Wielkanoc w więzieniu

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Więzienna ciekawostka o tym jak przygotować w celi świąteczne potrawy. Zobacz >>Cela kulinarna

MÓWI ZAJĄC DO BARANKA

JAKA PIĘKNA TO PISANKA!

WTEM Z JAJECZKA WYSZŁA KURA

NASTROSZYŁA SWOJE PIÓRA

BIEGA, GŁOŚNO KRZYCZY

ŻE SPOKOJNYCH ŚWIĄT WAM ŻYCZY!

Na pewno już zapomniałam co to są rodzinne święta. Już przed aresztowaniem nie spędzałam ich z obojgiem rodziców, ale ciągle w głowie dla mnie święta, to rodzina, stół, atmosfera. Tyle lat po tej stronie, a dla mnie święta to czas spędzony z bliskimi – a co najmniej z życzliwymi ludźmi wokół. Tutaj ten dzień każda próbuje jak najspokojniej przetrwać, ale mało ucieka od świadomości Zmartwychwstania Pańskiego.

Wielkanoc dziewczyny organizują indywidualnie, szykują je tylko we własnych celach, a te które mają możliwość przemieszczania się – idą do celi gdzie mają np. znajomą. To czas, że chce się być blisko z kimś, kogo się lubi. Wtedy wilgotnieją oczy podczas rozmów telefonicznych i chyba nie czekoladowe jajko jest wtedy ważne, tylko życzliwy człowiek.

Zmartwychwstanie niesie odrodzenie, daję siłę w pokonywaniu trudności – to się liczy!

Nieistotne, gdzie się wtedy jest, przy kim bądź bez kogo, po coś to się wszystko dokonało.

Patrzmy z ufnością w przyszłość – tego życzę każdemu z Was, mojej całej rodzinie, Fundacji Dom Kultury i samej sobie.

Tym bardziej teraz nie cieszymy się tym co za oknem, ale tym – z kim w domu.

Zdrówka i nadziei!

Pozdrowienia

PEŁNOLETNIA

Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH, ŻYCZĘ WAM (OSADZONYM), MOIM DZIECIOM, FUNDACJI,

PRZEDE WSZYSTKIM – ZDROWIA, SPOKOJU I MIŁOŚCI!

MARKOSIA



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Wielkanocne tradycje Eveline

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Palmy blogerek, fot. Sara Prekurat

„…WIELKANOC, WIELKANOC, WIELKANOC

NO I BABKI ZACZĘŁY SIĘ BUDZIĆ

NA WIELKANOCNYCH OBRUSACH

LUDZIE SZLI Z KWIATEM DO LUDZI

JAK DO POETÓW MUZA…”

K.J.G; Wróble Wielkanocne

Wiosenny cykl świąteczny zaczyna się od Środy Popielcowej i trwa do Zielonych Świątek. Niedziela Wielkanocna przypada na pierwszą niedzielę po pełni Księżyca, po wiosennej równonocy.

W Wielki Czwartek i Piątek przygotowywano świąteczne przysmaki. Nasze babcie miały wszystko pod kontrolą. To właśnie w te dni piekły bułki, kołacze, baby, gotowano barszcze białe – żury na zakwasie. Każdy wiedział co ma robić. W Wielki Piątek babcie gotowały dla nas jajka na twardo w cebuli aby miały ładne kolory do robienia pisanek. Każdy się starał jak mógł aby pisanki były piękne – wyjątkowe. Jajko to symbol życia i siły – było i jest najważniejszym atrybutem świąt Wielkanocnych.

Według staropolskiej tradycji potraw w koszyku powinno być siedem, bo siódemka jest znana jako liczba święta i symbol doskonałości, z nią łączy się pojęcie pełni.

Śniadanie wielkanocne ma wszędzie charakter uroczystego i obfitego posiłku. Po czterdziestodniowym poście, czas spełnienia się marzeń o pełnym brzuchu.

Śniadanie zaczyna się od święconego, czyli darów bożych poświęconych przez Kapłana w Wielką Środę. Z koszyka ze święconką matka obiera jajko lub więcej i dzieli je na talerzyku na tyle cząstek ilu jest domowników. Przekazuje talerzyk ojcu który rozpoczyna składanie życzeń dzieląc się z każdym poświęconym jajkiem. Każdy między sobą składa sobie życzenia i zaczynają świętować Zmartwychwstanie Pana.

„Wielka Noc dla wszystkich jest bardzo wesoła, całe chrześcijaństwo „Alleluja” woła. I my się radujemy bośmy chrześcijanie- daj nam szczęście, zdrowie, pogodę ducha Zmartwychwstały Panie!

