Wpłać 23 zł na 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001 lub www. fundacjadomkultury, lub kliknij TEN LINK.

Ty Też możesz pomóc! Zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia.

Działamy w więzieniach od 2011 r. Docieramy ze sztuką i kulturą tam, gdzie nikt nie chce być. Wierzymy, że sztuka nie ocenia.

Prowadzimy zajęcia artystyczne i kulturalne z osadzonymi w Areszcie Śledczym Warszawa Grochów. Namawiamy artystów do wspólnych działań, prowadzimy warsztaty i spotkania. Często nasze działania są jedynymi, które przywracają kawałek normalności osadzonym.

Jednym z wyjątkowych na skalę Polski projektów jest blog eWkratke.pl

Tworzą go kobiety odbywające karę więzienia w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie. Bez dostępu do Internetu, przede wszystkim dzięki mrówczej pracy oddanych wolontariuszy, już czwarty rok możecie czytać ich posty i prowadzić z nimi dialog.

Dwa razy w tygodniu prowadzimy dla blogerek zajęcia, takie okna na świat, okna na wolność. Prowadzą je specjaliści z różnych dziedzin, hobbyści, pasjonaci. Opowiadają o swoich fascynacjach, pracy, problemach. A potem dziewczyny piszą posty, które publikujemy na eWKratke.

Nasze działania to konkretne koszty:

  • 23 zł to koszt biletu, który pozwala nam dojechać do aresztu.
  • 53 zł to koszt materiałów plastycznych i piśmienniczych na jedne zajęcia.
  • 100 zł to koszt jednych zajęć artystycznych prowadzonych przez edukatora.

Dlatego potrzebujemy wsparcia Darczyńców takich jak TY!

Wpłać 23 zł klikając TEN LINK

Więzienne wywiady cz. 3

Blogowa korespondencja, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W ramach zajęć blogowych uczymy się pisać wywiady – dzięki nim, możecie poznać kilka z nas. Dzisiaj część trzecia.

Kinga

Przeprowadzam wywiad ze współosadzoną. Poznałam ją niedawno i wydaje mi się być wesołą i miłą osóbką. Ma na imię Kinga. Jest ładną blondynką o niebieskich oczach. Jest urocza. Mimo swojej drobnej postury, potrafi wzbudzi zainteresowanie i ciekawość. Donośny głos pokazuje jej siłę przebicia i charakter.

Kiedy zapytałam się, czy godzi się na wywiad dobrowolnie, odpowiada:

– Nie, zapłacili mi za to.

Jest to dla mnie zaskoczenie. Chociaż w takim miejscu jest to możliwe. Mimo to zaobserwowałam, że koleżanka czuje się komfortowo rozmawiając ze mną. Nie zaprzeczyła temu, choć nie należy do najwylewniejszych.

Kinga w Zakładzie Karnym przebywa już dwa lata, przed nią drugie tyle. Będzie więcej, bo jeszcze czeka na drugi wyrok. A jeszcze jest jakiś łączny, więc nie można sprecyzować, kiedy ten upragniony koniec kary.

Co do planów na przyszłość, Kinga ich nie ma. Może nie chce mieć. To zrozumiałe, gdy się nie wie, kiedy się wychodzi.

Dodała:

– Chcę wyjść za te mury. Wrócić do rodziny, a przede wszystkim zaspokoić swoje pragnienia.

Możemy się tylko domyślać, co rozmówczyni miała na myśli.

Gdy zadałam jej pytanie, o przyjemne wspomnienie z dzieciństwa, jej oczy zastygły w jednym punkcie. Chwila zastanowienia. Brak odpowiedzi.

Kinga po krótkiej rozmowie o opuszczeniu tego miejsca nie potrafiła powrócić do rozmowy.

Postanowiłam to uszanować i nie męczy c koleżanki już pytaniami.

Przeprowadziłam wywiad z 24-letnią Kingą obecnie przebywającą w ZK Warszawa Grochów.

