Moje wakacje

Zważywszy na fakt, iż te wakacje miałam zaplanowane ze swoim przyjacielem, a niestety wylądowałam tutaj, w więzieniu, moje wyobrażenie o nich uległo w chwili obecnej radykalnej metamorfozie. Po czasie spędzonym w kilku metrach sześciennych z czterema współosadzonymi, a słońce, którego i tak jest niewiele w tym miesiącu, widzimy tylko na spacerniakach, najchętniej znalazłabym się na bezludnej wyspie. Chciałabym być tam sam na sam (bo samotna jestem i wśród ludzi) z egzotyczną naturą, której dotychczas nie było dane mi poznać i bezkresem wody, której przestrzeń ograniczałby jedynie horyzont.

Wbrew logice, bezludna wyspa jest dla mnie wyznacznikiem wolności – tej wewnętrznej, miejscem, gdzie mogłabym się oddać bez reszty sobie w malowaniu i pisaniu, co kocham robić, choć chyba tego nie potrafię…

– Stworzenie –

 Pewnego dnia o świcie

Pan Bóg ulepił mnie

i rzekł:

„Idź, mała, pisz wiersze,

bo cóż mogłabyś robić innego?

 Marita

Jako kobiecie brakuje mi…

1-DSC_0185-001

Jako kobiecie to w sumie mi niczego nie brakuje :), powiedziałabym nawet, że tu i ówdzie to mam nawet w nadmiarze :). Ale to też nie martwi, bo zapasy na ewentualność wojny mogą się przydać :).

Tak nie bardzo wiem, jak ten temat ugryźć, dlatego sobie żartuję. Może i powinnam na całkiem poważnie, ale nie wiem, czy dam radę.

Zaczęło się od tego, że dyskutowałyśmy po przeczytaniu wywiadu z Magdaleną Środą na temat feminizmu i na koniec wypłynęło takie oto zagadnienie, jak na starcie: czego brakuje mi jako kobiecie…

Udzielenie odpowiedzi na to pytanie musiałabym podzielić na dwa etapy: I – do momentu aresztowania i II – czas spędzony w więzieniu.

I. Prawdę mówiąc to niczego mi nie brakowało, bo robiłam, co chciałam i tak, jak chciałam, więc wtedy czułam się osobą spełnioną. Okazało się, że na chwilę zabrakło rozumu, rozsądku i czegoś jeszcze istotnego i trafiłam do więzienia. Ale choć to ważne braki, to teraz nie o nich.

Pracowałam, gdzie chciałam, a kiedy chciałam, to zmieniałam pracę na inną, uczyłam się też tego, czego chciałam.

W sumie to uważam, że istotne jest tylko to, aby robić wszystko zgodnie ze sobą.

Często ludzie dają się wepchnąć w jakieś ramy i tkwią w nich unieszczęśliwiają siebie i innych, a to bez sensu.

Ja na przykład nie nadaję się do tego, aby być matką czy żoną i dlatego nie jestem ani jedną, ani drugą.

Inna kobieta akurat w takich rolach czuje się spełniona i proszę bardzo, niech będzie gospodynią domową aż po grób. Nikt nikomu nie powinien narzucać, że taki a nie inny model życia jest dobry. Mnie drażni, kiedy słyszę, że ten czy inny (szczególnie, gdy to mężczyzna) twierdzi, iż jako kobieta powinna,:

1) rodzić dzieci

2) gotować

3) prać i sprzątać

4) być katoliczką (stosować zamiennie z 1)

5) „bzykać” się po bożemu i przy zgaszonym świetle…

Jeżeli ktoś tak chce bądź lubi, to niech sobie tak żyje i nic mi do tego. Chciałabym móc o sobie decydować od początku do końca, zgodnie z moimi przekonaniami i własnym, jak się to ogólnie nazywa, „sumieniem”.

Teraz z tą decyzyjnością jest trochę kulawo ;), choć w sumie na ile można, na tyle korzystam.

Żałuję, że nie mogę się kształcić – i tego tutaj brakuje mi jako kobiecie bardzo. Codziennej kąpieli też mi brakuje i możliwości posiadania perfum. Odosobnienia jeszcze bardziej niż perfum i możliwości gotowania tego, czego chcę, bo lubię szaleć w kuchni :).

Więzienie do tego jest, żeby odczuwać braki, ale jako kobiecie właśnie możliwości nauki i rozwoju pod tym kątem brak jest dla mnie dokuczliwy.

