Bajka o życiu

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Z dedykacją dla Diablicy od Markosi

Na imię mam ,,Życie”. Chcę napisać bajkę. Bajkę o Kopciuszku, który spotyka swojego księcia; o śpiącej królewnie, którą prześladuje zła królowa Matka; o kocie w butach, który przemierza siedmiomilowymi butami świat; o Kubusiu Puchatku, który jest wspaniałym przyjacielem i łasuchem. Lecz niestety wszystkie bajki zostały już napisane. A świat, który sobie stworzyłam, to nie była bajka. Byłam Kopciuszkiem, ale nie miałam księcia, a zła królowa Matka jest przy mnie do dzisiejszego dnia. Przez świat kroczyłam milowymi susami nie zastanawiając się co i kogo mijam bezpowrotnie. Nie miałam pojęcia o przyjaźni.

Ale ja byłam łasuchem, łasuchem na życie. Czerpałam dar życia bez żadnej odpowiedzialności, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Doprowadziłam tym samym do powolnego zrujnowania siebie. Mój świat zwężał się. Coraz mniej było miejsc, do których mogłam uciec; coraz mniej ludzi, którzy mnie akceptowali. I pewnego pięknego wiosennego dnia wszystko się skończyło. Znalazłam się w zamku bez drzwi, który ogrodzony był wielkim murem, wokół którego płynęła rzeka. Nie wolno było opuścić go samowolnie. Jedynie królowa Temida wydawała pozwolenie na wyjście z zamczyska. Znajdowały się w nim osoby podobne do mnie – osoby, które zgubił apetyt na życie. Nie chciałam przebywać w tym zamku. Chciałam umrzeć, ale moje ukochane dzieci powstrzymały mnie przed śmiercią. I tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem, a ja nadal żyłam i patrzyłam na świat przez zakratowane okno, śniąc o swojej własnej bajce. Czekałam.

W końcu upragniony dzień nadejdzie i dla mnie, wierzę w to … Pewnego grudniowego dnia, kiedy ptaki nad zamkiem fruwały wysoko, zaczęłam pisać swoją upragnioną bajkę. I tak w zamku pojawiła się dobra wróżka i obdarzyła mnie przyjaźnią, ów przyjaźń zaczęła przywracać mnie do życia, akceptując mnie taką jaką jestem, dając wiarę, że jestem wartościowa. Jak w bajce o Kopciuszku, tak i tu dobra wróżka za pomocą swojej przyjaźni  Kopciuszka zaczęła zmieniać w królewnę. Świat był lepszy, dalej przemierzałam go milowymi krokami, ale już zatrzymywałam się i podziwiałam cuda, które świat miał mi do zaoferowania. Poznałam smak przyjaźni, a mój przyjaciel – mały Temida – popędził za siedem gór i za siedem rzek złą królową Matkę.  Mój królewicz już pędzi do mnie na swym białym rumaku, w złotej zbroi, abyśmy mogli spędzić razem życie w miłości i szczęściu.

To jest moja bajka, którą napisało moje życie. Jak z każdej bajki, tak i z tej wypływa morał:

Choćby życie człowieka było najnędzniejsze, nie powinno się od niego stronić, ani ciskać na niego siarczystych przekleństw. Jest ono i tak lepsze od samego człowieka. Trzeba kochać swoje życie niezależnie od jego nędzy. Nawet w zamku bez drzwi można przeżyć miłe chwile, wzruszające i wspaniałe. Znaleźć przyjaźń i przewartościować się na nowo. Można w tym zamku tworzyć swoją bajkę z dobrym zakończeniem…. POWODZENIA!

Markosia



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



HISTORIA MOJEJ MIŁOŚCI

Rys. Lui, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Październik 2018…

Siedzę w moim ulubionym fotelu… lubię mój dom, moje psy, mojego męża – coraz mniej lubię, bo nie mam na to siły. Oddalam się od niego coraz bardziej. Coraz bardziej zatapiam się w swoim świecie. Coraz mniej mam do powiedzenia jemu… i wszystkim wokół. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi… przyszedł!

