Słowo tworzy dzieło

Nie wiem, jak długo pochylam się nad tą kartką papieru leżącą przede mną, która prowokacyjnie wysuwa ku mnie swoje niezapisane oblicze. Wpatrywałam się w nią a ona wyczekująco raziła moje oczy bielą pustego spojrzenia.

Mózg mi się wyżymał, nieuporządkowane myśli przeskakiwały w głowie jak nuty po pięciolinii, a oczy zaczęły boleć tak, że miałam wrażenie, że za moment wypadną z oczodołów i poturlają się po podłodze.

Jak niby w kilku zdaniach naszkicować swój portret? Bez upiększania i wygładzania a równocześnie nie stwarzając własnej karykatury? Jak ubrać myśli w słowa i zamknięte we mnie uczucia, aby przedstawić swój obraz bez zbędnych sugestii i narzuconej perspektywy?

Napiszę tylko, że jestem introwertyczką, zagubioną w zakamarkach wewnętrznych pragnień i towarzyszącym im emocji.

Jestem duszą potępioną przez samokrytykę, którą noszę w sobie. Jestem małym dzieckiem pragnącym mojej miłości i akceptacji, której wciąż mu odmawiam. Jestem w końcu osobą poszukującą prawdy o sobie, o życiu i wciąż, wciąż walczącą o zachowanie harmonii pomiędzy sercem a umysłem, gdzie jedno szepce „tak”, a drugie krzyczy „nie”.

Im bardziej i dłużej się tak ze sobą szarpię, tym mocniej uświadamiam sobie, że tylko oddalam się od zamierzonego celu.

Jest takie zdanie, które zapożyczyłam od jednego z wielkich tego świata i z którym staram się utożsamiać:

„ Niebo gwiaździste nade mną a prawo moralne we mnie” (Immanuel Kant).

Resztę mam nadzieję powiedzą Wam moje literackie wypociny, które prezentuję z pewną dozą nieśmiałości, aczkolwiek bez fałszywej skromności.

Marita

♦♦♦

Autoprotret

Jestem jak ćma

Błądzę wśród ciemności losu

Rozbijając się o ściany doświadczeń

Światła pragnę!

Światła!

Lecę do niego trzepocząc skrzydłami

i ginę w płomieniu

marzeń i ścian.

♦♦♦

Oto ja

Oto ja

Ratuję ćmę gasząc światło

A sama ginę w ciemnościach,

bo wszystk, co mam, to niepweność

zamkniętą w sercu

Oto ja

Skulona w ciemnym kącie

Z papierosem w ręku

Szepcząca do siebie miłosne wyznania

Kraty zasłaniające świat

Miłość, która się spóźnia

Wieczna samotność

Oto ja

Teraz już mnie znasz

♦♦♦

Zabawka

Zamotana wewnętrznie

Zaplątana własnymi myślami

Szamoczę się z sercem,

które chce wyskoczyć i wtulić się

w Twoje zamknięte egoizmem ramiona.

Oczy szukają Twojego spojrzenia,

które chowasz pod powiekami strachu.

Znieczulony na miłość

bawisz się mną.

Dajesz zasmakować tego, co najlepsze,

by po chwili odebrać.

Wdzierasz się w moje myśli,

zmieniasz je i napełniasz sobą.

Kradniesz resztki prywatności

i odchodzisz

ze wszystkim, co moje,

dając w zamian dziką samotność.

Teraz jestem pusta….

i pełna w Tobie.

♦♦♦

Depresja

Swoje, własne, spieprzone życie

można przełknąć z garścią prochów

i wpaść w ramiona

kosmatej ciemności.

I nagle

w długim jak rurka kroplówki

szpitalnym korytarzu

przechadza się niedoszły samobójca

a w jego głowie śpiewają ptaszki

wesołych myśli.

♦♦♦

Pisklę

Moja psychika spuchła

od ilości złych doświadczeń.

Ramiona zbyt drobne,

by udźwignąć ciężar własnych porażek.

Wciąż za mało mam lat,

by zrozumieć sens istnienia życia.

