Moje autorytety

1-DSC_0659

Moimi autorytetami są zwykli ludzie, a może i niezwykli, dla mnie najwspanialsi – moi rodzice. Są dla mnie przykładem pracowitości, odpowiedzialności, miłości i poświęcenia. Mimo iż mają odmienne charaktery, wspaniale się uzupełniają i tworzą cudowną parę. Od kiedy pamiętam, Tata był zawsze od zabierania nas na wycieczki, od tłumaczenia matematyki i opowiadania historii. Do tej pory imponuje mi swoim opanowaniem i spontanicznością. Mama jest przeciwnością Taty. Zawsze reagowała na wszystko emocjonalnie, mimo to jest uosobieniem dobra i odpowiedzialności. Jest wzorem poświęcenia i oddania. Walczy o rodzinę jak lwica, jest gotowa wszystko oddać, aby dzieci i wnuki były szczęśliwe. To jest mój autorytet, dla niektórych może banalny, ale dla mnie największy.

Zastanawiam się tylko, jak mając takich rodziców, można być tak popierdzielonym i tak skończyć.

Miśka30

Dlaczego jesteśmy anonimowe

1-DSC_0492

Jest wiele powodów. Pokrótce opiszę je, abyście mogli spojrzeć z mojej perspektywy.

Pierwszym i chyba głównym powodem jest obawa, iż zobaczą mnie ludzie, którzy nie wiedzą, gdzie przebywam – czyli dalsza rodzina, sąsiedzi, znajomi rodziny. Nie chcę narażać mamy na niepotrzebne pytania i chcę ustrzeć ją przed wścibskimi ludźmi, którzy przy każdej okazji będą wiercić dziurę w brzuchu – za co? dlaczego? na jak długo? itp. Drugim powodem jest to, że nie przyszłam do więzienia robić “kariery” z tego powodu. Wystarczy, że piszę o sobie.

Nie chcę też, by ktoś oceniał mnie po wyglądzie, co niestety w tych czasach jest coraz częstsze. Samo pisanie jest dla mnie ciekawsze, ponieważ czytające osoby mogą zastanawiać się, jak wygląda kobitka, która pisze tak, a nie inaczej. 🙂

Aneta

♦♦♦

 2-DSC_0289

Nie podpisuję się swoim nazwiskiem, bo to nazwisko jest nie tylko moje – należy też do moich dwóch sióstr, brata, mamy. Gdyby było tylko moje, robiłabym to. Niestety, za to, co zrobiłam ja, płaciła cała moja rodzina. Nikt nie traktował mojej mamy tak, jak powinna być traktowana, jak na to zasługiwała prowadząc uczciwe życie. Płaciła za to, co zrobiłam ja. Teraz, kiedy ma innych znajomych, inne życie, kiedy już udało się jej pozbierać, nigdy nie pozwolę na to, by kolejny raz musiała znosić szykany, na które ja zasłużyłam. Podając swoje (ale nie tylko!) nazwisko, przyczyniłabym się do powtórzenia całej historii od nowa i dopóki będzie to ode mnie zależało, będę się pilnować.

Monika

Mój sposób na konflikty i agresję

3-DSC_1062

Bardzo rzadko mam możliwość odetchnąć tu choć na chwilkę od prymitywnych i kłótliwych ludzi. Cela jest za ciasna, potrzebuję więcej spokoju i przestrzeni, by w miarę dobrym stanie psychicznym odsiedzieć wyrok. Mam w sobie podświadomy radar i nigdy, przenigdy nie przystosuję się czy zaakceptuję wszechobecnych krytykantów, pesymistów, czarnowidzów, płaczek egipskich – wiecznie jęczących i marudzących.

Niestety, często jestem świadkiem zachowań ludzi bez reszty pogrążonych w bitwie na słowa, pełnej dziecinnych i jadowitych ataków, histerycznego płaczu, wrzasków czy całkowitych załamań emocjonalnych. I jak tu być silnym, zachowywać równowagę wewnętrzną i spokój? Jak sobie radzić z czyimś atakiem nieuzasadnionego szału…

Tyle tu ludzkich nieszczęść, dramatów i łez, lęków, że nikogo to już nie dziwi… To nasza codzienność.