Byśmy Królowali na wiek wieków w niebie! Dziś Jezus zmartwychwstał i my zmartwychwstaliśmy. Pójdźmy do spowiedzi z grzechów się słuchajmy. Zrzućmy grzech z sumienia, który nas krępuje Jezus Zmartwychwstały wszystko nam daruje. Wtedy się odrodzi i nas dusza wesoła, każdy „Alleluja” wesoło woła.”

Zdrowych i spokojnych świąt Wam życzę.

EVELINE

Palmy blogerek, fot. Sara Prekurat



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Święta, święta, ach te święta

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zaczął się grudzień, a wraz z nowym miesiącem ruszyły te wszystkie przygotowania do wigilii i całych tych świąt.

Dawno temu przestałam czuć magię świąt Bożego Narodzenia – to moje trzecie święta spędzone w miejscu odosobnienia. Jest to bardzo trudny okres do zniesienia dla ludzi pozbawionych wolności.

W tym czasie, częściej niż zwykle, myślę o swoich najbliższych. Jeszcze bardziej doceniam wartość słowa rodzina i uświadamiam sobie, ja ważną rolę odgrywają oni, bliscy, w moim życiu i jak bardzo za nimi tęsknię.

Myślę o wigilijnej kolacji, która jak co roku odbyła się u mojej teściowej, na której trzeci rok z rzędu mnie zabrakło. Teściowa jest dla mnie jak mama, której praktycznie nigdy nie miałam i jest dla mnie ważną osobą.

Myślę o moim Rafale, u którego w tym roku zdiagnozowano nowotwór i który po kolacji wigilijnej wrócił do pustego domu i święta spędził sam, bijąc się ze wszystkimi myślami.

Szczerze, to nie cierpię tego dnia w tym miejscu. Nie potrafię cieszyć się tą całą świąteczną aurą, która zaczęła tu panować. W tym czasie najbardziej odczuwam dotkliwość kary, na którą skazał mnie sąd.

Widzenie z mężem też nie będzie takie jak inne – będzie trudne i smutne. Nie będzie tym razem opłatka i życzeń. Uznałam, że tak będzie lepiej. Nie potrafię znieść tego bólu w jego oczach. On sam nic nie mówi, nie osądza, nie wypomina, ale wiem, że nie o takim małżeństwie marzył….

Ciężko mi patrzeć mu w oczy, wiedząc, że ja mogę liczyć na niego w każdej sytuacji, a sama w obliczu jego choroby być wsparciem dla niego nie mogę. Okropne uczucie…

Ten świąteczny okres w zakładzie karnym, to specyficzny czas – każdej z nas jest bardzo ciężko go przeżyć…

Nawet te najbardziej zatwardziałe kobiety w wigilię stają się wrażliwymi osóbkami, które nie wstydzą się swoich łez. Znikają pozory, wyznaczony dystans i wrogie nastawienie do innych. Próbuje się zapomnieć o nieprzyjemnych sytuacjach z „koleżankami”.

O 17.30 zamykają nam cele. Usiadłyśmy do skromnie zastawionego stołu. Były pierogi zakupione w więziennej kantynie, śledzie, sałatka, kawałek ciasta i kubek czerwonego barszczyku – tak namiastka wigilii.

W myślach złożyłyśmy życzenia swoim najbliższym, a później życząc sobie wolności, zdrowi, siły i spokoju, zaczęłyśmy jeść. Opowiadałyśmy sobie o świętach spędzonych w dzieciństwie i wspominałyśmy ostatnie święta na wolności.

Leżąc w łóżkach po 22-giej, gdy zgasło światło, popłakałyśmy w poduszkę – tak to wyglądało.

Święta, święta, ach te święta. Mam nadzieję, że kolejne święta Bożego Narodzenia uda mi się spędzić z moimi najbliższymi, a zwłaszcza z moim mężem – może choćby krótka przepustka?

Kicia 83

Noworoczne postanowienia Kici 83

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W tym roku postanawiam, że…

Kochani, zbliża się Nowy Rok, a co za tym idzie?

Masa noworocznych postanowień 😉

Każdy z nas – Ty, mój Drogi Czytelniku również, myślał lub mówił, że od Nowego Roku postanawia n. rzucić palenie, uprawiać jakiś sport, spędzać więcej czasu z rodziną, być miłym dla otoczenia czy zmienić pracę.

Ile takich noworocznych postanowień udało się Wam, Kochani, zrealizować?

Mi osobiście żadnego :(.

Zawsze znalazłam sobie jakieś usprawiedliwienie, że coś lub ktoś mi to uniemożliwił, ehhh….

Jednak ostatnio uświadomiłam sobie, że po prostu źle się do tego wszystkiego zabierałam.