Jestem jak pisklę za wcześnie

wyrzucone z gniazda.

Nie umiem latać, bo brutalnie

oderwano mnie od marzeń.

A noc mnie oszukała

– sny się nie spełniają.

„Gdzie jesteś, Mamo? – Zobacz!

Drżę z zimna, bo brakuje mi Twych skrzydeł!!”

Lecz nie mam odwagi, by wtulić głowę

w Twe ramiona…

Zmaltretowane serce

traci zdolność odczuwania.

Niedojrzałą duszę

wyprzedził czas.

Spadam w dół

wyobraźnią kierując się w nicość

niespełnionych pragnień…

Życzenia dla najfajniejszej Grażyny na świecie

Moją Grażynkę podziwiam, wielbię, szanuję i kocham z wielu powodów. Jest dla mnie przede wszystkim mamą, ale też przyjaciółką i kumpelą. Zawsze mogę na nią liczyć, nigdy mnie nie zawiodła i zawsze mamy o czym ze sobą rozmawiać. Tak sobie myślę , że gdyby wyłoniono idealną mamę, to moja w takim konkursie zajęłaby pierwsze miejsce !

Nigdy w życiu nie potrafiłabym być taką matką, jaką ona jest. Nawet w małym procencie nie byłabym w stanie jej dorównać i dlatego też nigdy nie będę matką. Nie umiałabym ani tak się oddać drugiemu człowiekowi, ani tak się poświęcić. Nie ma we mnie „lwicy’’, która tkwi w mojej mamie. Szkoda, że nie każde dziecko trafia na taką mamę, a powinno, choć oczywiście swojej nie oddam;).

Jako kobieta tak ogólnie – jest bombowa. Zawsze mówi wprost to co myśli. Uważa się za bezpośrednią, ale to nie do końca tak, bo nie tyle co jest bezpośrednia – co raczej bezczelna.

Niektórych to razi, bo bywa trudno przyjąć taką prawdę walniętą między oczy, ale gdy ktoś to przetrawi, to jest dobrze . Mamcia moja ma duże poczucie humoru, czasem tak rżymy z głupot ,że głowa mała. Jest też Grażynka moja „rządzicielką’’: zawsze byłoby najlepiej gdyby stawało na Jej racji. Ustępuję mamie często, ponieważ wiem, że wszystko co robi, robi z myślą o tym, aby dla mnie było dobrze, a że ufamy sobie bezgranicznie, to takie ustępstwa są fajne.

Oczywiście, zdarza się, ze mamy odmienne zdania w różnych kwestiach i wtedy dyskusje bywają zabawne. Ważne, że żadna ze stron niczego siłą sobie nie narzuca. Nie kłócimy się ze sobą i to jest według mnie świetne, nawet nie sprzeczamy się ze sobą za bardzo. Sprzeczkę możemy odnotować średnio, plus minus raz na 20 lat, ale nawet jeśli sobie trochę podniesiemy ciśnienie, to tylko na chwilę.

Patrzę na siebie i w miarę jak mi przybywa lat, zaczynam być coraz bardziej do Grażynki podobna … i w związku z tym coraz fajniejsza się staję ;).

Żarty żartami- do pięt mojej Grażynce nie dorastam i nie dorosnę. Może trochę szkoda, ale z drugiej strony dobrze jest być sobą.

Mojej Grażynce życzę zdrowia, wytrwałości i siły oraz tego, żeby się nie „zestarzała umysłowo”, aby została zawsze taką jaką jest , bo jest najcudowniejszą Grażynką na świecie.

Wszystkim pozostałym Grażynkom życzę wszystkiego najlepszego i żeby Wasze dzieci nie przysparzały Wam takich zmartwień, jakich ja niestety dołożyłam swojej.

Szczęścia, uśmiechu wbrew wszystkiemu co niefajne i zadowolenia.

