Nowe miejsce – stara ja

Bez nazwy 1

Białystok – Areszt Śledczy – właściwie niczym nie różni się od Warszawy, a jednak po dogłębnej analizie „inne” jest tu wszystko. Wyprawka na stracie jest niemalże taka sama jak wszędzie – zielone mydło, podpaski, pasta do zębów, papier toaletowy, szampon do włosów i szczoteczka do zębów. Zawsze to coś, kiedy się jest „pustym” :). ale to co dzieje się później nie ma chyba w żadnym zakładzie. Każda z osadzonych dostaje krótką piżamkę, ledwo zasłaniającą pupę, gdyż nie można mieć w posiadaniu swojej, chyba że lekarz wyrazi zgodę. Nie można mieć pensety ani lusterka. W łazience, czyli w tzw. kąciku sanitarnym jest lusterko z pleksy i w nim możemy się przeglądać. Cele są nawet w dobrym stanie, podłoga drewniana, tzw. parkiet, cela 4-osobowa, łazienka w kafelkach do połowy ściany, drzwi suwane – na pierwszy rzut oka naprawdę robi wrażenie.  Tak właśnie to tutaj funkcjonuje. Więc: nowe miejsce – stara ja – nie dam się zwariować, sprowokować, będę pracować nad sobą, wyciszę się poprzez marzenia, rozmowę z Bogiem, a inni ludzie nie są w stanie zburzyć mojego spokoju i nie są w stanie mnie zmienić. Mam ogromne poczucie świadomości, dlaczego znalazłam się w zakładzie karnym, ale to nie znaczy, że dam się zahukać i pozbawić własnego zdania.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Aneta B.

Moja koleżanka, Asia

DSCN0254

Asia ma 30 lat, niebieskie oczy podkreślone makijażem, jasnobrązowe włosy. Jest osobą o miłej aparycji, łagodną. W Warszawie przebywa 4 miesiące. Dzisiaj ma dobre samopoczucie, wzięło ją na wspomnienia. Od rana tęskni za rodziną, za przeszłością, nie chciałaby nigdy o niej zapomnieć, również o tej złej. Wspominając złe wydarzenia uważa, że prowadzi ją to do bycia lepszym człowiekiem. ( Jestem z nią od tygodnia w celi, moje spostrzeżenia: wartościowa, szczera, piękna kobieta). Chciałaby się przenieść do innego zakładu karnego, być bliżej rodziny. Asia potrzebuje więcej pomocy ze strony państwa, więcej uwagi ze strony wychowawców. Drażni ją brak taktu, dyskrecji, czuje się czasami wystawiana na widok publiczny.

Asia dla mnie jest pięknym człowiekiem, życzę jej jak najlepiej.

Napisała: Zosia

Nie sztuką jest zrobić dzieci

 

Szlachetna paczka z więzieniaCzytam prawie wszystkie Wasze wpisy, które tutaj dostajemy i często się zastanawiam, czemu Wasze nastawienie do wszystkiego jest z góry negatywne? Piszecie, że ludzie nie mają tego czy tamtego. Że ludzie pracujący nie mogą wyżywić rodziny. A czy Wy próbujecie takim ludziom pomóc? Sami coś założyć, zaoferować pomoc? Bo pisać i narzekać może każdy.

Sęk w tym, żeby ludzie zaczęli to zmieniać i najlepiej, żeby każdy zaczął od siebie samego na początek. Gdyby każdy pomógł drugiej osobie tyle, ile może, na tym świecie byłoby o wiele lepiej.

Piszecie, że jest tylu ludzi i dzieci potrzebujących pomocy. A czy ktoś z Was zrobił coś w tym kierunku, żeby im pomóc? Prócz tego, że narzekacie ciągle, że my żądamy nie wiadomo czego, a inni są bardziej potrzebujący. Czy Wy kiedykolwiek zrobiliście coś dla tych potrzebujących ludzi? Zaangażowaliście się w cokolwiek co pomaga innym?