Lista moich corocznych postanowień była długa, ale ja sama nie miałam żadnego konkretnego planu ich realizacji.

Zatem co zrobić, by osiągną upragniony cel?

Przede wszystkim musi być on realny..

W moim przypadku, biorąc to, że obecnie jestem kobietą pozbawioną wolności i przebywam w zakładzie karny  :(, nierealnym celem byłoby dzisiaj postanowienie tego, że będę więcej czasu spędzać z najbliższymi mi osobami. Dlatego najpierw trzeba się zastanowić nad tym, czego tak naprawdę chcemy i jak ma wyglądać nasze życie. Koniecznie pod uwagę musimy wziąć to, że większość z nas ma tendencję do odkładania spraw na później – zwłaszcza tych, które nie przynoszą natychmiastowych efektów i wymagają od nas sporego wysiłku.

Pomyśl, Drogi Czytelniku, czy jesteś gotowy na podjęcie się długoterminowego działania. Jeśli jesteś przekonany o tym, że tak, potrzebny jest czas i cierpliwość (u mnie akurat z tą cierpliwością, to różnie bywa). Po dokładnej analizie musimy podzielić realizację naszego celu na etapy. To bardzo ważne, by w połowie drogi się nie zniechęcić. Za każde chociażby małe osiągnięcia wyznaczmy sobie nagrodę. To powinno nas motywować do dalszych działań.

Ja mam mocno ograniczone możliwości – z wiadomych względów, ale Ty, mój Czytelniku, masz wachlarz nagród, którymi możesz się obdarowywać, za każdy etap, który udało Ci się osiągnąć.

Ja podejmuję się wyzwania, jakim jest moje noworoczne postanowienie i działać będę metodą małych kroków. 🙂 Wierzę w to, że uda mi się zrealizować mój cel – mam ich kilka, ale nie wszystko naraz :). Jak to mówią: nie od razu Rzym wybudowano ;).

Z całego serca życzę Wam, Kochani, determinacji, cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do obranych celów.

I pamiętajcie, że nie tylko Nowy Rok jest  chwilą do stawania sobie nowych wyzwań. W każdym czasie możemy wyznaczać sobie cele i do nich dążyć! Nie zniechęcajmy się, gdy coś nam nie wyjdzie. Walczmy do końca, z pozytywny nastawieniem 🙂

Powodzenia, Kochani, niech moc będzie  Wami!

Kicia 83

PS. A może Ty, Drogi Czytelniku, masz jakąś receptę lub sprawdzony przepis na to, by udało się zrealizować noworoczne postanowienie? Może chciałbyś się tym podzielić? Chętnie wypróbuję :).

Pozdrawiam serdecznie, życząc wszystkiego dobrego!

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, wolności! życzy Fundacja Dom Kultury

Zimowa opowieść: dogonić szczęście

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zimowa opowieść: dogonić szczęście

Poranek był mroźny, zza okna widać padający śnieg, patrzę na zegarek godzina 6.10. Dzisiaj ten wielki dzień, wigilia Bożego Narodzenia, a w moim życiu niewiele się zmienia, dzień jak każdy inny, samotność mi doskwiera, taki  los…

Tak niewiele mi do szczęścia teraz trzeba, podobno jaka wigilia taki cały przyszły rok.

Spoglądam na zawartość  portfelika mojego, najbardziej się mieni blask grosika, ach niewiele  posiadam tego majątku swego…

Rozgrzewam się gorącą kawą i wspomnieniami wracam do dobrych czasów, pierwsza myśl, która mnie nachodzi moja ulubiona bajka: Ekspres Polarny.

Mam pomysł. Kończę kawę, biegnę do szafy, szalik, czapka, ciepłe ubrania, notes,ołówek i na dworzec się udaję.

Los…, zdam się na los… niech los za mnie zdecyduje i święta mi zorganizuje…

Z daleka  słychać nadjeżdżający pociąg, gdzie kursuje? Jeszcze nie wiem, wsiadam i szukam konduktora, zapytuję o stację końcową i słyszę Wiedeń. Oh, to nie możliwe myślę sobie, koszta ogromne, muszę szybko wysiadać, konduktor mnie zatrzymuje  i informuje, spokojnie  i  w bardzo przystępnej cenie bilet świąteczny mi oferuje. Dodatkowo opowiada, w ilu miejscach pociąg się zatrzymuje i świąteczny posiłek oferuje. Zadaję sobie pytanie: co mam do stracenia? Kupuję bilet i siadam na miejscu…

Mijamy kolejne stacje, śnieg pada, a na rozkładanym stoliku gorąca czekolada w kubku się pojawia.

Stacja Kraków, wielu pasażerów, wszyscy obładowani, ktoś się do mnie dosiada.