2-DSC_0448-001

Skłamałabym, pisząc, że radzę sobie rewelacyjnie, bezstresowo i w ogóle mnie ów problem nie dotyczy. To nieprawda. Są dni, że czuję się, jak jakiś „kalejdoskop emocji”. W mgnieniu oka mogę od nastroju radosnego przejść do zdenerwowania i złości. Leci wtedy lawina soczystych, kolczastych, mocnych słów… Konflikty i agresja biorą się stąd, że masa ludzi uważa, że ma patent na mądrość. Za cholerę nie potrafią spojrzeć na swoje racje z cudzej perspektywy. To rodzi we mnie frustrację i złość. Zmuszają wszystkich lub próbują narzucać myślenie „po ichniemu”. Co się dzieje z kulturą, ogładą polskiego języka czy zwyczajnym człowieczeństwem? Coraz częściej mam styczność (niestety) z perfidnymi specjalistami w rozgrywaniu swojej gry perfekcyjnie, pełnymi fałszywej skromności obłudnikami, obrzydzającymi życie na co dzień. Sprzeczki, drobne uwagi, kłótnie urastały w kilka sekund do długotrwałych awantur i konfliktów. Częściej, niż chciałabym pamiętać, padały okrutne, pełne agresji groźby i wtedy czułam, że niewiele dzieli mnie od otwarcia ognia… MUSIAŁAM nauczyć się znaleźć w tym świecie stałe, spokojne miejsce w środku mnie samej. W które powracam, gdy mnie szlag trafia lub ktoś wytrąci z równowagi. Uspokaja mnie pisanina. To rodzaj terapii dobrej na odciążenie psychiki i mojego lekko „przerytego” móżdżku, hehe . Relaksuje mnie muzyka, dobry film i książka, przeróżne robótki ręczne, łakocie no i modlitwa.

1-26-DSC_0501

Ela

Kryminał kryminałowi nie jest równy…

5-DSC_0639

Pewnie zaciekawił Was nagłówek… Otóż przebywam w pace niestety 3,5 roku i zapowiada się na jeszcze trochę. Niedawno zostałam przewieziona do aresztu na Grochowie i odczuwam tak wielką różnicę pod różnymi kwestiami, że postanowiłam napisać więcej o moich doświadczeniach z trzech kryminałów ( Kraków, Kielce, Grochów)…

Jest tego trochę do opowiedzenia…

Uroki życia aresztowanego człowieka poznałam w A. Ś. Kraków, gdzie szczerze mówiąc czułam się najlepiej…

Będąc po raz pierwszy w takim miejscu wiele może nas zaskoczyć, w tym oczywiście rozczarować…

Oto jak było: cele mieszkalne z reguły pięcioosobowe, co nie zawsze jest fajne, mając na uwadze przedział wiekowy 23-75! TV na celi była, szafa i piętrowe łóżka, które naznaczają uprane ubrania zawieszone na poręczach… Jedzenie nie było najgorsze. Administracja nie deptała po „piętach”. Była w stanie pomóc. Widzenia przy normalnym kwadratowym stoliku. Możesz usiąść na wytęsknionych kolanach bliskich, przytulić, wycałować – to Twój czas i nikt nie ingerował, byleby oczywiście nie przesadzać z intymnością. Kantyna (sklep więzienny) super wyposażona, więc zakupy zawsze udane. Dzieci nie były przeszukiwane, kiedy nas odwiedzały. Imprezy zorganizowane na Dzień Mamy, Taty, Dziecka. Bardzo dobrze dla rodziców, bo choć godzinę mieli wspólnej zabawy. Byłam akurat kalifaktorką (wydającą posiłki), więc zajęcie miałam, ale tak czy siak zawsze można było zajęcie sobie znaleźć: świetlica – gra w ping ponga, zajęcia kulinarne w czwartek, środa w celach – do dyspozycji prodiż, kuchenka, patelnia, garnek. Powstawały pomysłowe, twórcze potrawy, ale smaczne. Spacer w porze letniej (od 01.06 do 01.09): półtorej godziny. Hurra! Możliwość przystrojenia cel w firanki, swoje osobiste! I pokój był prawie jak w domu. O kwiatki też można było się postarać. Jak pracowałaś społecznie, to aż Ci się chce, bo zaraz Ci wnioseczek nagrodowy piszą za co najmniej 6 godzin. Nie narobisz się, a radocha jest z dodatkowej paczki 5 kg (bo tylko 5 kg Ci przysługuje na 3 miesiące!) albo dłuższe o 30 minut widzenie. Może dziwnie to zabrzmi, ale będąc tam 1,5 roku prócz ogromnej tęsknoty za dziećmi i mamą, nie dało mi się odczuć, że jestem w Areszcie Śledczym…

