Przyzwyczajenia z więzienia – czyli co nam zostaje po wyjściu!

1-DSC_0503

Mówiąc na swoim przykładzie, gdy po raz pierwszy opuściłam Zakład Karny, zrywałam się z łóżka na równe nogi, gdy ktoś z moich domowników wykonał rano jakąś czynność głośniej niż powinien – z myślą, że to już Apel. Wcześniej, przed pobytem w Z.K., lubiłam dłużej pospać, teraz nie ma już na to szans, 6:00 – 7:00 to moje godziny wstawania. Z kolei mój brat po opuszczeniu więzienia, po sześciu latach łapał się na tym, że po uprzednim ubraniu się do wyjścia czekał w przedpokoju, aż ktoś otworzy mu drzwi od zewnątrz. Niektóre osoby mają tzw. zbieractwo, czyli zostawianie – nazwijmy to po imieniu – śmieci, a bo może się przydać. Wąchanie ubrań – to też zostaje! Czy nie zatęchły, czy nie śmierdzą dymem z papierosów, itp. No i największa zmora – trzeba wdrożyć się w rytm normalnego życia. Przeszkadza zgiełk i ciężko się przyzwyczaić, że można robić wszystko, na co ma się ochotę i znów decydować o swoim życiu!

LEXI

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 6

2-DSC_0649

Opuszczam Z.K. Po raz czwarty. Tym razem, a może kolejnym, wychodzę z zamiarem zmiany mojego życia na lepsze, bo mam dla kogo! W domu czeka na mnie mój największy skarb – Roksana. Witam się z mamą i widzę, jak moje dziecko biegnie do mnie z wyciągniętymi rączkami i krzyczy:

  • Mama!!! Wróciłaś!

Patrzę na nią i wiem, że przytulam najważniejszą istotę w moim życiu. Wiem, że tym razem wszystko się ułoży i będzie dobrze. Łzy szczęścia spływają mi po policzkach. Zerkam na mamę i widzę szeroki uśmiech, a w oczach wyczytuję potwierdzenie tego, co kłębi się w mojej głowie.

Mama pyta:

  • Jak się czujesz?

Odpowiadam:

  • Wszystko w porządku, cieszę się, że już to wszystko za mną!

Mama:

  • Wierzę, że tym razem wszystko się poukłada, chyba mała dostatecznie długo na ciebie czekała?!

Ja:

  • Wiem mamo, możemy nie poruszać dziś tego tematu? Daj mi się nacieszyć Roksanką. Teraz będę chłonąć każdy jej gest i każde słowo. Nie chcę już tracić nawet chwili z jej życia.

Mama:

  • Bardzo mnie to cieszy, wreszcie zmądrzałaś. Trochę ci to zajęło, ale lepiej późno niż wcale.

LEXI

PLAŻOWANIE

 

2-DSC_0903

12:00 – słoneczko w pełnej krasie. Łapię oddech i czuję się tak, jakbym miała za mało tlenu w płucach. Nie duszę się – czyli wystarczy. Rozkładam bluzę, podciągam bluzkę, żeby brzuch się opalił, nogawki spodenek podwijam do maksimum. Opieram się o biały murek i podnoszę głowę do słońca. Piecze, czuję ukłucia pojedynczych promieni. Pewnie to tylko złudzenie, bo nie da się tego czuć, ale moje ciało piecze najpierw w punkcikach, a później gorąco rozlewa się całkowicie. Dłonie i brzuch robią się mokre, na rękach robią się widoczne żyły, palce zwiększają swoją objętość. Ufff… Ale patelnia. „Jeszcze trochę wytrzymam.” – myślę sobie o złotej skórze, jaką mogę mieć. Pod nosem zbiera się pot, sięgam po butelkę z wodą. Nie piję za dużo, bo jeszcze mi się siku zachce, a tu się nie załatwię. Zakładam chusteczkę na głowę, żeby nie nabawić się udaru. Wiem, że to niedobra godzina na opalanie, ale co zrobić – albo ta, albo żadna. Słyszę zgrzyt klucza w zamku, to koniec spaceru – godzina minęła. A no i dobrze, i tak słabo się opalam. Spróbuję następnym razem. A teraz wracam, naleję sobie zimnej wody w miskę i ochłodzę się trochę w kąpieli.