Małgosia

O synku

1-DSC_0178

Z pewnością wiele kobiet przebywających w ZK tęskni do kąpieli w wannie z dodatkiem zapachowego olejku. Brakuje im kosmetyków, których używały na wolności, perfum, solarium, fryzjera, kosmetyczki itp.

Mi brakuje macierzyństwa, zapachu mojego dziecka, jego uśmiechu, płaczu, fochów i grymasów. Jego słodkiego i uroczego dokazywania, widoku, kiedy się bawi i jest w swoim dziecinnym świecie. Wieczorów, kiedy mrużą mu się oczka do snu i poranków, kiedy je otwiera.

Każdego dnia będąc tutaj tracę bezpowrotnie te chwile, które są unikatem.

Każdego dnia żyję ze świadomością, że jestem, a jednak mnie nie ma. Każdego dnia moje serce rozrywa ból. Każda z tych bezpowrotnie straconych chwil sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Możecie mówić, że mam to na własne życzenie – OWSZEM. Możecie w myślach mieszać mnie z błotem – ale to, co napiszecie, jest dla mnie niczym w porównaniu z tym, jak trawi i spala mnie moje własne sumienie.

Synku, jesteś sensem mojego życia. Nigdy więcej Cię nie zostawię. Pierwszy i ostatni raz.

Kocham Cię – Mama.

Ilona

Moje siódme niebo


Idealna rodzina to taka, jak w serialu „Siódme niebo”. Wiecie, taka fajna, duża rodzina. Świetni rodzice, super rodzeństwo, wszyscy się wspierają.

 Rzeczywistość jest jednak inna niż w TV. Co wcale nie znaczy, że gorsza.

 W swojej rodzinie zmieniłabym tatę, ale nie na innego, tylko zmieniłabym w nim parę cech i wtedy moja rodzina byłaby idealna, jak w tym filmie. Jednak, skoro to niemożliwe, trzeba cieszyć się z tego wszystkiego, co jest dobre.

 Ja cieszę się z mojej Mamy.

 Mama – to kobieta, którą podziwiam za siłę, z jaką pędzi przez życie, za radość, którą ze sobą niesie, gdy dostrzega zawsze te lepsze strony, za wsparcie, które ze sobą przynosi i za miłość, którą cała emanuje.

 Podziwiam ją i jej dziękuję.

 Monika

 

 

 

Rodzina – jaka według mnie powinna być…. WYMARZONA

Oczywiście, że mam wyobrażenie, jaka powinna być rodzina. Taką wymarzoną rodzinę też mam… i najlepsze w tym wszystkim jest dla mnie jest to że taka właśnie jest rodzina,w której miałam szczęście się urodzić i żyć. Już na ten temat kiedyś pisałam i nadal uważam, się za szczęściarę, że “trafili” mi się tacy dokładnie rodzice, tacy dokładnie dziadkowie, tacy dokładnie wujkowie oraz nie inne ciocie, kuzynki czy kuzyni.

Kiedyś podczas rozmowy z moją przyjaciółką, a gadam raczej szybko, zdarzył mi się lapsusik i zamiast powiedzieć “każdy człowiek ma wady i zalety”, padło zdanie “każdy człowiek ma zady i walety”. Moja rodzina – a dokładniej jej członkowie – mają swoje “zady i walety”, ale dla mnie jest to rodzina idealna i bez względu na wszystko nie chciałabym mieć innej.

Małgosia

Moja własna rodzina

Moja rodzina jeszcze pięć lat temu była dla mnie totalną abstrakcją. Dziś jednak jest rzeczywistością. Jest moja własna,jedyna, kochana. Jest Grzegorz i mój mały urwisek Szymonek. Nie wyobrażam sobie życia bez moich chłopców. Są jego sensem.

Chciałbym przede wszystkim, żeby moja rodzina kochała się miłością bezwarunkową, nie za coś, lecz pomimo wszystko. Chciałabym, żeby nie myślała cały czas, 24 h na dobę o hajsie na wydatki, żeby nasza trójka potrafiła rozmawiać o wszystkim, żeby nigdy w siebie nie wątpiła, żeby była bez fałszu, złośliwości, żeby zawsze szła w stronę dobrego bytu, żeby była lojalna, żeby nie krzywdziła ludzi, żeby pomagała tym, którzy tego potrzebują, żeby nie przechodziła obojętnie obok ludzkiej krzywdy, żeby szanowała siebie i innych.