Natomiast jak mnie znienacka wywieźli w transport na Kielce to oczom nie mogłam uwierzyć. Okropny czas tam spędziłam… Życie się zacięło.

Warunki dużo lepsze jeśli chodzi o cele: 3 osobowe, w miarę czyste. Jedzenie monotonne. Widzenia… odgrodzona blatem od rodziny, a tuż obok siedział następny osadzony/osadzona… Odwiedzający też mieli przeszukania…

Plusem były codzienne telefony po 10 minut; oczywiście jak miałam kartę. Czasami telefon to jedyny kontakt do bliskich, prócz oczywiście listów. Zajęć nie było. Jedna godzina spaceru. Cicho, bezproblemowo.

Grochów… Jestem tu zbyt krótko, by móc już ocenić ten kurort państwowy, ale pierwsze wrażenie mam pozytywne. Każdy dzień coś innego przynosi…

Właśnie dostałam pracę: będę kalifaktorką!

2-DSC_0662

Trzymajcie za mnie kciuki, by mi talerze z rąk nie wypadały.

Pozdrawiam,

Smerfetka

 

Zdarzają się tutaj wspaniałe dni

1-P1070003

Od jakiegoś czasu cieszy mnie tak wiele drobnostek, których wcześniej nie dostrzegałam, z utęsknieniem czekam na każdy kolejny dzień… Tydzień zaczyna się wspaniałym spotkaniem w gronie, oczywko (dziewczyny, z którymi bardzo się związałam oraz prowadząca zajęcia ), start poniedziałek – nasze piękne zajęcia z zumby, która dopiero rusza. Chyba nikt nie wie, jak ja bardzo marzyłam, by chodzić na coś takiego i jak bardzo jestem na to najarana Moje wejście na dużą świetlicę było: „hmmm, Iwan, no i co tu się będzie działo, ciekawe”… Na początek krótkie info na temacik, co to ta zumba, potem zaczyna się pokaz kilku kroków bez muzyki, i już mi się podoba, jestem przeszczęśliwa, endorfiny sprawiły, że unosiłam się prawie nad ziemią Cudne uczucie.

Siedzę na swoim wspaniałym koju (piętrowy) . Holender, wiecie, że dopiero niedawno, całkiem przypadkiem powróciły do mnie wspomnienia z dzieciństwa, a to podejrzewam dlatego, że gdy leżałam bez oznak życia (próba drzemki), tłoczyły się myśli w głowie pod tytułem: „Szukam elementów w celi, które chociaż w minimalnym stopniu będą przypominać mi coś z czasów, gdy byłam dzieckiem i odrobinę domu”… Jest parę takich rzeczy, np.: mam kępkę zasuszonej lawendy, która wisi przy mojej głowie . Przyjemny zapach kojarzący mi się z domem . Zapach kawy – poranki, gdy razem z mamą zasiadałam w kuchni, by napić się pysznej kawki… Materiał, z którego zrobiłam sobie poszeweczkę na podusię, i wiecie co? Chociaż daleko tu do wszystkiego, by chociaż odrobinę poczuć dom, to jednak staram się funkcjonować pozytywnie. Zdarzają się dni, gdy jesteśmy mile zaskakiwane, wtedy mamy chwilową odskocznię od codzienności tego miejsca, tak jak to było miesiąc temu, w upalny duszny wtorek, który mianowałam: „Gruby King”, super extra, wspaniały – i tu muszę to napisać : tak, Przemku, masz fankę, która się w tobie zakochała miłością od pierwszego wejrzenia