                                                                                                                            Rakieta

Wpłać 23 zł na 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001 lub www. fundacjadomkultury, lub kliknij TEN LINK.

Ty Też możesz pomóc! Zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia.

Działamy w więzieniach od 2011 r. Docieramy ze sztuką i kulturą tam, gdzie nikt nie chce być. Wierzymy, że sztuka nie ocenia.

Prowadzimy zajęcia artystyczne i kulturalne z osadzonymi w Areszcie Śledczym Warszawa Grochów. Namawiamy artystów do wspólnych działań, prowadzimy warsztaty i spotkania. Często nasze działania są jedynymi, które przywracają kawałek normalności osadzonym.

Jednym z wyjątkowych na skalę Polski projektów jest blog eWkratke.pl

Tworzą go kobiety odbywające karę więzienia w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie. Bez dostępu do Internetu, przede wszystkim dzięki mrówczej pracy oddanych wolontariuszy, już czwarty rok możecie czytać ich posty i prowadzić z nimi dialog.

Dwa razy w tygodniu prowadzimy dla blogerek zajęcia, takie okna na świat, okna na wolność. Prowadzą je specjaliści z różnych dziedzin, hobbyści, pasjonaci. Opowiadają o swoich fascynacjach, pracy, problemach. A potem dziewczyny piszą posty, które publikujemy na eWKratke.

Nasze działania to konkretne koszty:

  • 23 zł to koszt biletu, który pozwala nam dojechać do aresztu.
  • 53 zł to koszt materiałów plastycznych i piśmienniczych na jedne zajęcia.
  • 100 zł to koszt jednych zajęć artystycznych prowadzonych przez edukatora.

Dlatego potrzebujemy wsparcia Darczyńców takich jak TY!

Wpłać 23 zł klikając TEN LINK

Więzienne wywiady cz. 2

Blogerki, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W ramach zajęć blogowych uczymy się pisać wywiady – dzięki nim, możecie poznać kilka z nas. Dzisiaj część druga.

Monika

Siedzę obok czarnowłosej dziewczyny. Wygląda młodziej, niż wskazywałaby jej metryka. Jest rozmowna, przyjazna. Odnoszę bardzo pozytywne wrażenie w pierwszym kontakcie. Dobrze sobie radzi w warunkach więziennych, przynajmniej potrafi stworzyć taki obraz siebie na użytek otoczenia. Jest to potrzebne, żeby tu przetrwać. Jaka jest naprawdę w środku, jeszcze nie wiem ale myślę, że mogę ją polubić! Na pewno wiele przeszła, podobnie jak ja, więc choć praktycznie jej nie znam, odczuwam w stosunku do niej ten rodzaj wspólnoty, który rodzi się pomiędzy osobami o podobnych doświadczeniach.

Monika przykuwa uwagę. Warto nie przejść obok niej obojętnie, lecz strać się ją lepiej poznać, zrozumieć. To, co przeżyła, jest zapewne niestandardowe,  odbiega od życiowego doświadczenia, tak zwanego przeciętnego człowieka, ale w związku z tym może być ciekawsze, bardziej pouczające. Ja osobiście chciałabym ją bliżej poznać.

Zośka

Ola

Ola to szczupła brunetka. Ma niebieskie oczy o łagodnym kształcie i małe usta. Ola od 11-tu lat zajmowała się wyłudzeniami i fałszerstwem. Pierwsze 100 tysięcy  pożyczki wzięła z powodu dziadka chorego na raka. Kilkaset tysięcy kredytu sąd zamienił jej na dwa lata i kolejne 200 tysięcy tak samo. Ola opisując swoje dzieciństwo mówi: „Mnie wychował Mokotów”. Ma w swoim otoczeniu ludzi poukładanych, tak zwanych normalnych,  jednak ciągnie ją mimo wszystko do innego towarzystwa. Na pytanie, czy ten proceder się opłacał względem kary, którą dostała, mówi „dla dziadka zrobiłabym to jeszcze raz”. Mama Oli także zmarła na raka płuc, chwilę przed jej odsiadką. Zostawiła Ola także po drugiej stronie muru trójkę swoich ukochanych maluchów. Gdy mąż też został aresztowany, dzieci znalazły się w domu dziecka. Ola codziennie kontaktuje się ze swoimi skarbami, bardzo je kocha. Na pewno będzie walczyła o nie po wyjściu.