Ilona

Moja wymarzona rodzina

1-DSC_0088

To przeciwna niż ta, którą mam.

Chciałbym mieć rodzinę, w której byłaby miłość. I tylko to, nie potrzebowałabym Bóg wie czego.

Mam rodzeństwo, siostrę i dwóch braci. Ale tak jakbym ich w ogóle nie miała. Nie mogę liczyć z ich strony na nic. Nie ma między nami żadnych więzi. To smutne, ale nauczyłam się z tym żyć. Mam rodziców. Mama zachorowała na raka – nie dużo życia jej zostało. Kiedy trafiłam do więzienia, przysłała mi dwa listy na trzy lata. To mało, bardzo mało, ale cieszyłam się i z tego.

Dziś mój kontakt z rodzicami się nieco poprawił. Piszemy do sobie częściej. Może moi rodzice nie potrafią okazywać uczuć, nie są wylewni. Ale w głębi serca wiem i czuję to że mnie kochają, na swój sposób, ale kochają. Nie chcę pomocy, ani pieniędzy choć byłoby mi dużo lżej, nie ma się co oszukiwać. Ale chcę, aby po prostu byli, bo jest to dla mnie najważniejsze.

Niestety, mam przed sobą jeszcze długie lata w więzieniu.

O czy mogę za to obwiniać swoich rodziców, bo miałam złe dzieciństwo? NIE! To ja popełniłam przestępstwo, to był mój wybór, moja głupota, egoizm i brak odpowiedzialności.

Winę za to ponoszę tylko ja. A moich rodziców kocham, nie ważne co było… bo to już za nami, czas goi rany, nie ma potrzeby rozdrapywać ich na nowo, bo to nie miałoby najmniejszego sensu. Moim rodzice dziś jeszcze są, a jutro… nie wiadomo.

To tyle, jeżeli chodzi o moją rodzinę.

Pozdrawiam cieplutko.

Asia

Wielkanoc w więzieniu

U mnie Święta zaczynają się już w sobotę. Od rana szykowanie święconki, do której wkładam to, co mam. Czekanie na księdza. Kiedy już przyjdzie i poświęci pokarmy, czuję, że święta już się zaczęły.

W tym roku zrobiłam coś innego do jedzenia niż zawsze, a mianowicie zimne nóżki, bez gotowania. Jak to możliwe? Bierzesz rosołek w kostce, kupujesz udka z kurczaka i trochę żelatyny i masz zimne nóżki.

Standardowo pooglądałam wszystkie powtórki w telewizji. W tym roku było fajnie, bo mogłam się spotkać z moimi przyjaciółkami i złożyć sobie życzenia, co nie zdarza się tutaj co roku, więc przyniosło mi to dużo radochy. Oczywiście kolejny raz obejrzałam „Pasję”, poszłam na spotkanie z misjonarzami, żeby przeżyć święta duchowo i poczuć się częścią wspólnoty. Było bardzo przyjemnie.

Monika

♦

Święta, święta i po….

Niestety, dla mnie święta zawsze są zbyt krótkie. Czuję pewien niedosyt, bo tu przygotowuję ozdóbki, tu tu coś do jedzenia, a tu nie zdążę mrugnąć i już jest po wszystkim. Dwa dni Wielkanocy przedłużałabym co najmniej do tygodnia i być może wtedy ten czas byłby wystarczający do takiego solidnego pocelebrowania.

W więzieniu najistotniejsze jest dla mnie to, żeby ten czas był spokojny, bez kłótni, bez negatywnego nakręcania atmosfery. Kiedy w czasie świąt trafiam na spokojne osoby – to wtedy jest już to dla mnie luksus.

Nie można tu przygotować wszystkiego, co chciałoby się zjeść, czy tego co znajdowało się na stole w domu, ale po lekkich kombinacjach, zawsze coś się stworzy. Jajeczka uwielbiam pod każdą postacią, więc te święta pod tym kątem to dla mnie szaleństwo, bo można wymyślać niemalże bez końca. Akurat na potęgę lubię miks, o którym już kiedyś pisałam, jajeczka + majonez + tuńczyk + żywy ogórek pokrojony w kosteczkę, więc i w dzień świąteczny i powszedni pasuje mi zawsze.

Bez względu na wszystko, istotne jest to, aby było spokojnie, miło i ….. smacznie.

Małgosia

♦

Święta w ZK nie wyróżniają się niczym szczególnym przynajmniej dla mnie.