Trzy osoby, starsza para i dziecko wszyscy z zatroskanymi minami w ciemnych, eleganckich ubraniach. Uprzejmie pytają, czy wolne. – Oczywiście- odpowiadam.

Dziecko pyta, kiedy będą w Bratysławie, starszy pan odpowiada – Jeszcze dwie stacje: Cieszyn i Ostrava.

Starsi państwo pytają, czy zerknąć na dziecko przez chwile mogę, muszą zakupić bilety, nie zdążyli przed odjazdem. W Krakowie byli na pogrzebie syna i synowej, którzy zginęli w wypadku samochodowym, odebrali wnuczka i teraz jadą do ich domu do Bratysławy. Oczywiście zgadzam się, dziecko spogląda w szybę, odwraca się i mówi do mnie. – Nie mam już mamy i taty…

– Pobawisz się ze mną kolejką? – pyta ściskając wagonik czerwony. – Tak- odpowiadam. Mija chwila, dziecko prosi, by poczytać mu bajkę. Zaczynam czytać książkę, którą dziecko mi podało„ Ekspres polarny”. Czy  to przypadek? Zadaję sobie w myślach pytanie. Wracają dziadkowie, dziecko śpi w fotelu. Pytają, jakim magicznym sposobem udało mi się je uśpić, wskazuję na bajkę. Dziadkowie zaczynają opowiadać, jaki mają trudny czas, obawiają się jutrzejszego świątecznego dnia, pytają nienachalnie, gdzie się wybieram. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że przed siebie, bo to moje kolejne samotnie spędzone Święta. Nie słyszę żadnych pytań dlaczego, widzę w ich oczach zamiast zdziwienia dużo zrozumienia. Zaczynamy rozmawiać o potrawach, tradycjach, polskich i słowackich, starszy pan na imię ma Vaclav jest Słowakiem z pochodzenia. Zagłusza nas dźwięk dzwonka, to przechadzająca się postać Św. Mikołaja, budzi nie tylko uśmiech na twarzach pasażerów, ale i dziecko śpiące  na przeciw mnie. Jest pierwsza gwiazdka na niebie. W tle Last Christmas  słychać, poczęstunek na stolikach się pojawia, życzenia: Pięknego Bożego Narodzenia. Wszyscy pasażerowie mają sobie coś do powiedzenia, dookoła się rozglądam: pan w kapeluszu, rodzina z milusińskim psiakiem, grono młodych ludzi z nartami, a naprzeciw mnie dziecko, które ma mi coś do powiedzenia. – Czy zostaniesz z nami na święta? – Zaskakujące pytanie, myślę sobie.  Dziadkowie się odzywają i namawiają – Jedno nakrycie puste pozostaje, gości się dzisiaj nie spodziewamy Ja tłumaczę, że mam powrotny bilet. Pan Vaclav na to – My też w drugi dzień świąt do Krakowa wracamy, takie mamy plany.

Nikomu nic nie podaruję, jednak  widząc minę dziecka wiem, że nikt ode mnie prezentów nie oczekuje, więc się decyduję.

Stacja Bratysława się zbliża, Pan Vaclav bagaże szykuje, a dziecko o imieniu Karol na krok mnie nie odstępuje.

Wysiadamy. Za plecami słyszę znajomy głos konduktora – Ta podróż wielu osobom święta uratuje.-

Ze stacji Bratysława do domu moich nowych znajomych się udaję.

Kamienica taka piękna na starówce, parter . – Choinki nie ma – słychać zrozpaczony głos Karola.

Pan Vaclav pocieszającym głosem -Nic się nie martw Karolku kochany, zaraz udamy się na rynek, tam obok bramy. Ciepło ubrani spacerem podążamy, stos choinek ukazuje się przed nami.

Wracając z choinką miasto pięknie oświetlone przemierzamy. Tu pieczone kasztany, tam słodkie obwarzanki, a nad wszystkim aromat gotowanej z cynamonem pomarańczy.

Czy to ilość słodkości, czy pełne oczu Karolka radości, czuję szczęście, że jestem w tym miejscu, w gości.

Śnieg nie przestaje padać, starsza pani na imię ma Joanna, w eleganckim wydaniu, ciepłym głosem  wskazuje mi miejsce przy stole, obok mnie siedzi Karolek.

Mimo smutku pan Vaclav mówi – Zjedzmy pomalutku, dzisiaj odpoczniemy, a jutro na śnieżki się przejdziemy. Uśmiech Karolka bezcenny.

Pan Vaclav do kominka mnie zaprasza, zdjęcia Bliskich wyjmuje, pokazuje i mówi – Nie wiem co teraz będzie z Karolkiem, mnie i żonie sił brakuje.