– Cześć co robisz? – podchodzi do mnie, żeby mnie pocałować.

Odsuwam się. On zastyga. Przykro mu… mi też jest przykro, ale udaję, że tego nie ma we mnie.

– Nie martw się… będzie dobrze. Góra po 8 miesiącach wyjdziesz. Będę czekał – tłumaczy cierpliwie mój mąż.

– Nie martwię się. Dam radę – nie chcę tłumaczyć, że się boję, że jestem przerażona, bo nie wiem co będzie za murem.

Wiem, że on też boi się. Wiem, że jesteśmy „nierozerwalną całością”…

Co on zrobi beze mnie? Jak sobie poradzi? Jego odejście ode mnie i ewentualna zdrada to najmniejszy problem… Przytulam się do niego… „żebyś ty tylko wiedział, jak ja bardzo kocham ciebie”… – myślę, ale nie mówię tego głośno: pełna obaw, że ta „nierozerwalna całość” rozsypie się na kawałki.

Październik 2019…

Dwunasty miesiąc odsiadki. Nie wyszłam po 8 m-cach. Wyjdę w marcu 2021 r. Ile razy widziałam się z moim mężem przez te miesiące?

24 razy – czyli spędziliśmy ze sobą dzień, bo widzenie trwa godzinę. Nie potrafię okazać miłości, tęsknoty, uczuć… za dużo jest osób wokół. Jestem zdenerwowana już od momentu wejścia na „widzeniówkę” przez świadomość, że za chwilę z niej będę musiała wracać z powrotem do celi. Czasami płaczę – czasami czyli zawsze… Za dużo we mnie emocji, często krzyczę na niego i mam pretensję – facet nie radzi sobie…

Czeka na mnie, ale myślę, że to za mało. Nie wiem co powinien robić albo zrobić, ale chcę więcej. Chcę poczuć jego miłość…ale  postawiłam mur. W murze pojawiają się pęknięcia – ale do końca nie wiem, czy to pęknięcie w nim, czy w „nierozerwalnej całości”.

Wiem, że to jemu jest gorzej: ale tak bardzo muszę być tutaj egoistką i nie chcę o tym myśleć, bo może nie przeżyłabym tego.., rozpadając się na kawałki.

Z WIELKĄ MIŁOŚCIĄ DLA MOJEGO MĘŻA …

Pani Em



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Moje marzenie: randka z miastem

