Kara w karze

1-5-DSC_0535

Dziwny tytuł? No a jak inaczej nazwać to, co mnie tutaj spotkało? Jestem matką. Parę tygodni temu kobieta skazana za zabójstwo kilkorga swoich dzieci została przydzielona do celi mieszkalnej, w której przebywałam. Rozpacz! Złość, frustracja, ogromny żal o niemoc…. Dlaczego? Kto o tym zadecydował? Walka samej z sobą, by najzwyczajniej nie zrobić jej krzywdy. Nikt mnie nie przygotował na tą sytuację. Zostałam sama z narastającym żalem, gniewem, złością. Sam fakt, że musiałam dzielić z tą kobietą prawie wszystko w celi zamkniętej 24 godziny na dobę, jest dodatkową karą, karą, która okazała się być próbą, szkołą dla mnie samej. I dziś zadaję sobie pytanie, kim jestem? Kim byłam? Kim się stałam? Gdzie podział się uśmiech w kąciku ust? Czy uważam, że mam prawo do podejmowania decyzji? Do pochylania się nad tym, co mi w duszy gra? Czy to, że jestem matką, daje mi przyzwolenie i prawo do łamania przykazania miłości? Pan Jezus nas nie ocenia, kocha pomad wszystko… Uczy każdego dnia wybaczenia, zrozumienia i miłości do bliźniego… Temat zabójstwa dzieci jest bardzo delikatny, kruchy, bulwersujący… Dlatego odważyłam się na wpis na ten temat.

Pozdrawiam serdecznie – szczególnie wszystkie matki i kobiety, które nie doświadczyły bycia matką…

Mysza.

Od redakcji bloga: Mysza jest osadzoną z zakładu penitencjarnego w Białymstoku, gościnnie pisze na naszym blogu.

Nowe miejsce – stara ja

Bez nazwy 1

Białystok – Areszt Śledczy – właściwie niczym nie różni się od Warszawy, a jednak po dogłębnej analizie „inne” jest tu wszystko. Wyprawka na stracie jest niemalże taka sama jak wszędzie – zielone mydło, podpaski, pasta do zębów, papier toaletowy, szampon do włosów i szczoteczka do zębów. Zawsze to coś, kiedy się jest „pustym” :). ale to co dzieje się później nie ma chyba w żadnym zakładzie. Każda z osadzonych dostaje krótką piżamkę, ledwo zasłaniającą pupę, gdyż nie można mieć w posiadaniu swojej, chyba że lekarz wyrazi zgodę. Nie można mieć pensety ani lusterka. W łazience, czyli w tzw. kąciku sanitarnym jest lusterko z pleksy i w nim możemy się przeglądać. Cele są nawet w dobrym stanie, podłoga drewniana, tzw. parkiet, cela 4-osobowa, łazienka w kafelkach do połowy ściany, drzwi suwane – na pierwszy rzut oka naprawdę robi wrażenie.  Tak właśnie to tutaj funkcjonuje. Więc: nowe miejsce – stara ja – nie dam się zwariować, sprowokować, będę pracować nad sobą, wyciszę się poprzez marzenia, rozmowę z Bogiem, a inni ludzie nie są w stanie zburzyć mojego spokoju i nie są w stanie mnie zmienić. Mam ogromne poczucie świadomości, dlaczego znalazłam się w zakładzie karnym, ale to nie znaczy, że dam się zahukać i pozbawić własnego zdania.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Aneta B.

Za czym tęsknię

1-DSC_0005

Nie będę pisała, czego brakuje mi w tym miejscu, bo to zbędne, przyziemne sprawy. Bardziej tęsknię za pewnymi bodźcami i odczuciami, takimi jak wkurzanie się na codzienne drobne przeszkody życiowe, które tak naprawdę nie mają większego znaczenia, jednak widzę to dopiero teraz. Tęsknię za ludźmi i nie tylko bliskimi mi, za każdym kto mijał mnie niezauważalnie na ulicy, za każdym z kim codziennie jechałam autobusem. Uwielbiałam obserwować niezadowolone twarze, patrząc myślałam sobie „gdybyście tylko wiedzieli, że można znaleźć się odizolowanym od tych codziennych zajęć, które teraz wydają się takie monotonne, a jednak można się z nich cieszyć”. Tęsknię za zapachem spalin. Zapachem polewy czekoladowej, który unosił się nad ranem z fabryki Wedla, a któego będąc na wolności tak nie znosiłam. Najbardziej tęsknię za moimi pieskami, za ich ciepłem, mokrym językiem, który czułam rano na twarzy, kiedy chciały wyjść na spacer, za ich głosem i bezwarunkową miłością, którą mnie darzą.

