Wierszyk na Wielkanoc

1-DSC_0208

Coraz bliżej Święta – złóżmy więc życzenia,

aby nie zabrakło jajek do dzielenia.

W lany poniedziałek dwa wiaderka wody,

zdrowia, spełnienia i ducha pogody.

WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM ŚLEMY POZDROWIENIA.

Małgosia

Czego boję się po opuszczeniu ZK…

1-DSC_0757

Po wyjściu z tego miejsca nie tyle boję się, co raczej mam obawy co do zaczęcia życia od nowa. Zastanawiam się, czy dam sobie radę ze wszystkim. Przede wszystkim, czy dam radę odejść od towarzystwa z przeszłości, które nie wpływało na mnie pozytywnie. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, to dalej wolałam nosić różowe okulary, bo tak było lepiej, a nawet ciekawiej… Teraz już nie mam różowych okularów, bo życie w ZK dało mi dużo do myślenia. Dlatego też obawiam się społeczeństwa na wolności, które będzie mnie otaczać – życie, od którego trudno uciec, a na bezludnej wyspie sam człowiek nie da rady egzystować. Mam swoje cele, do których będę dążyć, lecz wiem, że nie będzie łątwo. Dlatego też z góry zakładam, że dma sobie radę i przeskoczę obawy, nie musząc już zakładać różowych okularów. Dojrzali ludzie gromadzą dowiadczenia, które pozwalają przeżyć. Wiem, że chcę zmienić swój świat na lepsze i dlatego zacznę od „własnego ogródka”. A jeżeli coś mi się nie uda, będę to traktować jak szlif, który jubiler robi na diamencie, aby powstał z niego brylant. Te szlify nie zniszczą, one uczynią mnie (i każdego człowieka, który będzie chciał dążyć do celu) mądrzejszą i silniejszą. Zrozumiałam swoje doświadczenia i te dobre, i te złe, dzięki wysiłkowi. Nie jestem aż tak mądra, może tylko jest trochę więcej we mnie mocy – jak w dobrym winie.

Pozdrawiam 🙂

Lucy

Wybory

1-wybory

Wybory – powoli się zbliżają. Kandydaci wystawieni i co? Na kogo zagłosować? Chciałabym oddać głos na kogoś, kto zrobił już coś dobrego w trakcie swojej kariery politycznej. I ma plany no to, żeby Polska była lepszym krajem. Czy partia ma dla mnie znaczenie? Chyba tak, ale nie chciałabym oddawać swojego głosu biorąc tylko pod uwagę to, żeby nie wygrała partia, z której ideologią się nie zgadzam. Uświadomiłam sobie, że nie wiem nic konkretnego na temat przyszłych planów ani planowanych osiągnięć kandydatów. Oglądam wiadomości i widzę na razie jak jedni drugich obarczają winą za niepowodzenia i nieprzemyślane decyzje. Zamiast konkretnych planów słyszę tylko dobre chęci polityków. Mając tylko to – jak mam zadecydować kogo wybrać? Czemu nie ma podsumowań i rozliczeń tego, co robią konkretnie politycy i tego, czego nie robią? A może są, a ja o tym nie wiem? Chciałabym wiedzieć to wszystko o ludziach, których wybieram, po to by prowadzili mój kraj do większego rozwoju, lepszego bytu. Ale jak to zrobić? Jak przesiać sieczkę, którą oglądam w TV i odnaleźć konkrety? Jak mam wybrać? Chcę zagłosować, ale na kogo? Jak być świadomym wyborcą?