MONIKA

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 5

 1-DSC_0103k

Brat: Siostra, opowiadaj – ciężko było?

Ja: To zależy o co pytasz, co cię interesuje…

B: No wiesz, jak tam się dogadywałaś, z czym mieliście największe problemy?

J: A to bywało różnie, przeważnie więcej zależało od humoru, no i zmiany.

B: A nie masz takiego wewnętrznego lęku, że policja zaraz wejdzie po ciebie?

J: A ty się bałeś, jak wyszedłeś? Bo ja mam lekki lęk, ale nie jest źle…

B: Wiesz, ja to co innego. Wiesz, że jestem w gorącej wodzie kąpany i różnie może być, ale

szybko mi przeszło. Martwię się o ciebie, siostra.

J: Dam radę, myślę że długo te lęki nie potrwają. Dobra, zmieńmy temat.

B: Jak uważasz, jak będziesz chciała, to wiesz, że zawsze możesz ze mną pogadać.

J: Ok, będę pamiętać. 🙂

B: Ogarniesz się trochę na nówce, to pokminimy jakąś robotę dla ciebie, chcesz?

J: Ja sobie dam radę, przecież wiesz. 🙂

B: Ale będziesz już grzeczna? 🙂 Bo bez ciebie w domu lipa jest, nie mam z kim się kłócić.

J: Nie bój się, nigdzie się już nie wybieram. 🙂

B: Tak myślę, wariatko nasza. 🙂

IWONA

Pizza, film i trauma…

1-DSC_0539

Ostatnio oglądałyśmy film o ciut zaskakującym tytule: „Pizza w Auschwitz”. Tak z grubsza chodziło o to, że pan, który przeżył pobyt w tym obozie zabrał na turnee po pozostałych takich miejscach swoje dzieci – syna i córkę. Nie będę teraz poruszała kwestii żydowskich, bo nie pod tym kątem chcę porozmawiać. Chodzi o to, do jakiego stopnia rodzice, dziadkowie, czy w ogóle „starszyzna plemienna :)” może swoim zachowaniem wpływać na następne pokolenia. Ojciec z tego dokumentu, na mój gust, był tyranem, który na siłę chciał przekazać swoje doświadczenia i uczucia dzieciom. Przeżył, co przeżył, trauma do końca życia i to nie podlega dyskusji, ale zupełnie nie rozumiem po jaką cholerę „wpychać” w swoje dzieci te opowieści. W którymś momencie córka stwierdza, że gdy miała parę lat, śniło jej się w formach koszmarów to, co tata zwykle opowiadał (chyba w zamian bajek). Niestety bywa tak (i to najczęściej), że rodzice nie chcą, albo autentycznie nie zdają sobie sprawy z tego, jaką krzywdę wyrządzają swoim dzieciom. Do pewnego momentu dla dziecka rodzice czy dziadkowie to cały ich świat, bo innego nie mają i nie znają. Więc ludzie ci są w sporym stopniu odpowiedzialni za kształtowanie ich charakterów. Małemu człowiekowi trudno jest się nie poddać takim wpływom i przeciwstawić np.: tatusiowi despocie, bo pewnie ani nie chce, ani nie potrafi, a być może nie wie, że w ogóle może. Zanim dziecko dotrze do takiego momentu, gdy zaczyna myśleć w miarę sensownie, mija masa lat. Przez cały ten czas może być „zatruwane” choćby strachem, albo nienawiścią, które niszczą go w środku i tak naprawdę nie są jego prawdziwymi uczuciami czy emocjami. Jakże łatwo rodzicowi jest narzucić własnemu dziecku nie tylko tego, co dobre, ale też to, co przykre. Dla ojca jego doświadczenia i wpajanie ich dziecku to przestroga, ochrona przed tym, aby uniknąć nieszczęścia, tyle tylko, że to nie jest prawda. „Krzywi” się młodych ludzi czasami wręcz niebywale takim przekazywaniem swoich mądrości i jeśli w dorosłym życiu takie dziecko sobie nie poradzi, to zostanie uczuciową i emocjonalną kaleką, bo nie każdy ma siłę aby, nawet jako starszy, przeciwstawiać się rodzicom i ich naukom. Nie mam zamiaru rzucać twierdzeniami, że za każde „nieszczęście” czy złe uczynki, które dopadają nas jako dorosłych odpowiedzialni są rodzice – absolutnie nie. Są tacy rodzice i dziadkowie, którzy potrafią tak dozować swoje nauki, że nie wyrządzają nimi krzywdy, ale w jakimś, i to niemałym stopniu, odciskają w następnych pokoleniach swój ślad. Zwykło się mówić „jestem sobą” – tylko czy aby rzeczywiście tak jest? Może jesteśmy tylko na nowo złożoną układanką, w skład której wchodzą fragmenty poprzedników. Ile razy mówimy sobie rzeczy typu „ nie będę robił/a tego (lub tamtego) tak, jak moja mama czy tata”, a w rzeczywistości, zupełnie bezwiednie, robimy to dokładnie tak samo. Pół biedy, jeśli to drobnostki, czy małe natręctwa, ale jeśli ktoś powiela np.: zachowania agresywne? Może w przyszłości ktoś stworzy pigułkę, po zażyciu której w 100% będziemy TYLKO sobą :).