Poza tym, co do dzieci w domach dziecka – moje zdanie jest takie, że każdy człowiek zanim podejmie decyzję o tym, żeby mieć dzieci, powinien się zastanowić, czy jest w stanie zapewnić byt tym dzieciom To się nazywa odpowiedzialność, z tego co mi wiadomo. Nie sztuką jest zrobić dzieci. Myślę, że sztuką jest je wychować, żeby wyrosły na dobrych, porządnych ludzi.

Pozdrawiam Wszystkich.

Joshua 27 lat

Życie codzienne w ZK

2-DSC_0532

Ciepła woda

Trzy razy dziennie po 15 minut plus 2 dni w tygodniu dzień kąpieli – cały dzień od 8.00 do 19.00.

Posiłki

Trzy razy razy dziennie. Śniadanie: 2 bochenki chleba, masło,wędlina. Obiad: 2 dania ciepłe. Kolacja – chleb, kosteczka masła, wędlina lub dżem.

Pranie

W rękach.

Odzież i buty

Trzy góry i dwa doły. Buty – jedna para plus klapki. Wymiana obuwia w porach letnich i zimowych.

Widzenia z rodziną

Wyznaczone dwa razy w miesiącu, max 2 osoby dorosłe plus dziecko. Musisz być w odzieży skarbowej.

Telefon

Trzy razy w tygodniu po 10 minut każdy.

Telewizor, boom box, higiena z domu, nowe buty czy dres

Wymagane zgody dyrekcji.

Paczki z domu z żywnością

Raz na trzy miesiące po 5 kg, dozwolone produkty.

Sprzątamy cele codziennie, wycieramy kurze, myjemy okna, czytamy książki, gazety. Organizujemy czas możliwie pożytecznie. A mydło, które tu dostajemy cudnie dopiera białe skarpetki i likwiduje plamy :). Pasta do zębów z fluorem ma wiele zastosowań. Lenor z kantyny służy za odświeżacz powietrza, perfumy i do prania. Podpaskami Bella ekstra myje się okna, płytki, toaletę, wyciszacz do taboretów i wiele, wiele innych. Dajemy radę, szkoła przetrwania ok. Żyjemy, bywa ciężko, ale bywają też chwile tak radosne, że płacz ze śmiechu nieunikniony i tych chwil nikt mi nie zabierze.

 4-DSC_0463-001

Iwona

Jak spędzamy Święta w więzieniu

 

 3-Drzwi do celi

W tym miejscu magia Świąt nas nie omija.

Można to zauważyć wchodząc na oddział mieszkalny – ładnie ubrana choinka, stroiki na klapach, światełka. Świąteczna atmosfera sprawia, że jesteśmy dla siebie milsi. Pomimo zaistniałych pomiędzy nami konfliktów, to właśnie Święta sprawiają, że choć na chwilę o tym zapominamy.

1-3-DSC_0254-001

W tym okresie możemy liczyć na lepszy obiad, czyli na paluszki rybne w Wigilię, a w Święto udko z kurczaka. Mówiąc poważnie, same sobie organizujemy stół świąteczny – wypiski, paczki od rodziny. Szkoda tylko, że nie możemy otrzymywać w paczkach tradycyjnych potraw, takich jak pierogi z kapustą i grzybami, pasztet, mięsa faszerowane, śledziki, bo niestety nasza jednostka nie przyjmuje tego typu jedzenia. W miarę możliwości stroimy sobie celę – malujemy okna, klapę, robimy stroiki, lecz nie do końca wczuwamy się w ten klimat, ponieważ nie jest to to samo co Święta w gronie rodzinnym.

2-1-DSC_0258

Świąt w więzieniu w żadnym stopniu nie można porównać do Świąt spędzanych z bliskimi.

Ania b

Inne życie Smerfetki

2-DSC_1020

Dość długo mnie nie było, ale nastąpiły zmiany, jak dla mnie wystarczająco duże, o których zamierzam Wam napisać. Jestem już bliżej domciu, niż mogłoby się to wydawać. Nie chodzi o pomniejszenie mojego wyroku, ale o danie mi możliwości szybszego wyjścia.