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Popołudniowa kawę chciałoby się wypić na zalanym słońcem tarasie w towarzystwie ukochanej osoby, ale nie tym razem. Jestem sama! Ponure chmury i zimny lutowy deszcz kierują raczej w stronę miękkiego fotela. Chwila relaksu? Klimatycznie wyglądająca kawiarnia kolorowe poduszki i mnóstwo książek wyłania się z wystawy, promocyjna reklama kusi filiżanką cappuccino , zapach mocno palonych ziaren i nuta aromatycznej orzechowej pianki rozgrzewa mnie. Na stoliku przewodnik pt. ”Kocham moje miasto” . Otwieram i ledwo zagłębiam się w lekturę… moje miasto wiele oferuje. Nagle podchodzi do mnie miły chłopak z obsługi i zaprasza bym dołączyła do warsztatów, które właśnie trwają o tematyce kultury picia kawy w Portugalii delikatnie obracając mój fotel o 180 stopni. Na telebimie palmy, w tle fado i kojący głos prowadzącego warsztaty . Sięgając po kolejny łyk kremowej kawy wsłuchuje się… -Jakby to było wczoraj – stolik pod markizą w jednej z lizbońskich kawiarni, gwar ulicy i upragniona kawa po całym dniu zwiedzania. Bez względu na sposób podania kawa w Portugalii smakuje wyjątkowo bo unikalne serwowane są tam mieszanki gatunków. Zacznijmy od obrzędu picia kawy, którego początki sięgają imperium kolonialnego odkrycia Brazylii, skąd do dzisiaj przypływają ziarna arabiki. Mieszanka tych gatunków sprawia, że portugalska kawa ma intensywny, głęboki esencjonalny smak. Nie poznał ten Portugalii kto nie wypił w niej kawy i nie wystarczy wpaść na małą czarną, trzeba sobie zarezerwować czas jak na wizytę w muzeum czy w galerii bo picie kawy to część tamtejszej kultury. Na „cafezinho” czyli na kawusię Portugalczycy przychodzą rano i w porze obiadu, czytają gazety, rozmawiają z przyjaciółmi, delektują się wyjątkowymi ciasteczkami. Wizyty w kawiarni przeciągają się godzinami, nikt nie przyśpiesza tego ceremoniału. W licznych lokalach robi się tłoczno szczególnie wieczorem, a wtedy można wsłuchać się w dźwięki fado, pieśni portowej, która narodziła si wśród żeglarzy w XIX wieku, a obecnie jest wpisana na listę  dziedzictwa kulturowego UNESCO. Mimo, iż  Portugalczycy są ludźmi pogodnymi, otwartymi, chętnymi do pomocy i nawiązywania nowych znajomości fado odsłania ich melancholijny charakter. Tęskne pieśni płynące prosto z serca opowiadające o przeznaczeniu i bezwzględnym losie są jak portugalska kawa nie lekka łatwa i przyjemna, a mocna z charakterem, trochę mroczna i bardzo intensywna. Dopijając cappuccino, zerkam w stronę mokrego od zimnego deszczu ze śniegiem okna kawiarni i zaczynam czuć rozżalenie na myśl że czas opuścić wygodny fotel i tą wyjątkową atmosferę. Moje zamyślenie przerywa chłopak z obsługi stawiając na moim stoliku kolejną filiżankę cappuccino pachnie inaczej, egzotycznie. -Proszę z nami zostać zaraz zacznie się wernisaż, a po nim pokaz fado. Te słowa wywołały uśmiech na mojej twarzy, którego bym się nie spodziewała  w dniu dzisiejszym 14 lutego. W kawiarni dalej snuje się bogata historia Portugalii, której ślady widać we wnętrzach, właściciel pochodzi z tego kraju wszechobecne charakterystyczne lustra, obrazy portugalskich malarzy i posąg poety Fernanda Pessoi ustanowiony przed wejściem przypominają, że właśnie tu przy filiżance kawy można się spotkać, podyskutować i inspirować. Już nastał wieczór, a Ja chłonę tę niezwykłą atmosferę siedząc przy stoliku i obserwując magię miejsca. Nagle nastrojowe światła tracą na mocy, pojawiają się świece muzyka nabiera mocy, wysoki przystojny mężczyzna podaję mi dłoń i z charakterystycznym w głosie akcentem litery rrrr sięga po moją dłoń zapraszając  do tańca.

Zaskoczona  sytuacją podaje swoją dłoń i w rytmie fado dziękuje samej sobie za moją miłość do kawy. Czuje, że jest odwzajemniona. Chwilo trwaj… Po powrocie do domu radość nie znika z mojej twarzy, moja niespodziewana randka z miastem była bardzo udana. Po kąpieli tule się do poduszki i nagle słyszę dźwięk smsa, a w treści – Dziękuje za taniec. Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek! Może dasz się zaprosić kiedyś  na cappuccino? Hmm… Dzień wczorajszy jest przeszłością, dzisiejszy darem, a jutrzejszy wielka niewiadomą. Odpisuje – Wzajemnie! Może tak… (symbol ikona uśmiech)

Nigdy bym nie przypuszczała, że „randka z miastem” przyniesie  mi tyle radości,  i być może początek interesującej  znajomości.

Pozytywna

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Czas

W celi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Chciałabym dziś poruszyć temat czasu. Będę pisała w liczbie pojedynczej, bo to mój osobisty pogląd, pewnie dużo dziewczyn ma odmienny. Myślę, że nie doceniamy czasu, na pewno ja tego nie robiłam. Wydawało mi się, że kiedy będzie trzeba stanie w miejscu , a ja będę się nim cieszyć wiecznie. Dopiero od niedawna uświadamiam sobie, że Go zawiodłam. Szastałam nim jakby był nieskończony. Marnowałam na głupoty, ulatywał mi przez palce. Nie chciałabym Go cofnąć, bo może nigdy nie doszłabym do tego momentu, w który jestem obecnie. Wiadomo, że nie chodzi mi o miejsce, bo nic w nim ciekawego, lecz przez to wiem kim jestem.