Monika

 

Mój pierwszy dzień wolności

2-DSC_0749-001

Jest piękny słoneczny dzień 14 czerwca 2011 roku. To dziś opuszczam zakład karny w Lublińcu. Euforia we mnie jest nie do opisania, choć wybieram się do miejsca, w którym w pewnym stopniu też będę miała ograniczoną wolność. Ale tym razem to jest mój wybór, to ja decyduję. Przemierzam szybkim krokiem Lubliniec. Po drodze wchodzę do sklepu. Jakie to miłe uczucie – pierwszy raz od dwóch lat mogę sama zrobić zakupy. Kupuję paczkę ulubionych papierosów, colę i batonika, choć na jedzenie w ogóle nie mam ochoty, bo żołądek ściska mi radość i trochę przerażenie. Po wyjściu ze sklepu biegnę na dworzec, gdyż zaraz ma być mój pociąg. Kiedy docieram na stację, zaczyna się pierwsza walka samej z sobą. Stoję na peronie, z jednej strony wjeżdża pociąg do Warszawy, a z drugiej pociąg do Krakowa, gdzie mam się udać w celu kontynuowania terapii narkotykowej. Mam w głowie wojnę – wracać sobie do Warszawy, czy pojechać do Krakowa. Wybieram Kraków. Siedząc w pociągu całą drogę patrzę przez okno podziwiając widoki. Cieszy mnie nawet to, jak pięknie wyglądają drzewa, bo w więzieniu miałam widok tylko na pleksę. Później co prawda nie było już pleksy, ale w zamian był mur z czerwonej cegły. Dlatego widoki zza okna pociągu są czymś wspaniałym. Do Krakowa dotarłam przed 22.00. Zadzwoniłam z dworca do ośrodka, by mi objaśnili, jak mam dojechać. Okazało się, że ośrodek jest na drugim końcu Krakowa, więc wsiadam w tramwaj i jadę. Wydaje mi się, że ludzie wiedzą, skąd wyszłam. Czuję, że wszyscy się na mnie patrzą, lecz to tylko moja wyobraźnia. Gdy dojechałam do mojego przystanku, nie bardzo wiedziałam, dokąd mam iść. Jak już niby wiedziałam, w którą stronę mam się kierować, to się zgubiłam i wylądowałam gdzieś w lesie. Była noc, a ja szłam z ciężką torbą, nie widziałam ani żywej duszy, ani żadnego domu, w którym mogłabym się dowiedzieć, jak mam iść dalej. Po jakimś czasie ukazała się przed moimi oczami chatka i jakaś pani stała przy płocie. Podeszłam, żeby się zapytać, gdzie mieści się ośrodek. Pani mi odpowiedziała, że trzeba iść ze 30 minut w drugą stronę po prostu. Późno w nocy dotarłam do tego miejsca. Pierwsze, co zrobiłam, to poszłam wziąć prysznic. Wreszcie mogłam się kąpać tyle, ile miałam ochotę. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Łóżko było jakieś bardzo miękkie i emocje, które mi towarzyszyły, nie dały zmrużyć oka. Trochę chaotyczny był ten pierwszy dzień wolności, lecz nigdy go nie zapomnę.

Magda

Kara w karze

1-5-DSC_0535

Dziwny tytuł? No a jak inaczej nazwać to, co mnie tutaj spotkało? Jestem matką. Parę tygodni temu kobieta skazana za zabójstwo kilkorga swoich dzieci została przydzielona do celi mieszkalnej, w której przebywałam. Rozpacz! Złość, frustracja, ogromny żal o niemoc…. Dlaczego? Kto o tym zadecydował? Walka samej z sobą, by najzwyczajniej nie zrobić jej krzywdy. Nikt mnie nie przygotował na tą sytuację. Zostałam sama z narastającym żalem, gniewem, złością. Sam fakt, że musiałam dzielić z tą kobietą prawie wszystko w celi zamkniętej 24 godziny na dobę, jest dodatkową karą, karą, która okazała się być próbą, szkołą dla mnie samej. I dziś zadaję sobie pytanie, kim jestem? Kim byłam? Kim się stałam? Gdzie podział się uśmiech w kąciku ust? Czy uważam, że mam prawo do podejmowania decyzji? Do pochylania się nad tym, co mi w duszy gra? Czy to, że jestem matką, daje mi przyzwolenie i prawo do łamania przykazania miłości? Pan Jezus nas nie ocenia, kocha pomad wszystko… Uczy każdego dnia wybaczenia, zrozumienia i miłości do bliźniego… Temat zabójstwa dzieci jest bardzo delikatny, kruchy, bulwersujący… Dlatego odważyłam się na wpis na ten temat.