Pyta, czym na co dzień się zajmuję. Ja szczerze odpowiadam, że mam za sobą zły czas, ale teraz swoje życie kontroluję i mimo utraty Bliskich siły odzyskuję.

Uśmiech szczery  Pana Vaclava powoduje, że znaczenie konduktora słów do mnie jeszcze bardziej przemawia.

– To spotkanie, drogie dziecko, to nie przypadek, dobranoc.-  Tymi słowami pożegnał mnie pan Vaclav. Poranek wita mnie krajobrazem całkowicie pokryty białym puchem. Odwracam się w stronę drzwi, a tam Karolek przygląda się mi i mówi.- Zobacz co Mikołaj zostawił tobie w skarpecie, zobacz.- Zaglądam, a tam klucz i czekolada z karteczką „Serce rodziny i domu tego jest twoje, powtarzaj sobie: Jestem dobrym człowiekiem po przejściach, szczęścia się nie boję„. Myślę sobie, jak ta nieplanowana podróż mnie obdarowuje.

Nagle słychać -Śniadanie gotowe zapraszamy.

Schodzę, pan Vaclav  w czapce Świętego Mikołaja częstuje mnie kawą, jemy śniadanie, rozmawiamy, śmiejemy się  do południa. Karolek czeka z sankami i zniecierpliwiony oznajmia – Jestem już ciepło ubrany, czas na śnieżny marsz.

W świetle dnia  ciągnąc sanki po  białej Bratysławie, pani Joanna i pan Vaclav pokazują, opowiadają bez pośpiechu, spacerują. Zatrzymujemy się na gorące kakao, by nas w ten mroźny i śnieżny dzień rozgrzało. Po dniu na słowackim powietrzu  spędzonym wracamy, ogień w kominku rozpalony.

Z kuchni wychodzimy, by zjeść obiad wspólnie przygotowany, czas na podwieczorek, sernik krakowski, a na to wszystko jak to dziecko, reaguje znudzony czasem posiłku Karolek – Czy  obejrzymy film?

-Oczywiście – odpowiada pani Joanna. Zadowolony Karolek wskazuje nam miejsca na sofie, pan Vaclav zajmuje fotel, cisza w tle, na na ekranie „Ekspres Polarny” pojawia się.

Nie wiem, czy to jawa, czy to sen, ale moje marzenie o pięknych świętach spełnia się.

Drugi dzień Bożego Narodzenia, słyszę stukot do drzwi mojego gościnnego pokoju, domyślam się któż to może być. Nie, to nie Karolek. To pan Vaclav -Przepraszam, że tak skoro świt, czy możemy przy kawie porozmawiać? – mówi z uśmiechem, spoglądam na zegarek jest 9 rano. – Oczywiście. Schodzimy na dół, siadamy w kuchni pan Vaclav podając mi kubek kawy mówi – Dzisiaj muszę jechać z żoną do Krakowa na dwa dni, pozamykać sprawy syna i synowej, by dalej żyć. Karolek jeszcze śpi, jeśli nic ciebie nie goni, czy możesz zostać z nim? Bardzo ciebie o to proszę. Powrót  w tym czasie do Krakowa Karolka nie jest dobrym pomysłem, to dziecko powinno cieszyć się świętami. – Dobrze, jeśli to pomoże – odpowiadam. – Dziękuję, mów mi po imieniu – stwierdza wyraźnie uradowany Vaclav. Kolejne dwa dni upływają nam na spacerach, sankach i zabawie. 28 grudnia jest koło południa czekamy na dworcu z Karolkiem w Bratysławie, kolejka staje, Vaclav z żoną wysiada, wita się radośnie z nami, a za nimi znajomy konduktor szepcze – Święta uważam za uratowane. Wszystkie najcenniejsze prezenty rozdane.

Pozytywna

ŚWIĘTA W WIĘZIENIU…

Choinki z więzienia na Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Kolejny rok wyroku za mną… kolejne święta w tym miejscu… nie lubię świąt tutaj…brak zapachu świeżej choinki, smażonej ryby, wigilijnej kapusty, pierogów… tutaj  nawet śledź smakuje inaczej – ☹ gorzej…

W niektórych celach staramy się „wspólnymi siłami” organizować uroczyste chwile… stwarzamy „namiastkę” domu: przystrajamy odświętnie (bo obrusem, nie ceratą 😊) blat stołu😊 – czasem uda się nawet zdobyć sianko😊; robimy własnoręcznie imitacje choinek (w tym roku na topie makaronowe rękodzieła!) – jedynym minusem jest to, że nie pachną lasem☹; przyozdabiamy klapy i okna; z dostępnych w kantynie produktów robimy smaczne dania (co nie jest łatwe – uwierzcie😊). To ten weselszy aspekt świąt! Te przygotowania zajmują nam myśli… te o domu i najbliższych, te o popełnionych błędach i ich konsekwencjach, te o straconym czasie…

Ale są też cele, na których po prostu nie organizuje się nic – święta są traktowane jak taki dłuuuugi weekend – NUDA!!! Tam marzy się o tym, żeby jak najszybciej zleciały☹…

To czas wszechogarniającego smutku i tęsknoty za bliskimi, to czas wyciszenia i melancholii, to czas podsumowań i życzeń – czego sobie tutaj życzymy? Przeważnie zapominamy o zdrowiu! 😊 A mówimy o Spokoju i Wolności😊.