Panie i panowie, boski Przemek Kossakowski, podróżnik, reporter, był u nas! Wrażenie pierwsze – o, fuck, czy ja dobrze widzę? Wrażenie drugie – hipnoza . Ej, to nie jest śmieszne, bo ten człowiek mnie zahipnotyzował swoją osobą. Na 100 procent któryś z tych szamanów, czarodziejów dał mu taką moc. To bardziej niż pewne . Ja to wiem…

Nasz gość, hmmm… Wspaniały, pełen luz, w powietrzu wyczuwalna megapozytywna atmosfera. Czułam się tak, jakby on nas znał co najmniej 100 lat i nasze wrażenie było takie samo – to był swój człowiek. Potem zdjęcia, autografy, uścisk dłoni . Nie chciałam wracać do celi, takie spotkania trwają zdecydowanie za krótko … Ale nie będę się smucić, o nie! Bo Przemek obiecał nam, że przyjdzie jeszcze raz. Trzymamy cię za słowo.

A teraz apel społeczności kamczackiej. Kochany, wspaniały Przemku Kossakowski, przyjdź do nas i zahipnotyzuj jeszcze raz, a ja ci w zamian będę nosić walizki

Autograf dla mamy zdobyty, a frajda z kawałka kartki jest ogromna niczym złoty bilet … i spokojnie szufladkuję to spotkanie do biblioteki wyjątkowych dni w moim życiu…

Choć czarna wizja więzienia, to jednak aż tak źle tu nie jest, radzimy sobie i żyjemy każdego dnia z głową do góry…

Iwona

Tryptyk – Jak płynie czas w więzieniu?

Nie da się latami rozwiązywać krzyżówek

Dopiero sugestia w pytaniu sprawiła, ze odkryłam, że on w ogóle płynie. Do tej pory byłam przekonana, że raczej wlecze się niemiłosiernie, choć paradoksalnie – czasami wydaje mi się, jakbym przesiedziała tu już co najmniej osiemdziesiąt lat. Prawda jest taka, że kiedy dzień do dnia jest tak bardzo podobny, to po dłuższym czasie wydaje się, że czas się wlecze. Inaczej jest, gdy wychodzimy na jakieś zajęcia, wtedy skupiamy się na tym, co robimy, plus działanie w grupie potrafi rozbawić i tym sposobem nie patrzymy na zegarek .

1-DSC_0445

Na krótszą metę łatwiej dobrze zagospodarować dzień, bo nawet jeśli nie uda się go wypełnić sensownie, to jednak się go wypełni. Dla kogoś, kto ma w więzieniu do spędzenia więcej niż pięć lat – zaczyna się problem. Nie da się latami rozwiązywać krzyżówek, wyszywać, dziergać lub czytać, bo nawet jeśli się bardzo lubi coś z tego robić, to po kilku latach czynność taka wykonywana codziennie zbrzydnie niemiłosiernie – do zwymiotowania. Aby w więzieniu czas się poruszał w jakimkolwiek tempie, to musi się coś dziać. Wychodzimy np. co tydzień na spotkania redakcyjne – gazetki i bloga „W kratkę”.

1-DSC_1035

Każda z nas czeka na ten moment i już od czwartku do czwartku ciut szybciej nasz bohater „pan Czas” sobie idzie, a tutaj to naprawdę coś.

Małgosia

 ♦♦♦

Wszystko jest wydarzeniem

Czasami mam wrażenie, że przyszło mi żyć i funkcjonować w jakiejś zakrzywionej, zdeformowanej czasoprzestrzeni. Bywają dni, które ciągną się w nieskończoność i – co gorsze – skończyć się nie chcą. Co ciekawe, tygodnie i miesiące mijają w ekspresowym tempie. Wszystkie dni zlewają się w jedną, nudną całość, która przerywana jest czasami jakimiś ciekawymi wydarzeniami. I to właśnie te wydarzenia zapadają w pamięć. Wydarzeniem w więzieniu można nazwać wszystko, każdą sytuację, która sprawia, że ten dzień będzie inny, może wyjątkowy. Dla mnie najbardziej wartościowe są te dni, kiedy mogę uczestniczyć w zajęciach organizowanych przez fundację oraz te wyjątkowe dni, kiedy odwiedza mnie rodzina. Na nie czekam z utęsknieniem.