Pozdrawiam serdecznie – szczególnie wszystkie matki i kobiety, które nie doświadczyły bycia matką…

Mysza.

Od redakcji bloga: Mysza jest osadzoną z zakładu penitencjarnego w Białymstoku, gościnnie pisze na naszym blogu.

Za czym tęsknię

1-DSC_0005

Nie będę pisała, czego brakuje mi w tym miejscu, bo to zbędne, przyziemne sprawy. Bardziej tęsknię za pewnymi bodźcami i odczuciami, takimi jak wkurzanie się na codzienne drobne przeszkody życiowe, które tak naprawdę nie mają większego znaczenia, jednak widzę to dopiero teraz. Tęsknię za ludźmi i nie tylko bliskimi mi, za każdym kto mijał mnie niezauważalnie na ulicy, za każdym z kim codziennie jechałam autobusem. Uwielbiałam obserwować niezadowolone twarze, patrząc myślałam sobie „gdybyście tylko wiedzieli, że można znaleźć się odizolowanym od tych codziennych zajęć, które teraz wydają się takie monotonne, a jednak można się z nich cieszyć”. Tęsknię za zapachem spalin. Zapachem polewy czekoladowej, który unosił się nad ranem z fabryki Wedla, a któego będąc na wolności tak nie znosiłam. Najbardziej tęsknię za moimi pieskami, za ich ciepłem, mokrym językiem, który czułam rano na twarzy, kiedy chciały wyjść na spacer, za ich głosem i bezwarunkową miłością, którą mnie darzą.

Jednym zdaniem, tęsknię za każdym zwyczajnym dniem po tamtej stronie.

Poli

Marsjanka

3-DSC_0149

Pewnego słonecznego poranka Marsjanka, której się nudziło, postanowiła przejść się do cudownego parku, gdzie zazwyczaj spotykała się z brygadą z Marsa. Oni zawsze wiedzieli, jak poprawić jej humor, szczególnie gdy mieli sok procentowy, mąki do nocha no i nie mogło zabraknąć zielonych skrętów z dżamajki. A że Marsjanka nigdy nie miała umiaru z mąką i sokiem, to odbiła jej palma i nieźle narozrabiała. Bardzo tego żałując, musiała ponieść konsekwencje.

Stanęła przed sądem czarnoksiężnika, który dał jej ostrzeżenie i zamontował jej na nodze bransoletkę z dżipiesem. Marsjance szybko znudziła się nowa biżuteria. Postanowiła ją ściągnąć i wrzucić do głębokiego morza. Teraz musiała spakować Mandżur i wyemigrować na inną planetę, bo poszukiwały jej niebieskie stwory z planety pluton. Ukrywała się w domku na drzewie, lecz długo to nie trwało. Przyleciało UFO z niebieskimi stoworami i zabrali Marsjankę do sądu czarnoksiężnika, a ten za karę wsadził ją do klatki z innymi Marsjankami. Na początku było jej ciężko, lecz szybko się odnalazła, stwierdziła, że musi stanąć na równe nogi i uwierzyć w siebie.

Za 4 miesiące ma odlot do swojego domku na planecie Olsztyn, gdzie czekają na nią jej małe Marsjanki z babcią Marsjanną. Marsjanka nie może się już doczekać spotkania po tylu miesiącach rozłąki. Wie jedno, że będzie się starała już nie spotkać z czarnoksiężnikiem.

A małe Marsjanki staną się dla niej najważniejsze i razem zbudują nowy wspaniały dom na planecie Olsztyn.

Majka Marsjanka

Moja koleżanka, Asia

DSCN0254

Asia ma 30 lat, niebieskie oczy podkreślone makijażem, jasnobrązowe włosy. Jest osobą o miłej aparycji, łagodną. W Warszawie przebywa 4 miesiące. Dzisiaj ma dobre samopoczucie, wzięło ją na wspomnienia. Od rana tęskni za rodziną, za przeszłością, nie chciałaby nigdy o niej zapomnieć, również o tej złej. Wspominając złe wydarzenia uważa, że prowadzi ją to do bycia lepszym człowiekiem. ( Jestem z nią od tygodnia w celi, moje spostrzeżenia: wartościowa, szczera, piękna kobieta). Chciałaby się przenieść do innego zakładu karnego, być bliżej rodziny. Asia potrzebuje więcej pomocy ze strony państwa, więcej uwagi ze strony wychowawców. Drażni ją brak taktu, dyskrecji, czuje się czasami wystawiana na widok publiczny.