-Małgosia-

Moje wakacje

Zważywszy na fakt, iż te wakacje miałam zaplanowane ze swoim przyjacielem, a niestety wylądowałam tutaj, w więzieniu, moje wyobrażenie o nich uległo w chwili obecnej radykalnej metamorfozie. Po czasie spędzonym w kilku metrach sześciennych z czterema współosadzonymi, a słońce, którego i tak jest niewiele w tym miesiącu, widzimy tylko na spacerniakach, najchętniej znalazłabym się na bezludnej wyspie. Chciałabym być tam sam na sam (bo samotna jestem i wśród ludzi) z egzotyczną naturą, której dotychczas nie było dane mi poznać i bezkresem wody, której przestrzeń ograniczałby jedynie horyzont.

Wbrew logice, bezludna wyspa jest dla mnie wyznacznikiem wolności – tej wewnętrznej, miejscem, gdzie mogłabym się oddać bez reszty sobie w malowaniu i pisaniu, co kocham robić, choć chyba tego nie potrafię…

– Stworzenie –

 Pewnego dnia o świcie

Pan Bóg ulepił mnie

i rzekł:

„Idź, mała, pisz wiersze,

bo cóż mogłabyś robić innego?

 Marita

Anna Rozenfeld uczyła jidysz na zamku

Od pewnego czasu przytrafiają mi się takie rzeczy, które mogą być potwierdzeniem tego, że powiedzenie cierpliwość zostaje wynagrodzona zawiera w sobie trochę prawdy.

Nie jestem w stanie obliczyć procentowo, ile tej prawdy jest, ale ważne, że jest. Oczywiście gdy się nad tym zastanawiam, wolałabym żeby ta moja cierpliwość nie była wystawiona na próbę przez 20, 10 czy 7 lat. Byłoby dla mnie przyjemniej, gdyby niektóre zdarzenia rozgrywały się szybciej, ale żeby szklanka była w połowie pełna :), do poprzedniego powiedzenia dorzucę drugie = lepiej późno niż wcale.

Siedem lat temu wpadłam na pomysł, aby nauczyć się języka hebrajskiego. Ponieważ nie miałam pojęcia, do jakiej instytucji się zwrócić, to napisałam list, w którym wyraziłam chęć nauki oraz opisałam sytuację, w jakiej jestem, do Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zakładałam, że może ktoś z Instytutu coś mi podpowie , poda adres, cokolwiek. Po jakimś czasie dostałam list z Fundacji im. Mojżesza Schorra z informacją, że są tam organizowane kursy, w tym również korespondencyjne, więc było to coś dla mnie. Ktoś z Instytutu przekierował mój list do Fundacji i dzięki temu mogłam zamówić lekcje.

Po pierwszej radości sporo się zmieniło, bo nie mamy możliwości nagrywania czegokolwiek, więc nie miałam jak odrabiać zadań i odsyłać ich do sprawdzenia. Nie miałam kogo spytać jak wymawia czy pisze się poszczególne litery lub słowa i utknęłam w martwym punkcie. Nie tyle zrezygnowałam z nauki, co musiałam ją odłożyć. No i po tych siedmiu latach w ubiegłym tygodniu mieliśmy gościa. Przyszła do nas Ania Rozenfeld, która między innymi… uczy jidysz ! 🙂

Chyba na nią ”napadłyśmy” :), bo bardziej wypytywałyśmy o alfabet, czytanie i pisanie, niż dałyśmy jej przedstawić prezentacje o kulturze i literaturze żydowskiej. Wprowadziłyśmy do naszego spotkania taki chaos, że głowa mała, ale Ania okazała się być opanowaną i na tyle cierpliwą osobą, że zniosła nas i lawinę naszych pytań. Ile radości miałyśmy z każdego w miarę dobrze ”rozszyfrowanego ” słowa!!! Cieszyłyśmy się jak małe dzieci, które zaczynają składać wyrazy w elementarzu :).

Z pisaniem było podobnie i chociaż koślawiłyśmy litery jak mało kto, to zabawa była przednia. Mam taką cichą, ale gorącą nadzieję, że choć byłyśmy trochę nachalne, to nie spłoszyłyśmy Ani i że jeszcze uda jej się nas odwiedzić, żeby przybliżyć nam kulturę żydowską.