Siedziałam trzy lata i siedem miesięcy pod total kluczem, na tak zwanym „zamku”, gdzie jest dużo ograniczeń. A teraz została mi otwarta podgrupa P2…..

Cieszę się niezmiernie, długo na to czekałam tak naprawdę. Mój pobyt w więzieniu różni się teraz tym, że zmieniłam oddział na półotwarty, a różnice są duże. Pierwsza rzecz, jak mnie zaskoczyła: prysznic na celi, to duży „rarytas” jak na odbywanie kary, cele otwarte od godzin rannych do 18.30, możliwość dzwonienia dużo częściej niż na poprzednim oddziale, co jest dużym plusem dla matki, nowi ludzie, ale i starych znajomych się napotka, więc atmosfera jest przyjazna.

Jestem osobą, która lubi mieć pracę i jakiekolwiek zajęcia, więc tutaj już pracuję jak na poprzednim oddziale – jestem osobą wydającą posiłki i chwilowo pracowałam na sprzątaniu.

Staram się, dzięki wychowawcy k.o oczywiście, aby wdrożyć zajęcia z bloga dla dziewczyn i wprowadzić inne, aby urozmaicić dużo wolnego czasu pożytecznie.

Ogólnie jestem zadowolona, choć zdarzają się momenty, kiedy zatęsknię za znajomymi z zamka. Mimo wszystko człowiek się zżyje z biegiem czasu.

Bardzo bym chciała przebywać w więzieniu w Krakowie, ze względu na bliskich i staram się o „transport”. Ale wszystko musi przyjść z czasem. Wierzę, że będzie to w nieodległym czasie, bo tęsknota jest ogromna, zabija pozytywne myślenie.

Pozdrawiam wszystkich,

Smerfetka

 

Moje wymarzone więzienie…

scan0141

 W moim wymarzonym więzieniu byłoby tak:

po pierwsze, cele byłyby najwięcej dwuosobowe. Można by było wybrać człowieka do odsiadki, takiego którego się lubi i z którym można się dogadać.

Po drugie, siedziałabym blisko mojego domu i rodziny. W każdym więzieniu byłaby szkoła i praca. Jeden wychowawca i jeden psycholog przypadałby na 10 skazanych, z którymi pracowaliby by bez zmian, po to żeby mogli się poznać i sobie zaufać. Mogłabym mieć swoje ciuchy i więcej niż jedną parę butów. W Moim wymarzonym więzieniu codziennie mogłabym dzwonić do domu, a pracownicy nie przeganialiby mnie po kilku minutach. Kąpałabym się codziennie i maiłabym pralkę, w której mogłabym robić pranie. Zawsze miałabym jakieś zajęcie. Nie martwiłabym się o podpaski i papier toaletowy. W moim wymarzonym więzieniu na pewno bym ładnie pachniała.

Tak, to byłoby fajne więzienie.

A czy Wy macie takie miejsca, w których musicie być, a chcielibyście by wyglądały inaczej?

Śmiało, każdy może sobie pomarzyć. Piszcie, co to byłoby za miejsce i jak by wyglądało idealnie.

Monika

PS. Zapominałam o kuchni. Moje więzienie miałoby kuchenkę do dyspozycji. I szybko by się z niego wychodziło 🙂

Monika

Moje autorytety c.d.

5-DSC_0545

Temat padł, pustka w głowie… Ale chwilunia, nie ma się nad czym w ogóle zastanawiać, przecież mam taką osobę – ś.p. Mąż… Tak, to ponad wszystko: On. Bardzo dużo dla mnie znaczył, moja pierwsza Miłość – szczera, oddana, bezgraniczna i jedyna!
Nie mam go od sześciu lat. Miał wypadek na budowie. Zbyt młody i zbyt zachłanny na szczęście rodzinne, które budowaliśmy. Miał 25 lat… cóż… nasze drogi chwilowo się rozeszły, bo ja na Ziemi, a on w Niebie, ale przecież kiedyś, za chwil parę będziemy znów Razem. Spełnię swoje obowiązki i zmykam do Niego… Przecież KOCHA, to poczeka!