A Wam, na zewnątrz, ślemy życzenia:

Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

Cierpliwości (do Nas😊)

Umiejętności wybaczania

Miłości

Niech Wam i Nam się darzy😊!

Bella

Prezent na Święta

Warsztat tworzenia kartek świątecznych przez blogerki w więziennej świetlicy. Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

 

W ramach świątecznego prezentu mogłabym otrzymać długopis. Taki, który nigdy się nie wypisze. Do takiego długopisu chciałabym otrzymać kartkę. Taką, która nigdy się nie kończy. Lubię pisać. Dzięki takiemu prezentowi mogłabym stawiać litery, słowa, znaki, zdania, cały czas bez końca. Odręczne pisanie dzięki braku dostępu do komputera wpadło mi w nawyki i chyba jako taki pozostanie ze mną nawet, kiedy dostęp do komputera przestanie być luksusem. Litera to litery, słowo do słowa zdanie do zdania będę składać w opowieści, których jeszcze nie znam. W sensie, którego jeszcze nie pojmuję. Dzięki wiecznemu długopisowi i nieskończonej kartce uchwycę historię mojego wszechświata. Tylko, kto by chciał czytać? 

Skowronek

Gdybym mogła poprosić o jedną, jedyną rzecz to, co by to było? Hmmm nie, nie wolność, nie dodatkowy talon, nie możliwość dodatkowego widzenia. Możliwość by być takim człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies :). Nie pamiętam, kto mądry to powiedział, ale zgadzam się z tym w zupełności. I nie ma Cię, gdy moje życie spada w dół. I nie ma Cię gdy wszystko łamię się w pół.

Bella                                                                      

Biorąc pod uwagę ten temat, mogę napisać coś z pogranicza fantastyki- cofnięcie czasu, niczym Dżamper, znaleźć się w innym czasie w innym miejscu i nie trafić tu. Jednak wypadałoby spojrzeć na to realnie prezent, jaki chciałabym otrzymać od losu.. Nie mam wygórowanych pragnień, więc prawdziwym szczęściem i radością dla mnie jest zdrowie i szczęście moich bliskich-mamy, dzieci, babci.. Jako mama pragnę by moje dzieci żyły w szczęściu, zdrowiu i by wszystko u nich układało się dobrze i tak jak tego pragną . I póki tak się dzieje nie wiem czy potrzeba mi czegokolwiek innego. Jedyne czego bym chciała to być z nimi i móc wspierać ich w każdym działaniu. Pragnę by los uchronił ich od zawodów życiowych, od rozczarowania… od błędów, które wywierają ogromny wpływ na resztę życia. Najlepszym prezentem od życia dla mnie jest powrót do rodziny….                                                                                

Diablica                                                                    

Przed świętami Bożego Narodzenia oraz rozpoczęciem Nowego Roku nadchodzi czas refleksji i zadumy czego bym chciała od losu? Hmm odpowiedź jest jedna,…aby najlepszy dzień starego roku, był najgorszym nadchodzącego. Prezentem doskonałym dla mnie będą cudowne dni spędzone z najbliższymi, nieplanowane wakacje, poranna kawa na huśtawce przy domu, spędzenie czasu aktywnie z dziećmi i buziak od męża na przywitanie i dobranoc itd. A na te święta które spędzę w Areszcie prezentem będzie przyjezdna atmosfera na celi i oczywiście pomoc przy robieniu Tiramissu, sernika czy śledzi z rodzynkami.

Blondi                                                                      

 Chyba największym prezentem od losu, który mogłabym dostać, to chyba większy „łut szczęścia”. Szczęścia, ponieważ uważam że ono omija mnie szerokim łukiem i nie pisze tu mając na uwadze to że jestem w więzieniu, bo to akurat traktuje jako szanse od losu, który uratował moje życie, a raczej zgliszcza, które mi pozostały. Mówiąc szczęście mam na myśli partnerów, których do tej pory miałam, szczęście wśród którym mogłam się rozwijać a nie trwać w tzw”pauzie” życia, spowodowanej brakiem możliwości wyboru drogi. Najgorsze jest to że nigdy nie ma dobrego momentu, zawsze jest zbyt wcześnie albo zbyt późno zawsze więc szczęście większa jej porcja byłaby dla mnie prezentem od losu największym i bycie dobrym miejscu i dobrym czasie.