Big Ola

Maja

– wiek: 40 lat

– opis: szczupła blondynka

– pochodzenie: Warszawa

– osadzona od 2,5 lat.

Przebywając w więzieniu dane mi było poznać starszą od siebie  kobietę, Maję. Odbywa ona karę w warunkach recydywistycznych, jednakże zdołała już odbyć 2,5 roku z wyrokiem 3,5 lat. Wnioskuję więc, że jest kobietą o silnej osobowości i mocnym charakterze. Na pytanie zadane: „Co zamierza pani robić po opuszczeniu ZK?”, odpowiada: „Pracować, przede wszystkim, żeby zapewnić sobie pieniądz na godne życie”. Utrzymuje ona dobre kontakty z córką i rodziną, którzy pomagają jej zakończyć rozdział więzienny w jej życiu. Na zapytanie o zainteresowania z entuzjazmem odpowiada: książki, lekkoatletyka. Kobieta, którą poznałam, jest zaręczona i oczekuje na ślub z mężczyzną, którego szczerze kocha. Myślę, ze miłość, która wkroczyła w jej życie, z pewnością pomoże jej zapomnieć o czasie spędzonym za murem. Kobieta siedząca przede mną potwierdza moją myśl. Maja nie jest wegetarianką, jednak lubi odżywiać się zdrowo.

Ewa 18

Ewa 18

Ewę spotkałam w Z.K. na Grochowie. – jest to szczupła szatynka o dłuższych włosach, młodziutka, 18-letnia dziewczyna, która wizualnie nie pasuje do tego miejsca. Ewa pochodzi z Kutna, przed osadzeniem w jednostce penitencjarnej uczyła się w liceum o profilu psychologii społecznej. Do więzienia trafiła za rozbój, dostała 2 lata. Po wyjściu zamierza dalej się uczyć, pójść na studia.

Po przyjeździe do jednostki była strasznie przerażona, bała się nieznanego – nikogo tu nie znała – nie bardzo umiała w tej rzeczywistości się odnaleźć. W tym więzieniu bardzo pomogła jej rodzina. w szczególności mama, z którą jest bardzo zżyta. Ewa interesuje się książkami i fotografią, choć w przyszłości chciałaby zostać psychologiem. Po roku pobytu w izolacji mówi, że zupełnie inaczej wyobrażała sobie więzienie – jej obraz przypominał cele z amerykańskich filmów. I jak sama mówi: nie jest najgorzej, ale nigdy nie chce tu wracać.

Ewa jest młodziutką osobą, która bardzo lubi rozmawiać z ludźmi, wgłębiać się w ich problemy i oraz pomagać w ich rozwiązywaniu. Po wyjściu zamierza się uczyć, nie myśli jeszcze o założeniu rodziny, ponieważ twierdzi , że sama jeszcze jest dzieckiem. Do więzienia trafiła przez głupotę, nie chce rozmawiać o sprawie, mam wrażenie, że siedzi w niej jeszcze bunt młodzieńczy i potrzebuje czasu na dojrzałe zrozumienie co się stało. Ewa jest bystrą dziewczynką, która jest bardzo skryta i skromna – myślę, że te dwie spowodują, że osiągnie w życiu bardzo wiele. Musi się jeszcze pozbyć tego młodzieńczego buntu.

Maja

Więzienne wywiady cz.1

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Więzienna świetlica, fot. Małgorzata Brus

W ramach zajęć blogowych uczymy się pisać wywiady – dzięki nim, możecie poznać kilka z nas. Dziś część pierwsza.

Pani Ania

Jesteśmy na zajęciach blogowych. Mamy za zadanie przeprowadzić wywiad z osobą nieznaną.