Małgosia

Pierwszy dzień wolności: wizja 4

3-IMG_0010

Jadę do domu z ciocią (mamą ewentualnie) i chrześnicą. Po drodze rozmawiamy o czym tylko się da. W domu czeka reszta rodziny. Stół zastawiony jedzeniem i alkoholem. Panuje lekki chaos, bo wszyscy biegają po domu, z kuchni do pokoju. Panuje gwar, dzieci biegają i krzyczą. Atmosfera podobna do świątecznej. W końcu siadamy przy stole i prawie wszyscy zaczynamy opowiadać, co ostatnio kogo spotkało, śmiejemy się i cieszymy sobą.

Nad ranem wypijam drinka i idę wziąć kąpiel w wannie (DŁUUUGĄ) z DUUUŻĄ pianą! A później luli w OGROMNYM łóżku z WIELKĄ poduchą! … Tydzień później…

MAŁGOSIA

 

I JESZCZE LUBIĘ…

1-DSC_0615

Taki program prowadzony przez Rafała Betlejewskiego pt „Prowokacje”. Wprawdzie na miejscu niektórych „wkręconych” w tą lub inną akcję, dałabym prowadzącemu z liścia ;), ale sam program dla mnie jest bombowy. Zdałam sobie sprawę, że czasami błędnie oceniamy sami siebie. Skoro mówią o nas np.: że jesteśmy rasistami, to poniekąd zaczynamy w to wierzyć i z tą etykietką się zrastamy. W wielu innych kwestiach jest podobnie, a w rzeczywistości jednak jest inaczej. Ten program to według mnie potwierdzenie, że ze stereotypami należy walczyć przede wszystkim we własnej głowie. Podczas oglądania niektórych odcinków byłam niebywale wręcz zaskoczona ludzkimi reakcjami. A później się dziwiłam temu, że się zdziwiłam, gdy to zobaczyłam 🙂 Jesteśmy jako naród bardzo fajnymi ludźmi, a zachowanie poszczególnych jednostek nie powinno wpływać na ogólne postrzeganie. Niestety jest inaczej i chyba dopiero prowokator w osobie np.: Betlejewskiego obnaża coś, co powinno być oczywiste – a nie jest niestety. Nie będę dokładnie opisywała, o co w tym programie chodzi, ale niejednokrotnie pewnie będzie on powtarzany i polecam gorąco. Pozdrawiam.