1-3-DSC_0547

Zwykły dzień możemy podzielić na czas płynący od śniadania do obiadu, a potem od obiadu do kolacji. Po kolacji dniówka już jest zaliczona i można wyrwać kartkę z kalendarza.

W tygodniu czas też płynie inaczej. W weekend dłuży się okropnie i rozciąga w nieskończoność. W dni robocze jest lepiej. Na korytarzu większy ruch, wokandy, oczekiwanie na listy od bliskich, no i oczywiście zajęcia kulturalno-oświatowe.

7-DSC_0021-001

Spróbujcie zamknąć się na tydzień w domu, wyłączcie telefon i Internet, nie wychodźcie nawet do sklepu, nie zapraszajcie gości. Wtedy zobaczycie, ile jest wolnego czasu do wykorzystania i jak bardzo czas jest pojęciem względnym.

Wisienka

 ♦♦♦

Na nic nie mam czasu w więzieniu

Witam wszystkich serdecznie i chciałam się Was zapytać: jak znajdujecie czas “na wszystko”?

W moim przypadku – na nic nie mam czasu. Nim się obejrzę – jest wieczór, zaraz wieczorny apel, później jakiś film by się obejrzało, a ja się orientuję, że nie odpisałam na list, bo nie miałam czasu 🙂  Jutro odpiszę.

2-DSC_0443-001

I tak leci kolejny dzień i znowu wieczór – a ja nie miałam kiedy zrobić sobie paznokci – hm, znowu nie było czasu. A to dlatego, że znalazłam sobie świetne zajęcie!

Mianowicie przepisuję sennik (500 stron). Jednym z wielu porannych tematów, jest to, co się komu śniło i co to może oznaczać. I tu pojawia się problem, bo sennik ma jedna dziewczyna na oddziale (ze źródeł poczty pantoflowej) i żeby nie prosić się i nie stać w kolejce (po sennik) pożyczyłam na trochę dłużej i będziemy miały swój na celi. Jestem na literce R, piszę trzeci tydzień i muszę się pochwalić, że szybko mi to idzie, biorąc pod uwagę, że:

codziennie wychodzę do pracy społecznej na 2-3 godziny, do tego trzeba w ciągu dnia postawić karty, przeprać, posprzątać, poprasować, pogadać o wrażeniach z odwiedzin, pójść na zajęcia i oczywiście poczytać książkę.

5-DSC_0452

Wydawałoby się, że mamy czas na wszystko, ale tak nie jest, ponieważ każda z nas ma jakiś sposób na wypełnienie tego czasu tutaj.

Kasia

 

Femme fatale, czyli moda w AŚ Grochów – Styl czy zwykły kicz? – oceńcie sami!

4-DSC_0589

Dzwoni domofon na celi, odbieram i dowiaduję się, że wychodzę na zajęcia. Szybciutko nakładam „mundurek” codzienny – ubranie robocze w kolorze sraczkowatym lub niebieskim albo zielonym 🙂 . Zerkam w lustro: o nie, fatalnie, trzeba to zmienić! Zombi poszły dawno spać, a ja patrzę na jego odbicie… Otwieram moją czarodziejską kuwetkę i wertuję masę ciuchów, składającą się z dwóch dołów i aż trzech gór… Cudnie, ale wybór, hmmm…