Pani Ania jest wysoką brunetką w średnim wieku. Pochodzi z Grochowa. Poznałyśmy się na zajęciach bloga eWKratke.pl.

– Jak Pani się czuje ze swoim wyrokiem?

– Zostało mi 1 ,5 miesiąca, w chwili obecnej czuję się podminowana, poddenerwowana, a zarazem szczęśliwa, bo niedługo wychodzę.

– Ma pani plany po wyjściu?

– Uzyskałam tu emeryturę i po wyjściu czeka mnie operacja. Zamierzam dużo odpoczywać po operacji i dochodzić do siebie po odbytym wyroku.

– Czy czeka na panią rodzina?

– Tak, syn, mąż, ogólnie wszyscy bliscy.

– W takim razie życzę pani wszystkiego dobrego i szczęśliwych chwil w gronie rodziny.

                                                                                                                                                                                 Safi

Lwica

Mirka jest drobną, młodą brunetką.

– Jak się czujesz ze swoim wyrokiem?

– Mój wyrok jest bardzo długi, postaram się zrobić wszystko, żeby nie zmarnować pozostałych 10 lat. Mam w planach skończyć szkołę.

– Jaką szkołę byś chciała skończyć?

– Chciałabym skończyć liceum elektryczne. Niestety, w więzieniu jest to niemożliwe, więc postanowiłam spróbować innych możliwości, które zaproponuje mi wychowawca.

– Czy chciałabyś podjąć pracę w więzieniu?

– Zamierzam podjąć pracę, po skończonej terapii, wraz ze szkołą.

– Co zamierzasz po wyjściu?

– Mam 14-letniego syna. Jeżeliby się okazało po wyjściu, że jestem babcią, to zamierzam wychować wnuki. Rozpocznę normalne życie.

Życzę wszystkiego najlepszego, spełnienia wszystkich marzeń i szybkiego powrotu do normalności.

Anna

Sylwia

Swoją rozmówczynię po raz pierwszy miałam okazję spotkać na spacerniaku w tutejszej placówce. Pani Sylwia ma 44 lata, jest ładną, wysoką blondynką, o pięknym, białym uśmiechu. Na pytanie o dzieci, z ogromnym uśmiechem odpowiedziała, że jest mamą wspaniałej córki, która pomimo swojego młodego wieku, świetnie sobie radzi z tą trudną sytuacją, która ją spotkała. Z radością i ze łzami w oczach ze wzruszenia, powiedziała, że jest bardzo dumną, spełnioną mamą. Kochająca zwierzęta, sama posiada cztery koty, które traktuje jak swoje dzieci. Otwierając listy, które dostaje od swojej rodziny, zawsze musi znaleźć co najmniej jedno zdjęcie swoich pociech (kotków). Widok pani Sylwii otwierającej kopertę jest bezcenny, z taką tęsknotą do zobaczenia swoich pociech, która jest nie do pisania. Nawet jak to opowiada, to z takimi emocjami, że aż łzy się same cisną do oczu. 

Pati

Patrycja

Spotykam Patrycję w Zakładzie Karnym na spacerniaku. Jest inna niż większość poznanych do tej pory dziewczyn. Wesoła, uśmiechnięta, pogodna. Nie widać na jej twarzy załamania, iż znalazła się w tym miejscu.

Pati jest zadbaną młodą kobietą, mocno stąpającą po ziemi. Pochodzi z Warszawy.

Z rozmowy z nią wiem, iż ma dwoje dzieci – córeczkę i synka, za którymi bardzo tęskni.

W obecnej chwili pociechy są pod opieką babci, czyli jej mamy, która wraz z partnerem Patrycji wspierają ją w tym trudnym miejscu. Muszę również stwierdzić, iż pomimo tego, że moja rozmówczyni wydaje się być otwartym człowiekiem, jest na tyle skryta, że nie udaje mi się uzyskać więcej informacji na jej temat.