W sumie to dziwne , że trzeba przybliżać nam coś co jeszcze niedawno było tak blisko z nami związane, ale w sumie każdy powód do spotkania i porozmawiania jest dobry 🙂

Małgosia

 

O „Pięknej starości” – dalej choć z innej strony


Pewnego przyjemnego dnia otworzyły się drzwi celi i dowiedziałyśmy się, że zaraz przyjdzie do nas nowa lokatorka, starsza pani, niewidoma.

Tak się złożyło, że dziadek mojej przyjaciółki był ślepy, a że słyszałam o nim całą masę fajnych opowieści, to doszłyśmy do wniosku, że i z tą staruszką sobie poradzimy, choć muszę zaznaczyć, iż żadna z nas nigdy w sposób profesjonalny nie zajmowała się osobami niewidzącymi.

Przyprowadzono więc panią A do naszej celi…. i już na starcie mnie lekko „sparaliżowało”, bo całą twarz miała mocno poparzoną, prawdopodobnie od kropli, które trzeba było jej aplikować do oczu. Pomijając to, miała jakoś dziwacznie obcięte włosy – jakby ktoś ostrzygł owcę i przestał w połowie roboty. Do tego mówiąc delikatnie, cuchnęła g****m – dosłownie. Opadły mi wtedy na start nie tylko ręce.

Od czegoś trzeba było zacząć, więc zorganizowałyśmy ubrania, żeby ją przebrać, a te śmierdzące uprać. Zniosłyśmy tego sporo i pominę, że pani nawet nie pomyślała, żeby przekazać podziękowania tym, które jej te ubrania oddały. Smarowałyśmy jej poparzoną twarz, obcięłyśmy włosy, żeby wyglądała jak człowiek, pod nas podawałyśmy pokrojone i rozdrobnione jedzenie. Nalewałyśmy wodę do mycia i wylewałyśmy po myciu, wcześniej wyjmując z tej wody mydło oblepione włosami łonowymi. Wycierałyśmy rozchlapaną wodę z podłogi. Podawałyśmy z szafki, co chciała i kiedy chciała. Prawdę mówiąc skakałyśmy przez cały dzień – czasami nie mogąc z braku czasu zająć się swoimi sprawami – przy pani A, jak służące przy jej wysokości.

Któregoś dni siedziałam i pisałam list do domu, gdy pani A zachciało się czegoś słodkiego, więc usłyszałam: „wyjmij mi markizy z szafki”. I pół biedy, że było to powiedziane tonem rozkazującym. Odpowiedziałam, żeby chwilkę poczekała, bo piszę list i jak skończę, to podam. Wtedy się zaczęło: że jak była w zakładzie, to płaciła papierosami i wszystko ktoś za nią robił od ręki. Zaczęło się we mnie gotować, ale jeszcze to przełknęłam, choć miałam ochotę odpowiedzieć, że tu ma za darmo służące 24 na dobę.

Tak się „pani starsza” rozbestwiła, że zaczęło mnie to drażnić. Skacze Potwór jak służąca i jeszcze źle. Doszło do tego, że łaziła i tłukła się po nocy, więc nie dosypiałyśmy i po pewnym czasie byłyśmy zmęczone podwójnie. Kiedy poprosiłyśmy, żeby nawet jeśli nie śpi, to po prostu nie chodziła, tylko leżała w łóżku, odpowiedziała: „dla mnie to bez różnicy, bo ja mam ciemną noc cały czas”.

I tak kropla do kropli, kapało do czary, aż którejś nocy zrzuciła kubek na podłogę budząc nie tylko nas, ale też sąsiadki z cel obok. Oczywiście, skoro nie śpię, to mam jej ten kubek podać, bo pić jej się chciało….

Najgrzeczniej, jak potrafiłam, powiedziałam, żeby sobie uklękła i wymacała kubek pod łóżkiem. I to się jej nie spodobało. Stwierdziła, że zadzwoni po dowódcę i wtedy jej kubeczek podniosę. Jedyne, co mi się wtedy podniosło, to ciśnienie i wiedziałam, że już niczego dla tego babsztyla nie zrobię.