Wychowaliśmy się w domu dziecka obydwoje. On miał 14 lat, ja 15, gdy Amorek nas ze sobą połączył na dobre i na złe. Nasze “rodzinne” perypetie były zbliżone, brak miłości ze strony “rozdziców”, zostawieni sami sobie. Nie było w naszych miejscach wzoru rodziny, ciepła…

Chcieliśmy być zawsze już Razem, jedno za drugim w ogień by wskoczyło. Wspólne ucieczki, alkohol, papieros, używki i towarzystwo…
On został przysposobiony przez Rodzinę w wieku 16 lat, ja niestety nie, bo gdzieś w świecie była rodzicielka moja, która utrudniała pewne procedury. Trudno. Byłam niegrzeczna, jak nie było go blisko. Choć nadal byliśmy Razem, pojawił się lęk o Nas. A przeceż byliśmy dopiero nastolatkami, zbyt dorosłymi jak na tamtą chwilę. Jemu też było ciężko. Znikał ze swego Nowego Domu do mnie, by mnie powstrzymać przed złym – przed wybuchowością, używkami, towarzystwem zgubnym. Kłóciliśmy się bardzo często, ale on zawsze trwał przy mnie, tłumaczył, że nie możemy się stoczyć, że musimy osiągnąć cel – szczęście we własnym kącie. Miał ogromną siłę przemowy wobec mnie. To dzięki Darkowi nigdy nie byłam galerianką, jak większość u nas – w bidulu – dziewczyn, nie zostałam alkoholiczką, choć tak byłoby może łatwiej? Choć na chwilę? Był moim Aniołem. Wybrałam życie normalne, chociaż nieznane, bo już dorosłe.
Dostałam mieszkanie, wyprawkę… Przekroczyliśmy jego próg Razem… Nie mieliśmy nic, tylko siebie i malutkie życie wewnątrz mnie – nasza córcia – nasz kochany owoc bezgranicznej Miłości.
Owszem, była panika. Nie chcieliśmy pomocy od mojej Babuni, wujka bądź Teściowej – bo wzięliśmy najpiękniejszy na świecie ślub – ukoronowanie Naszej Miłości.
Byliśmy zawzięci na ognisko domowe i z uporem do niego dążyliśmy. Każdego dnia wiele emocji przysparzaliśmy sobie, ale trwaliśmy dla siebie. Gdy jedno upadało, drugie go zawsze podnosiło. Nauczyliśmy się prowadzić gospodarstwo domowe, jakiego MY nigdy wcześniej nie znaliśmy. Uczyliśmy się wszystkiego na samych sobie. Warto było – dla szczęścia. On będzie dla mnie zawsze już wzorem mężczyzny i Taty, bo wspaniale się odnalazł, a przecież obowiązki narastały, bo byliśmy rodzicami “Atomówek” – trzy wspaniałe córy i ś.p. synek, którym nie dane było nam się długo nacieszyć… Moi mężczyźni życia patrzą na nas,“babiniec domowy”, z góry.

Wiem, że szczęśliwa i spełniona jestem dzięki Mojemu ś. p. Mężowi. Wpłynął ten człowiek na mnie bardzo pozytywnie i dzięki Niemu zaznałam ciepła rodzinnego. Choć zbyt szybko i nagle przerwane to zostało, ale… Mam trzy córcie, będę umiała im doradzić to czy tamto, jeśli chodzi o tworzenie ich rodzin dzięki własnej nauce z ich Tatą. Rzeczy najtrudniejsze do osiągnięcia są tak naprawdę najprostsze. Tylko trzeba się na nie otworzyć. Nawet jeśli nie masz wzoru jak żyć, jak być, jak tworzyć – to bądź dla siebie wzorem, a może właśnie ktoś w Tobie dostrzeże wzór?
Czytelniku, a Ty masz swój autorytet?
Smerfetka

Tryptyk – Jak płynie czas w więzieniu?