Pewnie przy bliższym spotkaniu Patrycja opowie mi wiele ciekawych historii z jej życia, gdyż tak inteligentna osoba na pewno ma o czym mówić 🙂

Mam nadzieję, że czas odsiadywania przez nią dwuletniego wyroku, szybko jej minie i wróci do swych ukochanych bliskich.

-Rico-

Ola

Rozmawiam ze szczupłą, lekko siwiejącą kobietą. Kręcone włosy związane ma w koka. Zero makijażu. Bardzo spokojna postawa. Nie za chętnie odpowiada na moje pytania związane z prywatnym życiem, ale bardzo łagodnie to robi. Jej lekki uśmiech po pytaniu jest jakoś dla mnie czytelny, że mam nie brnąć w dany temat. Ola jest w Grochowie 3 tygodnie więc nie mogę wymagać od niej otwartości. Tak naprawdę to zna swoją sytuację sprzed przetransportowania jej z Kielc. Ma 54 lata, jest z Krakowa  i została wyrwana z prywatnej celi, w której pisała książkę. Jak bardzo zaskoczyło mnie to, że nie jest to książka o więzieniu, ani o własnej sprawie?

Ola uciekła w świat fantasy, który interesował ją od zawsze. Z wykształcenia jest historykiem. Bardzo by chciała wrócić na południe Polski, by być bliżej męża. Świetnie ją rozumiem, bo sama zrezygnowałam kiedyś z lepszych warunków odbywania kary, żeby być bliżej rodziny. Kontakt  z bliskimi to najważniejsza rzecz. Bliscy to nasz azyl, nasz spokój, nasza przyszłość. To im się ufa i tylko oni nas rozumieją. Życzę Oli, aby udało jej się jak najszybciej przywrócić spokój ducha.

Pełnoletnia

Naciągnięte? Czyli spotkanie z dziennikarzami

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Spotkanie z dziennikarzem zawsze jest jakieś nerwowe. Człowiek się zastanawia nad każdym wypowiedzianym słowem (by nic nie zostało wykorzystane przeciwko tobie J), nad każdą udzieloną wypowiedzią.

Pamiętam jak powstały te warsztaty: „Piszę, więc jestem”, usłyszałam, że prowadzić ma je dziennikarz – przeszedł mnie chłód. Przecież oni piszą tylko to co jest ubrane w strach, szok, krew i łzy – pomyślałam. Zrobi z nas pewnie patologię, ćpunki, złodziejki, morderczynie – i tyle będzie z naszej współpracy. My się powściekamy – on zbierze tyle materiałów i coś skrobnie. Nasze życie – warte parę zdań… Nie zapisałam się.

Dochodziły do mnie różne informacje, wypowiedzi – przeważnie pozytywne, ciekawe spostrzeżenia, że TA czy TAMTA nawet fajnie pisze. Jednak mi najbardziej przypadło to, że on regularnie tu drepcze, że poświęca swój czas, przekazuje wskazówki, w łagodny sposób podpowiada co by inaczej napisał, nie krytykuje. „ZAWSZE zachęca do pisania!”, mówię o Leszku Wejcmanie i zajęciach z pisania.

Na ostatnie zajęcia Leszek przyprowadził swojego przyjaciela Marcina, który należy do Fundacji Rozwoju Kinematografii. Jest filmoznawcą, pracował w Playboyu i w ogóle powalił mnie jego fajny głos – chyba nawet mnie rozpraszał w słuchaniu J. Była też Ela Turlej, dziennikarka z 30-letnim stażem w mediach, autorka książki ostatnio wydanej – „Naciągnięte”, którą nam przyniosła. Odebrałam ją pozytywnie. Łapała z każdą z nas kontakt wzrokowy, gadała jak taka „swoja babka”, ale cały czas z tyłu głowy miałam info, że to dziennikarka, że o jednej z nas, być może, pisała.