Czas spędzony w izolacji może być czasem straconym i tak było ze mną tzn. nic NIE BYŁO.  Zatrzymałam się w NIM, ale ON we mnie nie. Nastąpiła chwila, która to odmieniła. Postanowiłam się zmienić, pokochać samą siebie ( a myślałam, że bardziej się nie da ), nie udawało się. Nadal było we mnie coś nieszczęśliwego i co ?, zmieniłam sposób działania. Prócz sobie postanowiłam  POKOCHAĆ innych. I stało się coś czego nie umiem sobie wytłumaczyć, nawet tłumaczenia nie potrzebuje, stałam się dobra dla innych i nie na siłę i wbrew sobie. Zaczęłam słuchać i starać się rozumieć to, że różnią się ode mnie nie oznacza, że są gorsi.

OK wszystko fajnie, pięknie ale ….. Czuję, że nie marnuję tego bardzo cennego CZASU, chcę z niego czerpać. Otworzyłam swój umysł , wcześniej chciałam coś ze sobą robić, rozpocząć dalszą edukację , nauczyć się języków- tylko tak korzystać z tego CZASU , w tym miejscu. Brak możliwości był dla mnie wymówką…

Teraz wykorzystuje ten czas na zmianę duchową i czuję , że GO nie tracę. Ludzie są wspaniali i cholernie ciekawi, nie biorę z nich przykładu, bo często się z nimi nie zgadzam lecz nie potępiam.

Pragnę by każdy z NAS choć przez chwilę pomyślał nad tym co może dobrego dla siebie zrobić w tych warunkach. Wiem, że mało kto wierzy w moją duchową przemianę , kiedyś by mnie to złościło , teraz nie, bo tą zmianę przechodzę dla samej siebie nie dla innych. Święta nie jestem i pewnie nie będę. Przykro mi gdy ludzie działają przeciwko sobie co bardziej ich zżera niż przeciwnika. Może i dobro nie zawsze zwycięża, ale fajnie, że jest…

Rakieta

Czym jest miłość – wielogłos walentynkowy

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

♦♦♦

Miłość jest wszystkim.

Miłość do dzieci, do ukochanego,

daje mi siłę do życia.

Człowiek kochający i kochany,

to człowiek szczęśliwy.

Życie bez miłości nie ma sensu.

Doris

♦♦♦

Nie chcę na ten temat pisać.

Miłość to bezgraniczne oddanie

dla drugiego człowieka.

Miłością mego życia jest mój ukochany synuś.

To dzięki jego miłości wiem, że nie mogę się poddać.

Myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą dzięki mojemu dziecku.

Sisi

♦♦♦

Miłość to: patrzenie w tym samym kierunku, strzelanie do tej samej „bramki”.

To wdech i wydech tego samego organizmu.

Uczucie oczekiwane i niedoceniane.

Spotykane, a nie rozdawane.

Można kochać i być uśmiechniętym.

Ale do szczęścia jest potrzebna ta druga osoba.

Dużo miłości dla wszystkich! A ja na swoją poczekam.

Pełnoletnia

♦♦♦

PS.

„W miłości chcesz, by ci wierzono,

w przyjaźni – by rozumiano”,

a ja pragnęłabym jednego i drugiego.

Chciałabym być komuś potrzebna

i chciałabym móc powiedzieć do kogoś „potrzebuję cię”.

Póki co, jestem wdzięczna za miłość rodziny

i znajomych. Dzięki niej (i im) jeszcze coś mi się chce robić,

nie czuję się taka sama.

Miłość przede wszystkim kojarzy mi się z dobrem, szacunkiem i zaufaniem,

bezpieczeństwem otrzymywanym od swojej drugiej połówki.

Ola

♦♦♦

Kiedyś powiedziałam mojemu dorosłemu już synowi przez telefon (bo był smutny):

„synu, jak masz dziś jakiś problem, chociażby z miłością, to powiedz, ja ci doradzę”.