No Name

Patrzonka

Taborety więzienne, fot. Małgorzata Brus


Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Moje pierwsze widzenie dwa dni po osadzeniu w A.Ś. Przyjechała mama z siostrą. Trudno było nam ze sobą rozmawiać, gdyż nie ukrywam, że ryczałyśmy. Było mi bardzo ciężko się z nimi rozstać po tej godzinie, która upłynęła w szybkim tempie. Mama robiła wyrzuty typu „A nie  mówiłam”, „po co z nim byłaś?” itp. Ciężko było tego słuchać, bo poniekąd miała rację. Ale cóż, czasu przecież się nie cofnie…

Chciałbym zobaczyć na widzeniu moje najdroższe skarby – dzieci oraz najukochańszą siostrzenicę – Nikolkę. Pragnę tego bardzo mocno, ale nie jest to fajne dla dzieci. Więc mimo tego, że strasznie tęsknię za nimi, nie chcę, aby mnie w tym miejscu odwiedzały.

Madlen

Jak dbam o siebie w więzieniu

Warsztat makijażu w więzieniu, fot. Justyna Domasłowska Szulc

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na wolności każda kobieta od najmłodszych lat stara się być ładnie ubrana i w miarę swoich lat mieć makijaż. Myślenie, że za murami jest jakaś zmiana w naszym życiu, jest mylne: mamy więcej czasu i co prawda mniej możliwości, jesteśmy zadbane, z makijażem, choć warunki są trudne, mamy swoje zainteresowania, które odkrywamy od nowa.

Jak każda kobieta, lubię być zadbana. W takich warunkach, w jakich się znajdujemy, mamy na to sposoby.

  1. Przede wszystkim musimy zadbać o higienę osobistą i fizyczną.
  2. Środków zakupionych i dostępnych w kantynie używamy do poprawy naszego wyglądu.
  3. Robimy peelingi z kawy lub cukru po czym nakładamy dostępne kremy.
  4. Myjemy się jak możemy, układamy fryzurę.
  5. Najważniejsze jest myślenie pozytywne.

Beti

*

Na wszystko wpływa sytuacja materialna. Kosmetyki, które często oglądamy w reklamach, zazwyczaj dostępne są w kantynie więziennej, lecz „niedostępne” dla osób, które nie otrzymują pomocy z zewnątrz. Dbanie o siebie w tym miejscu to dość trudne wyzwanie, bo choć w zasięgu ręki mielibyśmy najlepsze kremy i balsamy, wpływa na nas stres i wszelkie inne zmartwienia, osoby palące w celi, jak i samo spożywanie przez nas nikotyny, etc. Uważam, że dbanie o siebie, to tak naprawdę dbanie o bliskich poza murami, bo gdy nie towarzyszy nam stres i mamy świadomość, że bliscy są zdrowi, sami się dzięki temu uśmiechamy i to nas czyni pięknym człowiekiem, po prostu.

Ewa

*

  • Staram się spożywać owoce i soki,
  • Używam kremu przeciwzmarszczkowego,
  • Przyjmuję prawie wszystkie dostępne witaminy w „kantynie”,
  • Ograniczam do minimum papierosy.

Ola

*

Zadbanie o siebie za murami uzależnione jest od kilku czynników. Po pierwsze – zależy od długości wyroku – czym jest on krótszy, tym jest to prostsze. Wszelkie uszczerbki na zdrowiu i wyglądzie zewnętrznym „zreperujemy” po wyjściu. Drugą sprawą jest sytuacja finansowa (w naszym wypadku – naszej rodziny). Osobiście „wybierając” się do więzienia zadbałam o zdrowe zęby, zrobiłam wszelkie badania – przy okazji wykryto u mnie chorobę serca i otrzymałam skierowanie na wszczepienie stymulatora serca. Niestety nie wyrobiłam się, a tu nie mogę liczyć na wsparcie „medyczne”. Jeśli chodzi o „kosmetologię” – nie mamy dużych możliwości. Kantyna nie oferuje nam dużego wyboru kosmetyków, a to, co jest, dla wielu jest zbyt drogie. Z wolności, niestety nie można ich otrzymywać. Z mojej perspektywy (rok i 2 miesiące pozbawienia wolności) nadrobię braki po wyjściu.