Spotkanie spoko (w między czasie weszła do nas wycieczka z Czech): kobieta dziennikarz przyszła odwiedzić osadzone kobiety – jedna płeć, jeden mur, a jakby dwa światy. Często jest mi przykro, że tak „marnie” wyglądamy. Zwłaszcza że tematem tego spotkania była medycyna estetyczna. Manipulacja wkradnie się wszędzie. Kobiety gonią za wyglądem jak z szablonu (bo takie się zawsze przebiją!), a my choć będziemy się starać i dbać o siebie, to żaden skalpel, zastrzyk czy sprzęt nie zmieni faktu, że będziemy karane. Z tym musimy poradzić sobie same! Może nie resocjalizacja, a terapia by bardziej była wskazana? Tak czy siak, trzeba coś ze sobą robić.

Z zajęć wyniosłam nadzieję, że dziennikarstwo się zmieniło, że choć część tego środowiska przestaje być tzw. hienami. Bo teraz jest czas zajączkowania J, z okazji Świąt Wielkanocnych zdrowia i przepięknej pogody ducha. Spotkajcie się na śniadanku z rodziną i cieszcie się tą atmosferą. Bądźcie wspaniali i nie wchodźcie w szablony, stawiajcie na indywidualność!

Spokoju,

Pełnoletnia

Życzenia

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wesołych i zdrowych Świąt Wielkanocnych życzą blogerki.

Kogo chciałabym zobaczyć na widzeniu?

Fot. Małgorzata Brus

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury



Są trzy osoby, które chciałabym zobaczyć na widzeniu. Zacznijmy po kolei:

Bardzo ją kocham i bardzo mi jej brakuje. Oddałabym bardzo wiele, aby choć na chwilę móc z nią pobyć, zobaczyć ją, dotknąć i przytulić się do niej. Tak cholernie za nią tęsknię i tak bardzo jej potrzebuję. Nie mogę do niej zadzwonić, czy nawet napisać listu, który bym wysłała. Wiem, że stale jest ze mną i przy mnie, ale to nie to samo. Nie ma jej, nie żyje.

Umarła trzy lata temu na okropne raczysko. Pochowałam ją dwa tygodnie przed urodzeniem pierwszego syna. Jest nią moja Mamusia. Chciałabym z nią móc porozmawiać, usłyszeć od niej, że mimo wszystko jest ze mnie dumna i że wszystko będzie dobrze. Boli mnie to tak bardzo, że nawet teraz, gdy to piszę, to łzy ciekną mi po policzkach.

Druga bliska memu sercu osoba, którą kocham jak moją mamę, i tęsknię za nią tak, jak jeszcze nigdy, jest moja Cudowna, Kochana i Wspaniała Babunia. Ona jest przy mnie stale, zawsze mogę na nią liczyć, i wiem, że kocha mnie bardzo. „Bóg nie mógł być wszędzie, więc stworzył babcię” – co pasuje tu po prostu idealnie!

Zawsze, za każdym razem gdy do niej zadzwonię, słyszę jak bardzo się cieszy, że się słyszymy. Jest jak Anioł. Mimo mojego wieku, dla niej ciągle jestem „wnuczunią”. Chciałabym ją przytulić, poczuć zapach, który kojarzy mi się z domem, dzieciństwem, pysznymi obiadami, ciastkami i miłością. Jednak listy i telefony to nie to samo. Z tego miejsca serdecznie ją całuję i ściskam!

No i przychodzimy do trzeciej osoby. Jest nią mój młodszy brat. Mimo że nie rozmawiamy za często i generalnie nie piszemy ze sobą nawet listów, to i tak za nim tęsknię. Nie ważne, ile ma lat, bo dla mnie zawsze będzie moim młodszym braciszkiem i będę miała głębokie poczucie opieki nad nim. Chciałabym usiąść, i patrząc mu w oczy, porozmawiać z nim. Wtedy od razu mogłabym wyłapać reakcję brata na moje pytania, aby wiedzieć, gdzie jest coś nie tak. Znamy się z bratem jak „łyse konie”. Przy nim nie muszę udawać, że jest ok i że daje sobie radę, bo nie musiałabym się martwić, że obciążam go swoimi problemami. Ma świetne dystans do życia. Możemy rozmawiać o wszystkim i bardzo wielu rzeczy nie bierze do siebie.