1-DSC_0554

Może ten fioletowy topik i rajtuzy tegoż koloru do zestawu? Będzie pięknie i kolorowo, ooo i pasuje do make –upu 🙂 . Zaraz pewnie, gdy wyskoczę na prostą, usłyszę: „patrz, klown czy malowanka idzie”?, ale wisi mi to pionowo w dół i dynda jak wahadło, i olewam nędzne tekściki. Dobrze wiem, że to zazdrość i ludzka głupota. Czego tu mi zazdrościć? Ludzkiego bezsensu? Jestem w takiej samej sytuacji jak one przecież. Wystarczy odrobinkę chęci i pomysłowości, by poczuć się lepiej i ubarwić swój więzienny szary świat. By dopełnić całości swego wizerunku, na rękę wkładam bransoletkę i pierścionek własnej roboty 🙂 . Jest pięknie, podobam się sobie… Fryzurka OK., oko też – więc można wyjść do ludzi. Zawsze trzeba o siebie dbać, nieważne, gdzie się znajdujesz i jak czujesz, to poprawia samopoczucie i nastrój, chce się działać i coś dobrego ze sobą robić – nawet w więzieniu.

5-DSC_1023Ela

Czy w kryminale czyta się kryminały?

2-DSC_0983

…Oczywiście, że się czyta, choć nie tylko kryminały. W więzieniu w ogóle dużo się czyta – zakładając, że ktoś lubi to robić. „Kryminaliści” dzielą się na dwie podstawowe grupy: czytających i piszących plus do tego jest hybryda dwóch tych grup: czytająco-pisząca i nie ma w tym niczego zaskakującego; każdy kto siedzi wie o tym.;-)
Nie pamiętam, w której z przeczytanych książek znalazłam niesamowicie celne stwierdzenie, cytuję: „Książki nie dają prawdziwej ucieczki, ale mogą powstrzymać umysł , zanim sam siebie nie podrapie do krwi” – do tego miejsca pasuje jak ulał. W bibliotekach więziennych jest wiele ciekawych pozycji, lecz nie zawsze jest to, czego chcemy. Oczywiście dla chcącego nic trudnego 😉 i jakiś sposób na przeczytanie tego co się chce, a nie tego co jest dostępne, zawsze się znajdzie. A to poprosi się o coś do przeczytania znajomą, a to „pomolestuje” się brata koleżanki żeby coś konkretnego wydrukował; a najczęściej wspomagają nas ludzie dobrej woli, którzy do nas przychodzą i chętnie dzielą się z nami tym, co mają w domach na półkach. Wtedy radość jest podwójna, bo nie dość, że mamy co czytać to jeszcze sam gest ujmuje i ściska za serce. Jedna z moich koleżanek śmieje się ze mnie, że książki pochłaniam jak smoczyca – no dobrze, że nie jak smok dziewice :-), ale bez względu na porównanie faktycznie pochłaniam. Książki i to chyba od kiedy pamiętam dość wcześnie, rodzice nauczyli mnie czytać, a dziadek „zaraził” mnie miłością do książek i tak mam do dziś. Czytam zawsze i wszędzie. Nie ma siły, żebym chwili na lekturę nie znalazła, a w więzieniu ta pasja jest błogosławieństwem niemalże.1-DSC_0972

P.S. Wszystkim dobrym sercom, szczerze dziękujemy. Za książki również.

Małgosia

Do tych, którym jest przykro, że żyjemy tu za ich podatki

 

1-zestaw

To, że zakłady karne są „sponsorowane” z podatków, dyskusji nie podlega, bo to fakt. Na większość najróżniejszych instytucji są przeznaczane ludzi pieniądze, a i nie tylko na to. Kiedy pracowałam po tamtej stronie, z mojej pensji zabierano tak samo, jak i teraz się zabiera – „no, czyste złodziejstwo”, można by powiedzieć, a za złodziejstwo, to proponuję – do więzienia J.
Uważam, że skoro już muszę w więzieniu przebywać, to poza stwierdzeniem, iż „sobie na ten pobyt zapracowałam”, mogę spokojnie dodać: tak, „zapracowałam” i jeszcze z góry sobie to opłaciłam, bo podatki płaciłam tak samo, jak reszta społeczeństwa płaci. Mało tego – moi bliscy też podatki płacą, a nie siedzieli, nie siedzą i siedzieć – mam nadzieję – nie będą. Mogę więc powiedzieć, że cały czas na mnie łożą i to z górką, bo gdy doliczyć paczki i pieniądze na wypiski, to trzeba by to pomnożyć razy co najmniej cztery. Wbrew pozorom z tych podatków na same „dobroci i luksusy” dla skazanego to niedużo zostaje, bo starcza w sposób wymierny (po odliczeniu „za wynajem”, prąd, wodę i inne) na kilka dosłownie rzeczy. Mam nadzieję, że ktoś spyta: na co? Otóż na: dwa mydła , paczuszkę proszku do prania, rolkę papieru szarego plus paczka (20 sztuk) podpasek dla kobiet. Oprócz tego dostajemy płyn uniwersalny do mycia: naczyń, podłogi, okien, i czego tylko mycia wymaga oraz torebeczkę proszku do czyszczenia toalety i zlewu. Plus jedzenie, o którym było wspominane wcześniej… J. Czy ten zestaw, który dostajemy na miesiąc, jest luksusem?!
Poza wszystkim – skazany, który pracuje, też płaci podatki, z których znowu opłacane są takie rzeczy, z których on sam nie korzysta i mógłby powiedzieć: po co jego kasa idzie na to czy tamto, skoro jego to nie dotyczy? Trochę by to przypominało dyskusję typu, co było pierwsze – kura czy jajko, ale że dyskutować lubię, to każda opinia i każde zdanie jest dla mnie ciekawe.