Rico

*

Dbam o siebie tak:

  • Mam lakier do paznokci od innej osadzonej.
  • Fusami od kawy robię raz na jakiś czas peeling.
  • Nakładam olej roślinny na całe ciało jak nie mam kremu, a nawet i czasem masło na buzie, aby skóra nie była sucha.
  • Olej również nakładam na końcówki włosów.
  • Kąpiel dwa razy w tygodniu pod prysznicem, a tak to w misce pod celą się myję każdego dnia.

Pati

*

  1. Higiena osobista – PODSTAWA
  2. Dieta – mimo tego miejsca – można!
  3. Spacery + gimnastyka
  4. Regularne (5 razy dziennie) spożywanie posiłków (nie podjadać pomiędzy, a pić wodę!)
  5. Picie, przynajmniej 2 litry dziennie wody
  6. Sen!

Ryba

Jak dbam o siebie za murami?

Fot. Iwona Gajo

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Dbanie jest uzależnione od różnych rzeczy, a prawie nawet etapów życia. Przychodzi mi do głowy teraz taka sytuacja, jak byłam parę lat młodsza (no bo już paręnaście tu jestem) i szykowałam się na widzenie. Było ciepłe lato, byłam już ładnie opalona i w ogóle wydawało mi się, że nieźle wyglądam. Odwiedzał mnie wtedy tata i postanowiłam, że pomaluję sobie tylko rzęsy. Tamto spotkanie uświadomiło mi, że bliscy zwyczajnie kojarzą mi się z pełnym makijażem i to dla nich jest jakaś forma świadectwa mojego dobrego samopoczucia. Tata wtedy zapytał – „czemu tak kiepsko wyglądasz?”. Może faktycznie tak wyglądałam? Staram się na co dzień dobrze wyglądać, lubię dbać o siebie. Robię makijaż, trochę ćwiczę, nie palę, chodzę na spacery, jednak jem dużo niezdrowego. Na początku w ogóle nie przychodziło mi do głowy, żeby się malować (choć prawie wszystko można było mieć w paczkach). Wtedy byłam małolatą, to nie potrzebowałam może „pomagaczy” i „podkreślaczy”, teraz mam już swoje lata J. W paczkach nie można prawie nic, w kantynie kosmetyków jak za złoto, a ja dalej jestem kobietą! Juhu!

Każda z nas ma na to swoje sposoby, ale chyba najłatwiejsze jest to by żyć w zgodzie ze sobą. Być dla siebie piękną! Piękno to nie tylko wygląd zewnętrzny. Tak samo dbanie – to nie tylko wklepywanie kremów (choć to lubię i robię J ).

Pełnoletnia

*

  • Jem dużo warzyw i owoców,
  • Staram się pić soki z tutejszej kantyny oraz witaminy
  • Uczęszczam na spacery
  • Stosuję kremy i balsamy do ciała oraz odżywki do włosów.

Kowal

*

Mimo ograniczonych możliwości (kantyna – brak śluzu ślimaka hue hue hue), dajemy radę. Bardzo ważne jest dbanie o kondycję fizyczną. Ćwiczenia dają podwójny efekt – modelują sylwetkę oraz zwiększają pozytywną energię (zastrzyk dopaminy!). Roimy pod celą maseczki, peelingi, farbujemy włosy, malujemy paznokcie… wyglądamy kobieco i tak się czujemy. Wszystkie przepisy w Kamczatka News.

Pozdrawiam, Bella

*

Ciężko mi się wypowiedzieć ponieważ czynności związane z higieną codzienną raczej się nie wliczają  temat. Staram się wyglądać schludnie – w razie jakiegoś nagłego pryszcza używam toniku. Na co dzień krem nawilżający, delikatny makijaż. Jestem narcyzem, zazwyczaj jak zaglądam w lusterko, jestem piękna choć zdarzają się też „brzydkie dni”. Trzeba je przeczekać bez zbytniego dbania  o urodę i wszystko wróci do normy.

Safi

*

Pierwsza sprawa podstawowa to zachowanie higieny, tzn. codzienna toaleta rano i wieczorem mycie całego ciała. Dwa razy w tygodniu łaźnie (kąpiel pod prysznicem). Kosmetyki są dostępne w kantynie. Jeżeli ktoś z zewnątrz przysyła pieniądze, połowa sumy idzie na zakupy, a druga na tzw. żelazną, kasę którą odbieramy po wyjściu  więzienia. W takim systemie można kupić: krem, żel, tusz do rzęs, puder, farbę do włosów, lakier do paznokci. Podstawowo środki higieny dostajemy od więzienia tzn. mydło, szampon, pastę do zębów. Spacery są codziennie w wymiarze 1 godziny. Psychikę mam na tyle mocną, że jakoś wytrzymuję myśląc o tym, że niedługo będę po drugiej stronie.

Lwica