Na drugi dzień została przeniesiona i już ktoś inny musiał się z nią męczyć.

W taki sytuacjach wolę być Potworem, niż zbierać tego typu „podziękowania”.

To pierwszy przykład mojego kontaktu z jakże „piękną starością”, a mam zamiar opisać zaledwie kilka przypadków, z którymi się tu zetknęłam, aby choć fragmentarycznie pokazać czytającym, skąd we mnie takie a nie inne spojrzenie na tą kwestię. Nie chodzi mi o to, aby się przed kimś tłumaczyć. Mam takie doświadczenia, jaki mam i mogę być Potworem – czasem lepiej się na tym wychodzi niż na byciu „świętą”.

Pozdrawiam, a ciąg dalszy nastąpi….

Małgosia

 

O synku

1-DSC_0178

Z pewnością wiele kobiet przebywających w ZK tęskni do kąpieli w wannie z dodatkiem zapachowego olejku. Brakuje im kosmetyków, których używały na wolności, perfum, solarium, fryzjera, kosmetyczki itp.

Mi brakuje macierzyństwa, zapachu mojego dziecka, jego uśmiechu, płaczu, fochów i grymasów. Jego słodkiego i uroczego dokazywania, widoku, kiedy się bawi i jest w swoim dziecinnym świecie. Wieczorów, kiedy mrużą mu się oczka do snu i poranków, kiedy je otwiera.

Każdego dnia będąc tutaj tracę bezpowrotnie te chwile, które są unikatem.

Każdego dnia żyję ze świadomością, że jestem, a jednak mnie nie ma. Każdego dnia moje serce rozrywa ból. Każda z tych bezpowrotnie straconych chwil sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Możecie mówić, że mam to na własne życzenie – OWSZEM. Możecie w myślach mieszać mnie z błotem – ale to, co napiszecie, jest dla mnie niczym w porównaniu z tym, jak trawi i spala mnie moje własne sumienie.

Synku, jesteś sensem mojego życia. Nigdy więcej Cię nie zostawię. Pierwszy i ostatni raz.

Kocham Cię – Mama.

Ilona

Moja własna rodzina

Moja rodzina jeszcze pięć lat temu była dla mnie totalną abstrakcją. Dziś jednak jest rzeczywistością. Jest moja własna,jedyna, kochana. Jest Grzegorz i mój mały urwisek Szymonek. Nie wyobrażam sobie życia bez moich chłopców. Są jego sensem.

Chciałbym przede wszystkim, żeby moja rodzina kochała się miłością bezwarunkową, nie za coś, lecz pomimo wszystko. Chciałabym, żeby nie myślała cały czas, 24 h na dobę o hajsie na wydatki, żeby nasza trójka potrafiła rozmawiać o wszystkim, żeby nigdy w siebie nie wątpiła, żeby była bez fałszu, złośliwości, żeby zawsze szła w stronę dobrego bytu, żeby była lojalna, żeby nie krzywdziła ludzi, żeby pomagała tym, którzy tego potrzebują, żeby nie przechodziła obojętnie obok ludzkiej krzywdy, żeby szanowała siebie i innych.

Ilona

Wielkanoc w więzieniu

U mnie Święta zaczynają się już w sobotę. Od rana szykowanie święconki, do której wkładam to, co mam. Czekanie na księdza. Kiedy już przyjdzie i poświęci pokarmy, czuję, że święta już się zaczęły.

W tym roku zrobiłam coś innego do jedzenia niż zawsze, a mianowicie zimne nóżki, bez gotowania. Jak to możliwe? Bierzesz rosołek w kostce, kupujesz udka z kurczaka i trochę żelatyny i masz zimne nóżki.

Standardowo pooglądałam wszystkie powtórki w telewizji. W tym roku było fajnie, bo mogłam się spotkać z moimi przyjaciółkami i złożyć sobie życzenia, co nie zdarza się tutaj co roku, więc przyniosło mi to dużo radochy. Oczywiście kolejny raz obejrzałam „Pasję”, poszłam na spotkanie z misjonarzami, żeby przeżyć święta duchowo i poczuć się częścią wspólnoty. Było bardzo przyjemnie.