Małgosia

Prawo do bliskości

1-Prawo do bliskości a

Dla mnie to bardzo ważny, rozległy i nieskończenie długi temat. Rodzina to osoby najważniejsze w moim życiu. Świadomość, że są, że kochają, dodaje mi siły, wiary, nadziei i chęci do przetrwania, i dosłownie do wszystkiego. Oczywiście, bardzo się staram, żeby utrzymać kontakty z najbliższymi i oprócz częstych listów, 10-minutowego telefonu trzy razy w tygodniu, mam w miesiącu dwa widzenia regulaminowe. Kontakty są bardzo ograniczone, za krótkie i za rzadkie. Dodam jeszcze, że w Kodeksie Karnym Wykonawczym istnieje przepis o dodatkowym jednym widzeniu na dziecko… Masakra totalna, jak widać. Tak naprawdę to nie wiadomo jak zagospodarować ten czas, by nikt nie poczuł się pominięty. Moja rodzina jest dość spora i nie ukrywam nigdy, jak bardzo są mi potrzebni i jak ich wszystkich kocham. Smutny i przykry jest fakt, że brata bliźniaka nie widziałam ze cztery lata, siostry również. Mieszkają daleko i nie mają możliwości dojechać, niestety. Wiem tylko, że się do mnie wybierają i czekam z utęsknieniem na wiadomości.
Nienawidzę, gdy jestem zmuszona wybierać spotkanie między rodzicami, rodzeństwem czy mężem z synem. Na widzenie nie wejdą więcej niż dwie dorosłe osoby, a gdy chcę spędzić z nimi więcej czasu, łączę dwie godziny i mam tylko jedno widzenie na miesiąc L
Poruszę ważną dla mnie kwestię, a mianowicie widzeń intymnych. Nie w każdym zakładzie karnym można z nich korzystać, między innymi w tym. To nie służy podtrzymywaniu związków. Jestem w „Grochowskim Spa” już trzeci rok, mam męża, który odwiedza mnie jak najczęściej może. Kocha mnie i potrzebujemy oboje bliskości, przecież to naturalne i zrozumiałe. Razem z mężem chcemy odbudować naszą więź i związek. Dwa lata przeszło zajęło mi, bym była gotowa mu wybaczyć, oddzielić przeszłość grubą kreską, nie wracać do tego, co było raniące i rozstać się z tym wszystkim, co było trudne. Przecież dawanie i branie to podstawowe prawo miłości, to baza podtrzymująca wszystko! Każdy ma prawo do bliskości (intymnej również!). W jaki sposób mam podtrzymywać moje małżeństwo? Mam mnóstwo lęków i obaw, że mąż pójdzie na inne kobiety, przecież każde z nas potrzebuje intymności. Uważam, że wiele problemów by się rozwiązało, gdyby zezwolono na godzinkę prywatności z bliską osobą i zapewne spadłby spory procent zdrad, rozwodów czy separacji.

Ela

https://www.facebook.com/ewkratke