Jednym zdaniem, tęsknię za każdym zwyczajnym dniem po tamtej stronie.

Poli

Marsjanka

3-DSC_0149

Pewnego słonecznego poranka Marsjanka, której się nudziło, postanowiła przejść się do cudownego parku, gdzie zazwyczaj spotykała się z brygadą z Marsa. Oni zawsze wiedzieli, jak poprawić jej humor, szczególnie gdy mieli sok procentowy, mąki do nocha no i nie mogło zabraknąć zielonych skrętów z dżamajki. A że Marsjanka nigdy nie miała umiaru z mąką i sokiem, to odbiła jej palma i nieźle narozrabiała. Bardzo tego żałując, musiała ponieść konsekwencje.

Stanęła przed sądem czarnoksiężnika, który dał jej ostrzeżenie i zamontował jej na nodze bransoletkę z dżipiesem. Marsjance szybko znudziła się nowa biżuteria. Postanowiła ją ściągnąć i wrzucić do głębokiego morza. Teraz musiała spakować Mandżur i wyemigrować na inną planetę, bo poszukiwały jej niebieskie stwory z planety pluton. Ukrywała się w domku na drzewie, lecz długo to nie trwało. Przyleciało UFO z niebieskimi stoworami i zabrali Marsjankę do sądu czarnoksiężnika, a ten za karę wsadził ją do klatki z innymi Marsjankami. Na początku było jej ciężko, lecz szybko się odnalazła, stwierdziła, że musi stanąć na równe nogi i uwierzyć w siebie.

Za 4 miesiące ma odlot do swojego domku na planecie Olsztyn, gdzie czekają na nią jej małe Marsjanki z babcią Marsjanną. Marsjanka nie może się już doczekać spotkania po tylu miesiącach rozłąki. Wie jedno, że będzie się starała już nie spotkać z czarnoksiężnikiem.

A małe Marsjanki staną się dla niej najważniejsze i razem zbudują nowy wspaniały dom na planecie Olsztyn.

Majka Marsjanka

Co zrobię, jak wyjdę z więzienia

pasy

Po pierwsze – posiedzę na przystanku i z wielką przyjemnością poczekam na autobus. Pojadę do domu i nacieszę się rodziną, swobodą, zwyczajnym życiem. Takie mam plany. Zatrudnię się jako szwaczka w zakładzie, bo dobrze szyję. Zarobię na siebie i swoje potrzeby. Będę odkładać grosiki na przyjemności i spełnienie małych marzeń. Będę gotować korzystając z przepisów zebranych w czasie odsiadki. Odwiedzę wszystkie ciekawe miejsca w Polsce, jeżdżąc z plecakiem i namiotem. Będę utrzymywać przyjaźnie, które nauczyłam się cenić tutaj w więzieniu. Będę odkrywać ludzkie historie, bo fascynuje mnie człowiek. Wezmę sobie kotkę, którą upasę i pozwolę się wykorzystywać – oczywiście w dobrym celu :-). Nie będę się martwić, co będzie jutro, bo jak mówi dobra księga każdy dzień ma swoje zmartwienia. Takie są moje plany. Czy się spełnią? Nie wątpię w to. Czy to zwyczajne życie? Myślę, że żadne nie jest zwyczajne.

Monika

Co by było gdyby?