Nie da się latami rozwiązywać krzyżówek

Dopiero sugestia w pytaniu sprawiła, ze odkryłam, że on w ogóle płynie. Do tej pory byłam przekonana, że raczej wlecze się niemiłosiernie, choć paradoksalnie – czasami wydaje mi się, jakbym przesiedziała tu już co najmniej osiemdziesiąt lat. Prawda jest taka, że kiedy dzień do dnia jest tak bardzo podobny, to po dłuższym czasie wydaje się, że czas się wlecze. Inaczej jest, gdy wychodzimy na jakieś zajęcia, wtedy skupiamy się na tym, co robimy, plus działanie w grupie potrafi rozbawić i tym sposobem nie patrzymy na zegarek .

1-DSC_0445

Na krótszą metę łatwiej dobrze zagospodarować dzień, bo nawet jeśli nie uda się go wypełnić sensownie, to jednak się go wypełni. Dla kogoś, kto ma w więzieniu do spędzenia więcej niż pięć lat – zaczyna się problem. Nie da się latami rozwiązywać krzyżówek, wyszywać, dziergać lub czytać, bo nawet jeśli się bardzo lubi coś z tego robić, to po kilku latach czynność taka wykonywana codziennie zbrzydnie niemiłosiernie – do zwymiotowania. Aby w więzieniu czas się poruszał w jakimkolwiek tempie, to musi się coś dziać. Wychodzimy np. co tydzień na spotkania redakcyjne – gazetki i bloga „W kratkę”.

1-DSC_1035

Każda z nas czeka na ten moment i już od czwartku do czwartku ciut szybciej nasz bohater „pan Czas” sobie idzie, a tutaj to naprawdę coś.

Małgosia

 ♦♦♦

Wszystko jest wydarzeniem

Czasami mam wrażenie, że przyszło mi żyć i funkcjonować w jakiejś zakrzywionej, zdeformowanej czasoprzestrzeni. Bywają dni, które ciągną się w nieskończoność i – co gorsze – skończyć się nie chcą. Co ciekawe, tygodnie i miesiące mijają w ekspresowym tempie. Wszystkie dni zlewają się w jedną, nudną całość, która przerywana jest czasami jakimiś ciekawymi wydarzeniami. I to właśnie te wydarzenia zapadają w pamięć. Wydarzeniem w więzieniu można nazwać wszystko, każdą sytuację, która sprawia, że ten dzień będzie inny, może wyjątkowy. Dla mnie najbardziej wartościowe są te dni, kiedy mogę uczestniczyć w zajęciach organizowanych przez fundację oraz te wyjątkowe dni, kiedy odwiedza mnie rodzina. Na nie czekam z utęsknieniem.

1-3-DSC_0547

Zwykły dzień możemy podzielić na czas płynący od śniadania do obiadu, a potem od obiadu do kolacji. Po kolacji dniówka już jest zaliczona i można wyrwać kartkę z kalendarza.

W tygodniu czas też płynie inaczej. W weekend dłuży się okropnie i rozciąga w nieskończoność. W dni robocze jest lepiej. Na korytarzu większy ruch, wokandy, oczekiwanie na listy od bliskich, no i oczywiście zajęcia kulturalno-oświatowe.

7-DSC_0021-001

Spróbujcie zamknąć się na tydzień w domu, wyłączcie telefon i Internet, nie wychodźcie nawet do sklepu, nie zapraszajcie gości. Wtedy zobaczycie, ile jest wolnego czasu do wykorzystania i jak bardzo czas jest pojęciem względnym.

Wisienka

 ♦♦♦

Na nic nie mam czasu w więzieniu

Witam wszystkich serdecznie i chciałam się Was zapytać: jak znajdujecie czas “na wszystko”?

W moim przypadku – na nic nie mam czasu. Nim się obejrzę – jest wieczór, zaraz wieczorny apel, później jakiś film by się obejrzało, a ja się orientuję, że nie odpisałam na list, bo nie miałam czasu 🙂  Jutro odpiszę.

2-DSC_0443-001

I tak leci kolejny dzień i znowu wieczór – a ja nie miałam kiedy zrobić sobie paznokci – hm, znowu nie było czasu. A to dlatego, że znalazłam sobie świetne zajęcie!