Najważniejszą rzeczą w te święta była możliwość oglądania telewizji do późnych godzin nocnych. Więc oczy na zapałki i starałam się dotrwać do końca. Nawet reklamy po godzinie 2 wydają się ciekawsze. Co do jedzenia serwowanego przez tutejszą kuchnię, hmm… mam dużo do życzenia.

Dominika

♦

Święta to tak naprawdę chyba najbardziej przykry okres w ZK. Po paru latach przebywania w izolacji, człowiek może się przyzwyczaić i stara się nie myśleć, co dzieje się w domu, bo wtedy jest jeszcze gorzej. Dla mnie tak naprawdę święta nie wyróżniają się niczym szczególnym. Jedzenie jest prawie takie same, no może trochę lepsze. I coś na co ja czekam, czyli telewizja całą noc. Wtedy człowiek może sobie pooglądać jakiś dobry film lub program. No i coś, co człowiek robi przeważnie na wolności, czyli folguje sobie z jedzeniem. Ale wszystko we własnym zakresie. I to jest też bardzo fajne, odskocznia od szarej rzeczywistości. Choć przez chwilę można zrobić coś samemu.

Ogólnie myślę, że nie jest najgorzej, chociaż nikomu w życiu bym czegoś takiego nie życzyła.

Dziękujemy za życzenia i też życzymy wszystkiego naj.

Majka

♦

W święta wielkanocne zostałam odwiedzona przez rodzinę. Było miło. Przygotowałam ciasto z budyniem i sałatkę warzywną z kurczakiem. Przed świętami w gronie koleżanek robiłyśmy kartki świąteczne i koszyczki wielkanocne. Ksiądz wyświęcił nam jedzenie, które wcześniej razem przygotowałyśmy. W niedzielne śniadanie dzieliłyśmy się jajkiem i składałyśmy sobie życzenia. Atmosfera była miła, choć daleko odbiegająca od domowej.

Dorota

♦

Moje święta w tym roku były jedne z najgorszych w życiu, ponieważ byłam z dala od rodziny i dzieci. W tym miejscu nie obchodzę żadnych świąt, bo mnie przybijają i wtedy mam wielką pustkę w sercu.

Na święta zrobiłyśmy z dziewczynami sałatkę z makaronu, kukurydzy, groszku i tuńczyka. Była bardzo miła atmosfera na celi. Ale tak naprawdę to nie są żadne święta w tym miejscu. ZK też nie miał dla nas żadnej specjalnej propozycji z okazji świąt.

Miszela

♦

Nastrój, niezależnie od tego, że jestem w więzieniu, był świąteczny. Porządki, sprzątanie celi, mycie okna, pranie firaneczki, czyszczenie fugi na podłodze. A najważniejsze było to, że zrobiłam koszyk – święconkę. Czekałyśmy na jajka. Hura, dostałyśmy. Do koszyka. Sól i pieprz zmieszane do menzurki od lizaków, też do koszyka. Z paczki żywnościowej ser i wędlinę skręciłam w rulonik, no i chlebek, a na górze koszyka jajko kinder. Po bokach zawiązałam kokardki. Na boku koszyka usadziłam żółtego kurczaka. Koszyk wyszedł śliczny. Dziewczynom z celi też się bardzo podobał. A na wieczór zrobiłam sałatkę. Jaja z koszyka, wędlina wędlina z kolacji, cebulka, drobno pokroiłam i wyszła: sałatka francuska „oli wie”, pycha.

Dzięki Fundacji „Dom Kultury” miałyśmy trochę słodyczy.

Może święta i wyszły skromnie, ale w atmosferze spokojnej, miłej i przyjaznej.

Walentina

Życzenia

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych pragnę złożyć najserdeczniejsze życzenia dla wszystkich ludzi, którzy piszą do nas na blogu oraz dla naszych kochanych pań z Fundacji „Dom Kultury”.

Niech te Święta będą dla nas wszystkich magicznym przeżyciem.

Dużo uśmiechów dla osób nam najbliższych, rodziny, przyjaciół, znajomych, sąsiadów – uśmiechów na co dzień!

Świąt w rodzinnym gronie.

Niech te Święta będą najpiękniejsze.

Pozdrawiam bardzo serdecznie w imieniu swoim i Blogerek.

Asia

 

Rady dla Zaki

 

 26 lutego zaka123 napisała: Czytam od pewnego czasu waszego bloga z dużym zainteresowaniem, bo niestety czeka mnie niedługo pobyt w więzieniu. Mam dopiero 19 lat i wyrok 2 lat. Nie wiem, czego się spodziewać po drugiej stronie. Czy macie jakieś rady, jak przetrwać w więzieniu? Koszmarnie się boję pobytu tam.