Nena

Wehikuł czasu

Fot. Małgorzata Brus

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Gdybym mogła wcisnąć guzik, który przeniósłby mnie do przeszłości, to byłaby niezbyt odległa przeszłość. Jednak patrząc na to, że mam 40 lat, to ta nieodległa przeszłość równa się połowie mojego życia. Czyli dla mnie kawał czasu!

            Moja chęć cofnięcia się do tego jednego dnia nie jest taką typową chęcią powrotu do czegoś tak pięknego, czego nie doświadcza się drugi raz – chyba że za pomocą wehikułu czasu.  To nie jest chęć powrotu do momentu, w którym czułam się jakoś szczególnie szczęśliwa. Ta chęć spowodowana jest tym, że gdybym tego jednego dnia coś zmieniła, to uratowałabym życie. Na bank jedno, ale wolę myśleć, że własne też. Ponieważ chcę skorzystać z tej okazji i nacisnąć ten guzik, to…

            Był to typowy styczniowy dzień. Niezbyt dużo śniegu napadło jednak jak na tą porę, było zimno. Obudziłam się w cieplutkim łóżeczku, w kolorowej pościeli. Pokój miałam w kolorach: bieli i czerni, ale pościel lubiłam bardzo kolorową. I jeszcze skarpetki lubiłam nosić kolorowe.

            Przeciągnęłam się, wstałam i włączyłam Sade. Wiedziałam, że mamy nie ma już w domu, więc pozwoliłam sobie na głośniejsze puszczenie muzyki. Wiedziałam również, że mama zrobiła mi śniadanie i wystarczyło do zestawu zaparzyć herbatę.

Nie miałam planów na ten dzień. Do szkoły szłam dopiero na 14.20. to był jedyny dzień w tygodniu, kiedy chodziłam na popołudnie. Najgorsze w tym było to, że był to piątek.

            Wykąpałam się, wyszykowałam, zjadłam śniadanie i poszłam z Maxem na spacer. Lubiliśmy chodzić nad Wisłę. Mieliśmy swoje miejsca – co prawda tylko dwa :), ale tego dnia poszliśmy na kamienie. Mi się tam dobrze myślało, a Max miał ogromny teren do biegania. Od czasu do czasu podchodził by mu jakiś badyl rzucić, ale na kamieniach najrzadziej o to prosił. Wisła od naszej strony jakoś bardziej przy brzegu była zamarźnięta.

            Z rozmyślań wybiło mnie szczekanie psa. To nie był Max, ale i on za chwilę się pojawił. Pieski niezbyt na start się polubiły, o czym świadczyło ich warczenie na siebie. Uwięziłam więc swojego pupila na znienawidzonej przez niego smyczy i zaczęliśmy się kierować w stronę wału. Max nigdy nie był agresywny. Smycz nosiłam na wszelki wypadek… A może to jakaś pozostałość po sprawdzeniu mnie, czy na pewno będę wyprowadzać psa? Zanim Max pojawił się w domu, musiałam przez miesiąc czasu co rano wychodzić na spacer… ze smyczą! To był mój test na odpowiedzialnego opiekuna. Dziecko wszystko zrobi, by mieć wymarzonego przyjaciela. Nie wiem, czy w tamtym okresie nie byłabym zdolna jeść z psiej miski, by udowodnić, że piesek nie będzie zostawiał kupy w butach.