Syn na to: „chyba oszalałaś, przecież nie stworzyłaś żadnego normalnego związku!”.

Zatkało mnie.  To fakt, przyznałam. Czym jest miłość? Na pewno nie ma jednej definicji. To wiem na 100%.

Jest to coś takiego, czego nie sposób dla mnie doświadczyć. Łatwiej jest doświadczyć porozumienia w parze lub uniesienia erotycznego. Co i tak jet rzadkością.

Ale to chyba szacunek, oddanie, akceptacja, pożądanie, tęsknota, bicie serca, choroba psychiczna pewnego rodzaju. Też pewna doza zaborczości, bezsenność, niepewność, skowronki, motyle, opiekuńczość, wybaczanie, świat w różowych okularach. No i gdy to mija, muszą zostać: to że ktoś będzie cię pocieszał w razie choroby, to że będziecie mieli o czym rozmawiać, to że będziecie mieli co ze sobą robić i że nie będziecie sobą znudzeni.

Renatofon

♦♦♦

Miłość to pragnienie bycia przy drugim człowieku. To poświęcanie siebie w imię jego dobra. To wierność i lojalność bez względu na okoliczności. To zrozumienie bez słów i odpowiadanie na czyjeś najgłębsze potrzeby. Miłość to wybaczenia. To wyrzeczenie się wszelkiego egoizmu. Jeśli jest to konieczne, to również pozwolenie kochanej osobie na podążanie własną drogą, odrębną od mojej, chociaż sprawia mi to ból. Miłość to bliskość lecz i szacunek dla autonomii drugiej osoby. To poczucie jedności bez tłamszenia. To najwyższy wyraz bycia człowiekiem.

Najwspanialszą definicję miłości zawarł św. Paweł w swoim hymnie. Chętnych odsyłam do Biblii – moim zdaniem nie pożałujecie.

Zośka

Cichy dialog o przyjaźni

Rozmowy w więziennej świetlicy, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Chcę się od was dowiedzieć czegoś o przyjaźni.

Rakieta: Nie wiem, czy ktokolwiek ma ochotę przeczytać, co tak naprawdę o tym myślę.

Ja chcę. Powody są dwa. Po pierwsze: bo jesteście w innym świecie niż ja. Po drugie bo jesteście dokładnie w tym samym świecie, co ja.

Pierwsza Anonimka: Mam pustkę w głowie, ale ponieważ do zajęć podchodzę poważnie, postanawiam skreślić parę słów.

Druga Anonimka: Przyjaźń to bezwarunkowa akceptacja.

Maruda: Przyjaciel to bliska osoba, na której można polegać, ufać jej i powierzyć największe sekrety.

Maja: O przyjaźni można by pisać poematy, ale tak krótko i na temat – prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto zawsze będzie, gdy my będziemy go potrzebować.

Eveline: Czy w ogóle w tym paskudnym miejscu jest to możliwe?

Trzecia Anonimka: Wielokrotnie myślałam, że tak! I teraz wiem, że to nie była przyjaźń, tylko akceptacja.

Pierwsza Anonimka: Przyjaźń ma prawo bytu w każdym miejscu i w każdych okolicznościach, w jakich się znaleźliśmy można znaleźć ludzi takich przez wielkie Ce.

Trzecia Anonimka: Nie ma tu przyjaźni. Jest rywalizacja i to przez duże R.

Rakieta: Przyjaźń brzmi bardzo wzniośle, dla mnie dzisiaj nic nie oznacza.

Rakieta: Mam ludzi, który ufam, na których mogę polegać i których kocham, nie będę ich obrażać słowem PRZYJACIEL.

Diablica: Ale przecież to też zwykłe, codzienne gesty niby nic nieznaczące, tj. gdy się potykasz, czyjaś pomocna dłoń nie pozwala ci się przewrócić.

Eveline: Gdy jest szczera, budowana na prawdzie, zawsze jest możliwa.

Maruda: Jeśli coś jest prawdziwe, będzie szczere.

Trzecia Anonimka: Teraz ostrożniej podchodzę do zawierania nowych znajomości.