Mam dla Ciebie kilka rad z mojego własnego doświadczenia. Nie otwieraj się przed wszystkimi, ponieważ inni mogą to wykorzystać na Twoją niekorzyść. Nie daj się wykorzystywać. Tu, nie jest tak źle, jak się wydaje. Bo nie taki diabeł straszny, jak go malują :). Ale więzienia trzeba się bać. Aby tam z chęcią nie wracać :). Znajdziesz sobie zajęcie i czas Ci szybko zleci. Ja też bałam się, a nawet straszono mnie. Ale na szczęście to okazało się nieprawdą. Duży mam wyrok, ale daję sobie radę i nie jest źle.

Pozdrawiam cieplutko Asia.

♦

Jeśli jesteś dobrą osobą, nie masz czego się bać. Duży nacisk na czystość… w tym miejscu okaże się, jaką jesteś osobą. Tak będą Ciebie postrzegać i traktować. Bądź sobą!

Agnieszka

♦

Cóż mogę Ci poradzić. Może powiem to, co zwraca moją uwagę na początku.

Gdy ktoś przychodzi do celi, zawsze zwracam uwagę na to, czy osoba myje się codziennie i pierze bieliznę. Czy sprząta po sobie i nie czeka na to, czy ktoś zrobi coś za nią. To wszystko. Wiem, że cokolwiek bym nie napisała, wciąż strach będzie Ci towarzyszył. Na pewno nie jest tak jak w filmach. Nikt Cię nie będzie bił ani prześladował. Tu też są po prostu ludzie. Na pewno znajdziesz kogoś z kim będziesz mogła pogadać. Nie martw się. Nie jest to super przeżycie, ale też nie koniec świata. Wejdź sobie na stronę internetową i zobacz co możesz wziąć ze sobą i spakuj się odpowiednio. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Trzymaj się.

Monika

♦

Hm… tak naprawdę to nie ma złotego środka na pobyt w więzieniu, wszędzie gdzie jest zbiorowisko ludzi, to… zawsze może coś iść nie tak. Trzeba być zawsze sobą i nie ulegać manipulacji, a na pewno nie będzie tak źle.

Pozdrawiam Maja

♦

Więzienie nie jest takie straszne jak mówią. W więzieniu trzeba mieć mocną psychikę, nie można się w tym miejscu załamać. Nie otwieraj się przed skazanymi, bo mogą to potem wykorzystać przeciwko Tobie.

Miszela

♦

Nie oszukujmy się – więzienie to miejsce, którego należy się bać, oczywiście z różnych powodów, z którymi zetkniesz się, gdy już tu trafisz. Masz pewnie jakieś wyobrażenia tego, jak jest w więzieniu – spora część tych wyobrażeń to mity. To co wiesz podziel na dwa i jeszcze odejmij ćwierć, a to co zostanie będzie bliskie prawdzie. Nie grozi Ci nic takiego, co sobie wyobrażasz, zabić Cię nikt nie zabije, zgwałcić nie zgwałci (schylanie się po mydło to żart), jeżeli będziesz sobą i będziesz się zachowała jak człowiek, to nawet kłótnia Ci nie grozi. Weź głęboki oddech i wiedz, że dasz radę. Reszty dowiesz się albo już będąc tu, albo postaram się napisać post, bo ostatnio trafiła do mnie ciężarna – wręcz przerażona, po godzinie rozmowy – oddycha normalnie.

Pozdrawiam Małgosia

♦

Nie bój się mała, jesteś małoletnia. Bądź szczera, ale ostrożna w zaufaniu. Nie opowiadaj o swoim życiu, żeby później nikt nie mógł tego wykorzystać przeciwko Tobie. Pamiętaj milczenie to złoto. Rok to nie wyrok. Dwa lata jak za brata, a trzy po prostu przeleci. Wszystko będzie dobrze.

Walentina

♦

Doskonale rozumiemy Twój strach, ale on ma tylko wielkie oczy. Jak jesteś silna psychicznie, to dasz radę. Nie dramatyzuj, nie takie świat dramaty zna – to są normalni ludzie. Jeżeli będziesz w porządku do innych, inni będą w porządku do Ciebie. Bądź szczera, staraj się być prawdziwa.

Pozdrawiamy, Ilona i Batory