Asia dla mnie jest pięknym człowiekiem, życzę jej jak najlepiej.

Napisała: Zosia

Nie sztuką jest zrobić dzieci

 

Szlachetna paczka z więzieniaCzytam prawie wszystkie Wasze wpisy, które tutaj dostajemy i często się zastanawiam, czemu Wasze nastawienie do wszystkiego jest z góry negatywne? Piszecie, że ludzie nie mają tego czy tamtego. Że ludzie pracujący nie mogą wyżywić rodziny. A czy Wy próbujecie takim ludziom pomóc? Sami coś założyć, zaoferować pomoc? Bo pisać i narzekać może każdy.

Sęk w tym, żeby ludzie zaczęli to zmieniać i najlepiej, żeby każdy zaczął od siebie samego na początek. Gdyby każdy pomógł drugiej osobie tyle, ile może, na tym świecie byłoby o wiele lepiej.

Piszecie, że jest tylu ludzi i dzieci potrzebujących pomocy. A czy ktoś z Was zrobił coś w tym kierunku, żeby im pomóc? Prócz tego, że narzekacie ciągle, że my żądamy nie wiadomo czego, a inni są bardziej potrzebujący. Czy Wy kiedykolwiek zrobiliście coś dla tych potrzebujących ludzi? Zaangażowaliście się w cokolwiek co pomaga innym?

Poza tym, co do dzieci w domach dziecka – moje zdanie jest takie, że każdy człowiek zanim podejmie decyzję o tym, żeby mieć dzieci, powinien się zastanowić, czy jest w stanie zapewnić byt tym dzieciom To się nazywa odpowiedzialność, z tego co mi wiadomo. Nie sztuką jest zrobić dzieci. Myślę, że sztuką jest je wychować, żeby wyrosły na dobrych, porządnych ludzi.

Pozdrawiam Wszystkich.

Joshua 27 lat

Innym spojrzeniem…

 

 jang

Pewnie większość z Was zadziwił mój wpis w formie męskiej na portalu dla dziewczyn, więc chciałbym to wytłumaczyć w kilku słowach na początku.

Jestem osobą transseksualną odsiadującą wyrok w Areszcie Śledczym w Warszawie.

To znaczy, że jestem osobą w trakcie zmiany płci, z kobiety na mężczyznę. Jestem po ukochanej psychoterapii u specjalistów, aktualnie przyjmuję hormony męskie od ponad dwóch lat. Jednak że w świetle prawa funkcjonuję jako osoba o żeńskim imieniu, odsiaduję wyrok wraz z dziewczynami.

To by było na tyle na początek, jeśli chodzi o mnie.

Czytałem Wasze wpisy na temat „wymarzonego więzienia” i muszę powiedzieć, że w większości tych wpisów absolutnie się nie zgadzam z ludźmi, którzy twierdzą, że zbyt wiele żądamy od Skarbu Państwa. Nasze wyroki sądu są wyrokami pozbawienia wolności i to jest naszą karą, że jesteśmy odizolowani. W całej reszcie spraw przysługują nam takie same prawa człowieka, jak ludziom na wolności.

Osobiście oczekuję tego, by w więzieniu być normalnie traktowanym. Też mamy prawo w więzieniu mile spędzać czas i uczęszczać na wszelkiego typu zajęcia, np. uczyć się śpiewu, robić różnego typu robótki ręczne, pracować itp., by móc coś wynieść z naszego pobytu w więzieniu no i przy okazji nauczyć się czegoś nowego.

Na tym skończę mój wpis i pozdrawiam wszystkich wchodzących na naszego bloga.

Joshua