1-scan0278

Dzięki mojej cioci, która pracowała w kiosku i przywoziła nam góry komiksów, poznałam mojego pierwszego bohatera. Był to Batman, a ja miałam wtedy 10 lat i nieograniczone możliwości w naśladowaniu jego przygód. Tym bardziej, iż dziecięca moc wyobraźni jest nieskończona. Mogłam śmiało pobiec do lasu i walczyć z niewidzialnym wrogiem Jockerem czy Pingwinem. Czarna postać nietoperza imponowała mi pod każdym względem, ale czy mój bohater miał na mnie jakiś wpływ? Na pewno tak! Ponieważ tak samo jak on, chciałam być dobra, wspierać słabszych i niszczyć zło! Teraz jednak zastanawiam się nad genezą mojej postaci – idąc śladami Kubusia Puchatka powinnam mieć poważne zaburzenia osobowości. Trauma Brusa (Batmana) po stracie ukochanych rodziców oraz lęk przed nietoperzami miały znaczący wpływ na jego rozwój emocjonalny i duchowy. To znaczy, że i ja mając zaledwie 10 lat poprzez wybór takich a nie innych bohaterów, torowałam sobie ścieżkę życia?! Czy przez to, że oglądałam Lacky Luka, który gadał do konia, jeździłam samochodem bez prawa jazdy? Czy trafiłam do więzienia jak bracia Daltonowie, bo miś Yogi kradł koszyki piknikowe i dobrze mu się wiodło? A może zaczęłam brać narkotyki, bo Kubuś P. nadużywał miodu?!

Czy powinnam zatem podziękować cioci za komiksy, czy wręcz przeciwnie, oskarżyć ją o złamanie mi życia?!

Ag.U

Rysunek autorstwa Joshuy

Moja koleżanka, Asia

DSCN0254

Asia ma 30 lat, niebieskie oczy podkreślone makijażem, jasnobrązowe włosy. Jest osobą o miłej aparycji, łagodną. W Warszawie przebywa 4 miesiące. Dzisiaj ma dobre samopoczucie, wzięło ją na wspomnienia. Od rana tęskni za rodziną, za przeszłością, nie chciałaby nigdy o niej zapomnieć, również o tej złej. Wspominając złe wydarzenia uważa, że prowadzi ją to do bycia lepszym człowiekiem. ( Jestem z nią od tygodnia w celi, moje spostrzeżenia: wartościowa, szczera, piękna kobieta). Chciałaby się przenieść do innego zakładu karnego, być bliżej rodziny. Asia potrzebuje więcej pomocy ze strony państwa, więcej uwagi ze strony wychowawców. Drażni ją brak taktu, dyskrecji, czuje się czasami wystawiana na widok publiczny.

Asia dla mnie jest pięknym człowiekiem, życzę jej jak najlepiej.

Napisała: Zosia

blog eWkratke w konkursie na najlepszy blog 2014 roku

Drodzy Czytacze eWKratke!
Startujemy w konkursie Onetu na najlepszy blog 2014 roku
w kategorii Życie i społeczeństwo.
Jeśli nas lubicie, głosujcie. 
Redakcja

eWkratke – konkurs

socialImgFb

Nie sztuką jest zrobić dzieci

 

Szlachetna paczka z więzieniaCzytam prawie wszystkie Wasze wpisy, które tutaj dostajemy i często się zastanawiam, czemu Wasze nastawienie do wszystkiego jest z góry negatywne? Piszecie, że ludzie nie mają tego czy tamtego. Że ludzie pracujący nie mogą wyżywić rodziny. A czy Wy próbujecie takim ludziom pomóc? Sami coś założyć, zaoferować pomoc? Bo pisać i narzekać może każdy.

Sęk w tym, żeby ludzie zaczęli to zmieniać i najlepiej, żeby każdy zaczął od siebie samego na początek. Gdyby każdy pomógł drugiej osobie tyle, ile może, na tym świecie byłoby o wiele lepiej.

Piszecie, że jest tylu ludzi i dzieci potrzebujących pomocy. A czy ktoś z Was zrobił coś w tym kierunku, żeby im pomóc? Prócz tego, że narzekacie ciągle, że my żądamy nie wiadomo czego, a inni są bardziej potrzebujący. Czy Wy kiedykolwiek zrobiliście coś dla tych potrzebujących ludzi? Zaangażowaliście się w cokolwiek co pomaga innym?

Poza tym, co do dzieci w domach dziecka – moje zdanie jest takie, że każdy człowiek zanim podejmie decyzję o tym, żeby mieć dzieci, powinien się zastanowić, czy jest w stanie zapewnić byt tym dzieciom To się nazywa odpowiedzialność, z tego co mi wiadomo. Nie sztuką jest zrobić dzieci. Myślę, że sztuką jest je wychować, żeby wyrosły na dobrych, porządnych ludzi.