Monika

♦

Święta, święta i po….

Niestety, dla mnie święta zawsze są zbyt krótkie. Czuję pewien niedosyt, bo tu przygotowuję ozdóbki, tu tu coś do jedzenia, a tu nie zdążę mrugnąć i już jest po wszystkim. Dwa dni Wielkanocy przedłużałabym co najmniej do tygodnia i być może wtedy ten czas byłby wystarczający do takiego solidnego pocelebrowania.

W więzieniu najistotniejsze jest dla mnie to, żeby ten czas był spokojny, bez kłótni, bez negatywnego nakręcania atmosfery. Kiedy w czasie świąt trafiam na spokojne osoby – to wtedy jest już to dla mnie luksus.

Nie można tu przygotować wszystkiego, co chciałoby się zjeść, czy tego co znajdowało się na stole w domu, ale po lekkich kombinacjach, zawsze coś się stworzy. Jajeczka uwielbiam pod każdą postacią, więc te święta pod tym kątem to dla mnie szaleństwo, bo można wymyślać niemalże bez końca. Akurat na potęgę lubię miks, o którym już kiedyś pisałam, jajeczka + majonez + tuńczyk + żywy ogórek pokrojony w kosteczkę, więc i w dzień świąteczny i powszedni pasuje mi zawsze.

Bez względu na wszystko, istotne jest to, aby było spokojnie, miło i ….. smacznie.

Małgosia

♦

Święta w ZK nie wyróżniają się niczym szczególnym przynajmniej dla mnie.

Najważniejszą rzeczą w te święta była możliwość oglądania telewizji do późnych godzin nocnych. Więc oczy na zapałki i starałam się dotrwać do końca. Nawet reklamy po godzinie 2 wydają się ciekawsze. Co do jedzenia serwowanego przez tutejszą kuchnię, hmm… mam dużo do życzenia.

Dominika

♦

Święta to tak naprawdę chyba najbardziej przykry okres w ZK. Po paru latach przebywania w izolacji, człowiek może się przyzwyczaić i stara się nie myśleć, co dzieje się w domu, bo wtedy jest jeszcze gorzej. Dla mnie tak naprawdę święta nie wyróżniają się niczym szczególnym. Jedzenie jest prawie takie same, no może trochę lepsze. I coś na co ja czekam, czyli telewizja całą noc. Wtedy człowiek może sobie pooglądać jakiś dobry film lub program. No i coś, co człowiek robi przeważnie na wolności, czyli folguje sobie z jedzeniem. Ale wszystko we własnym zakresie. I to jest też bardzo fajne, odskocznia od szarej rzeczywistości. Choć przez chwilę można zrobić coś samemu.

Ogólnie myślę, że nie jest najgorzej, chociaż nikomu w życiu bym czegoś takiego nie życzyła.

Dziękujemy za życzenia i też życzymy wszystkiego naj.

Majka

♦

W święta wielkanocne zostałam odwiedzona przez rodzinę. Było miło. Przygotowałam ciasto z budyniem i sałatkę warzywną z kurczakiem. Przed świętami w gronie koleżanek robiłyśmy kartki świąteczne i koszyczki wielkanocne. Ksiądz wyświęcił nam jedzenie, które wcześniej razem przygotowałyśmy. W niedzielne śniadanie dzieliłyśmy się jajkiem i składałyśmy sobie życzenia. Atmosfera była miła, choć daleko odbiegająca od domowej.

Dorota

♦

Moje święta w tym roku były jedne z najgorszych w życiu, ponieważ byłam z dala od rodziny i dzieci. W tym miejscu nie obchodzę żadnych świąt, bo mnie przybijają i wtedy mam wielką pustkę w sercu.

Na święta zrobiłyśmy z dziewczynami sałatkę z makaronu, kukurydzy, groszku i tuńczyka. Była bardzo miła atmosfera na celi. Ale tak naprawdę to nie są żadne święta w tym miejscu. ZK też nie miał dla nas żadnej specjalnej propozycji z okazji świąt.