Mianowicie przepisuję sennik (500 stron). Jednym z wielu porannych tematów, jest to, co się komu śniło i co to może oznaczać. I tu pojawia się problem, bo sennik ma jedna dziewczyna na oddziale (ze źródeł poczty pantoflowej) i żeby nie prosić się i nie stać w kolejce (po sennik) pożyczyłam na trochę dłużej i będziemy miały swój na celi. Jestem na literce R, piszę trzeci tydzień i muszę się pochwalić, że szybko mi to idzie, biorąc pod uwagę, że:

codziennie wychodzę do pracy społecznej na 2-3 godziny, do tego trzeba w ciągu dnia postawić karty, przeprać, posprzątać, poprasować, pogadać o wrażeniach z odwiedzin, pójść na zajęcia i oczywiście poczytać książkę.

5-DSC_0452

Wydawałoby się, że mamy czas na wszystko, ale tak nie jest, ponieważ każda z nas ma jakiś sposób na wypełnienie tego czasu tutaj.

Kasia

 

Prawo do bliskości

1-Prawo do bliskości a

Dla mnie to bardzo ważny, rozległy i nieskończenie długi temat. Rodzina to osoby najważniejsze w moim życiu. Świadomość, że są, że kochają, dodaje mi siły, wiary, nadziei i chęci do przetrwania, i dosłownie do wszystkiego. Oczywiście, bardzo się staram, żeby utrzymać kontakty z najbliższymi i oprócz częstych listów, 10-minutowego telefonu trzy razy w tygodniu, mam w miesiącu dwa widzenia regulaminowe. Kontakty są bardzo ograniczone, za krótkie i za rzadkie. Dodam jeszcze, że w Kodeksie Karnym Wykonawczym istnieje przepis o dodatkowym jednym widzeniu na dziecko… Masakra totalna, jak widać. Tak naprawdę to nie wiadomo jak zagospodarować ten czas, by nikt nie poczuł się pominięty. Moja rodzina jest dość spora i nie ukrywam nigdy, jak bardzo są mi potrzebni i jak ich wszystkich kocham. Smutny i przykry jest fakt, że brata bliźniaka nie widziałam ze cztery lata, siostry również. Mieszkają daleko i nie mają możliwości dojechać, niestety. Wiem tylko, że się do mnie wybierają i czekam z utęsknieniem na wiadomości.
Nienawidzę, gdy jestem zmuszona wybierać spotkanie między rodzicami, rodzeństwem czy mężem z synem. Na widzenie nie wejdą więcej niż dwie dorosłe osoby, a gdy chcę spędzić z nimi więcej czasu, łączę dwie godziny i mam tylko jedno widzenie na miesiąc L
Poruszę ważną dla mnie kwestię, a mianowicie widzeń intymnych. Nie w każdym zakładzie karnym można z nich korzystać, między innymi w tym. To nie służy podtrzymywaniu związków. Jestem w „Grochowskim Spa” już trzeci rok, mam męża, który odwiedza mnie jak najczęściej może. Kocha mnie i potrzebujemy oboje bliskości, przecież to naturalne i zrozumiałe. Razem z mężem chcemy odbudować naszą więź i związek. Dwa lata przeszło zajęło mi, bym była gotowa mu wybaczyć, oddzielić przeszłość grubą kreską, nie wracać do tego, co było raniące i rozstać się z tym wszystkim, co było trudne. Przecież dawanie i branie to podstawowe prawo miłości, to baza podtrzymująca wszystko! Każdy ma prawo do bliskości (intymnej również!). W jaki sposób mam podtrzymywać moje małżeństwo? Mam mnóstwo lęków i obaw, że mąż pójdzie na inne kobiety, przecież każde z nas potrzebuje intymności. Uważam, że wiele problemów by się rozwiązało, gdyby zezwolono na godzinkę prywatności z bliską osobą i zapewne spadłby spory procent zdrad, rozwodów czy separacji.

Ela

https://www.facebook.com/ewkratke