            Kierowaliśmy się już w stronę bloku, kiedy na skrzyżowaniu w samochodzie poznałam swoją koleżankę. Ona chyba też mnie poznała, bo jakąś głupkowatą zrobiła minę: usta rozdziawione, ale uśmiechnięte i takie duże oczy. Tak chyba wygląda osoba, która w zaskoczeniu się cieszy… Czyli ja też musiałam podobnie wyglądać. Od razu wysiadła z samochodu i podbiegła do mnie. Nie staliśmy na górce – więc samochód się nie stoczył, nie zostawiła go na światłach, nic nie trąbiło, bo za kierownicą siedział jej tata. Też go rozpoznałam. Ruchem ręki pokazałam, gdzie ma zjechać. Normalnie nie dowierzałam, że ją widzę. Ją – czyli Kaśkę. Wyjechała do innego miasta po rozwodzie rodziców. Kiedyś razem chodziłyśmy do podstawówki, razem trenowałyśmy koszykówkę, lubiłam ją. Wspierałyśmy się w tamtym okresie, bo ja już jakiś czas byłam sama z mamą, a ona dopiero smakowała sytuację bycia dzieckiem z rozbitej rodziny. Taka nas po prostu tragedia połączyła.

            Wysiadł do nas jej tata, przywitał się i co się okazało? Że on już jakiś czas na naszym osiedlu ponownie mieszka. Kaśka przyjechała do niego kilka dni temu i nazajutrz miała sprawdzić, czy mieszkam tam, gdzie mieszkałam. To było niesamowite. Jakieś przeznaczenie, czy co?

            Spojrzałam na zegarek, było już po pierwszej. Max grzecznie cały czas siedział przy nodze, a ja już za chwilę miałam iść do szkoły. I wtedy usłyszałam głos taty Kaśki:

– Jedziemy właśnie na Śródmieście, do Atlantica, jedź z nami!

            14.20, pierwsza lekcja – rachunkowość. No, nie chciałam iść do tego liceum, wolałam zawodówkę, by rok krócej się uczyć. Mama zadecydowała. Ale skoro już dotrwałam do IV klasy i tak naprawdę „za chwilę” miałam szansę ją skończyć, to czemu z tej szansy nie skorzystać i nie pójść do kina z Kaśką i jej tatą?

I ta pokusa wygrała.

            Odprowadziłam Maxa do domu, wzięłam plecak, by mama się nie zorientowała, że nie poszłam do szkoły i pojechaliśmy na Śródmieście.

            Gdyby ten dzień wyglądał właśnie tak, to do domu wróciłabym po 19.00. Może chwilę pooglądała z mamą telewizję, ale na pewno wzięła psa i przeszła się wokół bloku. Byłoby duże prawdopodobieństwo, że spotkałabym Mikiego i III klatki, bo tuż po wiadomościach wypuszcza psa. Bo jak jest zbyt zimno, to go tylko wypuszcza, a sam zostaje na klatce. Wypala papierosa i woła Kulfona z powrotem. Z kolei ja zawsze robię rundkę wokół bloku. Wróciłabym, zjadła coś i…

– coś obejrzała i poszła spać

lub

– zadzwoniła do Aśki, czy idziemy do Parku (na dyskotekę). Wróciłabym i też położyła się spać.

I być może do dziś lubiłabym budzić się w kolorowej pościeli.

Pełnoletnia

Złe cechy, dobre cechy, mój bagaż. Co zastałam, co odkryłam…

Fot. Małgorzata Brus

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Hm…, złe cechy… Trudno odpowiedzieć na to zagadnienie.

Wydaje mi się, że moją złą cechą, która mnie denerwuje, jest upartość, zawziętość. I czasami działam pod wpływem impulsu.

Jeśli chodzi o mój bagaż życiowy, to wydaje mi się, że jak na moje dotychczasowe życie, jest bardzo duży. Problemy w domu, a potem w późniejszym 17-letnim związku.

Co do odpowiedzi na pytanie, co zastałam, co odkryłam, biorąc pod uwagę miejsce, w którym obecnie jestem: to, co zastałam tutaj, było dla mnie, nie ukrywam,  zaskoczeniem, tzn. różnorodność charakterów w jednym miejscu. Porażka – ludzie są, jak chorągiew. 

Odkryłam na pewno bardzo dużą dwulicowość osób, które dla pewnych korzyści, udają kogoś innego i kłamią.

Madlen