Miszela

♦

Nastrój, niezależnie od tego, że jestem w więzieniu, był świąteczny. Porządki, sprzątanie celi, mycie okna, pranie firaneczki, czyszczenie fugi na podłodze. A najważniejsze było to, że zrobiłam koszyk – święconkę. Czekałyśmy na jajka. Hura, dostałyśmy. Do koszyka. Sól i pieprz zmieszane do menzurki od lizaków, też do koszyka. Z paczki żywnościowej ser i wędlinę skręciłam w rulonik, no i chlebek, a na górze koszyka jajko kinder. Po bokach zawiązałam kokardki. Na boku koszyka usadziłam żółtego kurczaka. Koszyk wyszedł śliczny. Dziewczynom z celi też się bardzo podobał. A na wieczór zrobiłam sałatkę. Jaja z koszyka, wędlina wędlina z kolacji, cebulka, drobno pokroiłam i wyszła: sałatka francuska „oli wie”, pycha.

Dzięki Fundacji „Dom Kultury” miałyśmy trochę słodyczy.

Może święta i wyszły skromnie, ale w atmosferze spokojnej, miłej i przyjaznej.

Walentina

Piękna starość?

 

Kiedy podczas rozmów słyszałam, że ktoś mówił, że starość jest piękna, to kiwałam głową z niedowierzaniem, iż można w ogóle wygłaszać takie opinie. Bo gdzie piękno w pomarszczonej jak rodzynka twarzy, gdzie to piękno w ciele, które na każdym kroku ogranicza? Byłam w stanie zgodzić się z tym, że starzy ludzie są piękni w swojej mądrości – takiej życiowej – choć też nie w każdym przypadku. Nauczono mnie, że starszych należy szanować, że trzeba być wobec nich grzeczną i kulturalną, że trzeba chociażby ustąpić miejsca w pociągu – bo to podstawa :-). A co wtedy, kiedy „babinka” podpierająca się podczas chodzenia laską, bluźni jak szewc, tłucze tą lachą młode osoby, tylko dlatego, że są młode i cały czas jęczy, jakie to życie obrzydliwe? Czy muszę taką szanować tylko dlatego, że jest stara? Czy może wyrwać laskę i choć raz „tłuknąć” taką po plecach ;-)?

Przyglądam się twarzom starszych ludzi i jakoś tak subiektywnie ich odbieram. Ci pozytywni, którzy o najróżniejszych swoich przeżyciach potrafią opowiadać szukając dobrych, jasnych stron wydają mi się ładni, a nawet piękni. Ich twarze są tak miłe dla oka, że ciężko od nich oderwać wzrok. Natomiast ci, którzy jęczą, stękają, kwękają, narzekają na wszystko, dla mnie wyglądają jak gargulce. Są tak odpychający, że aż mnie to obrzydza i staram się unikać kontaktu.

Do tych przemyśleń i obserwacji doprowadził mnie albo mój proces starzenia, albo kryzys wieku średniego ;-). Nauka rodziców dotycząca szacunku dla starszych nie zdała egzaminu, bo nie potrafię szanować gargulca i to jeszcze złośliwego na każdym kroku. Dziś pokuszę się o stwierdzenie, że starość bywa piękna od czasu do czasu, a dokładniej – od osoby do osoby… w zależności. ;-).

Małgosia

Rady dla Zaki

 

 26 lutego zaka123 napisała: Czytam od pewnego czasu waszego bloga z dużym zainteresowaniem, bo niestety czeka mnie niedługo pobyt w więzieniu. Mam dopiero 19 lat i wyrok 2 lat. Nie wiem, czego się spodziewać po drugiej stronie. Czy macie jakieś rady, jak przetrwać w więzieniu? Koszmarnie się boję pobytu tam.