Pozdrawiam Wszystkich.

Joshua 27 lat

Człowieczeństwo

DSC_0660

Czym jest człowieczeństwo? Takie zadaję sobie pytanie. Co dokładnie określa człowieczeństwo? Człowieczeństwo, czyli co? Czy to cechy charakteru, czy uczucia? Postępowanie? Empatia? A może wszystko naraz? Jedna sytuacja, a raczej historia, jaką usłyszałam od mojej znajomej przychodzi mi do głowy, gdy myślę o człowieczeństwie.

Przyszła do więzienia w ciąży, dostała bardzo duży wyrok i stanęła przed pytaniem: „jakie będzie życie mojego dziecka? Co mu dam? Moją miłość? Czy to wystarczy? Czy zniszczę mu życie, kiedy zostawię je przy sobie? Kocham je, pragnę całą sobą, aby było ze mną, ale co je wtedy czeka? Trzy lata ze mną, a później tułanie się po ośrodkach, domach dziecka. Czekanie, aż mamusia wyjdzie z więzienia i się nim nareszcie zajmie. Chcę, żeby było moje!!! Ale już wiem, że to najgorsze, co mogę mu zrobić. Kocham je i muszę je oddać.  Gdy się rodzi, daję sobie tydzień – tydzień miłości do niej i jej do mnie. Poświęcam jej każdą chwilę. Kiedy krzywi się, od razu zaczynam do niej mówić, a ona uspokaja się. Chcę, żeby była szczęśliwa, spokojna, zadbana, kochana. Jest. Bardzo szybko ją adoptowano – nic dziwnego jest śliczna. Jestem nieszczęśliwa, ale spokojna.”

To jest dla mnie człowieczeństwo i nie zniszczy tego fakt, że nie zastanawiała się wcześniej, zanim tu trafiła, co z tym dzieckiem się stanie. Widzę, jak to wspomina. Widzę, co czuje. Wiem, ile ją to kosztowało. Czy oddanie dziecka jest człowieczeństwem? Jest. Okoliczności nie zmieniają ludzkich uczuć, a miejsce nie odbiera człowieczeństwa.

 Wydaje mi się, że wielu czytelników naszego bloga spodziewa się tego, że będzie czytać o tym, jak bardzo żałujemy tego, co zrobiłyśmy, będziemy się publicznie samobiczować. To by było nawet do przyjęcia, ale gdy okazuje się, że tak nie jest, że żartujemy, kłócimy się, że pragniemy przyziemnych rzeczy, ludzie się wkurzają. Dlaczego? Przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie świętymi, nie męczennicami. Wina – kara – żal za czyn to bardzo osobista sprawa i nie powinna być opisywana po to, aby zadowolić czytającego. Poczucie winy – przebaczenie – to są emocje między pokrzywdzonym i krzywdzącym, a nie dla publicznego przytaknięcia. Nikt nie będzie o tym pisał dopóki sam nie zechce. A z reguły nikt nie chce. Ja też.

 Trzeba się zastanowić, jak głęboko każdy z nas ludzi jest w stanie wpuścić innych w swoje emocje. Wystawiając się na czyjąś krytykę, jedni głęboko, inni bardzo płytko – jednak każdy decyduje sam. Dlatego pozwólcie nam decydować o tym, co chcemy pisać. Jeśli się komuś spodoba, fajnie. Jeśli nie, trudno. Jednak nie nastawiajcie się z góry, o czym powinniśmy pisać, żeby było do zniesienia to, że w ogóle można nam mówi

Ja powiedziałam wcześniej, jesteśmy ludźmi, którzy mają emocje, uczucia, swoje przyziemne sprawy. Żartujemy, tańczymy i płaczemy, doświadczamy miłości, tęsknoty, zdrady, rozpaczy, jak wszyscy, bo okoliczności ani miejsce nie zmieniają człowieka w nieczłowieka. Tak jak ta matka, którą opisałam na początku i jej miłość – jest taka sama jak wiele matek na wolności. Tak i uczucia w nas są takie same jak wśród ludzi na wolności. Być może niektórym będzie się trudno z tym pogodzić, jednak ten fakt pozostanie niezmienny.

 Monika