Maja: To jest cenny dar nieważne kiedy go otrzymamy.

Czwarta Anonimka: Kiedy poznajemy kogoś, kartka jest pusta. Kiedy wkracza w nas – kartka się zapisuje.

Eveline: Nawet w tak sztucznym towarzystwie, gdzie każdy gra swój film.

Pierwsza Anonimka: Być może na taką osobę nie trafiłam. Jest sporo dziewczyn, które zwyczajnie lubię i szanuję, ale to nie jest przyjaźń.

Eveline: Ja znalazłam taką osobę.

Maja: Ja właśnie takiego przyjaciela mam i za to jestem bardzo wdzięczna.

Pierwsza Anonimka: Być może wszystko przede mną?

Diablica: Czasem nie zauważamy, że przyjaciel jest tak blisko, a my twierdzimy, że nie ma nikogo przy nas.

Teksty zebrała i opracowała Ewa Frączek Biłat

Z zamka na półotworek

Ostatnio została mi zmieniona podgrupa, w której odbywam karę i postanowiłam, że opiszę Wam różnice pomiędzy nimi.

 P1, czyli oddział zamknięty zwany zamkiem, to „najgorsza” podgrupa w więzieniu. Jest tu najmniej przywilejów. Na przykład cela pozostaje zamknięta przez całą dobę, są dwa widzenia w miesiącu, kiedy rodzina może nas odwiedzać i nie można wychodzić poza celę w swoich ciuchach.

 P2, czyli oddział półotwarty zwany półotworkiem, to jest grupa trochę „lepsza”, jeśli chodzi o przywileje. Cela jest otwarta od 7.30 do 18.30. Mamy jedno widzenie więcej, czyli trzy w miesiącu. Możemy nosić swoje ciuchy. Mamy lepszy dostęp do telefonu.

Kiedy przenieśli mnie z zamka na półotworek bardzo się cieszyłam. Jednak na początku było mi trochę dziwnie. Gdy wyszłam na korytarz, szybko wracałam do celi, bo na zamku przyzwyczaiłam się do tego, że mogłam chodzić tylko tam, gdzie mi kazano. Do wychowawcy, na łaźnię i takie tam, bez żadnych wędrówek. A teraz mogę iść do znajomych, na tzw. chałupki, sama wychodzę do telefonu, mogę założyć swoje ciuchy. Powiem szczerze, że bez mundurka przez jakiś czas na półotworku czułam się jakbym była na golasa.

Do dobrych rzeczy, jak wiadomo, człowiek szybko się przyzwyczaja i tylko przyjaciół z zamka brak. Ale i na to przyjdzie czas, kiedy wszystko będzie na swoim miejscu.

Monika

Bratnia dusza

1-DSC_0837

Może niektórym wyda się to śmieszne lub niewyobrażalne, lecz przedstawiam Wam autentyczny przykład na własnej osobie, że dopiero za kratami poznałam osobę – prawdziwego przyjaciela.

Siedziałyśmy razem pod celą 7 miesięcy – bardzo się zżyłyśmy. Przeżywałyśmy wesołe, radosne jak i smutne, złe chwile. Zawsze mnie rozumiała, doradzała, potrafiła wysłuchać, pocieszyć, jak również opieprzyć, gdy coś robiłam źle. Wiem, że zawsze chciała dla mnie jak najlepiej – czułam od niej ciepło. Jest wspaniała i kochana. Mogę śmiało stwierdzić, że jest moją przyjaciółką, bo w dotychczasowym życiu nikogo podobnego nie miałam blisko siebie.

Bardzo ją szanuję i ufam jej bezgranicznie! – a moja bratnia dusza ma na imię Dominika. Cieszę się, że ją poznałam i mam nadzieję, że Naszą znajomość utrzymamy po opuszczeniu Zakładu Karnego.

Ania_26

Co mnie czeka na wolności?

