mogę się kształcić – i tego tutaj brakuje mi jako kobiecie bardzo. Codziennej kąpieli też mi brakuje i możliwości posiadania perfum. Odosobnienia jeszcze bardziej niż perfum i możliwości gotowania tego, czego chcę, bo lubię szaleć w kuchni :).

Więzienie do tego jest, żeby odczuwać braki, ale jako kobiecie właśnie możliwości nauki i rozwoju pod tym kątem brak jest dla mnie dokuczliwy.

Małgosia

Do Zuli – kilka refleksji spowodowanych jej wpisem

Zula napisała 9 grudnia 2015 r.

…Ktoś napisał,że ten blog to jeden wielki „fake”.I ja tak myślę,że jest wiele rzeczy przemilczanych,niedopowiedzianych,utajnionych,a Dziewczyny które piszą bloga,są zwyczajnie przez grypsujące towarzyszki wyśmiewane.Nie zawsze można napisać prawdę,a przede wszystkim w więzieniu nie można być SOBĄ,trzeba nosić maskę,by nie zostać wykluczonym (jeśli komuś zależy,a myślę,że przy długim wyroku ciężko jest siedzieć nieakceptowanym przez innych i uznanym za „świra” albo odmieńca….

Do Zula 09.12.2015 19:45 „o blogu”

Nie wiem jak to się stało, że dopiero teraz wpadł mi w ręce Twój wpis. Ważne, że go mam i choć „trochę” po terminie, to mogę (i chcę) odpowiedzieć. Może dla kogoś ten blog to „fake”, dla mnie sposób na to, aby móc troszeczkę porozmawiać z ludźmi z „tamtej strony” – tak jak z Tobą – między innymi.

Masz rację twierdząc, że coś się przemilcza, czegoś nie dopowiada – to zależy od tej osoby, która pisze. Możemy o tym powiedzieć – autocenzura – ale wbrew pozorom wcale nie tak wiele przemilczamy. Poza tym, niektórzy czytacze naszego bloga świetnie odnajdują to, co jest pisane między wierszami i wcale nie trzeba o wszystkim tak wprost.

Wierz, że absolutnie nie jesteśmy wyśmiewane przez „grypsujące towarzyszki” – i to z kilku powodów. Po pierwsze, kobiety nie grypsują, po drugie – zjawisko takiej typowej subkultury fali istniało dawno, dawno temu (myślę czasami, że nawet w innej galaktyce) – fali już nie ma.

Jeżeli ktoś się śmieje z piszących – z czym się nie spotkałam osobiście – to jego sprawa i śmiać się może też każdy kto chcę, nikt tego nie zabrania. Gdybym była w domu, nie miałabym czasu ani ochoty na pisanie bloga, bo wolę umówić się na kawę; posiedzieć (fizycznie) z tą czy inną osobą i porozmawiać twarzą w twarz, niż tkwić przed ekranem. Tutaj czasu mam sporo, więc taka forma rozmowy jest lepsza niż żadna. Co do tego, czy w więzieniu jest się sobą, to też zależy od danego człowieka. Uwierz mi Zula, że być wykluczonym to świetna rzecz -szczególnie przy „okazji” gdy ma się długi wyrok :). Dla mnie to wręcz wskazane. Nie „socjalizuję” się tu z ludźmi nazbyt chętnie, bo taki mam charakter. Przez wszystkie lata znalazłam dwie osoby do bólu szczere i prawdziwe i z nimi się przyjaźnię. Z jedną znam się od samego początku*, z drugą ciut krócej (* mojego pobytu tutaj) i znamy się jak przysłowiowe łyse konie. Można siedzieć długo i nie chcieć być akceptowanym przez rzeszę ludzi – nie jest mi to do niczego potrzebne. A czy ktoś mnie uznaje za „świra”, to też nie mój problem, na swój sposób pewnie jestem „odmieńcem”, ale taka jestem i już. Może to brzmi nieprawdopodobnie, ale słowo Ci daję, że ludzie męczą.

Wyobraź sobie, że przez okres 4 lat (tylko!) przewija się obok Ciebie 40 osób – bardzo różnych osób, które są wręcz skrajnie różne i z którymi musisz przebywać 24/dobę… Nawet przez chwilę nie jesteś sama, więc bardzo szybko masz ludzi powyżej dziurek w nosie. Jeżeli pomnożysz ten czas przez na przykład kolejne dwa – ludzi masz dosyć aż po kokardę… itd… itd… Bardzo szybko jedynym twoim pragnieniem w więzieniu staje się pobyć samej bez obcych obok i realizacja tego pragnienia jest poza Twoim zasięgiem. Prędzej niż później dostajesz gigantycznego „ludowstrętu”, z którym musisz się zmierzyć albo oszalejesz.

Zajęcia – bez względu na to jakiego typu – nie są głupie. Często takie spotkania to niespodzianki, no nie zawsze wiemy, kto nas odwiedzi. W więzieniu, które jest miejscem typu od – do, bo apel o tej i o tej, obiad o tej i o tej, … itd.. każda, nawet drobna niespodzianka to frajda i może stąd to nasze podniecanie się wszystkim.

Co do nauki, to niestety często ze strony osób skazanych pada „nie przyszłam do więzienia się uczyć, tylko odsiedzieć wyrok”. Nikt tu nikogo na siłę do nauki nie zmusi. Nauka angielskiego odbywa się tu w areszcie, organizują lekcje misjonarze i kto chce może się zapisać, a że chodzi mała grupka…, to akurat świetnie dla tych, które uczęszczają 🙂, bo lepiej się korzysta.

Z pracą jest cieniutko, bo chętnych od groma, a miejsc tyle, ile jest, ale gdy się chce to poza pracą można chodzić na kursy, bo czy sensowniejsze czy mniej, to zawsze można być odrobinę mądrzejszym o daną wiedzę. „Wyrokowcy” mają pod tym kontem gorzej, bo kursy są dla osób, które lada moment wychodzą, albo są przed terminem warunkowego zwolnienia, więc na przykład ja z takich kursów zawodowych nie korzystam. Za to jakiś czas temu miałyśmy kurs komputerowy zorganizowany przez Fundację „Dom Kultury” – to chodziłam.

Jeżeli się chce, to jakieś rozwiązanie się znajdzie – nie mogę tego czy tamtego, to wykupiłam sobie kurs języka hiszpańskiego i uczę się na własną rękę.

Więzienie, Zulu, to faktycznie stracone lata, żeby nie wiem, co się działo, przepaści się nie zasypie. Osobiście jednak uważam, że warto jest robić co się da, aby ta przepaść ze straconych lat była jak najpłytsza i na ile można, na tyle trzeba walczyć o siebie.

Co do noszenia maski – może dałoby się ją utrzymać przez krótką chwilę, ale na dłuższą metę nie. Chyba żaden, nawet najbardziej uzdolniony aktor nie byłby w stanie grać ciągiem przez szereg lat. Nie zdecydowałabym się na noszenie maski, bo poza tym, że to niezdrowe dla skóry :P, to mój charakter by się zbuntował.

Pozdrawiam, Małgosia