– MAŁGOSIA –

Mój pierwszy dzień wolności: wizja 3

1-DSC_0523

  1. Jak wyobrażasz sobie, dziewczyno mieszkanie ze mną? Przecież ty się w ogóle nie zmieniłaś! Zobacz, jak ty wyglądasz – tatuaże na rękach! Wyglądasz jak kryminalistka, przecież z tobą jest wstyd pokazać się na ulicy! Boże, jak zobaczy cię ktoś z moich znajomych, to koniec, ***** koniec!

  2. Ty jesteś chora! Kobieto, czego ty chcesz od moich tatuaży? Co ty masz za znajomych? To chyba jakieś ****, jak ty – w normalnym świecie wśród normalnych ludzi tatuaże to normalka, ty jesteś psychiczna!
  1. Jesteś gorsza niż byłaś – masz wziąć się za siebie, ogarnąć, zrobić coś w końcu ze swoim życiem i koniec z towarzystwem. Praca, dom, praca, dom.
  2. No na pewno – uważaj – ty mi życia układać nie będziesz! Nawet nie starasz się mnie zrozumieć – mogłabyś się trochę postarać.
  1. Wybacz, ale bardzo się o ciebie boję, to twoje towarzystwo… Już widzą, że wyszłaś, już są telefony, domofony, zlatują się jak hieny do padliny. Nie dziw mi się. Kocham cię i chcę jak najlepiej dla ciebie.

DOMOFON

O przesądach

1-DSC_0077-001

Co do przesądów i „proroczych snów”, to podchodzę do tego z dystansem. Nie wierzę w piątek 13, czy szczęście, gdy zobaczę kominiarza. Tym bardziej tutaj staram się nie przywiązywać uwagi do tutejszych zabobonów. Nie powiem, kiedyś zwracałam uwagę na takie bzdury, jak sny itp. Czułam strach, gdy śniły mi się buty (które oznaczają podróż) i przerażenie, gdy śniły mi się zęby (które oznaczają chorobę lub śmierć). Z biegiem czasu, po głębszym zastanowieniu, śmiało mogę powiedzieć, że wyćwiczyłam się w tym temacie i sny czy przesądy nie robią na mnie wrażenia. Teraz jestem pewna, że wiara w sny i przesądy tylko i wyłącznie utrudnia życie. Mi teraz żyje się łatwiej, gdy przetłumaczyłam sobie, że moje sny, tym bardziej fakt przejścia przede mną czarnego kota, tak naprawdę nic w moim życiu nie zmieni. Bo i dlaczego???

Miśka 30

 

 

 

 

KULTURA NA ZAMKU

 

 

 

1-1-DSC_0838

„Non omnis moriar” – coś po mnie zostanie i to dosłownie. Niczym rzymscy i greccy bogowie odlałyśmy swoje ciała. Zabawa była przednia, nowe doświadczenie sprawiło, że przełamałyśmy pewne bariery, czegoś się nauczyłyśmy. A nasze odlewy posłużyły w powstaniu Parku Rzeźby. I co, nie czad?! Kultura to sztuka, która wzbogaca nasze jestestwo. Kultura górą!!!

IWONA

 

W sobotę 27.06.2015 odbyło się u nas otwarcie Filii Parku Rzeźby, który znajduje się na Bródnie. Przyszło do nas wielu cudownych ludzi, każdy był uśmiechnięty, atmosfera była cudowna i luźna. Czułam się nie jak więzień, ale jak wolny człowiek. Wszystko tak bardzo mi się podobało, że po powrocie do celi z koleżanką do wieczora nie mogłyśmy przestać o tym gadać. Byłyśmy bardzo podekscytowane i pozytywnie naładowane.

Fajowskie było to, że mogłyśmy popuszczać bańki mydlane, ależ to była dla mnie frajda :). No bo nie mamy tego codziennie. 🙂 Przyjechało do nas też małżeństwo z Białorusi i zagrali dla nas na gitarze i zaśpiewali. Przez chwilkę poczułam się jak na festynie :). Było naprawdę cudownie.

 ASIA