1-DSC_0363

Mam jeszcze trochę czasu do opuszczenia tego miejsca, ale nie ukrywam, że często myślę, jak me życie się potoczy. Chcę wieść normalne życie, z biegiem czasu odnowić relacje z rodziną, kiera (to w gwarze śląskiej znaczy – która) się odwróciła… Wedle nich jestem czarna owca. Podczas odsiadki wyszłam za mąż i przekonałam się, jak się czuje człowiek kochany. Wychodząc za mąż zdobyłam kochającą rodzinę, której na mnie zależy, tak jak mnie na nich. Regularny kontakt uświadamia mi, iż mam wsparcie, które będzie i na wolności.

W tym miejscu zdobyłam prawdziwą przyjaciółkę, na którą mogę liczyć w każdej sytuacji – jest to była osadzona, która dostała w dupę od życia. Wzajemne wsparcie otworzyło mi też oczy na przyjaźń, w którą już nie wierzyłam.

2-DSC_0658

Rzeczywistość po drugiej stronie muru nie będzie należeć do łatwych, porażki mnie nie ominą i zdaję sobie z tego sprawę, lecz mając przy sobie bliskie osoby wiem, że nie zostanę sama i dam radę.

1-IMG_0078

Agnieszka

Bardzo chciałabym kochać

01-DSC_0765

Wbrew temu, co ludzie mogą sobie pomyśleć, więzienie to miejsce, gdzie uprawia się seks, a nawet można się zakochać. Ja po trzech latach pobytu w więzieniu zauważyłam, że brak seksu zaczął mi dość mocno doskwierać – może nawet nie same braki pod tym względem, ale też to, co się z nim wiąże, np. poczucie bliskości, własnej atrakcyjności, brak poczucia samotności. Chciałam czuć to wszystko. I tak poznałam dziewczynę, której się podobałam. Dodam tylko, że nigdy wcześniej nie byłam z kobietą w związku, więc nie wiedziałam, czy ja mogłabym na coś takiego pójść. Przekonała mnie do tego moja chęć, aby ciągle szukać jej towarzystwa. Kiedy pierwszy raz się pocałowałyśmy, hmmm… Ten pocałunek był tak przyjemny jak jeszcze żaden w moim życiu, i tak moje życie seksualne nabrało rumieńców. Ale jak to z reguły bywa, jeśli coś nie jest podbudowane głębszym uczuciem, po prostu się rozpływa (oczywiście moim zdaniem).
Mój drugi związek wyglądał zupełnie inaczej. Przyszła do więzienia śliczna dziewczyna. Gdy ją bliżej poznałam, okazała się do tego mądra, nadawałyśmy na tych samych falach. To, co czułam, naprawdę jest nie do opisania, albo jest, ale ja tego nie potrafię. Poczułam na własnej skórze prawdziwość powiedzenia „przyciągać jak magnes”. Zaczęłam się łapać na tym, że coraz bliżej niej siadam. Kiedy przychodził czas zamykania cel i musiała wracać do siebie, wkurzałam się, wciąż o niej myślałam. Czułam się jak jakiś podlotek, znaczenie miało dla mnie nawet to, że całus w policzek trwał trochę dłużej, niż powinien.
Oczywiście stroiłam się, chciałam być wyjątkowa, bo tak się dzięki niej czułam. Tak, to była miłość. Zakochałam się – zupełnie inaczej niż w chłopaku, intensywność tych emocji jest całkowicie różna. W więzieniu razem spędziłyśmy tylko kilka miesięcy. Później żyłyśmy w dwóch różnych światach – ona na wolności, ja w więzieniu. Nasz związek skończył się po czterech latach, a przyjaźń zagubiła po dziesięciu. Myślę, że to dlatego, że nie mogłyśmy się widywać. Polskie prawo nie uznaje jako rodziny takiej osoby, jaką ona była dla mnie.
Później jeszcze parę razy uprawiałam seks, teraz nie uprawiam, ale bardzo bym chciała kochać. Nawet jeśli jakiekolwiek uczucia, które się w nas pojawiają, wykorzystywane są jako karta przetargowa, aby wymusić coś wbrew twojej woli, to i tak warto czuć. Bo czy może być coś piękniejszego w człowieku niż miłość czy przyjaźń?
Monika

https://www.facebook.com/ewkratke