Mam dla Ciebie kilka rad z mojego własnego doświadczenia. Nie otwieraj się przed wszystkimi, ponieważ inni mogą to wykorzystać na Twoją niekorzyść. Nie daj się wykorzystywać. Tu, nie jest tak źle, jak się wydaje. Bo nie taki diabeł straszny, jak go malują :). Ale więzienia trzeba się bać. Aby tam z chęcią nie wracać :). Znajdziesz sobie zajęcie i czas Ci szybko zleci. Ja też bałam się, a nawet straszono mnie. Ale na szczęście to okazało się nieprawdą. Duży mam wyrok, ale daję sobie radę i nie jest źle.

Pozdrawiam cieplutko Asia.

♦

Jeśli jesteś dobrą osobą, nie masz czego się bać. Duży nacisk na czystość… w tym miejscu okaże się, jaką jesteś osobą. Tak będą Ciebie postrzegać i traktować. Bądź sobą!

Agnieszka

♦

Cóż mogę Ci poradzić. Może powiem to, co zwraca moją uwagę na początku.

Gdy ktoś przychodzi do celi, zawsze zwracam uwagę na to, czy osoba myje się codziennie i pierze bieliznę. Czy sprząta po sobie i nie czeka na to, czy ktoś zrobi coś za nią. To wszystko. Wiem, że cokolwiek bym nie napisała, wciąż strach będzie Ci towarzyszył. Na pewno nie jest tak jak w filmach. Nikt Cię nie będzie bił ani prześladował. Tu też są po prostu ludzie. Na pewno znajdziesz kogoś z kim będziesz mogła pogadać. Nie martw się. Nie jest to super przeżycie, ale też nie koniec świata. Wejdź sobie na stronę internetową i zobacz co możesz wziąć ze sobą i spakuj się odpowiednio. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Trzymaj się.

Monika

♦

Hm… tak naprawdę to nie ma złotego środka na pobyt w więzieniu, wszędzie gdzie jest zbiorowisko ludzi, to… zawsze może coś iść nie tak. Trzeba być zawsze sobą i nie ulegać manipulacji, a na pewno nie będzie tak źle.

Pozdrawiam Maja

♦

Więzienie nie jest takie straszne jak mówią. W więzieniu trzeba mieć mocną psychikę, nie można się w tym miejscu załamać. Nie otwieraj się przed skazanymi, bo mogą to potem wykorzystać przeciwko Tobie.

Miszela

♦

Nie oszukujmy się – więzienie to miejsce, którego należy się bać, oczywiście z różnych powodów, z którymi zetkniesz się, gdy już tu trafisz. Masz pewnie jakieś wyobrażenia tego, jak jest w więzieniu – spora część tych wyobrażeń to mity. To co wiesz podziel na dwa i jeszcze odejmij ćwierć, a to co zostanie będzie bliskie prawdzie. Nie grozi Ci nic takiego, co sobie wyobrażasz, zabić Cię nikt nie zabije, zgwałcić nie zgwałci (schylanie się po mydło to żart), jeżeli będziesz sobą i będziesz się zachowała jak człowiek, to nawet kłótnia Ci nie grozi. Weź głęboki oddech i wiedz, że dasz radę. Reszty dowiesz się albo już będąc tu, albo postaram się napisać post, bo ostatnio trafiła do mnie ciężarna – wręcz przerażona, po godzinie rozmowy – oddycha normalnie.

Pozdrawiam Małgosia

♦

Nie bój się mała, jesteś małoletnia. Bądź szczera, ale ostrożna w zaufaniu. Nie opowiadaj o swoim życiu, żeby później nikt nie mógł tego wykorzystać przeciwko Tobie. Pamiętaj milczenie to złoto. Rok to nie wyrok. Dwa lata jak za brata, a trzy po prostu przeleci. Wszystko będzie dobrze.

Walentina

♦

Doskonale rozumiemy Twój strach, ale on ma tylko wielkie oczy. Jak jesteś silna psychicznie, to dasz radę. Nie dramatyzuj, nie takie świat dramaty zna – to są normalni ludzie. Jeżeli będziesz w porządku do innych, inni będą w porządku do Ciebie. Bądź szczera, staraj się być prawdziwa.

Pozdrawiamy, Ilona i Batory